Ukraina - walka na szczytach władzy
W budynek SBU na ulicy Wołodymirskiej w Kijowie uderzył dron. Precyzyjnie rzecz ujmując trafił on w gabinet generała Aleksandra Pokłada, który kieruje tą instytucją. Pokład przeżył i po ataku rozmawiał z Zełenskim, ale uderzenie, które odczytywane jest jako akt eskalacji ze strony Rosji wzbudziło też na Ukrainie szereg spekulacji.
Serhij Bieskrestinow (Flash) doradca prezydenta (wcześniej był doradcą zdymisjonowanego ministra Fiodorowa) powiedział w mediach, że po pierwsze dron został w końcowej fazie lotu naprowadzony, bo nie jest aż tak precyzyjny, przez zewnętrznego operatora, który użył w tym celu przekaźnika MESH z dostępem do internetu, co oznacza, że nie mógł się znajdować w większej niż 5 km odległości od celu. Po drugie, jak zauważył „w tym czasie w powietrzu nie było innych Shahidów” co oznacza jego zdaniem, że kontrola nad łańcuchem naprowadzania nie jestmożliwa. Zdaniem Bieskriestinowa atak na Aleksandra Pokłada to była dobrze przygotowana i przeprowadzona operacja rosyjskich sił specjalnych, ale i to na Ukrainie jest kwestionowane. Już trzy minuty po uderzeniu drona Anatloij Szarij, znany prorosyjski bloger ukraiński napisał „to nie byli Rosjanie”, nie przedstawiając jednak żadnych dowodów na potwierdzenie swej kontrowersyjnej tezy. Z podobnymi twierdzeniami zaczęli też niedługo potem występować rosyjscy propagandyści, co powinno skłaniać nas do myślenia o tym, że mamy w tym wypadku do czynienia z kolejną teoria spiskową, budowaną wyłącznie po to aby dyskredytować sytuację na Ukrainie.
Jest to wielce prawdopodobne, ale nie zmienia faktu (i na to powołuje się Szarij), że dwa dni wcześniej, również w Kijowie mieliśmy do czynienia z wydarzeniem, które jest nie tylko niepokojące, ale również świadczy o głębokim kryzysie ukraińskiego państwa i obozu władzy. Mam na myśli strzelaninę, która wybuchła między uzbrojonymi oddziałami GUR czyli wywiadu wojskowego, a precyzyjnie rzecz ujmując w zajściu tym brali ludzie z oddziału Timur uzbrojeni w broń krótkolufową, a z drugiej strony żołnierze SBU. Szarij i inni rosyjscy propagandyści twierdzą w związku z tym, że atak na Pokłada to dalszy ciąg tych porachunków, dron był naprowadzany przez kogoś znajdującego się najprawdopodobniej w centrum Kijowa a Zełenski i przedstawiciele władzy również nie przedstawili żadnych przekonujących dowodów na to, że dron był rosyjskiej konstrukcji i został wystrzelony poza Ukraina.
Więcej wiemy na temat strzelaniny między GUR a SBU na ulicy Szumskiego w Kijowie, warto poświęcić więc więcej miejsca temu wydarzeniu. Aleksandr Fortuna szef sztabu Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego walczącego po stronie ukraińskiej poinformował, że strzelanina miała miejsce w związku ze „zniknięciem” Stepana Kapłunowa, z-cy dowódcy tej formacji odpowiadającego za działania bojowe. Formalnie rosyjski korpus podlega GUR i wchodzi w skład jednostki Timur, co wyjaśnia dlaczego jej żołnierze brali udział w tym co się stało. Ale to dopiero początek historii. Kapłunow, który przyjechał z frontu do Kijowa w związku z obchodami święta ukraińskiej niepodległości „przepadł” tydzień przed strzelaniną, 23 sierpnia.
Co ciekawe w dniu strzelany biuro prasowe SBU wydało oświadczenie, że funkcjonariusze tej służby „wspólnie z GUR Ministerstwa Obrony zapobiegła atakowi terrorystycznemu, który FSB Federacji Rosyjskiej przygotowywała na jednego z liderów rosyjskiego opozycyjnego ruchu narodowego, który przybył na Ukrainę z okazji Dnia Niepodległości naszego państwa.” Najdelikatniej rzecz ujmując, ten komunikat nie odpowiada prawdzie, co potwierdza nie tylko fakt oficjalnego dochodzenia, którym objęto dwie osoby - po jednym funkcjonariuszu SBU i GUR, a także deklaracje Zełenskiego, który zapowiedział dymisje na wysokim szczeblu (z-ców szefów) w obydwu służbach.
