Co wiemy o Karolu Lipińskim?
Izabella Starzec: Ciekawą postacią w historii muzyki był Karol Lipiński, kompozytor i skrzypek zwany też polskim Paganinim. Koncertował w wielu zacnych miejscach w Europie, w tym we Wrocławiu. Fakt ten uczciła przed laty Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, przyjmując nazwę Akademii Muzycznej im. właśnie Karola Lipińskiego w 1981 roku, dzięki inicjatywie prof. Marii Zduniak. Co wiemy, a czego nie wiemy o Lipińskim?
– dr hab. Joanna Subel: My wciąż za mało wiemy o nim jako człowieku, artyście, a także kompozytorze. Przed laty profesor Maria Zduniak rozpoczęła badania nad działalnością i twórczością Karola Lipińskiego oraz powołała konferencje naukowe, organizowane w naszej Akademii Muzycznej, podczas których przedstawiano rezultaty tych dociekań naukowych. Pierwsza odbyła się w 1988 roku, a prezentowane referaty zostały opublikowane w zeszycie naukowym[1]. Podczas konferencji przedstawiano wyniki badań autorów zajmujących się tym znakomitym artystą, na przykład źródłami znajdującym się w Dreźnie, czy na terenie obecnej Ukrainy, we Lwowie. Udział brali także polscy badacze, a także praktycy muzycy, którzy z kolei prezentowali albo utwory, albo konkretne problemy gry skrzypcowej zawarte w utworach Karola Lipińskiego. Kolejne sesje naukowe, organizowane przez Marię Zduniak i referaty tam wygłoszone zostały później opublikowane w latach 1990, 1993, 2003, 2007. Po śmierci prof. Marii Zduniak w 2011 roku, konferencje odbywały się pod zmiennym kierownictwem, brało w nich udział coraz więcej europejskich naukowców, zajmujących się życiem i twórczością Karola Lipińskiego, a publikacje wydano jako zeszyt szósty I siódmy.
Drugim ważnym źródłem wiedzy o sztuce gry skrzypcowej polskiego wirtuoza jest działalność koncertowa profesora Konstantego Andrzeja Kulki, który nagrał na płyty wszystkie kompozycje Karola Lipińskiego. Są to opracowania na układ kameralny – bo nie każdy akompaniament jest oryginalny – przez wiolonczelistę, profesora Andrzeja Wróbla z Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina.
Mówiąc „wszystkie utwory” masz na myśli całość spuścizny, czy tylko instrumentalne?
– Instrumentalne, skrzypcowe, które były z towarzyszeniem albo orkiestry, albo fortepianu, a także w kameralnych składach. Konstanty Andrzej Kulka propaguje Lipińskiego wszędzie, gdzie jest to możliwe. Twierdzi, że utwory naszego skrzypka i kompozytora przewyższają trudnościami technicznymi kompozycje Paganiniego. Jako koncertujący artysta i laureat (w wieku lat siedemnastu) konkursu imienia genialnego Włocha w Genui, doskonale wie, co mówi. Artysta posiada bowiem z autopsji rozeznanie w literaturze skrzypcowej, a jego repertuar obejmuje większość znaczących dzieł przeznaczonych na ten instrument.
Skoro o porównaniach mowa, scharakteryzujmy może pokrótce najważniejsze różnice między tymi skrzypkami.
– Paganiniego znają niemalże wszyscy, ponieważ była to postać charakterystyczna – bardzo szczupły, chorowity. Miał długie kręcone czarne włosy, więc czasami go przedstawiano jako Belzebuba, albo człowieka, który wszedł w jakieś konszachty z diabłem. Tymczasem Karol Lipiński raczej niczym się nie wyróżniał z wyglądu.
Paganini był starszy o 8 lat od Polaka (który urodził się w 1790 roku). Brylował więc na estradzie koncertowej przed nim, a poza tym zaczął występować jako cudowne dziecko, co było w tamtych czasach bardzo modne. Właśnie swoją niezwykłą grą zaszokował publiczność. Gdy pojawiał się na scenie, wszyscy dopatrywali się jakiś nadzwyczajnych, wręcz nieludzkich umiejętności. Natomiast Lipiński nigdy nie uciekał się do działań pozamuzycznych, mających wywołać sensację. Był grzeczny, „dobrze ułożony” i początkowo nie bardzo rozumiał mechanizmy rządzące sceną.
