Kipiący kocioł u Bram Łez. Wojna w Jemenie eskaluje na nowo - Michał Hunicz
Eskalacja wojny w Jemenie pokazuje, że Huti pozostają jedną z najtrudniejszych do pokonania sił na Bliskim Wschodzie, zdolną do wywierania presji na Arabię Saudyjską i zakłócania funkcjonowania kluczowych szlaków światowego handlu.
Ruch Ansar Allah, potocznie określany mianem Hutich, utrzymuje władzę nad północą Jemenu już od 12 lat. W tym czasie organizacja nie tylko powstrzymała Arabię Saudyjską przed osiągnięciem hegemonii na Półwyspie Arabskim, lecz również stała się jednym z najważniejszych sojuszników Iranu w globalnej grze. Zajdyckie ugrupowanie zdobyło rozgłos, atakując żeglugę na Morzu Czerwonym i ostrzeliwując Izrael podczas wojny w Strefie Gazy. Tymczasem, wywołana operacją Epic Fury eskalacja kryzysu bliskowschodniego doprowadziła do wznowienia działań zbrojnych w samym Jemenie po ponad czteroletnim rozejmie.
13 lipca 2026 roku – ponad cztery miesiące po pierwszych nalotach sił koalicji amerykańsko-izraelskiej na Iran – ministerstwo obrony uznawanego międzynarodowo rządu Jemenu z siedzibą w Adenie oświadczyło, że podległe mu siły przeprowadziły uderzenie na kontrolowany przez Ansar Allah międzynarodowy port lotniczy w stołecznej Sanie w celu udaremnienia próby lądowania na nim irańskiego samolotu. Dzień później, w oficjalnej odpowiedzi na ten atak, Huti ostrzelali rakietami lotnisko w saudyjskim Abha. Ta wymiana ognia stanowiła definitywny koniec trwającego od kwietnia 2022 roku zawieszenia broni wstrzymującego walki w Jemenie, którego utrzymywanie stawało się coraz trudniejsze i coraz mniej zasadne.
Rys geograficzny i historyczny: anatomia braku jedności
Współczesne państwo jemeńskie jest w istocie amalgamatem kilku regionów geograficznych, które do 1990 roku nigdy nie znajdowały się w obrębie jednego państwa. Wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego do brzegów cieśniny Bab al-Mandab – „Bramy Łez” – ciągnie się pustynna nizina Tihama. Na wschód od Tihamy roztacza się rozległy masyw górski, który historycznie określany był mianem Jemenu i dominuje nad zachodnią częścią obecnego państwa. Za górami, dalej na wschód w głębi lądu rozciąga się płaskowyż Hadramaut, a północno-wschodnie pogranicze pokrywa bezludna pustynia Ar-Rab al-Chali. Mozaikę dopełniają wyspy na Morzu Czerwonym i położony na Morzu Arabskim archipelag Sokotra.
170 kilometrów na wschód od cieśniny Bab al-Mandab, wciśnięty między górami na zachodzie kraju a wodami Oceanu Indyjskiego, leży Aden – największe miasto i port Jemenu, położony wokół naturalnej przystani uformowanej przez krater zatopionego wulkanu. To właśnie tam w 1839 roku rozpoczęła się historia brytyjskiego panowania w regionie, które z czasem objęło liczne sunnickie sułtanaty wokół Adenu i w Hadramaucie. Inaczej potoczyły się dzieje północno-zachodniej części Jemenu. Od XVI wieku obszar ten był areną zmagań między imperium osmańskim a zajdytami – wyznawcami odłamu islamu szyickiego, którzy uczynili z gór Jemenu swoją polityczną, religijną i naturalną twierdzę. Tak jak sunnicka, nadmorska Tihama często przechodziła z rąk do rąk jako strefa buforowa, tak zajdyccy imamowie nigdy nie zostali decydująco pokonani, nawet gdy Osmanowie zawładnęli większością ośrodków miejskich górskiego interioru.
Koniec I wojny światowej przypieczętował dominację zajdyckiego imamatu, który w 1918 roku przeistoczył się w Mutawakkilickie Królestwo Jemenu ze stolicą w Sanie. Monarchia przetrwała do 1962 roku, gdy wojskowy zamach stanu doprowadził do jej zniesienia i proklamacji Jemeńskiej Republiki Arabskiej (JRA). Pięć lat później ostatnie wojska brytyjskie opuściły południowoarabskie protektoraty, w miejsce których powstała Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu ze stolicą w Adenie.
