Stany Zjednoczone, Patrioty i sytuacja Polski
Pan premier Tusk, po tym jak rosyjska rakieta Kh-101 spadła na Lubelszczyźnie, sformułował pogląd z którym trudno się nie zgodzić. Powiedział, że „Bezpieczeństwo Polski zależy bezpośrednio wprost od skutecznych działań wojsk ukraińskich, także w powietrzu. Gdyby Ukraińcy mieli dużo więcej tego, o co proszą cały czas, to być może ta rakieta nie wleciałaby do Polski”. Sęk w tym, iż prawdopodobieństwo tego, że strona ukraińska „będzie miała więcej” tego o co prosi jest obecnie bardzo małe. Chodzi o systemy przechwytujące do rakiet Patriot, których bolesny deficyt odczuwa obecnie Kijów a i my musimy liczyć się ze znaczącymi w tym zakresie ograniczeniami. Jak przyznał ostatnio Wołodymir Zełenski skala dostaw rakiet zdolnych do przechwytywania rosyjskich pocisków balistycznych spadła w ostatnim czasie trzykrotnie, co jest jednym z powodów skuteczności rosyjskich uderzeń. Pogląd Donalda Tuska wart jest uwagi również z tego powodu, iż świadczy o ignorancji, całkowitej nieznajomości sytuacji na światowym rynku broni i uzbrojenia, w tym w zakresie prawdopodobieństwa i kalendarza kolejnych amerykańskich dostaw. W przypadku państwa wschodniej flanki NATO, które buduje swój wielowarstwowy system obrony przestrzeni powietrznej w oparciu o amerykańskie systemy Patriot, tego rodzaju brak elementarnej orientacji jest przygnębiającym przykładem oderwania polskiej debaty w kwestiach bezpieczeństwa od faktów. Podobnie jak deklaracje ministra Tomczyka, który uspokajał polska opinię publiczna, że Amerykanie dostarczą nam dwukrotnie więcej efektorów do systemów Patriot niż liczba którą przekazaliśmy Ukrainie (5 sztuk) jeśli zostaniemy zaatakowani. Czyżby? Wątpię.
- Amerykańska debata
W Stanach Zjednoczonych trwa obecnie ożywiona dyskusja w mediach na temat tego, czy Ameryka wyczerpała swe zasoby rakiet. Debata dotyczy również strategicznych i politycznych konsekwencji tego faktu, a jej przebieg, lecz przede wszystkim wnioski jakie zostaną sformułowane, winny być, moim zdaniem wnikliwie obserwowane w Polsce. Przede wszystkim z tego powodu, że nasz model modernizacji sprzętowej i budowy bezpieczeństwa oparliśmy na koncepcji pozyskiwania najlepszych, najbardziej technologicznie zaawansowanych platform bojowych z państw sojuszniczych, w pierwszym rzędzie ze Stanów Zjednoczonych. A zatem sytuacja w jakiej znalazła się Ameryka będzie miała bezpośredni wpływ na nasze możliwości, w tym przede wszystkim na skalę i harmonogramy dostaw.
Amerykańska dyskusja medialna jest następstwem odwołania przez Donalda Trump kolejnego „decydującego” ataku, który miał być wymierzony w Iran i doprowadzić do zakończenia wojny na amerykańskich warunkach. Zapowiadane uderzenie miało obejmować przede wszystkim cele energetyczne, co nota bene przypomina rosyjską strategię wobec Ukrainy w obecnej fazie wojny, ale zostało odwołane. Media spekulują, że głównym powodem była opinii dowódców amerykańskich, którzy mieli poinformować Trumpa, iż przy obecnym stanie arsenałów, przede wszystkim rakiet dalekiego zasięgu różnych typów, uderzenia z dystansu nie przyniosą pożądanego rezultatu a to oznacza konieczność użycia lotnictwa załogowego co zwiększa prawdopodobieństwo strat, w tym w ludziach. Trump, zwłaszcza przed listopadowymi Midterms, wyborami do Senatu i Izby Reprezentantów nie chce ryzykować, stąd decyzja o odwołaniu uderzenia, a także wyraźna irytacja amerykańskiego prezydenta, której obiektem stał się Sekretarz Wojny Mike Hegseth. Nie wróżę obecnemu szefowi Pentagonu wielkiej przyszłości w tej administracji, zwłaszcza, że Trump czuje się ponoć przezeń oszukanym bo Hegseth miał go przekonywać do wojny z Iranem, która miała ponoć szybko przynieść zwycięstwo a tak się nie stało. Dla naszych rozważań ważne jest co innego. Otóż Sekretarz Wojny może w najbliższych tygodniach chcieć poprawić swa pozycję podejmując radykalne decyzje w zakresie rozmieszczenia amerykańskiego potencjału wojskowego, w tym systemów rakietowych Patriot, a to może mieć wpływ na naszą sytuację. Warto to obserwować.
