Zbójnicki skarb dla małego odkrywcy — i Patronka, która zna Tatry lepiej niż ja
Jak Aleks i jego mama pomogli stworzyć tatrzańską przygodę Felka
Zanim jeszcze skończyłem drugą część opowieści, dostałem od mamy Aleksa jedną uwagę, o której myślę do dziś.
Napisała, że zakończenie pierwszego odcinka — z jaskinią zatrzaskującą się za bohaterami — może przestraszyć sześciolatka, który przez cały tydzień będzie czekał na ciąg dalszy.
Poprosiła więc, żebym wzmocnił jeden element: żeby dzieci co kilka minut meldowały się przez krótkofalówkę. Żeby zawsze było czuć, że kontakt nie został zerwany i że ktoś nad nimi czuwa.
To pozornie drobna prośba, ale zmieniła sposób, w jaki napisałem obie części.
Bezpieczeństwo — kontakt radiowy, gwizdek, pies ratownik oraz spokój zamiast paniki — przestało być jedynie tłem. Stało się fundamentem całej przygody.
Nie tylko imię w gotowej bajce
To był mój trzeci odcinek patronacki i bardzo zależało mi na tym, żeby nie było to zwykłe „wklejenie imienia do gotowej bajki”.
Aleks i jego mama Ola z Warszawy postawili Felkowi największe kakao — Kakao Royal (aktualnie niedostępne) — i zaufali mi z czymś, co naprawdę jest częścią ich życia: z górami.
Bo Aleks nie jest dzieckiem, które ogląda Tatry jedynie z okna.
Rysuje własne mapy, ma ekwipunek ekspedycyjny i lubi, kiedy każdą misję traktuje się poważnie. Kocha kosmos, historię i odkrywanie. Jego ulubionym kolorem jest niebieski, a od pewnego czasu pochłaniają go prawdziwe historie ratowników TOPR.
Szczególne miejsce zajmuje w nich pewien wyjątkowy pies ratownik — Bjørn, o którym Aleks czytał i którego udało mu się poznać.
Jak z prawdziwych zainteresowań powstała opowieść
Z tych wszystkich puzzli zacząłem układać świat. Wsparcie zamieniło się w rozmowę. Rozmowa w pomysły. A pomysły — w konkretne sceny.
Tatrzańska legenda o ukrytym zbójnickim skarbie, na którą trafiłem podczas poszukiwania prawdziwych góralskich podań, dała mi Skrytkę Jaśka.
Zainteresowanie Aleksa psami ratowniczymi wprowadziło do historii Ledę i Bjørna, a także stary „zbójnicki” gwizdek, który okazuje się ultradźwiękowym gwizdkiem na psy. Rodzinne „karramba!” wskoczyło natomiast do dialogów jak ulane.
Górska wiedza mamy Oli
Najwięcej dała mi jednak sama mama Ola — ponieważ naprawdę zna góry.
To dzięki jej uwagom w opowiadaniu radzi mama, która wie, czym są Tatry, a nie ktoś, kto zna je wyłącznie z fotografii.
Ola zwróciła między innymi uwagę, że orzeł przedni jest w Tatrach ptakiem skrajnie rzadkim. Zamiast więc „naciągać” jego pojawienie się, zrobiłem z tego scenę, w której to Aleks spokojnie prostuje swoich kolegów.
Podpowiedziała też górskiego kolegę o pseudonimie „Tyciutki”. To ona najmocniej pilnowała również, aby bufor bezpieczeństwa w opowieści był prawdziwy i przekonujący.
Jaskinia, której nie ma na żadnej mapie
Sama historia zaczyna się niewinnie. Jest obóz pod Reglami, namioty, czekoladowe żarty i mapka narysowana przez Aleksa.
Wszystko zmienia się, gdy opiekunowie nie wracają na czas, a trop prowadzi bohaterów do jaskini, której nie ma na żadnej mapie — oraz do legendy o skarbie, którego być może lepiej nie ruszać.
Reszta wydarzeń rozgrywa się w dwóch częściach, ale zakończenia oczywiście nie zdradzę.
Modelowa współpraca
Współpraca z mamą Aleksa była dla mnie modelowa.
Od razu dała zielone światło, a później czytała tekst, poprawiała go i podpowiadała jak prawdziwy członek ekspedycyjnej ekipy.
O tygodniu oczekiwania na drugą część napisała pięknie — że jest to miłe wyczekiwanie, ale także lekcja cierpliwości.
Cieszyła się również, że przygoda Felka zaraziła kolejną osobę miłością do psów ratowniczych.
Czego nauczyła mnie ta historia
Przy tym odcinku nauczyłem się czegoś ważnego.
Najlepsze historie patronackie powstają wtedy, gdy wiedza, doświadczenia i zainteresowania prawdziwej rodziny naprawdę wpływają na tekst.
Prośba o większe poczucie bezpieczeństwa nie tylko uczyniła bajkę dokładniejszą. Uczyniła ją również cieplejszą.
A zdanie:
„Nie każdy skarb trzeba zabrać.”
stało się sercem całej opowieści.
Ta wyprawa rozrosła się zresztą poza samą bajkę. Na jej kanwie powstały dwa krótkie odcinki naukowe: o niezwykłych psich nosach oraz o falach dźwiękowych, czyli o tym, jak działają krótkofalówki i gwizdek Ledy.
Dziękuję za wspólną wyprawę
Aleksie, mamo Olu — dziękuję.
Za kakao, za zaufanie i za to, że wpuściliście mnie na chwilę w swoje Tatry. 💛
A gdyby to od Was zależało — jakie miejsce z Waszej okolicy powinien odkryć Felek podczas następnej wyprawy?
Jaskinię? Szczyt? A może miejsce związane ze starą lokalną legendą?
Napiszcie w komentarzu.
A jeżeli również chcielibyście pomóc Felkowi tworzyć kolejne przygody — albo podarować dziecku jego własną historię, wymyśloną specjalnie dla niego — wszystkie informacje znajdziecie na moim profilu Patronite.
🎧 Część 1: Skrytka Jaśka „Na Tropie”
🎧 Część 2: Skrytka Jaśka „Echo Legendy”
Trwa ładowanie...