Jakie były tego skutki?
– W 1819 roku, już po pierwszych sukcesach zagranicznych i wspólnym koncercie z Paganinim w Piacenzy (1818 r.) przyjechał po raz pierwszy do Krakowa. O nic nie zabiegał, jakby zapominając, że w jego czasach muzyk musiał o wszystko sam zadbać. Nie było menedżerów, mecenasów. Trzeba było samodzielnie zorganizować sobie salę, orkiestrę, zamówić afisze, dać ogłoszenie do gazety o koncercie. Bywało też, że i sprzedawać bilety i wpuszczać na salę, jak czynił to właśnie Paganini. Lipiński nie był specjalnie obyty w tzw. towarzystwie, nie znał tych zwyczajów, nie udał się do jakiegoś stowarzyszenia – dysponenta orkiestry, nie chodził po domach arystokratów i nie rozpowiadał o tym, że ma mieć koncert.
Jak pisze Józef Reiss, młody, niedoświadczony jeszcze artysta, nie znający zasad biznesu „pominął Tow. Przyjaciół Muzyki i kazał rano rozlepić afisze. Wieczorem [1819 roku] grał przed pustymi ławkami […]”. Nauczony przykrym doświadczeniem podczas kolejnego pobytu w Krakowie, Karol Lipiński wystąpił pod egidą Towarzystwa Przyjaciół Muzyki i z orkiestrą Towarzystwa. Sukces, jaki odniósł Lipiński podczas pierwszego koncertu, który odbył się 30 maja 1821 roku był tak znaczący, że 5 czerwca skrzypek wystąpił ponownie.
Portret Karola Lipińskiego pędzla Alojzego Reichana (1835)
Jaką opinią cieszyły się jego występy?
– Wszędzie, gdzie koncertował Karol Lipiński, zarówno we wczesnym etapie jego działalności koncertowej (lata 1817-1824, 1829), jak i w okresie dojrzałości artystycznej (lat 1834-1839) cieszył się ogromną sławą, a jego kunszt mistrza gry skrzypcowej był niezwykle ceniony. Świadczą o tym licznie zachowane recenzje w ówczesnej prasie.
Sytuacja niezręczna dla Lipińskiego miała miejsce w Paryżu, gdzie skrzypek nie chciał szukać poparcia u arystokracji polskiej, a także nie zechciał, aby Chopin był współwykonawcą jego koncertu. O tym niepowodzeniu pisał Julian Ursyn Niemcewicz, który wtedy przebywał w Paryżu:
Sprawiedliwie słynny z rzadkiego talentu swego skrzypek Lipiński, przybył do Paryża bez żadnych listów rekomendacyjnych, pewien, że równie w Paryżu jak we Lwowie znany, wszyscy garnąć się będą do niego po bilety; nie udał się więc do zwyczajnych środków, nie był u tutejszych artystów, nie dał się słyszeć u X. Czartoryskiej i innych dam, które go chciały dać poznać. Pani Mickiewicz gwałtem wzięła bilety jego i mnie część ich dała, ja innym damom naszym; O 8-mej wieczór zaczął się concert w sali ratuszowej, ta się napełniła cała, lecz połowa była z Polaków, którym Lipiński darmo dał bilety. Pokłócił się z Polakiem pianistą Chopin, który chciał usłużyć i grać na jego koncercie, ale Lipiński dziwak grał z niepanowaną doskonałością bardziej trudne niż przyjemne rzeczy. Poklaskiwaliśmy, lecz nie wiem, czy 1000 fr. zbierze z tego grosza, lecz sam temu winien, bo nie chciał słuchać nikogo, wyszedłem o 10-ej. Tak to Lipiński kasą zapłacił za brak reklamy za nieprzedstawienie się księżnej Czartoryskiej, za odrzucenie współudziału Chopina […].
Czy koncert zakończył się fiaskiem?