Wracając do kwestii zasobności amerykańskich arsenałów odwołajmy się do analiz this tanku CSIS, który na bierząco stara się szacować ile rakiet rozmaitego typu Amerykanom jeszcze pozostało. W raporcie, który ukazał się w kwietniu tego roku eksperci tego think tanku zwrócili uwagę na 7 systemów rakietowych dalekiego zasięgu, których zapasy ulegają, w związku z wojną z Iranem, szybkiej redukcji. Były to JASSM, PrSM, SM-3, SM-6, THAAD i interesujące nas Patrioty. Wojna jednak trwa nadal, i kilka dni temu Marc Cancian, szef programu rakietowego w CSIS napisał, że według najnowszych obliczeń „Stany Zjednoczone zużyły około połowę początkowego zapasu na trzy z tych pocisków (Patriot, THAAD i PrSM) oraz około jedną trzecią początkowego zapasu na pozostałe (JASSM, SM-2/3/6 i Tomahawk).” Co to oznacza w przypadku Patriotów? O ile stan początkowy był przez CSIS szacowany na 2 300 rakiet przechwytujących do tych systemów to obecnie jest to, według szacunków opartych na otwartych źródłach informacji maksymalnie 1100, choć inne szacunki mówią, że może to być rząd 700 - 800 pocisków.
Trzeba też na użytek naszych rozważań ocenić czy to dużo? Obecnie, według dostępnych danych w Stanach Zjednoczonych znajduje się osiem batalionów systemów Patriot dysponujących 33 bateriami, a poza granicami Amerykanie mają siedem batalionów z 27 bateriami. Łącznie 60 baterii, każda z nich ma 2 jednostki ogniowe po 4 wyrzutnie, czyli Stany Zjednoczone dysponują zdolnością do jednorazowego wystrzelenia z systemów Patriot salwy 480 rakiet, mogą zatem „załadować 2” razy. Trudno zatem dziwić się, że poziom zasobów arsenałowych oceniany jest przez analityków jako „krytycznie niski”.
Nie oznacza to oczywiście, że Amerykanie nie mają zdolności, albo zostali dramatycznie osłabieni. Jak w tym samym raporcie zauważył Cancian ”Mimo to, wciąż pozostaje wystarczająco dużo zasobów, aby zrealizować każdy prawdopodobny scenariusz wojny z Iranem.”. Przede wszystkim z tego powodu, że Pentagon ma jeszcze bardzo duże zapasy systemów o mniejszym zasięgu (to prawdopodobnie miał na myśli Trump), tylko, że ich użycie wymaga decyzji politycznych. W każdej wojnie podejmowane decyzje oznaczają „coś za coś”. Amerykanie mogą użyć swych systemów krótkiego zasięgu, ale to wymaga zaangażowania lotnictwa i zwiększa ryzyko strat. W przypadku wojny z Iranem poziom tego ryzyka nie jest zapewne dramatycznie wysoki, ale sytuacja zmienia się, i to na gorsze, w scenariuszu ewentualnego konfliktu z rywalami mającymi podobne zdolności (peer competitors). Chodzi w tym wypadku o Chiny i Rosję, które mają znacznie bardziej rozbudowane systemy obrony własnej przestrzeni powietrznej niż Iran i to Amerykanie zawsze będą brali pod uwagę podejmując decyzję o zaangażowaniu. Ten ostatni czynnik jest istotny jeśli myślimy o scenariuszach w przyszłości, w tym konflikcie z Rosja, a ma znacznie mniejsze znaczenie jeśli chodzi o wynik starcia z Iranem. Amerykanie mogą tę wojnę wygrać, to oczywiste, mają nadal przygniatająca przewagę wojskową, ale nie można na tej podstawie wywodzić, jak czynią to nasi „eksperci”, że nic nie zmieniło się jeśli chodzi o rachunek sił Stany Zjednoczone - Chiny, lub Stany Zjednoczone - Rosja. Sporo się zmieniło i musimy, chcąc poważnie dyskutować o naszym bezpieczeństwie, starać się o tym pamiętać.