Oddajmy głos samemu Kapłunowowi, który ujawnił szczegóły swojego „zniknięcia”. Są one tak zdumiewające, że aż nie chce się wierzyć. „Rzucili mnie na ziemię, zakuli w kajdanki. - powiedział w wywiadzie dla stacji radiowej NV - No cóż, w zasadzie mniej więcej rozumiem, jak przebiegają czynności śledcze i zatrzymania. Osoba jest od razu oskarżona na podstawie pewnych artykułów. A potem po prostu wepchnęli mnie do czarnego BMW – to było porwanie w najczystszej postaci, mówiąc najogólniej. Nie przedstawili żadnych dokumentów, żadnych zarzutów – wsadzili mnie do czarnego samochodu i odjechali”. Jak oświadczył nie tylko nie przedstawiono mu żadnych zarzutów w czasie zatrzymania, ale ci, którzy go pojmali trzykrotnie zmieniali samochody, trzymali go w jakimś „tajnym więzieniu” łącznie przez ponad tydzień i starali się wymusić zeznania na temat powiązań z FSB (rosyjska służba bezpieczeństwa). Zdaniem Kapłunowa „celem” agentów SBU było zdobycie oświadczenia dyskredytującego jednostkę Timur, a precyzyjnie rzecz ujmując jej dowódcę kryjącego się za tym pseudonimem. Warto pamiętać, że pododdziały Timura wyzwalały m.in. Wyspę Węży czy zajmowały tzw. Wieże Bojki i są znane z wielu brawurowych i skutecznych operacji na terytorium Rosji.
Sam Timur, dowódca oddziału GUR, w specjalnym oświadczeniu nazwał zatrzymanie Kapłunowa „porwaniem w biały dzień” którego mieli się dopuścić funkcjonariusze SBU a ponadto poinformował, że był osobiście na miejscu strzelaniny którą inicjowali funkcjonariusze oddziału Alfa (SBU) otwierając ogień do nieuzbrojonych (w to wątpię - MB) żołnierzy Timura. Robi się coraz ciekawiej, bo osobiste zaangażowanie najważniejszego dowódcy GUR w sprawę nie tylko jest sygnałem, że chodzi tu o coś większego niż zwykły incydent wywołany przez skorych do walki funkcjonariuszy. Pojawiły się też wątki, że porwania i przesłuchiwanie Kapłunowa miało doprowadzić do wydobycia jakichś materiałów kompromitujących byłego szefa GUR, czyli generała Budanowa, który dziś kieruje pracami kancelarii Żeleńskiego. W specjalnym nagraniu wideo, które kolportował Rosyjski Korpus Ochotniczy Kapłunow powiedział, że jego porwanie miało na celu zdyskredytowanie z-cy szefa Jednostki Specjalnej Timur Dmitrija Iwanowa, ale przede wszystkim, i tu zaczyna się ciekawie, Kiryło Budanowa. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że przez pierwsze trzy dni, kiedy jego przesłuchania były najintensywniejsze bo później funkcjonariusze SBU widząc daremność swoich wysiłków zwątpili w ich celowość, rozmawiał z nim osobiście generał Aleksandr Pokład, czyli szef SBU. Poważne oskarżenie. Uprowadzenie bez postawienia zarzutu, przetrzymywanie w tajnym więzieniu przez 9 dni, próba zdobycia „kompromatów” wymierzonych w szefa administracji Prezydenta i osobiste zaangażowanie w to co się działo szefa jednej ze służb. Grubo, to mało powiedziane. Ale to nie koniec historii. Trzeba bowiem zadać pytanie jak to się stało, że żołnierze Timura, a jest to jednostka która ma działać na froncie i na terenach kontrolowanych przez przeciwnika znaleźli się na ulicy Wołodymirskiej w Kijowie i tam, 9 dni po zaginięciu Kapłunowa, zetknęli się z funkcjonariuszami SBU. Pilnowali oni mieszkania swego towarzysza i dlatego o 2.30 w nocy, kiedy na pilne przeszukanie przyjechali funkcjonariusze SBU ci ostatni natknęli się na ludzi z Jednostki