W tym miejscu należy wyjaśnić kwestię nieformalnego nazewnictwa, która może być dezorientująca. Rdzeń gospodarki omawianego obszaru stanowi jego zachodnia część – Tihama, góry Jemenu i Aden z okolicami. Z tego powodu, obszar dawnych posiadłości kolonialnych imperium brytyjskiego i terytorium LDRJ nazywany jest, z racji położenia Adenu, Jemenem Południowym; z kolei dawne terytorium królestwa, a następnie JRA, jest potocznie określane mianem Jemenu Północnego.
Od zjednoczenia do wojny: zarzewie zrywu Hutich
Rok 1990 przyniósł połączenie JRA i LDRJ w Republikę Jemenu, jednak w kontraście do reszty państw Półwyspu Arabskiego nowe państwo stało się "brzydkim kaczątkiem" Azji. Pierwszym prezydentem zjednoczonego kraju został rządzący Jemenem Północnym od 1978 roku Ali Abd Allah Salih. Już samo pochodzenie nowego lidera zniechęcało do niego mieszkańców południowej części Jemenu, którzy uznali nowe porządki za jawny przejaw dominacji północy, a sytuację i nastroje pogorszyły powszechnie panujące korupcja, bezrobocie i bieda. W siłę wzrosły nowe, znacznie radykalniejsze niż dotychczas opcje islamistyczne, takie jak salaficki ruch Al-Islah. Jednak najbardziej prominentnym spośród nowych radykalnych ruchów okazał się powstały w 1994 roku zajdycki Ansar Allah.
Potoczne i powszechnie stosowane określenie „Huti” wiąże się z noszonym przez przywódców Ansar Allah nazwiskiem. Od 2004 roku przywódcą ugrupowania jest Abdul-Malik al-Huti, który objął władzę w następstwie śmierci swojego brata Husajna, założyciela ruchu. Za model dla rozwoju struktur organizacji posłużył libański Hezbollah. Ruch stworzył swoją bazę poparcia wśród mieszkańców zamieszkałej w większości przez zajdytów, graniczącej z Arabią Saudyjską prowincji Sa’ada, gdzie źródłem autorytetu nie były rządy Saliha z Sany, lecz lokalne plemiona. Tam Ansar Allah zdobyło posłuch dzięki agresywnej retoryce i rewolucyjnym postulatom, głosząc sprzeciw i wzywając do oporu wobec korupcji, ucisku i niepopularnej polityki zagranicznej Sany, gdyż Salih dokonał zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi (wspierającymi Izrael „niewiernymi”) i Arabią Saudyjską (wahhabickimi prześladowcami). Na wzór Hezbollahu, Huti zbudowali równoległe struktury władzy stanowiące alternatywę dla organów administracji wiernych rządom Saliha.
Arabska wiosna stała się gwoździem do trumny dotychczasowego prezydenta. Na skutek masowych protestów Salih zrzekł się władzy, którą objął pochodzący z południa Abd Rabbuh Mansur Hadi. Nowy przywódca nie zdołał jednak zapanować nad wrogimi nowym rządom nastrojami, które rozpruwały Jemen w szwach, a Ansar Allah rozszerzało swoje wpływy i faktyczną kontrolę na kolejne zajdyckie prowincje. Na domiar złego w kraju zaktywizowały się salafickie ugrupowania dżihadu, al-Kaida i Ansar asz-Szari’a, których lokalne komórki zaczęły wyrywać dla siebie fragmenty terytorium państwa. Kulminacją tych napięć był przeprowadzony 21 września 2014 roku przewrót. Huti, będąc w bardzo pragmatycznym sojuszu z byłym prezydentem Salihem i jego zwolennikami, zdobyli Sanę, a w styczniu 2015 roku zmusili Hadiego do rezygnacji z urzędu prezydenta. Hadi uciekł najpierw do Adenu, a kiedy w marcu bojownicy Ansar Allah rozpoczęli szturm na to miasto, do Arabii Saudyjskiej, gdzie poprosił o pomoc w odzyskaniu władzy.
Walka o przetrwanie
26 marca 2015 roku Arabia Saudyjska wszczęła zbrojną interwencję przeciw Hutim, stając na czele rozległej koalicji państw sunnickich. Było to przedsięwzięcie realizowane według nowego, ambitnego modelu: ciężar walki wzięły na siebie prozachodnie państwa Bliskiego Wschodu, ograniczając zaangażowanie ich euroatlantyckich partnerów do wsparcia wywiadowczego, szkoleniowego, logistycznego oraz dostaw uzbrojenia i amunicji.