Warto jeszcze poruszyć jedną kwestię. Pentagon chce tak szybko jak to możliwe uzupełnić braki w swych arsenałach. Co to w praktyce oznacza? Znów przytoczmy odpowiedni fragment opinii CSIS - „Dostawy Patriotów stanowią dylemat dla Stanów Zjednoczonych ze względu na konieczność uzupełnienia własnych zapasów, wsparcia Ukrainy w obronie przed rosyjskimi atakami rakietowymi oraz zaspokojenia potrzeb 17 innych krajów korzystających z tego pocisku przechwytującego. Obecna produkcja najnowszego wariantu – PAC-3 Misksile Segment Enhancement (MSE) – utrzymuje się na poziomie zbliżonym do bazowego, czyli 650 pocisków przechwytujących rocznie, przy czym połowa dostaw trafia do Stanów Zjednoczonych, a reszta do sojuszników i partnerów. Przy obecnym oprzyrządowaniu i infrastrukturze, roczne tempo produkcji wyniesie 2000 pocisków. Lockheed zamierza zwiększyć produkcję do tego poziomu. (W roku 2030 - MB) Stany Zjednoczone w ostatniej dekadzie dokonywały średnio 225 zamówień rocznie, dostawy z poprzednich lat nie wystarczą, aby w pełni pokryć wydatki. W tym celu Stany Zjednoczone będą musiały poczekać na 3203 pociski Patriot zamówione w budżecie armii na rok fiskalny 2027. Ich dostawy mają rozpocząć się w maju 2029 roku.” Dla pełnego obrazu dodać należy jeszcze, że cykl produkcyjny jednej rakiety PAC-3 to dziś 24 miesiące a jej koszt szacowany jest na 3,5 mln dolarów sztuka, według innych źródeł cena jednostkowa jest wyższa i może kształtować się nawet na poziomie 5.3 mln dolarów. W lipcu koncern Lockheed Martin zaprezentował nowy model rakiety PAC-3 Adapted Capability Effector (ACE), która, zdaniem producenta, będzie nadal w stanie niszczyć cele powietrzne przeciwnika w postaci samolotów, rakiet manewrujących i rakiet balistycznych, ale w tym ostatnim przypadku jedynie krótkiego zasięgu. Atutem nowego rozwiązania ma być niska cena, szacowana na ok. 50 % ceny wariantu PAC - 3 (MSE).
Warto też przypomnieć, że z dokumentów, które załączono do zeszłorocznego budżetu Pentagonu, co ujawnili dziennikarze Bloomberga wynika, że amerykańskie siły zbrojne planują w najbliższych latach znacząco zwiększyć swe zakupy rakiet przechwytujących PAC-3, co ma związek z podniesieniem minimalnego poziomu zapasów z dotychczasowych 3 376 sztuk docelowo do 13 773 sztuk. Oznacza to, że napięcia związane z niedoborem tych rakiet, większym popytem niż ich podażą, będą się utrzymywały przez wiele kolejnych lat co negatywnie może wpłynąć na tempo i skalę amerykańskich dostaw.
Zadeklarowana przez Lockheed rozbudowa zdolności produkcyjnych do poziomu 2 tys sztuk rakiet SAM-3 w 2030 roku, w świetle podpisanej na początku kwietnia wieloletniej umowy z Pentagonem nie jest rzeczą łatwą ani szybką. Wynika to z faktu, że inwestycje musza być prowadzone w 15 różnych fabrykach zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych a łańcuchy zaopatrzenia obejmują 13 tys dostawców. Nawet nie składając celowego działania rywali strategicznych, których intencją może być opóźnienie całego procesu, to i tak o skokowym wzroście skali dostaw i ich przyspieszeniu nie ma co obecnie marzyć.