Timur. Ale strzelanina nie wybuchła od razu, tylko nad ranem około 8.30. Co się działo w tzw międzyczasie tym bardziej, że ukraińscy dziennikarze piszą, że funkcjonariusze „uścisnęli sobie rękę” i udali się z raportami do swoich przełożonych. Zanim postaram się zrekonstruować co się działo w czasie tych kilku godzin, wykorzystując w tym celu to co piszą ukraińskie media poszukajmy odpowiedzi dlaczego ludzie Timura pilnowali mieszkania Kapłunowa. Na stronie Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego na platformie Telegram opublikowane zostało nagranie przedstawiające funkcjonariuszy SBU, którzy wchodzą po schodach z dużymi torbami. W komentarzu towarzysze Kapłunowa napisali, że jest to nagranie z 24 sierpnia, czyli z czasu jego „zniknięcia” a video zarejestrowane zostało w klatce schodowej bloku gdzie on mieszka i ma potwierdzać, że próbowano do jego mieszkania „coś podrzucić”, broń, narkotyki albo jeszcze inne „dowody” jego rzekomych powiązań z rosyjskim FSB. Wiemy zatem dlaczego Timur pilnował mieszkania Kapłunowa, wróćmy zatem do kilku godzin poprzedzających strzelaninę.
Portal Babel przedstawił rekonstrukcję wydarzeń tej nocy i następnego ranka, powołując się na anonimowe źródła informacji w służbach. Wynika z niej, że w nocy funkcjonariusze FSB z którymi było około 30 uzbrojonych żołnierzy oddziału Alfa wyważyli drzwi do mieszkania Kapłunowa i chcieli przeprowadzić tam rewizję. W środku spało kilku żołnierzy Timura, a jednemu z nich udało się zaalarmować swoich towarzyszy. Ci przybyli na miejsce, zablokowali swoimi samochodami pojazdy SBU i sytuacja stała się patowa, nie tylko dlatego, że funkcjonariusze SBU nie mieli żadnych oznaczeń, żadnych dokumentów upoważniających ich do przeprowadzenia przeszukania. Wszystko było więc „na gębę” a ludzie z rosyjskiego korpusu mieli niemało powodów aby nie do końca ufać przybyłym choćby dlatego, że jak ujawnił Taras Borowski, adwokat Kapłunowa w ciagu kilku dni po jego „zniknięciu” sprawdzili oni wszystkie więzienia i szpitale i nigdzie nie znaleźli zaginionego. Teraz wiadomo, że nie mogli znaleźć bo był on przetrzymywany w tajnym więzieniu ale wtedy kiedy Alfa weszła do mieszkania na Szumskiego 10, nie mogli tego jeszcze wiedzieć. Niedługo potem pod ten adres miał dotrzeć szef Timur oraz jeden z dowódców jednostki Alfa. Tak nawiasem mówiąc warto przypomnieć, że Jewhen Chmara, obecny ukraiński minister obrony, od 2011 roku służył w Jednostce A, czyli Alfa, a w latach 2023 - 2026 był jej dowódcą. Potem na krótko pełnił obowiązki szefa SBU a następnie został, po dymisji rzadu Sidorienki, ministrem obrony. Zaryzykuję hipotezę, że o tym co się dzieje na ulicy Szumskiego, przez te kilka godzin jakie upłynęły do momentu strzelaniny został poinformowany nie tylko generał Pokład szef SBU, ale i generał Chmara, minister.
O 8.00 służba prasowa SBU opublikowała komunikat w którym poinformowano, że Kapłunow skontaktował się z przedstawicielami rosyjskiego FSB i zaproponował zamordowanie jednego z przedstawicieli rosyjskiej opozycji, który miał przybyć do Kijowa na obchody święta niepodległości. Tą osobą miał być Ahmad Zakajew, przywódca czeczeńskiej opozycji mieszkający w Londynie. Na potwierdzenie swoich argumentów SBU opublikowało nagranie (wymuszone torturami jak twierdzi adwokat) samego Kapłunowa, który przyznaje się do tego rodzaju planów.
