Czas!
We wrześniu 2022 roku świat z niedowierzaniem obserwował ukraińską kontrofensywę w obwodzie charkowskim. rosyjskie oddziały w nieco ponad tydzień utraciły niemal cały zajęty kilka miesięcy wcześniej teren, porzucając setki pojazdów, magazyny amunicji i ogromne ilości sprzętu. W natarciu uczestniczyły również czołgi T-72 przekazane Ukrainie przez Polskę. Owszem, maszyny miały już wówczas 30-40 lat, co dziś bywa powodem do określania ich mianem „złomu”. Ale na wojnie wartość broni rzadko mierzy się rokiem produkcji. Znacznie ważniejsze jest to, czy można jej natychmiast użyć.
Idźmy dalej – debatując o uzbrojeniu często skupiamy się na parametrach technicznych. Porównujemy grubość pancerza, zasięg skutecznego ognia, moc silnika czy możliwości systemów kierowania ogniem. Wszystko to ma oczywiście znaczenie. Rzecz w tym, że sam czołg, armatohaubica czy bojowy wóz piechoty nie walczą. Walczy cały system.
Tworzą go wyszkoleni żołnierze, zapasy amunicji, części zamienne, pojazdy zabezpieczenia technicznego, warsztaty remontowe, logistyka paliwowa i zdolność do szybkiego uzupełniania strat. Dopiero połączenie wszystkich tych elementów przekłada się na realną wartość bojową. Bez nich nawet najbardziej zaawansowany technologicznie sprzęt pozostaje jedynie kosztowną platformą, której potencjału nie sposób wykorzystać.
Posowiecki, czyli… lepszy
Wiosną 2022 roku Ukraina potrzebowała właśnie takich kompletnych zdolności. rosyjska armia nacierała na kilku kierunkach, ukraińskie jednostki ponosiły ciężkie straty, a kolejne brygady formowane w ramach mobilizacji trzeba było jak najszybciej wyposażyć i skierować na front. Czas liczono nie w miesiącach, lecz w dniach.
W takich realiach czołg T-72 miał dla Ukrainy większą wartość bojową niż znacznie nowocześniejszy Leopard 2 czy Abrams. Nie dlatego, że był od nich lepszy. Był po prostu gotowy do walki. Ukraińscy pancerniacy od dziesięcioleci szkolili się na konstrukcjach rodziny T-64, T-72 i T-80, przemysł posiadał doświadczenie w ich remontach, magazyny dysponowały częściami zamiennymi, a system logistyczny był dostosowany do utrzymywania tych pojazdów w służbie. Wprowadzenie kolejnych T-72 nie wymagało budowy nowego zaplecza szkoleniowego ani organizowania od podstaw systemu obsługi technicznej. Oznaczało możliwość niemal natychmiastowego uzupełnienia strat i zwiększenia potencjału walczących jednostek.
Ta sama logika dotyczyła również innych kategorii uzbrojenia o sowieckim rodowodzie. Armatohaubice, bojowe wozy piechoty, środki przeciwlotnicze czy amunicja były cenne nie tylko dlatego, że zwiększały liczbę egzemplarzy danego sprzętu. Przede wszystkim pozwalały utrzymać ciągłość działań bojowych. W pierwszych miesiącach wojny każda dostawa poradzieckiej techniki oznaczała możliwość odtworzenia utraconych zdolności, wyposażenia nowo formowanych pododdziałów lub utrzymania wysokiego tempa operacji. A właśnie tego Ukraina potrzebowała najbardziej.
Kiedy w pierwszych tygodniach wojny kolejne państwa Zachodu wciąż zastanawiały się, gdzie przebiega granica dopuszczalnego wsparcia dla Kijowa, Polska już ją przekraczała. Jako jeden z pierwszych sojuszników zdecydowała się przekazać ciężki sprzęt pochodzący z własnych jednostek, świadomie godząc się na czasowe osłabienie własnego potencjału.
Najbardziej wymownym przykładem są właśnie czołgi. Polska przekazała Ukrainie około 240 czołgów T-72 różnych wersji już w 2022 roku, a następnie kolejne wozy, w tym PT-91 Twardy oraz 14 Leopardów 2A4. Łącznie do Kijowa trafiło 318 czołgów z polskich zasobów – więcej niż przekazało jakiekolwiek inne państwo.
Na tym jednak pomoc się nie kończyła. Ukraina otrzymała również m.in. 137 systemów artyleryjskich, ponad pół tysiąca pojazdów opancerzonych, samoloty MiG-29, śmigłowce Mi-24 oraz ogromne ilości amunicji – od czołgowej, przez artyleryjską, po moździerzową. Łączna wartość polskich donacji wojskowych przekroczyła 16 mld zł, z czego zdecydowana większość przypadła na lata 2022–2023, czyli okres, gdy ważyły się losy ukraińskiej obrony i państwowości.
Z perspektywy połowy 2026 roku łatwo zapomnieć, jak wyglądały pierwsze miesiące pełnoskalowej wojny. Jak widziano sprawy w zachodnich stolicach. I jak drastycznie inaczej postrzegała je Polska. Piszę o tym w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu "Polska Zbrojna" - oto link do tego materiału.
-----
Nz. Polskie T-72 podczas ćwiczeń Anakonda 2010/fot. własne
Trwa ładowanie...