2. Opóźnienia dostaw
Należy się za to poważnie liczyć z opóźnieniami w zakresie uzgodnionych dostaw. Jest to tym bardziej prawdopodobny scenariusz, że obecnie systemy Patriot są na wyposażeniu sił zbrojnych 19 państw. 16 z nich pozyskało systemu wyposażone w rakiety nowszego typu PAK-3. Z informacji Reutersa wynika też, że 6 z nich już złożyło zamówienia na nowe dostawy rakiet przechwytujących. Decyzje te mają związek zarówno z sytuacją w Zatoce Perskiej jak i narastającym napięciem w innych rejonach świata.
Władze Szwajcarii poinformowały w lipcu, że dostawy zarówno baterii wyrzutni Patriot jak i rakiet PAC-3 zostaną opóźnione. W 2022 roku kraj ten zakupił 5 zestawów a dostawy miały rozpocząć się w 2026 roku i zostać sfinalizowane w 2027. Dostawy rakiet PAC-3, o zakupie których przesądziła podjęta w 2023 decyzja szwajcarskiego parlamentu również, jak poinformowały Stany Zjednoczone, zostaną opóźnione. Nie podano nowych terminów. Z oficjalnego komunikatu, który znalazł się na stronie szwajcarskiego resortu obrony wynika, że decyzje te mają związek ze „zmianą priorytetów” przez Stany Zjednoczone i skoncentrowaniu się na dostawach dla Ukrainy.
W 2026 roku Arabia Saudyjska wystąpiła do Waszyngtonu o sprzedaż 730 rakiet PAC 3 MSE i innego wyposażenia, w ramach łącznego, wartego 9 mld dolarów, kontraktu. Amerykańska Agencja ds. Współpracy w Dziedzinie Bezpieczeństwa Obronnego w uzasadnieniu do wniosku w tej sprawie przedstawiła sprzedaż jako wsparcie polityki zagranicznej i celów bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych poprzez poprawę bezpieczeństwa ważnego sojusznika spoza NATO w Zatoce Perskiej. Arabia Saudyjska w świetle doniesień medialnych w związku z irańskim ostrzałem miała zużyć 86 % swych zasobów rakietowych, co oznacza, że z 2800 rakiet PAC - 3 jakie miała na wyposażeniu do wybuchu wojny pozostało jej w magazynach jedynie ok. 400. Rosyjskie media informują, że po wybuchu wojny z Iranem arabscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych z tego rejonu zwrócili się do Waszyngtonu z wnioskami o sprzedaż, łącznie z kontraktem dla Arabii Saudyjskiej, co najmniej 1450 rakiet do systemów Patriot, według innych źródeł (Reuters) państwa te miały wystąpić o sprzedaż nawet 5200 rakiet przechwytujących do Patriotów.
Brian Dunn, wiceprezes Lockheed Martin powiedział dziennikarzom na targach lotniczych ILA Berlin Air Show, że firma nie odpowiada za kolejność , terminy i skalę dostaw dla amerykańskich sojuszników, bowiem decyzje dotyczące alokacji uzbrojenia podejmuje Departament Obrony USA. „Nie mamy wpływu na to, jak będą rozdzielane te pociski. - zaznaczył Dunn -
Nie możemy nikomu powiedzieć, gdzie znajdzie się na tej liście.”
3. Licencje, wspólna produkcja
Trudno się zatem dziwić, że w sytuacji szybko rosnącego popytu i ograniczeń produkcyjnych rosnącą popularnością cieszą się pomysły w sprawie „produkcji licencyjnej” amerykańskich systemów Patriot. Dyskusje pobudzone zostały deklaracjami ze szczytu NATO w Ankarze w świetle których prezydent Trump zgodził się na to aby tego rodzaju porozumienie zawarte zostało z Ukrainą. Po tym wystąpieniu, kiedy Donald Trump zapoznał się ze stanem magazynów sił zbrojnych i możliwościami produkcyjnymi koncernów zbrojeniowych, amerykański prezydent „nie jest już tak pewny” czy należy udzielać licencji Ukrainie. Negocjacje w tej sprawie prowadzi Matthew Wittaker, ambasador USA przy NATO, który ostatnio zaznaczył, w rozmowie z telewizją FOX, że negocjacje w tej sprawie „to długi i skomplikowany proces”, Donald Trump w Ankarze „wyraził tylko intencje” amerykańskiej administracji, czego nie należy mylić z ostateczną zgodą i z pewnością formalności z Ukrainą nie zostaną sfinalizowane przed końcem tego roku. Z innych doniesień medialnych wynika, że Waszyngton rozważa alternatywne porozumienia, w tym „dodanie” Ukrainy do projektu budowy w Niemczech fabryki rakiet przechwytujących do systemów Patriot. Jedną z opcji, która jest obecnie rozważana jest dołączenie Ukrainy do programu US - European Patriot Interoceptor, który został podpisany w 2024 roku oraz udzielenie licencji na tańsze warianty rakiet przechwytujących.