A zatem o 8.00 „rozejm” został zerwany i funkcjonariusze Alfy podjęli próbę zapakowanie żołnierzy jednostki Timur do samochodów. Ci nie mieli, w świetle relacji, na to ochoty ale, jak dowodzi ich przedstawiciel nie użyli broni z tego powodu, że byli wyposażenie w broń krótką a Alfa miała długą i kamizelki kuloodporne, co oznacza, że w razie strzelaniny byliby bez szans. Strzelać zaczęli ponoć ludzie z Alfy, którzy w świetle relacji medialnych dostali sygnał od generała Pokłada „aby iść na całość”.
Ciekawa jest reakcja Kiryło Budanowa, który komentując wydarzenia na ulicy Szumskiego powiedział -„nikt nie ma prawa bezkarnie porywać żołnierzy, otwierać ognia na ulicach naszych miast ani wydawać i wykonywać rozkazów o charakterze przestępczym”. Zwracam uwagę na ostatni fragment tej wypowiedzi, bo mowa w nim o przestępczych rozkazach. Czyli ktoś nakazał otwarcie ognia a nie był to incydent z udziałem rozgorączkowanych żołnierzy.
Rusłan Kaganiec, jeden z dowódców oddziału Timur napisał, twierdząc zarazem, że to jego osobisty pogląd, iż do jego kolegów ogień otworzył funkcjonariusz SBU z jednostki Alfa - Ołeksandr Bowa. To bardzo ciekawa postać, bo pojawienie się w sprawie wydarzeń na ulicy Szumskiego tego funkcjonariusza każe nam, choćby krótko, cofnąć się do pierwszych dni wojny, gdzie na jednej z ulic Kijowa zastrzelony został (po wyciągnięciu z samochodu ) Denis Kirejew. Kirejem był bankierem, agentem GUR (potwierdził to oficjalnie Budanow) i jednym z inicjatorów rozmów pokojowych, które niemal nie doprowadziły do podpisania w kwietniu 2022 pokoju kończącego wojnę między Rosją a Ukrainą. Jadąc na lotnisko (uczestniczył też po ukraińskiej stronie w negocjacjach) został zatrzymany przez funkcjonariuszy SBU i zastrzelony. Dziwna sprawa, która nigdy nie została do końca wyjaśniona ale jak napisał Kaganiec to był początek konfliktu między GUR a SBU. Nawiasem mówiąc pisząc o Alfie ten oficer Timura używa sformułowania „alfonsi” co nieźle oddaje temperaturę wzajemnych uczuć.
Nieco więcej światła na naturę tego konfliktu, bo strzelanina na Szumskiego to tylko jeden z jego przejawów, rzuca emerytowany oficer kontrwywiadu (w stopniu pułkownika) Roman Czerwiński który rozmawiał na ten temat z dziennikarzami portalu NV. Mówi on o tym, że Pokład kierujący SBU „to człowiek Jermaka” a były szef administracji Zelenskiego i jego najbliższy współpracownik nadal odgrywa znaczącą rolę w ukraińskiej polityce. Czerwiński mówi, że „Na przykład w sytuacjach o strategicznym i geopolitycznym znaczeniu dla Ukrainy – takich jak oskarżenia kraju o sabotaż gazociągu Nord Stream – Jermak podejmuje decyzje o tym, jak Ukraina postąpi w tych sprawach i to on koordynuje te działania – mogę to powiedzieć całkiem jasno.” Co z tym o czym pisze wspólnego ma kwestia Nord Stream 2? Kilka dni przed strzelaniną SBU, o czym tez możemy dowiedzieć się z tego wywiadu, rozpoczęła oficjalne śledztwo w sprawie wysadzenie gazociągu. 