– Nie znaczyło to wcale, iż koncert paryski w dniu 3 marca 1836 roku okazał się fiaskiem. Wręcz przeciwnie. Artysta miał satysfakcję, że w sali ratusza paryskiego, gdzie odbył się jego występ zjawili się w większości zawodowi muzycy, sala była po brzegi wypełniona słuchaczami, a recenzje świadczą o sukcesie artystycznym. Następnym miastem, gdzie Lipiński miał debiutować był Londyn, toteż po doświadczeniach paryskich zgłosił się do Niemcewicza po listy polecające.
Czy po tym doświadczeniu sytuacja artysty poprawiła się pod względem organizacyjnym?
– Nie do końca, ale nie zawsze to było też potrzebne. Lipiński bywał co roku w Kijowie na tzw. „kontraktach kijowskich”. Były to targi wszelakiego towaru i przy ich okazji odbywały się bale, przedstawienia teatralne, koncerty znanych artystów. Mimo że to była zima, przełom stycznia i lutego, miał skrzypek swoich słuchaczy. Koncertował zarówno w domach arystokratów, jak i publicznie. Był tam znany a śmietanka towarzyska za każdym razem starała się, by zagrał u nich. Wręcz prześcigano się, by mieć u siebie Lipińskiego.
Z tego może wynikać, że w Europie Zachodniej o kilka długości w organizacji występów wyprzedził go Paganini, który umiał siebie zareklamować, ale przecież na błędach można się nauczyć i wykorzystać tę zakulisową wiedzę przy kolejnych kontraktach.
– Lipiński nie musiał tego czynić. Był bowiem wielkim idealistą. Nawet przy dość powszechnym sposobie organizowania koncertów, które były wtedy składankami – różni artyści, śpiewaczki, wykonywali fragmenty symfonii, część koncertu, coś solowego – chciał być jedynym, na którego występ przyjdą. Niechętnie występował z kimś jeszcze. Poza tym naprawdę, nikogo o nic nie prosił. W tym czasie Paganini sam rozpuszczał plotki o sobie przed koncertem, aby wzbudzić sensację i pozyskać słuchaczy, natomiast Lipiński nigdy nie uciekał się do takich „sztuczek”:
Sytuacja pomocy w organizacji koncertu Lipińskiego miała miejsce właśnie w Paryżu, kiedy skrzypek spotkał się z Fryderykiem Chopinem.
– To był grudzień 1835 roku, Lipiński przybył wówczas do Paryża z zamiarem wystąpienia w tej „stolicy muzyki”. Chopin oferował, że pomoże mu zorganizować koncert, a nawet sam też wystąpi. Szczytnym celem tego koncertu było wspomożenie polskiej emigracji.
Czyżby odmówił? W kontekście naszej historii zaborowej to rzeczywiście mógł być problem. Może rzeczywiście się Lipiński tego obawiał?
– Wiesz, ta sytuacja była dość złożona. Różni autorzy piszący o Chopinie twierdzą, że najpierw się zgodził a potem odmówił. Pisano, że powodem mogło być to, że miał potem wystąpić w Rosji, m.in. w Petersburgu i Moskwie. Lipiński miał wprawdzie tytuł nadwornego skrzypka rosyjskiego dworu carskiego, ale mieszkał w Galicji na terenie Austro-Węgier. Wszyscy piszący o tym wydarzeniu nie podają źródła informacji, nie zachowały się też wszystkie listy Chopina do ojca, dlatego nie można z całą pewnością stwierdzić, jak było w istocie. Jak pisał Ksawery Bronikowski:
Z resztą nadmienić tu można, że Lipiński skromny i kochający sztukę dla samej sztuki [podkreślenie J.S.], obudza w Paryżu zabiegi niegodne artystów, ale poniekąd naturalne w mieście, gdzie tyle jest zepsucia i spółubiegania. Jedni go mało jeszcze słyszeli, kiedy mu śmią zazdrościć.
Czy będąc w Paryżu Lipiński odwiedzał domy arystokracji?
– Nie, nie poszedł się kłaniać damom w Paryżu, ale – o dziwo – miał słuchaczy. Wystąpił w Sali Ratusza, mieszczącej kilkaset, a nie tysiące, osób. Na koncert przyszli znani muzycy, artyści, skrzypkowie, dyrygenci, którzy byli w Paryżu. Sala była pełna, a recenzje świetne. Jednak artysta dał tylko ten jeden koncert.