W ciągu kilku miesięcy ofensywa doprowadziła do odzyskania Adenu, gdzie ustanowiono formalnie tymczasową siedzibę rządu Hadiego, jednak próba rozbicia Hutich zakończyła się impasem, który nazwano "bliskowschodnim Wietnamem". Słabo wyposażone, poddane blokadzie i międzynarodowej izolacji oddziały Ansar Allah z powodzeniem stawiały opór koalicji dziewięciu państw obfitujących w zasoby, dysponujących nowocześnie uzbrojonymi wojskami i cieszących się hojnym wsparciem z zagranicy. Kolejne ofensywy nie przynosiły oczekiwanych rezultatów; niejednokrotnie siły sunnickie musiały opuszczać wcześniej zajmowane pozycje dzięki znakomitemu wykorzystaniu terenu i prowadzeniu wojny asymetrycznej przez Hutich.
Do najcięższych klęsk zadanych siłom prosaudyjskim należy stoczona w sierpniu 2019 roku bitwa w dolinie rzeki Dżabara. Sformowana przez Saudyjczyków brygada jemeńskich najemników, wzmocniona żołnierzami saudyjskiej armii, uderzyła znad pogranicza jemeńsko-saudyjskiego w głąb prowincji Sa’ada, gdzie została przez Hutich wciągnięta w pułapkę, okrążona i po czterech dniach niemal całkowicie zniszczona. Ansar Allah zdołało utrzymać jemeński masyw górski wraz z Saną oraz większość Tihamy, w latach 2019-2021 przejmując nawet inicjatywę. W ten sposób, z chwilą wejścia w życie na ogół przestrzeganego zawieszenia broni w 2022 roku, Huti kontrolowali spójny, dobrze skomunikowany i skonsolidowany obszar północno-zachodniego Jemenu, faktycznie będący terytorium osobnego, nieuznawanego państwa.
Nieznane fronty wewnętrzne
Szybko okazało się również, że wyzwaniem stojącym przed stroną sunnicką są nie tylko Huti, lecz również niezgoda i podziały wśród sprzymierzeńców. Rząd adeński nie dysponuje bowiem jednolitą armią, jaką sformowało Ansar Allah, lecz zbieraniną milicji. Wiele z nich to prywatne armie watażków stawiających osobiste interesy na pierwszym miejscu. Rozłam wystąpił również wśród samych państw biorących udział w interwencji. O ile Arabia Saudyjska wspierała prezydenturę Hadiego, tak Zjednoczone Emiraty Arabskie zaangażowały się w sponsorowanie wciąż silnego na południu ruchu separatystycznego. Kultywując siły stojące w opozycji wobec prosaudyjskiego rządu, ZEA przystąpiły do budowania własnej strefy wpływów, w pewnym momencie próbując nawet aneksji Sokotry. W kwietniu 2017 roku eskalował konflikt między prezydentem Hadim a gubernatorem Adenu Ajdarusem az-Zubajdim, którego odwołano ze stanowiska w związku z jego związkami z ZEA i wzrastającą niezależnością od władzy centralnej.
Zubajdi odpowiedział powołaniem Południowej Rady Przejściowej (STC), osobnego, alternatywnego rządu postulującego secesję „Arabii Południowej”. Rząd Hadiego z samym prezydentem ewakuował się z Adenu, do którego powrócił dopiero po dwóch latach na mocy saudyjskiej mediacji. Sam Hadi przestał być prezydentem w 2022 roku, a urząd zastąpiono kolektywną Radą Prezydencką. Do decydującej konfrontacji doszło na przełomie 2025 i 2026 roku, gdy siły STC ruszyły do ofensywy w Hadramaucie, ponosząc jednak ostateczną klęskę wskutek kontrofensywy sił prosaudyjskich. Siły STC zostały rozbite, Południowa Rada Przejściowa uległa samorozwiązaniu, a wpływy ZEA w Jemenie zostały zdemontowane.
Walki wewnętrzne nie ominęły również Hutich – w grudniu 2017 roku Salih zerwał sojusz z nimi i dokonał inspirowanej przez Arabię Saudyjską próby przewrotu. Zamach stanu zakończył się niepowodzeniem, w toku walk w stolicy zginął sam Salih, a jego stronnictwo kontrolujące część Sany zostało spacyfikowane. Lojaliści z Tarikiem Salihem, bratankiem zabitego byłego prezydenta na czele, sformowali Jemeński Narodowy Ruch Oporu, który, na papierze lojalny rządowi adeńskiemu i kontrolujący południową część Tihamy z siedzibą w Mokce, sam w sobie stanowi koalicję kilku milicji sformowanych z lojalistów Saliha i lokalnych sił plemiennych. Od tej pory Ansar Allah nie dzieli swojej władzy z nikim.