18 sierpnia poinformował o tym fakcie jeden z obrońców Ukraińca, który po ekstradycji z Włoch ma stanąć przed niemieckim sądem. Formalnie śledztwo ma dotyczyć rosyjskiej „operacji pod fałszywą flagą” ale Czerwiński zwraca uwagę na uzasadnienie jego rozpoczęcia. Przywoływane w nim przepisy ukraińskiego kodeksu karnego mówią o przestępstwie związanym ze złamaniem „praw i zwyczajów wojennych”. Taka kwalifikacja, niezależnie od tego czym zakończy się dochodzenie, oznacza, że Kijów zgadza się z wersją niemieckich śledczych i prokuratury, że Nord Stream 2 był celem cywilnym a jego zniszczenie nieuprawnionym i w gruncie rzeczy nielegalnym atakiem na infrastrukturę cywilną. Przypomnę, że polski sąd, który odmówił ekstradycji drugiego zatrzymanego Ukraińca stanął na stanowisku, że atak na Nord Stream 2 był uzasadnioną forma obrony zaatakowanego państwa. Dlaczego SBU przyjęło inną interpretację. Pamiętając, że Yermak jest adwokatem, warto przypomnieć niedawne oświadczenie Zełenskiego, że „państwo ukraińskie” nie ma nic wspólnego z sabotażem gazociągu. Cztery lata po wybuchu tego rodzaju deklaracja jest zastanawiająca, ale zrozumienie motywów obecnego prezydenta i ewentualnej roli Yermaka w tym co się dzieje jest łatwiejsze jeśli przypomnimy, iż w Kijowie jest tajemnicą poliszynela, że zgodę na operację miał ponoć dać generał Załużny, dziś jeden z głównych rywali politycznych Zełenskiego. Zrzucenie na niego, przynajmniej w oczach Niemców, winy za Nord Stream 2 ma uczynić z niego „osobę niewybieralną” bo osłabiać może jego zdolność do pozyskanie funduszy z Zachodu, w szczególności z Niemiec, bez których Ukraina nie może kontynuować wojny.
Czerwiński powiedział jeszcze jedną ważną rzecz. Otóż jego zdaniem Zełenski obawia się Budanowa i jego ludzi. Nie w sensie politycznym, ale fizycznie. Zacytujmy jego słowa - „Prezydent boi się przecież tych oddziałów zbrojnych, które Budanow stworzył w GUR podczas wojny. Jest oczywiste, że Budanow werbował tam ludzi o skłonnościach przestępczych. Widzieliśmy zamach w Monako, zrealizowany w zamian za nagrodę pieniężną. Rozumiemy, że ta ekipa (w Monako - MB) pochodziła z kierownictwa GUR, od szefa III departamentu GUR Ministerstwa Obrony Narodowej, Dmitrija Usowa. To osoba, którą Budanow mianował na to stanowisko przed odwołaniem ze stanowiska szefa rządu. To jego człowiek.
Widzimy, że GUR ma potencjał do zbrojnej konfrontacji. I myślę, że nasza elita polityczna – Jermak i Zełenski – ma ochotę wyrwać te zęby Budanowowi, ponieważ ci ludzie (Jednostka Timur - MB) są mu bezpośrednio posłuszni.” Można słowa ukraińskiego oficera zakwalifikować jako kolejną teorię spiskową albo, jak to z pewnością niektórzy w Polsce zrobią, przejaw tego jak funkcjonuje „upadłe państwo” jakim jest ich zdaniem Ukraina. Ja uważam, że mamy do czynienia z pękaniem obozu władzy i zaostrzającą się rywalizacją. Dochodzi do tego zarówno dlatego, że sytuacja Ukrainy się pogarsza jak i jest pokłosiem braku wyborów i faktu, iż Zełenski jest coraz bardziej autorytarnym przywódcą co nie podoba się wielu wpływowym ludziom.
Kilka słów trzeba na pisać o zamachu na biznesmena Jermołajewa, który miał miejsce w czerwcu Monako. Przebrana za mężczyznę kobieta dostarczyła do jego mieszkania paczkę, która eksplodowała raniąc żonę biznesmena objętego sankcjami, jego samego i jego syna. Później zamachowczyni, którą udało się zidentyfikować została znaleziona martwa pod Kijowem, ktoś zastrzelił ją strzałem w głowę. Sam Jermołajew w oficjalnym liście, który opublikował we francuskiej prasie oskarżył o przeprowadzenie zamachu GUR, którego wysłannicy byli jego zdaniem bezwzględni bo widząc kobietę (żona) i 13 - letniego syna biznesmena i tak zdecydowali się na detonację ładunku.