Czasami można odnaleźć krzywdzące opinie o nim jako artyście. Zachował się na przykład list ojca Chopina do Fryderyka, w którym pisał, że Lipiński nie umiał się podobać. Ale ja zadaję pytanie, komu się nie umiał podobać? Damom, których nie całował po rączkach i nie prosił, żeby go zaszczyciły na jego koncercie? Bo z koncertu wynika, że wszyscy, którzy byli na tym koncercie wyszli zachwyceni. I znowu powołam się na nieocenionego Ksawerego Bronikowskiego:
Paryż jest bardzo trudny do pobudzenia, i zawiść rozmaitych stronnictw zwykle artystom nie małe stawia trudności do pokonania, ale ogromny talent Lipińskiego potrafi wszystko przezwyciężyć.
I jeszcze słowa Niemcewicza:
Poklaskiwaliśmy, lecz nie wiem czy 1000 fr. zbierze z tego grosza, lecz sam temu winien, bo nie chciał słuchać nikogo […]. Tak to Lipiński kasą zapłacił za brak reklamy za nieprzedstawienie się księżnej Czartoryskiej, za odrzucenie współudziału Chopina […].
Mamy więc odpowiedź, dlaczego Lipiński się nie podobał i komu. Skrzypek miał po prostu swoje ambicje artystyczne.
To przykre, że nawet najwybitniejszych artystów, niejako zmuszano do szukania protekcji.
– Przypuszczam, że właśnie chodziło o to, że Lipiński nie umiał się, mówiąc kolokwialnie, podlizywać arystokracji. Świadczy to jednocześnie o pozycji społecznej muzyka, który „nie pokazał się najpierw arystokracji”, która przecież nie była zawodowo związana z muzyką. Chociaż, tu znów odwołam się do Ksawerego Bronikowskiego:
[…] pan Lipiński grał na kilku prywatnych wieczorach, co dało powód „Monitorowi” do umieszczenia kilku słów o jego grze. Nazwano ją tam potężną (puissant), talent jego bardzo znakomitym, wynurzono jednakże nadzieję, że zechce zaprowadzić w swojej grze i metodzie pewne modyfikacje, jakich może wymaga smak tutejszej publiczności.
Być może to było poniżej jego godności.
– Tak, na pewno tak. Na pewno tak. Właśnie na to był bardzo wyczulony. Dlaczego domagano się modyfikacji gry, która podobałaby się publiczności? Można się o tym przekonać, studiując występy Paganiniego. Właśnie „wygłupy” podczas jego koncertów były ostro krytykowane.
W takim razie, dlaczego zgodził się na taki koncert – pojedynek z Paganinim?
– Pierwszy pojedynek z Paganinim to właściwie nie miał takiego charakteru. Historia ich spotkania datuje się na 1818 rok. Lipiński przeczytał recenzje w gazetach, że właśnie pojawił się niezwykły muzyk, geniusz rangi światowej – Paganini. Zabrał więc skrzypce, nuty (rękopis) ze swoimi „Kaprysami” na skrzypce solo [3 Kaprysy op. 10, dedykowane później Paganiniemu] i ruszył w podróż, by samemu się przekonać o fenomenie Paganiniego.
Sam nie miał takiej przeszłości muzycznej, ponieważ nie uczył się u żadnego muzyka, nie studiował w żadnym konserwatorium i nie uczył się prywatnie. Podstaw muzyki udzielał mu tylko ojciec, ale to były tylko początki. Następnie korzystał z pierwszej francuskiej metodyki, szkoły gry na skrzypce. Można więc powiedzieć, że był w najwyższym stopniu autodydaktą, który do wszystkiego doszedł sam.
To też był cudownym dzieckiem! Dlaczego tego nie wykorzystał?