Nowa odsłona starej wojny
Rosnąca skala zaangażowania Arabii Saudyjskiej w wojnę bliskowschodnią po stronie USA, w tym naloty na irackie bojówki Osi Oporu, podawała w wątpliwość sens dalszego podtrzymywania rozejmu przez obie strony konfliktu. Równolegle, mimo deklaratywnego dołączenia Ansar Allah do wojny Iranu z USA i Izraelem jeszcze pod koniec marca, organizacja dystansowała się od pełnoskalowego zaangażowania w działania zbrojne czy twardego egzekwowania blokady cieśniny Bab al-Mandab na wzór irańskiej blokady Ormuzu. Wcześniej postawa Hutich wobec operacji Epic Fury stała w kontraście do przyjętej wobec wojny w Strefie Gazy, gdy komponent rakietowo-dronowy sił Ansar Allah podjął się intensywnego ostrzału żeglugi na Morzu Czerwonym oraz samego Izraela.
Huti ogłosili blokadę saudyjskiego wybrzeża, atakując nie tylko saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym, lecz również rurociąg Wschód-Zachód – jeden z najbardziej kluczowych strategicznie elementów infrastruktury energetycznej nie tylko Arabii Saudyjskiej, lecz również dla światowej gospodarki. Umożliwia on przesył ropy, wydobywanej głównie na wschodzie królestwa, do portu morskiego w Janbu nad Morzem Czerwonym. Nie będący wcześniej najwyższym priorytetem, rurociąg i jego dysponujący ograniczoną przepustowością port stały się punktem krytycznym dla światowej gospodarki i logistyki, gdy magistrala ta nieoczekiwanie stała się jedynym szlakiem pozwalającym na ominięcie choćby w niewielkim stopniu irańskiej blokady cieśniny Ormuz.
Huti nie ograniczyli się jednak do atakowania królestwa Saudów, lecz przeszli do działań wojennych w samym Jemenie. Bojownicy ugrupowania rozpoczęli przynajmniej dwie duże operacje ofensywne, których wyraźnym celem jest zdobycie dwóch miast historycznego Jemenu Północnego – Mokki, niegdyś osmańskiego portu kawowego, a także Ma’ribu, miejsca ruin starożytnej tamy - będących w rękach sił wiernych Hadiemu. Na kierunku tego drugiego miasta Ansar Allah odnosiło w latach 2020-2021 poważne sukcesy, przybliżając się do Ma’ribu i zagrażając jego flankom. Samo miasto jest jednak sunnickie i lokalne plemiona stanowią rdzeń sił prosaudyjskich opierających się bojownikom Ansar Allah w tym regionie. Również Mokka, której bronią bojownicy Jemeńskiego Narodowego Ruchu Oporu, nie stanowi łatwego celu, a raczej obiekt wielomiesięcznej kampanii.
Najbardziej zauważalną zmianą jest jednak skala wykorzystania bezzałogowców. Używają ich obie strony konfliktu, zarówno Huti, jak i milicje popierające rząd z Adenu. Ci pierwsi prowadzą kampanię zmasowanych uderzeń wymierzonych w zaplecze przeciwnika, intensywnie atakując dronami składy broni, amunicji czy paliwa, a także zgromadzenia i kolumny bojowników wroga. Są to zarówno maszyny FPV używane jako amunicja krążąca, jak i quadkoptery czy heksakoptery wykorzystywane w roli bombowców wielorazowego użytku. Tymi ostatnimi są sześciosilnikowce typu Rajum, których udźwig pozwala na przenoszenie takich ładunków, jak amunicja moździerzowa czy zmodyfikowane pociski artyleryjskie. Działania te skoncentrowane są na Ma’rib i okolicach oraz terenach pod kontrolą Jemeńskiego Narodowego Ruchu Oporu, dążąc zapewne do maksymalnej degradacji potencjału militarnego sił prorządowych w tych sektorach.