Sam Jermołajew w wywiadzie, który został opublikowany 31 sierpnia (daty w tym wypadku mają znaczenie) argumentuje, że użyty w zamachu przeciw niemu materiał wybuchowy nie był powszechnie dostępny i to wskazuje na fakt, że zamachu dokonał GUR. Nota bene twierdzi on, że było to „prywatne zamówienie” a funkcjonariusze wywiadu chcieli w ten sposób „dorobić” na boku. Gdyby „przesłuchania” Kapłunowa skończyły się podobnymi doniesieniami (w jego „aresztowanie” miało miejsce 23 sierpnia) to można byłoby na tej podstawie, w najdalej idącym scenariuszu, nawet rozwiązać GUR a z pewnością przeprowadzić w tej służbie daleko idące zmiany personalne. Ich zwolennikiem ma być ponoć kierujący obecnie wywiadem wojskowym Oleh Iwaszczenko, który nie jest „człowiekiem Budanowa” i w świetle nieoficjalnych informacji Ukraińskiej Prawdy „ze wszystkich sił stara się” wyczyścić służbę z ludzi lojalnych wobec obecnego szefa kancelarii Zełenskiego.
Pisząc o zamachu na Jermołajewa dziennikarze Ukraińskiej Prawdy informowali, że „obecnie w kręgach władzy krążą dwie skrajne wersje wydarzeń wokół śledztwa w tej głośnej sprawie. Źródła „Ukraińskiej Prawdy” w Służbie Bezpieczeństwa są przekonane, że za zamachem mogą stać „Guriwcy” z bliskiego otoczenia Kyryła Budanowa. Otoczenie Budanowa natomiast jest przekonane, że sprawę tę może wykorzystać pełniący obowiązki szefa SBU, Ołeksandr Pokład, z którym szef Kancelarii Prezydenta ma otwarty konflikt po zabójstwie Denisa Kirejewa.”
Opisując rozgrywki na szczytach ukraińskiej władzy trzeba też wspomnieć o operacji Forrest Gump, przeprowadzonej przez NABU i SAP. Jest to kolejna, po aferze Midas wielka operacja przeprowadzana przez służby antykorupcyjne.
Sprawa „Midas” kosztowała funkcję Andrija Yermaka, który musiał ustąpić z kierowania administracją prezydenta i byłego ministra energetyki (wcześniej sprawiedliwości) Hermana Hałuszczenkę, w drugiej w areszcie znalazła się Irina Mudra - od 2024 roku zastępca szefa administracji Zeleńskiego. Ale czarne chmury gromadzą się też nad Kiryło Budanowem, byłym szefem GUR (wywiad wojskowy), obecnie kierującym prezydenckimi urzędnikami. Obie sprawy zresztą się łączą bo „Forrest Gump” dotyczy procederu korupcyjnego w tym pospiesznego gromadzenia środków na kaucję dla Hałuszczenki. W tak zwanym „międzyczasie” Zełenski musiał odwołać z funkcji ambasadora w USA Olhę Stefaniszynę, wcześniej wicepremier odpowiadającą za rokowania akcesyjne z UE i NATO, bo jej również NABU postawiła zarzuty związane z korupcją. NABU rozszerzyło zresztą operację „Forrest Gump” o kolejną której nadano kryptonim Temida, i która obejmuje skorumpowanych sędziów najwyższych ukraińskich sadów administracyjnych, zasiadających też w Sądzie Najwyższym. U dwóch z nich przeprowadzono już rewizje a wszystkie te operacje ujawniają kontury ogromnej „infrastruktury korupcji”, która obejmuje wszystkie instytucje państwa i której patronował, jak głoszą przeciwnicy, lub tolerował zdaniem zwolenników, prezydent Zełenski. W trudnej sytuacji znalazł się Budanow, bo na ujawnionych przez portal Hromadskie nagraniach mowa jest o workach z pieniędzmi, pochodzących z układów korupcyjnych, które pojawiający się w rozmowach „Kirył” lub „Kiry Ołeksiejewicz” miał przyjmować od Timura Midycza, bohatera głośnej afery, który zbiegł przed aresztowaniem, nie wiadomo przez kogo ostrzeżony, do Izraela. Dziennikarze uważają, że „Kirył” któremu wręcz przypisuje się rolę jednego z głównych organizatorów układu korupcyjnego na szczytach ukraińskiej władzy to właśnie Budanow. Ten nie komentuje tych spekulacji mówiąc „nie sąd osądzi komu wierzyć”, ale warto też, jeśli już spekulujemy zwrócić uwagę, że w zarejestrowanych rozmowach to Mudra i jej rozmówcy mówią o roli Kiryła, ale sama z-czyni szefa administracji Zełenskiego jest „człowiekiem Yermaka” a wszyscy w Kijowie doskonale wiedzą, że NABU podsłuchuje. Nota bene zwolnienie Hałuszczenki z aresztu miało być pilną sprawą, bo ten ponoć, nie chcąc być jedyną ofiarą afery Midas miał iść na współpracę ze śledczymi i ujawnić na co przeznaczone były pieniądze z łapówek. A to oznacza, że w bezpośrednim kręgu podejrzeń może się znaleźć i Zełenski i szef frakcji Sługa Narodu w Werchownej Radzie Dawid Arachimja. Czy Budanow był zaangażowany w proceder korupcyjny (w tym konkretnym przypadku a nie w ogóle) nie wiadomo. Osobiście uważam, że obydwie wersje są równie prawdopodobne - czyli zarówno ta, że osobiście nosił on worki z pieniędzmi jak i inna, w świetle której niejako „przy okazji” wiedząc o tym, że są podsłuchiwani ludzie Yermaka chcieli „utopić” Budanowa.