– Ale on się przeciwko temu buntował! Miał w sobie duże poczucie samokrytyki i od małego znał swoją wartość. Nawiasem mówiąc jako dziesięcioletni chłopak zaczął nagle grać na wiolonczeli. Usłyszał wiolonczelistę w Operze Lwowskiej i tak mu się ten dźwięk spodobał, że zaczął dużo ćwiczyć na nowym instrumencie. Szybko go opanował – do tego stopnia, że występował publicznie. Nawet jest recenzja z koncertu, podczas którego Lipiński grał na skrzypcach i wiolonczeli. Podkreślano w niej, że bardzo rzadko zdarza, by w tak dobrym stopniu grać na tych obu instrumentach w tak młodym wieku.
Karol Lipiński. Źródło: Józef Reichan - https://portalmuzykipolskiej.pl/en/osoba/6723-karol-lipinski/biografia/2-complete-biography
Jednak w późniejszych latach już nie pojawiał się w charakterze wiolonczelisty.
– Lipiński przekonał się, że jest bardziej predysponowany do solowej gry skrzypcowej i zarzucił wiolonczelę.
Wróćmy do historii z wyjazdem do Włoch. Jak odszukał Paganiniego?
– Po prostu jeździł od miasta do miasta. Nie znał jego planów koncertowych i szukał w ważniejszych ośrodkach, aż odnalazł go Weronie. Poszedł na jego koncert, po którym przedstawił się Włochowi. Ten ujęty tym, że ktoś z tak daleka przyjechał go słuchać, zaprosił Lipińskiego do hotelu, gdzie polski skrzypek przedstawił mu swoje kaprysy (miał skomponowane trzy), a jeden z nich zagrał. Paganini był pod wrażeniem gry Lipińskiego, jak i stopnia trudności utworów. Na koniec wizyty zaprosił skrzypka do wspólnego koncertu, co było absolutnie niezwykłe. Przecież Lipiński przybył z dalekiego Lwowa i był jeszcze ogólnie nieznany, mimo, że z wielkim sukcesem wystąpił „po drodze” jadąc do Włoch, w Budapeszcie i Lubljanie. W tym mieście nie tylko oceniono jego grę bardzo wysoko, ale także przyjęto polskiego skrzypka na członka Lubljańskiego Towarzystwa Filharmonicznego i napisano pierwszy sonet na cześć artysty.
Lipiński i Paganini zagrali wspólny koncert 18 kwietnia 1818 roku w Piacenzy. Niestety, jak to bywało w tamtym czasie, nie podawano dokładnej nazwy utworów, a nawet nazwiska kompozytora. Wiadomo, że grali jakiś Koncert na dwoje skrzypiec Kreutzera. Po tym występie Paganini zaprosił go do dalszych wspólnych występów. W XIX wieku panowała moda, aby organizować występy dwóch mistrzów, które miałyby charakter pojedynku mistrzów. Jednak Lipiński zmuszony był odmówić, gdyż musiał wrócić do domu, ponieważ żona oczekiwała dziecka. Już więcej nie wrócił do Włoch i nie wystąpił tam z Paganinim.
Nigdy potem się nie spotkali?
– Tak, spotkali się, po latach w Warszawie w 1829 roku przy okazji koronacji cara rosyjskiego na króla Polski. Paganiniego zaprosił książę Antoni Radziwiłł, który słyszał go wcześniej w Berlinie i Poznaniu. Lipiński był obecny jako nadworny, carski skrzypek. Niezbyt to było korzystne dla Lipińskiego, który już wcześniej, na przełomie 1827/1828 wystąpił pięciokrotnie w Warszawie. Paganini był sensacją i na nim skupiała się uwaga publiczności, jak i krytyki. Nawet proszono Lipińskiego, żeby nie występował w tym czasie między koncertami Paganiniego i nie odciągał od niego uwagi. Lipiński z kolei chciał udowodnić, że nie obawia się konkurencji i w żadnym razie nie jest gorszy od Paganiniego. Wykonał swój koncert 5 czerwca pomiędzy kolejnymi występami Paganiniego i wyjechał. Natomiast włoski wirtuoz wystąpił w Warszawie aż dziesięć razy!
I rzucił wszystkich na kolana.
