Budżet obronny USA kontra kalendarz. Pentagon między Kongresem a Białym Domem - Rafał Michalski

Obrazek posta

Administracja Donalda Trumpa ma zaledwie kilka tygodni, by zapewnić Pentagonowi dodatkowe środki i zachować szeroką swobodę prowadzenia operacji przeciwko Iranowi. Spór, który dzieli Republikanów i mobilizuje Demokratów, może po wyborach śródokresowych przerodzić się w otwartą walkę Kongresu z Białym Domem o budżet, kompetencje wojenne i kontrolę nad polityką bezpieczeństwa.

Departament oddaje hołd Lindseyowi Grahamowi nadając bazie [Joint Base Charleston – red.] nazwę jego imienia, ale nie ma większego hołdu niż ten, jaki Kongres mógłby złożyć inwestując w naszych żołnierzy całe 1,5 biliona dolarów” – mówił sekretarz obrony Pete Hegseth 10 sierpnia w trakcie ceremonii w Karolinie Południowej. 

Jest faktem, że senator Graham był nie tylko największym orędownikiem zwiększenia budżetu dla Pentagonu, ale również nieformalnym pośrednikiem pomiędzy Białym Domem a przywódcami partii w obu izbach Kongresu;  jego brak jest jeszcze kolejną w komplikacją w i tak bardzo trudnych negocjacjach, które mogą stanowić zapowiedź tego, jak polityczny spór o armię może wyglądać w roku 2027 i 2028.

Jeden budżet, wiele spojrzeń

Pod koniec lipca Partia Republikańska w Izbie Reprezentantów przedstawiła projekt finansowania w wysokości 1,1 biliona dolarów, w tym 60 miliardów dolarów w ramach procedury pojednawczej (tzn. ustawy obejmującej jedynie kwestie rozporządzania środków, co pozwala pominąć potrzebny próg 60 głosów do zakończenia debaty w Senacie). Niezadowolony z tej propozycji jest Pentagon, ponieważ wnosił on o 1,5 biliona dolarów, ale równocześnie komunikował członkom Kongresu że w wyniku konfliktu z Iranem wyczerpano środki na rok 2026; dlatego oczekuje bezpośredniego wsparcia jak najszybciej (w mediach  pojawiały się informacje nawet o 100 miliardach dolarów). Liderzy Izby Reprezentantów nie tylko mówią o 60 miliardach, ale również byłyby one przeznaczone na przyszły rok kalendarzowy. Opozycją wewnętrzną jest tutaj najbardziej konserwatywny klub Freedom Caucus, którego członkowie sprzeciwiają się zwiększeniu wydatków federalnych i oczekiwali za każdego wydanego dolara równowartości cięcia w innym istniejącym programie federalnym. Spiker Mike Johnson w roku wyborczym nie może jednak zgodzić się na to, żeby jeszcze kolejne kilkadziesiąt miliardów usunąć z i tak ograniczonej w zeszłym roku polityki socjalnej czy infrastrukturalnej. 

Jastrzębi senatorowie w kontekście ustawy pojednawczej popierają stanowisko Pentagonu; podczas posiedzenia konferencji padła suma 90 miliardów dolarów – gdyby jednak przegłosowali taki projekt, zostałby zablokowany w Izbie. Republikanie nie mogą liczyć na współpracę ze strony Partii Demokratycznej, dla której problemem jest wykorzystanie samego modelu uznaniowego – czyli pozostawienie departamentowi bardzo dużej swobody decyzyjnej jak środki wydatkować. Oczekują oni w szczególności bardzo jasnych ograniczeń w przypadku działań wobec Iranu, a politycy progresywni już komunikują, że nie poprą żadnej ustawy nie wprowadzającej również narzędzi kontroli wobec współpracy amerykańsko-izraelskiej.

Problem z kalendarzem

Pojawia się jeszcze jeden problem: kalendarz. Z początkiem sierpnia zakończyła się przedostatnia sesja przed wyborami śródokresowymi w listopadzie; Kongres pracować będzie jeszcze kilka tygodni we wrześniu. Jeśli wtedy nie uda się przegłosować finansowania dla Pentagonu, istnieje zagrożenie nie tyle zamknięcia rządu (ponieważ Republikanie przygotowali się na taki scenariusz pracując równolegle nad finansowym środkiem tymczasowym), co opóźnienia prac do stycznia 2027 roku. 

Jeśli jednak Demokraci w wyborach przejęliby większość w jednej z izb Kongresu (a nie można wykluczyć również wariantu zwycięstwa w obu), pewnym jest legislacyjna śmierć budżetowej koncepcji Republikanów. Szczególnie, że pierwsza kadencjia prezydenta Trumpa jasno pokazuje jego brak umiejętności zawierania kompromisów z Demokratami. Domagać się będą stale zakończenia misji przeciwko Iranowi; być może również liberalni liderzy zmuszeni będą wnieść o ograniczenie wojskowej współpracy z Izraelem do czasu rozwiązania kwestii palestyńskiej. 