Nawiasem mówiąc NABU prowadzi jeszcze dochodzenie w sprawie „lewej kasy” którą mieli otrzymywać deputowani Sługi Narodu. Nie chodzi w tym wypadku o jakieś indywidualne relacje, ale cały zorganizowany przez szefa frakcji Dawida Arachimię proceder dodatkowych i zróżnicowanych, w zależności od posłuszeństwa, wypłat dla posłów. Na to, zdaniem śledczych, szły środki z Enerhoatomu „pozyskane” przez Hałuszczenkę, których w momencie wybuchu afery Mindycza zabrakło co doprowadziło do „buntu posłów” i utraty większości w Radzie Najwyższej przez obóz Zełenskiego. Podejrzanych jest 5 posłów, NABU pobrało próbki DNA od asystentów i deputowanych (ślina na kopertach w których przekazywano pieniądze), więc cała sprawa może w najbliższym czasie wybuchnąć.
Dlaczego to czy deputowani Sługi Narodu dostają „kopertówki” jest ważne? Z tego powodu, że Zełenski nie ma większości o czym boleśnie przekonał się po wznowieniu przez parlament, na początku września, po wakacyjnej przerwie obrad. Rząd premiera Korsuńskiego złożył szereg propozycji legislacyjnych od uchwalenia których zależą kolejne transze pomocy z Unii Europejskiej dla Kijowa. Komisja uzależnia przekazanie jesienią kolejnej transzy z pomocą (3,7 mld euro) od spełnienia przez Kijów 12 warunków, w tym związanych z koniecznością reform podatkowych. I to właśnie te przedłożenia rządowe Rada odrzuciła, co z jednej strony miało rozwścieczyć Zełenskiego (po tym jak Korsuński zrelacjonował mu stan publicznej kasy) ale z drugiej znacząco pogorszyło pozycję przetargową Ukrainy. Wynika to z faktu, że do końca roku, jak wynika z różnych szacunków ministerialnych Ukrainie zabraknie od 8 mld (Premier Korsuński) do nawet 27 mld (ministrer Chmara) dolarów. Sytuacja się zatem komplikuje tym bardziej wobec ewidentnego niepowodzenie 40-dniowej operacji, zapowiedzianej przez Zełenskiego, której celem miało być wymuszenie na Putinie przystąpienia do negocjacji pokojowych. Emocje grają, zima będzie ciężka, Rosja może przeprowadzić mobilizację, konflikty wewnętrzne narastają. Sytuacja nie jest różowa i Ukraina musi się liczyć z negocjacjami „na warunkach rosyjskich” co oznacza, że wybory są coraz bliższe a Ci którzy zmuszeni zostaną przez rozwój sytuacji do podpisania być może niekorzystnego dla Kijowa pokoju czy zawieszenia broni będą jeszcze musieli wytłumaczyć Ukraińcom co się stało i dlaczego była to jedyna opcja. To dodatkowo zwiększa wewnętrzne napięcie, a ponadto uruchamia mechanizmy „szukania winnych” bo wiarygodną dla opinii publicznej narrację trzeba odpowiednio wcześniej przygotować. Może dlatego SBU zależało na udowodnieniu, że GUR i być może Budanow to nie tylko łapówkarze i „cyngle na wynajęcie” ale również służba mająca dziwne, dwuznaczne powiązania z rosyjskim FSB. Nie twierdze, że GUR-owcy to „niewinne aniołki”, bo raczej zależy mi na odsłanianiu mechanizmów i rozgrywek w ukraińskim obozie władzy niż na piętnowaniu kogokolwiek.