Obecnie w Schrobenhausen w Bawarii trwa budowa pierwszej w Niemczech fabryki rakiet używanych w systemach Patriot. Partnerami tego przedsięwzięcia są amerykański koncern Rytheon (obecnie używa nazwy RTX) i niemiecka spółka MBDA (MBDA Niemcy). Umowę podpisano w 2024 roku i przewiduje ona, że docelowo w fabryce tej będzie produkowane 1000 rakiet rocznie. Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że umowa przewiduje produkcję pocisków PAC- 2 - GEM, które też mogą być używane w systemach Patriot i zostały przetestowane w warunkach bojowych w czasie drugiej wojny w Iraku. Nie są one tak manewrowe jak rakiety PAC-3 (nie zastosowano w nich silniczków korekcyjnych). Trzeba jednak pamiętać, że fabryka w Bawarii to wspólne „dzieło” Niemiec, Holandii i Hiszpanii i tam zaplanowana produkcja ma, jak należy przypuszczać, w pierwszym rzędzie pokrywać zapotrzebowanie tych krajów. Zakładami tymi będzie zarządzać spółka celowa COMLOG (po 50 % udziałów) i ma się ona zajmować przede wszystkim naprawami i konserwacją oraz ewentualną modernizacją rakiet, ale trudno w tym wypadku przypuszczać, że będzie docelowo czymś więcej niż montownią.
Drugą opcją jest uruchomienie fabryki efektorów do systemów Patriot przez koncern Rheinmetall. W maju koncern podpisał umowę o utworzeniu joint venture z Lockheed Martin (Amerykanie mają w nim 60 %), linia ma być gotowa w ciągu 12 miesięcy, następnie ruszy produkcja, a okres rozruchu zaplanowany jest na lata 2028 - 29. Motywy niemieckiego koncernu są jasne, bo jak oświadczył Armin Pepperger „czasami trzeba czekać dziesięć lat na rakiety z Ameryki, co jest zdecydowanie za długo”. Planowane jest też stworzenie w Europie (najprawdopodobniej w Niemczech) „centrum kompetencji” czyli ośrodka badawczo - rozwojowego, a docelowa produkcja w zakresie systemów PAC - 3 ma wynieść 250 sztuk rocznie.
Trzeba jednak pamiętać, że obydwie fabryki, i ta budowana przez MBDA Niemcy i planowana przez Rheinmettal to będą montownie, co w żaden sposób nie rozwiązuje problemu „wąskich gardeł” jakimi są systemy napędowe (w tym silniki korekcji lotu) czy głowice naprowadzające. Dopiero w lipcu tego roku (27 lipca) koncern L3Harris podpisał z Departamentem Wojny i Lockheed Martin 7 letnią umowę transformacyjną, która pozwoli jej „potroić” dotychczasową produkcję „szeregu produktów napędowych” do rakiet przechwytujących stosowanych w systemach Patriot. Oczekuje się, że finalny kontrakt zostanie zawarty do końca 2026 roku a następnie ruszy budowa drugiej fabryki koncernu na Florydzie (pierwsza budująca silniki do PAC - 3 MSE zlokalizowana jest w Camden w stanie Arkansas). Jak głosi oficjalny komunikat „Siedmioletni program obejmuje produkcję zaawansowanego, dwupulsowego silnika rakietowego na paliwo stałe PAC-3 MSE, silników sterujących położeniem (ACM) oraz wzmacniacza rażenia (Lethality Enhancer). Wzmacniacz rażenia to ładunek wybuchowy, który zwiększa promień rażenia naziemnego PAC-3 w odniesieniu do zagrożeń, w tym pocisków manewrujących”. Drugim producentem systemów napędowych do rakiet PAC, ma się stać koncern Northrop Grumman, ale i w tym przypadku podpisana na początku sierpnia umowa ma charakter wieloletni (7 letni) i trudno spodziewać się szybszego, niż w przyjętym harmonogramie, uruchomienia produkcji. Eksperci ukraińscy wypowiadający się na temat amerykańskiej licencji na produkcję rakiet do systemów Patriot również zwracają uwagę na to, że „wąskie gardła” w postaci deficytu systemów naprowadzających i silników, trudno będzie szybko odblokować. Skala produkcji głowic naprowadzających za co odpowiada koncern Boeing też nie jest imponująca. W minionym roku wyprodukowano ich 650, w obecnym produkcja wzrośnie do 850 sztuk.
