Licencja

Obrazek posta

„Ukraina JUŻ WKRÓTCE będzie produkować Patrioty, a Polska została z niczym” – takie komentarze pojawiły się niemal natychmiast po informacji o amerykańskiej zgodzie na przekazanie Kijowowi licencji. Problem w tym, że między polityczną deklaracją a zjeżdżającymi z taśmy rakietami rozciąga się droga liczona nie w tygodniach, lecz najczęściej w latach. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że nawet docelowo nie będzie to produkcja wyłącznie ukraińska. Jeśli projekt rzeczywiście ruszy, będzie opierał się na współpracy amerykańskiego, ukraińskiego i europejskiego przemysłu. A Polska może odegrać w nim znacznie większą rolę, niż sugerują emocjonalne komentarze.

Zapowiedź Donalda Trumpa, że Stany Zjednoczone udzielą Ukrainie licencji na produkcję pocisków do systemu Patriot, zaczyna przybierać bardziej konkretną postać. Po politycznej deklaracji złożonej podczas szczytu NATO rozpoczęły się rozmowy z amerykańskimi producentami. Wołodymyr Zełenski poinformował między innymi, że Raytheon jest zainteresowany współpracą przy wytwarzaniu pocisków przechwytujących. Pod koniec lipca temat wrócił podczas spotkania prezydentów USA i Ukrainy w Waszyngtonie. Nadal jednak nie wiadomo, jaki dokładnie zakres technologii obejmie licencja, gdzie znajdą się poszczególne zakłady ani czy chodzi przede wszystkim o pociski PAC-3 MSE, GEM-T, czy o oba typy efektorów.

To ważne zastrzeżenie, bo pod nazwą „Patriot” kryją się dziś dwa różne pociski. Nowszy PAC-3 MSE jest przeznaczony przede wszystkim do zwalczania rakiet balistycznych i należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie efektorów na świecie. Starszy GEM-T służy głównie do zwalczania samolotów i pocisków manewrujących, a jego produkcja jest znacznie prostsza.

Ale zostawmy na razie kwestie techniczne. Licencja usuwa przede wszystkim barierę prawną i polityczną. Dopiero później trzeba podpisać umowy z producentami, przekazać dokumentację, wybrać zakłady, zbudować lub dostosować linie technologiczne, przeszkolić pracowników oraz przeprowadzić certyfikację i testy. W przypadku PAC-3 MSE dochodzi do tego konieczność pozyskania zaawansowanej elektroniki, układów naprowadzania, silników rakietowych, materiałów pędnych oraz elementów systemu „hit-to-kill”. Nawet amerykański producent, dysponujący istniejącą infrastrukturą i doświadczoną kadrą, rozbudowuje moce produkcyjne w ramach wieloletnich programów. Lockheed Martin zawarł z Pentagonem siedmioletnie porozumienie mające docelowo potroić produkcję PAC-3 MSE, co pokazuje skalę wyzwania.

W najbardziej optymistycznym wariancie w ciągu kilku miesięcy mogłaby rozpocząć się produkcja wybranych podzespołów, przygotowanie infrastruktury albo montaż pocisków z elementów dostarczanych przez amerykańskich i europejskich kooperantów. To prawdopodobnie w takim znaczeniu należy rozumieć wypowiedzi o możliwości rozpoczęcia produkcji „w ciągu kilku tygodni”. Nie oznaczałyby one, że po kilku tygodniach z ukraińskich fabryk wyjadą gotowe rakiety, lecz że szybko można uruchomić pierwszy etap przedsięwzięcia. Pierwsze pociski złożone w nowym zakładzie z importowanych komponentów mogłyby pojawić się po kilkunastu miesiącach. Uzyskanie rzeczywistej, powtarzalnej produkcji seryjnej należałoby natomiast liczyć raczej w perspektywie dwóch–czterech lat.

Punktem odniesienia jest powstająca w Niemczech linia produkcyjna pocisków GEM-T, rozwijana przez należącą do Raytheona i MBDA spółkę COMLOG. Porozumienie dotyczące europejskiej produkcji zawarto w 2024 roku, ale pierwsze dostawy z nowego zakładu są oczekiwane dopiero w 2027 roku. I chodzi o przedsięwzięcie realizowane w bezpiecznym państwie NATO, przez firmy od lat zajmujące się Patriotami, z dostępem do istniejącego zaplecza technicznego i łańcuchów dostaw.

Pełna produkcja wyłącznie na terytorium Ukrainy byłaby nie tylko trudna, ale również mało racjonalna. Zakłady wytwarzające najważniejsze elementy pocisków stałyby się dla Rosji celami o najwyższym priorytecie. Fabryka musiałaby zostać rozproszona, ukryta i chroniona przez obronę przeciwlotniczą, a mimo to pozostawałaby narażona na uderzenia rakiet balistycznych i pocisków manewrujących. Znacznie bardziej prawdopodobny jest model, w którym najbardziej wrażliwe komponenty powstają w USA i Europie, Ukraina produkuje część elementów oraz wykonuje montaż końcowy, a naprawy, przeglądy i magazynowanie są rozdzielone pomiędzy kilka państw.

W tym układzie istotną rolę mogłaby odegrać Polska. Warszawa podpisała już ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Holandią i Szwecją deklarację dotyczącą utworzenia w Europie zaplecza serwisowego dla pocisków PAC-3. Oznacza to dostęp do procedur, infrastruktury i kompetencji, które mogą stać się podstawą szerszej współpracy produkcyjnej. Polska proponuje ponadto model trójstronny, obejmujący przemysł amerykański, polski i ukraiński. Nasz kraj mógłby odpowiadać między innymi za serwis, remonty, produkcję części podzespołów, kontrolę jakości albo jeden z etapów montażu, jednocześnie zapewniając bezpieczniejsze zaplecze po zachodniej stronie granicy.

Bez zagranicznych kooperantów Ukraina nie będzie w stanie szybko uruchomić pełnego cyklu produkcyjnego. Zresztą także w USA Patriot powstaje w rozbudowanym łańcuchu dostaw, obejmującym wielu dostawców elektroniki, systemów naprowadzania, napędów rakietowych i materiałów specjalistycznych. Licencja nie uczyni Ukrainy od razu samowystarczalną, ale może pozwolić jej stopniowo wejść do tego łańcucha i przejąć kolejne etapy produkcji. Największe znaczenie decyzji Waszyngtonu polega więc nie na tym, że już za kilka miesięcy Ukraina zasypie swoje magazyny własnymi Patriotami. Przełomem jest sama gotowość USA do podzielenia się jednym z najbardziej chronionych obszarów technologii przeciwlotniczej i stworzenia rozproszonego, transatlantyckiego systemu produkcji pocisków przechwytujących.

Oczywiście, pod warunkiem, że Donaldowi T. się nie odwidzi. Amen.

Patriot Donald Trump Wołodymyr Zełenski OPL licencja przemysł zbrojeniowy relacje polsko-ukraińskie PAC-3

Zobacz również

"Odyseja"
Radary
Obietnica

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...