W całej sprawie jest jeszcze jeden ciekawy wątek, bo w Kijowie uważa się, że NABU, specjalna prokuratura antykorupcyjna nie tylko blisko współpracuje z Amerykanami, co po zeszłorocznej wizycie w Waszyngtonie Semena Kryvonosa i podpisaniu przezeń porozumienia z FBI, jest uprawnionym poglądem, ale wręcz stała się narzędziem presji Waszyngtonu na Ukrainę. Agenci FBI pracują w siedzibie NABU i mają dostęp do akt operacyjnych najgłośniejszych afer, które zdaniem zwolenników tego poglądu są ujawniane selektywnie po to aby osłabić ekipę Zełeńskiego. Amerykanie mają szukać następcy dla obecnego prezydenta, bo ten okazał się krnąbrnym partnerem stawiającym na współpracę ze stolicami europejskimi kosztem wpływów Ameryki. W tych kategoriach interpretowana jest podróż Michała Fiodorowa do Stanów Zjednoczonych. Były minister obrony a wcześniej transformacji cyfrowej miał pojechać do Ameryki chcąc utworzyć, jak sam oświadczył fundusz venture capital, być może nawet z udziałem Petera Thiela, który wcześniej ale już po dymisji proponował mu współpracę. W Kijowie tę podróż, podobnie jak i zgodę Fiodorowa na doradzanie włoskiemu ministrowi obrony Crosetto interpretuje się przez pryzmat ambicji politycznych byłego ministra, który jest dziś jednym z głównych rywali politycznych Zełenskiego.
NABU tymczasem rozpoczęło operację Kartagina i przeprowadziła przeszukania u biurach Prokuratury Generalnej, w tym Rusłana Krawczenki, szefa tej instytucji i jego zastępczyni Marii Wdowiczenko. Krawczenko jest uważany za bliskiego współpracownika i zaufanego człowieka Prezydenta a jego dotychczasowa postawa, w tym w trakcie głośnych dochodzeń, skłaniała niektórych komentatorów do sformułowania tezy, że jest on jednym z filarów władzy Zełenskiego i ochrania „niejawne” interesy całego środowiska. Operacja Kartagina jest jak to się mówi „rozwojowa” a z opublikowanych już przez NABU nagrań wynika, że „szef” a chodzi najprawdopodobniej o Krawczenkę „kryszował” czyli ochraniał sieć nielegalnych call center, które wyłudzały na masowa skalę pieniądze od ludzi. Prokurator Generalny po opublikowaniu nagrań na kilkanaście godzin „znikł” i odnalazł się w jednej z klinik w Kijowie.
Na to wszystko nakłada się zastanawiająca i niespodziewana podróż Witkoffa i Kushnera do Moskwy i następnie do Kijowa. Putin podjął decyzję o wstrzymaniu ostrzału Kijowa na 3 dni, co ma związek z wizytą mediatorów a Budanow znów mówi o spotkaniu na szczycie i ujawnił też, że Ukraina wysłała do Rosji propozycję zawieszenia broni, która dotyczyła nie tylko nalotów ale i walk na froncie. Moskwa miała na nią nie odpowiedzieć. Nie ulega wątpliwości, że jednak wizyta Ratclifa w Moskwie i później rozmowy rosyjskiego ministra finansów w Ameryce przyniosły jakieś rezultaty. Nie sposób na razie odpowiedzieć czy zakończenie wojny jest realnym i możliwym do wynegocjowania scenariuszem czy raczej bardziej prawdopodobna jest eskalacja.
Nie zmienia to jednak faktu, że ostatni wysyp afer w Kijowie, strzelaniny, prowokacje i głośne oskarżenia mogą świadczyć zarówno o destabilizacji wewnętrznej w obozie władzy co może być wstępem do załamania, jak też być świadectwem walki, która już się rozpoczęła o wpływy i pozycje po wojnie. Choćby z tego powodu winniśmy bardzo uważnie śledzić doniesienia z Ukrainy
Trwa ładowanie...