Jedyna umowa licencyjna na produkcję rakiet do systemów Patriot, która doprowadziła do uruchomienia produkcji została podpisana między Mitsubishi Heavy Industries i amerykańskim koncernem Lockheed Martin. Na tej licencji Japończycy produkują, jak szacują media, 30 rakiet PAC- 2 i PAC-30 MSE rocznie, a w 2024 na prośbę administracji Bidena 10 z tych pocisków sprzedali Amerykanom. Warto zwrócić uwagę na fakt, że umowa i japońskie ustawodawstwo wykluczają przekazanie tych systemów krajom trzecim i rezerwuje ich użycie wyłącznie przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych.
4. Sytuacja Polski
Polska zdecydowała się na nabycie baterii Patriot w konfiguracji z rakietami przechwytującymi SAM-3 (producent Lockheed Martin). Kontrakt przewiduje nabycie 8 baterii tych systemów. Dwie już dotarły i znajdują się w służbie ochrony przestrzeni powietrznej naszego kraju. Warto przy okazji pamiętać, że od momentu podpisania umowy (28 marca 2018 roku) do chwili oddania pierwszych strzałów z pozyskanego sprzętu (17 września 2025) upłynęło ponad 5 lat, i to w realiach sprzed wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem, która spowodowała nadwątlenie amerykańskich zapasów. Przyspieszenia kolejnych dostaw nie należy się raczej w tej sytuacji spodziewać. I jeszcze kilka szczegółów technicznych, które warto mieć w pamięci jeśli słucha się debat naszych polityków, niezmiennie zadowolonych z tego co robią. Jedna bateria Patriot to dwie jednostki ogniowe, każda ma 4 wyrzutnie i „obsługuje” obszar równy 15 tys km 2 . Nie potrzeba doktoratu z matematyki aby obliczyć, że dysponując dwiema bateriami możemy pokryć mniej niż 1/10 powierzchni naszego kraju. A co z efektorami, czyli rakietami przechwytującymi? Przedstawiciele rządu, ale również opozycji, której przedstawiciele podejmowali w tej materii decyzje, nie lubią chwalić się szczegółami, ale ostatecznie dziennikarzom udało się ustalić, że w pierwszej fazie mieliśmy dostać 208 rakiet do Patriotów (zakładam, że dostaliśmy) w drugiej (mamy mieć) kolejne 600. Druga faza programu Wisła, w ramach której mamy pozyskać 6 kolejnych baterii i 600 rakiet dopiero się rozpoczęła, bo umowę z dostawcami podpisano dopiero w tym roku. Inne media informują, że łącznie pozyskamy od Amerykanów docelowo nawet 1000 rakiet przechwytujących. Nie będzie to w obecnych realiach szybki proces. Warto też przy okazji zauważyć, że nasz rząd i podległa mu PGZ nie przesadnie spieszyli się z negocjacjami, bo Departament Stanu wyraził zgodę na sprzedaż 6 baterii Patriot (II etap Wisły) wraz z rakietami przechwytującymi, a kontrakty podpisano ponad 3 lata później. Wojna wojną, a my mamy swoje procedury, można powiedzieć. Kiedy realizacja? Sformułuję hipotezę. W obecnej sytuacji może to być nawet 10 lat.