– Może nie wszystkich, ale z pewnością podzielił tzw. opinię publiczną, w tym recenzentów, na dwa obozy. Jedni wychwalali Włocha, drudzy Polaka. Sama jednak sytuacja była dla Lipińskiego mocno niekorzystna, gdyż Paganini był uważany jako „nowa gwiazda”, a Polak był znany z występów poprzedniego roku. Gdy analizowałam recenzje z koncertów obu muzyków zwróciłam uwagę, że najbardziej „zabolało” polskiego artystę stwierdzenie „Nie zapomni Lipiński, że się pod Paganinim kształcił […], a jego gra mozolną przypomina pracę, Paganini sam z siebie jest mistrzem, Lipiński wychowańcem mistrzów”.
Przykre. Czy Lipiński na to odpowiedział?
– Tak. Warto tu przytoczyć odpowiedź polskiego wirtuoza:
"W porównaniu z Artystą, który sam sobie wszystko winien, nazwano mnie wychowańcem mistrzów. Lecz mnie tylko oyciec uczył początków muzyki i nie byłem wychowańcem żadnych mistrzów, ani uczniem żadnego Konserwatoryum. […] w kilka zaś dni po przyieździe moim do Piacenzy, dokąd się udałem dla usłyszenia Pana Paganiniego, grałem z nim podwóyny Koncert, na który zapraszaiąc publiczność, ten znakomity Artysta był tyle grzecznym, że mnie raczył nazwać: Valente Professore di Violino, Polacco; w parę tygodni potem grałem z nim drugi podwóyny Koncert. – Te były moie stosunki z Panem Paganinim. I gdybym się pod nim kształcił, nietylkobym [sic!] to wyznał otwarcie, ale i poczytywał sobie za chlubę. Jestem zawsze z uszanowaniem dla opinii publiczney, w iakimkolwiek ona się względzie o mnie obiawia; wyznać iednak muszę, iż dotychczas nigdzie, tak w kraiu iak za granicą nie użyto publicznie mylnych faktów na moie poniżenie, a tym mniey nikt nie rzucał cienia, bym mógł przyłożyć rękę do poniżenia innych artystów; dopiero w stolicy oyczyzny moiey, którą po drugi raz mam szczęście zwiedzić, usłyszałem z boleścią o podobnem podeyrzeniu".
Nie dziwi zatem, że mając poczucie własnej wartości, mimo licznych próśb, dał w Warszawie 1829 roku tylko jeden koncert.
A jak to było z wrocławskimi koncertami Lipińskiego?
– O jego wizytach obszernie pisała profesor Maria Zduniak. Sięgnęła po prasę wrocławską z tamtego okresu, toteż w swoim artykule Wrocławskie koncerty Karola Lipińskiego przytoczyła recenzje z koncertów. Zachowało się kilka afiszy i różne anonse zapowiadające jego występy. Lipiński był we Wrocławiu cztery razy. Po raz pierwszy w 1821 roku, gdy jechał na dłuższe tournée w stronę Drezna i Lipska. Ten pobyt świetnie oddają entuzjastyczne recenzje. Nasz skrzypek zagrał trzy koncerty, podobnie jak w 1826 roku. Potem nastąpiła dziesięcioletnia przerwa, ponieważ jego trasy koncertowe omijały nasze miasto. Był jeszcze z czterema występami w 1836 roku, a po raz ostatni w 1840 z jednym tylko koncertem.
Karol Lipiński, litografia.
Zakład Litograficzny Aleksandra Chodkiewicza (1818–1827), w Lito. H. [Aleksandar Hrabiego] Chod [kiewicza], Biblioteka Narodowa w Warszawie, sygn. G. 67170/I
Czy Karol Lipiński miał we Wrocławiu jakichś przyjaciół?
– Przyjaciel, to wielkie słowo, ale na pewno spotkał się tu z bardzo gorącym przyjęciem znawców muzyki. Podczas czterokrotnych występów w naszym mieście powiększało się grono ludzi, którzy go pamiętali, cenili. Zapoznał się m.in. z Józefem Ignacem Schnablem, który był kapelmistrzem orkiestry przy katedrze i to on zapewnił Lipińskiemu muzyków, którymi osobiście dyrygował podczas koncertu w 1821 roku. Na zakończenie pobytu małżeństwo Lipińskich odwiedziło Schnabla, pozostawiając swój wpis do sztambucha rodzinnego. Pod datą 15 lipca Karol Lipiński zapisał w języku niemieckim: „[…] kilka chwil spędzonych w Pana towarzystwie zaliczać będę zawsze do najprzyjemniejszych w moim życiu”, natomiast Regina Lipińska (małżonka) po polsku zanotowała „pamiętaj o nas”.