Ewentualna tegoroczna ustawa budżetowa dla Pentagonu jest potencjalnie ostatnią szansą dla Białego Domu na dowolne kreowanie polityki zbrojnej. Do tego w dużej mierze niejawnej, ponieważ demokratyczna większość już zapowiada organizację licznych śledztw i przesłuchań wymierzonych w najważniejszych urzędników prezydenckich. Kwestie współpracy oraz kontaktów z sektorem obronnym, Rada Pokoju, Iran, Kuba, zakres współpracy z Chinami – to wszystko będą tematy podejmowane przez Demokratyczną Komisję Sił Zbrojnych, Wywiadu czy Spraw Zagranicznych. Nie może zaskakiwać postawa sekretarza Hegsetha, który naciska na jak najszerszy i jak najszybciej przegłosowany pakiet budżetowy (który można byłoby w części spożytkować jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego Kongresu). Wykluczanie przez niego Demokratów jest przy tym polityką ryzykowną, ponieważ grozi tym bardziej ostrą polityczną odpowiedzią przy Demokratycznym Kongresie (szczególnie, że dotąd normą było zapraszanie reprezentantów obu partii na dyskusje z urzędnikami Pentagonu dotyczące budżetów rocznych).

Problem z Iranem

W całej tej sytuacji ma miejsce jeszcze jeden czynnik: decyzje prezydenta Trumpa wobec Iranu. 23 lipca Kongres przegłosował rezolucję w sprawie uprawnień wojennych, jednak nie w formie wiążącej (ponieważ ta wymagałaby podpisu prezydenta), ale deklaratywnej. Nie wymaga ona zgody głowy państwa, nie staje się obowiązującym prawem, ale wyraża stanowisko ustawodawców. W dużej mierze symboliczne, ale poza jedną sytuacją: część prawników uważa, że musi być ona brana pod uwagę podczas lektury ustaw głosowanych przez Kongres po jej uchwaleniu. W przypadku sektora obronnego oznaczałoby to, że Biały Dom nie może tak interpretować przepisów budżetowych, jakby członkowie Kongresu popierali dalszą eskalację konfliktu z Iranem. Brak jest silnych narzędzi do zablokowania takich działań, ale stanowią one rodzaj eskalacji w relacjach z Białym Domem, jakiej dotychczas nie było. W połowie września dojdzie jeszcze do głosowania nad wiążącą rezolucją o uprawnieniach; jest wiele wątpliwości co do tego, czy ma ona realną szansę na  większość. 

Kongres wraca w połowie września na ostatnią tegoroczną długą sesję, a na początku września kończy się również 60-dniowy okres umożliwiający prowadzenie działań zbrojnych na mocy Ustawy o Uprawnieniach Wojennych. Formalnie Biały Dom będzie musiał albo zakończyć operację albo wypowiedzieć akt wojny. W praktyce zignorowano ten przepis przy okazji operacji rozpoczętej w lutym, argumentując że w dniach, w których nie są prowadzone operacje okres ten nie upływa. 

W tym wypadku jednak członkowie Kongresu będą mogli czuć potrzebę zajęcia silniejszego stanowiska; szczególnie, że będzie to na dwa miesiące przed trudnymi dla Republikanów wyborami. Z drugiej strony Donald Trump może ryzykować eskalacją konfliktów (w różnych formach) uważając, że ma czas na dowolne prowadzenie polityki zagranicznej do końca roku (czyli przed ewentualną wygraną Demokratów). To kolejny powód – być może największy – dlaczego negocjacje są tak trudne i w sierpniu nie doszło do przełomu w żadnej formie. 

W pierwszej połowie roku był jeszcze senator Graham, który miał bardzo duży wpływ na prowadzenie negocjacji. Po jego śmierci liderzy większości w Senacie muszą jednak rozmawiać bezpośrednio, a nie jest tajemnicą, że obecne przywództwo ma złe relacje z Donaldem Trumpem; szczególnie nr. 3 w konferencji senackiej, John Cornyn z Teksasu, który stracił nominację partyjną z powodu poparcia przez prezydenta jest partyjnego kontrkandydata Kena Paxtona. 

Pojawia się więc pytanie, na ile Pete Hegseth, (bezpośrednio przecież prowadzący operację irańską) oraz wiceprezydent J.D. Vance (krytykowany w konserwatywnych mediach za promowanie interwencjonistycznej polityki, której sam był przed laty krytykiem) będą potrafili w ciągu kilkunastu wrześniowych dni doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia.

Zobacz również

Singapur szykuje się na trudniejsze czasy
Czy władza talibów jest stabilna? Układ sił po pięciu latach od zajęcia Kabulu - Jakub ...
Przyszłość amerykańskiego odstraszania Chin: zmiany w równowadze i strategii - Marek St...

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...