Ale dla pełnego obrazu, bo pierwszy jego element już mamy - Polska przy użyciu posiadanego potencjału (mowa tylko o Patriotach) może chronić maksymalnie 30 tys km 2 swej powierzchni i oddać 25 salw, oczywiście jeśli przeciwnik nie będzie nas atakował. Ile celów można skutecznie unieszkodliwić? Są przypadki, że do zniszczenia jednego celu wystarczyło wystrzelenie jednego pocisku przechwytującego, ale w czasie ostatniej wojnie z Iranem w państwach Zatoki używano 2, 3, 4 a nawet 5 rakiet aby zestrzelić jeden cel. Przyjmuje się, że statystycznie w toku dłużej trwającego ostrzału trzeba liczyć 3 rakiety na cel, a dobrze wyszkolona obsługa może osiągnąć „dobry wynik” oddając dwa strzały niezbędne do zniszczenia jednego celu. Zakładam, że będziemy używać Patriotów do niszczenie rakiet balistycznych przeciwnika (takich jak Iskandery czy rakiet Kh-101) a nie dronów. Zakładam też, że nasza obsługa Patriot to światowy top of the top, co skłania mnie do akceptacji tezy, iż my będziemy potrzebowali 2 rakiet przechwytujących aby unieszkodliwić 1 środek napadu powietrznego przeciwnika. Znów nie trzeba doktoratu z matematyki, aby obliczyć, że w obecnej sytuacji, dysponując tym co zakupiliśmy od Amerykanów jesteśmy w stanie, w dobrym scenariuszu zestrzelić 104 systemy balistyczne wroga. Świadomie pomijam na razie kwestię przekazania Ukrainie rakiet do Patriotów, bo ta kwestią zajmę się później. Analitycy z ukraińskiej inicjatywy Oko Horusa szacują, że w lipcu Rosja wystrzeliła około 126 pocisków balistycznych różnych typów, w tym Iskander-M, północnokoreańskie KN-23, a także przeciwlotnicze rakiety S-300/S-400, które okupanci wykorzystują do atakowania celów naziemnych. Dla porównania, w czerwcu armia rosyjska użyła 96 pocisków balistycznych, w maju – 86, w kwietniu – 50, w marcu – 39, w lutym – 116, a w styczniu – 74. Średnio w miesiącu było to 86 rakiet balistycznych, co oznacza, że gdybyśmy znajdowali się położeniu Ukrainy, to z naszym potencjałem moglibyśmy przetrwać, w dobrych okolicznościach, miesiąc takiego ostrzału. Trochę trudno zrozumieć w takiej sytuację optymizm szefa rządu i ministra obrony, którzy jak zwykle mieli dla Polaków, tym razem po incydencie w lubelskiem, uspokajający komunikat, trudno też bez irytacji słuchać wypowiedzi opozycji, bo to przecież oni zatwierdzali, takę plany zakupów, harmonogram dostaw i cieszyli się z wielowarstwowego systemu obrony naszej przestrzeni powietrznej, który jest nadal realizowany.
Oficjalne dane ukraińskiego Ministerstwa Obrony, na temat skali rosyjskich uderzeń są nieco inne. W lipcu Rosjanie wystrzelili, w świetle tych informacji 195 rakiet balistycznych różnych typów na ukraińskie cele, z których 40 „nie dosięgło celów” (zboczyły z kursu, zawiodły systemy naprowadzania etc.) a Ukraińcom udało się przechwycić z tej liczby 29. Warto też zauważyć, że w lipcu Rosjanie wystrzelili 265 rakiet manewrujących z których Ukraina przechwyciła 187. Gdyby, teoretycznie, Polska znajdowała się pod takim ostrzałem jak nasz sąsiad, to z posiadanym potencjałem (Patrioty) nie przetrwalibyśmy nawet miesiąca. Oczywiście wielkim uproszczeniem jest twierdzenie, że Patriot są jedynym środkiem zwalczania tego rodzaju zagrożenia.
Na marginesie warto zauważyć, że ostatnio ukraiński wywiad poinformował, iż w obwodzie żytomierskim mają być rozmieszczone koreańskie (z Korei Płn) baterie rakietowe wyposażone w systemy Hwasong 11 A i 11 B. To konstrukcje „bliźniacze” do rosyjskich Iskanderów. Andrij Czerniak, przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego (GUR) powiedział, że w grę może wchodzić 120 rakiet i 6 wyrzutni. Północnokoreańskie zasoby rakiet balistycznych nie są nieograniczone, a Kim myśli o wojnie z Koreą Płd, co jednak nie zmienia faktu, iż pogłębiająca się współpraca wojskowa między Moskwą a Pjongjangiem (we wrześniu kolejne spotkanie „na szczycie” między Putinem a Kimem) i przyspieszający północnokoreański program budowy rakiet nakazuje nam traktowanie tych informacji poważanie. Coraz bardziej realnym staje się bowiem realnym scenariusz „dostaw” z Północnej Korei do Rosji co w oczywisty sposób zwiększa potencjał naszego ewentualnego przeciwnika. A Iran? W 2022 roku generał Kenneth McKenzie szacował, że Iran ma 3 tys rakiet balistycznych różnych typów, a rachunek ten nie obejmował mobilnych platform lądowych. Obecnie eksperci izraelscy szacują, że Teheran ma ok. 600 wyrzutni i 1,5 tys pocisków balistycznych, ale zaobserwowano też, że kraj ten podjął intensywne działania mające na celu odbudowę swego potencjału. Mamy w tym wypadku do czynienia z klasyczną formułą proxi, bo z ostatnich informacji wynika, że w wielkim stopniu starania Teheranu wspierane są przez Rosję i przede wszystkich Chiny.