Natomiast po ostatnim wrocławskim występie Karola Lipińskiego w 1840 roku, Johann Theodor Mosewius, tutejszy profesor teorii muzyki, założyciel i dyrygent Breslauer Singakademie (zał. 1825 r.), także krytyk muzyczny pisał: „Spośród wszystkich największych artystów, jacy kiedykolwiek odwiedzili Wrocław, Lipiński wyróżnia się nie tylko genialnością i wybitnym wirtuozostwem, lecz nade wszystko przemiłym charakterem”.
Warto dodać, że pisano to po wcześniejszej wizycie Paganiniego (1829 r.) we Wrocławiu.
Czy konferencje poświęcone Karolowi Lipińskiego są jeszcze organizowane w Akademii Muzycznej?
– Niestety nie. Po śmierci Marii Zduniak ja przejęłam wszelkie obowiązki związane z tymi konferencjami, zorganizowałam dwie sesje naukowe, byłam redaktorką szóstego (2017) i siódmego (2020) tomu serii Karol Lipiński. Życie, działalność, epoka. Kiedy jednak przeszłam na emeryturę nie było już osoby, która chciałaby dalej kontynuować te prace. A szkoda…
Szefowałam też inicjatywie wydawniczej Polskiego Wydawnictwa Muzycznego poświęconej opublikowania Dzieła wszystkie Karola Lipińskiego. Ukazał się jeden tom, opracowany przez mnie. Obecnie jest także w sprzedaży Symfonia B-dur. Na razie nie mam wiadomości czy dalsze publikacje będą kontynuowane.
Jakim kompozytorem był w twojej ocenie Karoli Lipiński?
– Jeżeli krytykowano jakieś jego dzieła, to zarzucano mu, że nie studiował on nigdzie kompozycji i stąd pewne niedoskonałości formalne. Ale jego cztery koncerty skrzypcowe ukazują nam wiele nowatorskich pomysłów, jak np. jednoczęściowość zamiast typowej wówczas formy trzyczęściowej. Był wielkim melodystą, dlatego w każdej niemal kompozycji zamieszczał wiele melodii. Z drugiej strony pamiętajmy, że wiek dziewiętnasty to czasy wielkich indywidualności, miał więc prawo „wymykać się” ze sztywnych reguł formalnych, podobnie jak czynił to Beethoven czy inni twórcy, a nikt im nie zarzucał „braków formalnych”. Z pewnością szkoda, że w programach międzynarodowych konkursów skrzypcowych nie ma utworów Lipińskiego.
Natomiast od roku 2023 Akademia Muzyczna im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu organizuje Międzynarodowe Konkursy Skrzypcowe imienia tego wielkiego wirtuoza i kompozytora.
Warto jeszcze przypomnieć, że wprawdzie nie we Wrocławiu, ale we wschodniej Polsce istnieje w Radzyniu Podlaskim Towarzystwo Muzyczne im. Karola Lipińskiego, które zajmuje się propagowaniem twórczości tego genialnego skrzypka i kompozytora. Organizowane są cykliczne koncerty pod nazwą Dni Karola Lipińskiego. Znajduje się tam także Izba pamięci artysty, a przed budynkiem postawiono jego popiersie. Radzyński Pałac Potockich, miejsce urodzenia przyszłego muzyka, został zrewitalizowany, można go zwiedzać i mieści się w nim m.in. Szkoła Muzyczna I st. im. Karola Lipińskiego.
Gdzie we Wrocławiu, oprócz Akademii Muzycznej, jest upamiętniona postać Lipińskiego?
– Jego nazwisko widnieje na tablicy umocowanej na gmachu głównym Uniwersytetu po stronie Oratorium Marianum. Są tam też nazwiska innych wielkich artystów, których obecność wzbogaciła dawny pejzaż muzyczny miasta.
[1] Wszystkie informacje zawarte w wywiadzie są oparte na naukowych materiałach źródłowych.
Trwa ładowanie...