Nawet jeśli wykluczymy bezpośrednie zaangażowanie Korei Płn i Iranu w wojnę rakietową przeciw Ukrainie, a następnie może i przeciw państwom NATO to musimy pamiętać, że obydwa te państwa odgrywają wobec Zachodu taką samą rolę jak Kijów wobec Rosji, wiążą nasze siły, zmuszając do obsługi wielu kierunków strategicznych, rozproszenia zasobów w tym systemów obrony przestrzeni powietrznej.
5. Konkluzje
Przedstawmy zatem kilka wniosków:
- Ukraina nie uzyska w krótkim czasie zdecydowanie większej liczby rakiet przechwytujących do systemów Patriot
- Stany Zjednoczone nie są obecnie w stanie, ze względu na występowanie „wąskich gardeł” i niewielkie zamówienia w przeszłości, pokryć zapotrzebowania na rakiety przechwytujące. Rozbudowa potencjału produkcyjnego da ograniczone rezultaty w roku 2030, co już , z naszej perspektywy jest terminem zbyt odległym.
- Amerykanie zmuszeni są do priorytetyzacji dostaw (zmiana kolejności i skali) a także realnym jest ich opóźnianie.
- Deklaracje „zwiększonych dostaw w razie ataku Rosji” na Polskę są mało wiarygodne a ponadto nie rozwiązują podstawowego problemu jakim jest słabnięcie odstraszania konwencjonalnego. Oznacza to, że elity polityczne Rzeczpospolitej nie dostrzegły gwałtowanie pogarszającej się w związku z wojną w Iranie i spóźnionymi planami rozwoju zdolności produkcyjnych sytuacji w zakresie prawdopodobieństwa dostaw amerykańskich rakiet do systemów Patriot. Nie tylko zbagatelizowano zagrożenie, ale również nie podjęto praktycznie żadnej debaty na temat działań mających na celu zbudowanie alternatywnego, uzupełniającego rozwiązania pocieszając się myślą, że kupujemy „najlepsze na świecie” systemy. To nie ulega wątpliwości ale o potencjale wojskowym decyduje ich dostępność a nie fakt zawarcia umów. Trzeba także brać pod uwagę narastające zdolności Rosjan, zarówno w zakresie produkcji jak i pozyskanie od partnerów strategicznych balistycznych pocisków rakietowych. Mamy do czynienia w ostatnich tygodniach z dramatycznie pogarszającą się relację sił między Polską a Federacją Rosyjską, a w związku z tym urzędowy optymizm rządzących i opozycji musi tym bardziej niepokoić.
- Rosjanie szybko zwiększają własna produkcję w zakresie rakiet balistycznych, mogą też liczyć na ograniczone (Korea Płn) i większe, choć trudne do oszacowania, dostawy z Iranu.
- Poleganie przez Polskę wyłącznie na amerykańskich Patriotach w zakresie zwalczania zagrożenia w postaci rakiet balistycznych przeciwnika wydaje się w tym wypadku polityką ryzykowną i opartą na wishful thinking co do rozwoju sytuacji.
- Potrzebą chwili jest rozważenie alternatywnych strategii zarówno w postaci zbudowania własnych zdolności jak i związanych ze strategią państwową, która w obecnej sytuacji musi brać również pod uwagę potrzebę zbudowania własnych zdolności odstraszających w postaci możliwości przeprowadzenia rakietowego uderzenia odwetowego na dużych głębokościach.
Trwa ładowanie...