Huti a Iran
Poruszając temat wojny w Jemenie nie sposób nie odnieść się do roli Islamskiej Republiki Iranu w tym konflikcie. Powszechnie jest on bowiem rozumiany jako wojna zastępcza między Iranem a Arabią Saudyjską. Nie jest to błędny tok myślenia, lecz pomija fakt, że Iran nie jest zaangażowany w wojnę proporcjonalnie do interwencji Arabii Saudyjskiej. Pomijając możliwość wykonania takiego ruchu, Iran nie interweniował w tej wojnie bezpośrednio oraz odrzucał oskarżenia o dozbrajanie Hutich, traktując je jako bezpodstawne. Deklaratywna rola Teheranu w tym konflikcie ogranicza się do poparcia politycznego. Iran jest jednak jedynym państwem na świecie, które uznaje ustanowioną przez Ansar Allah Najwyższą Radę Polityczną z siedzibą w Sanie jako legalne władze Jemenu.
Kwestia stopnia uzależnienia Hutich od Iranu pozostaje dyskusyjna. Nie ma wątpliwości, że irański transfer ekspertyzy, materiałów i technologii dla Ansar Allah jest kluczowym czynnikiem stojącym za dużymi zdolnościami bojowymi ugrupowania. Organizacja stawia jednak nie na import uzbrojenia, lecz samowystarczalność, systematycznie rozbudowując arsenał produkcji własnej, w tym zaawansowane pociski rakietowe i drony. Jednocześnie przywództwo Hutich zachowuje pełną autonomię decyzyjną. Ansar Allah prowadzi działania militarne mając na uwadze własny interes. Zażyły sojusz z Iranem nie jest bezwarunkowym, umotywowanym religijnie propter se ipsum, lecz pragmatycznym przymierzem, z którego obie strony wynoszą wymierne korzyści.
Jest również wątek religijny. Zajdyci, chociaż są szyitami, reprezentują wierzenia mocno odmienne od dominujących w Iranie imamitów i nie stosują się do doktryny Velayat-e Faqih, zakładającej prymat Najwyższego Przywódcy Iranu jako najwyższego autorytetu politycznego i religijnego, którą kieruje się m.in. libański Hezbollah. Ponadto, stopień oddziaływania irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na partnerów znacząco zmalał po śmierci wieloletniego dowódcy Sił Ghods, gen. Ghasema Solejmaniego, którego następca, Esma’il Gha’ani, nie posiada autorytetu, jakim cieszył się jego otoczony legendą poprzednik. Stoi to w sprzeczności z wciąż powszechną narracją o niepaństwowych uczestnikach „Osi Oporu” jako nierozróżnialnych od siebie aktywach irańskiego reżimu i przedłużeniach jego instrumentu militarnego.
Wojenne perspektywy
Dobór atakowanych celów świadczy o dążeniu przywództwa Hutich do wywarcia nacisku na Arabię Saudyjską. Jednocześnie ugrupowanie pozostawia sobie w zanadrzu kartę rozszerzenia obecnego zakresu działań zbrojnych na ogół żeglugi w zasięgu posiadanych pocisków rakietowych i amunicji krążącej. Wysyła tym samym sygnał, że nie toczy pełnoskalowego konfliktu zbrojnego, lecz prowadzi wyważoną i skalibrowaną operację wojskową.
Mało prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym to Huti zostają pokonani w wojnie na wyniszczenie. Przez ponad cztery lata rozejmu organizacja mogła odetchnąć i z powodzeniem rozbudowywać swój potencjał militarny, i to pomimo intensywnej kampanii wymierzonej w żeglugę na Morzu Czerwonym, wobec której amerykańskie i izraelskie naloty na Jemen nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Co więcej, Ansar Allah nie zostało pokonane nawet gdy Saudyjczycy byli zdeterminowani rozbić ugrupowanie wszelkimi środkami, nie tylko starając się szczelnie egzekwować blokadę, lecz również z premedytacją niszcząc drogi, szpitale, sieć wodociągową, pola uprawne czy flotę rybacką, prowadząc do śmierci prawie 100 tysięcy dzieci z głodu i wywołując epidemię cholery. Takie działania zwiększały jedynie koszty wizerunkowe Rijadu, nie przybliżając go do zwycięstwa.
Saudyjczycy nie mogą liczyć również na wielkie wsparcie z zewnątrz. Wcześniej Zachód znalazł się w ogniu krytyki za aktywne i otwarte wspieranie sojusznika dopuszczającego się jawnych zbrodni wojennych w konflikcie, który – przynajmniej do czasu ataków na żeglugę na Morzu Czerwonym – nie był postrzegany jako ten, w którym ma interesy i korzyści ze zwycięstwa monarchii Saudów. Spory wokół priorytetów i narastające kontrowersje doprowadziły do sytuacji, w której Huti zostali wpisani na listę organizacji terrorystycznych dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa, a wkraczająca w jej miejsce administracja Bidena usunęła ich z listy po zaledwie trzech tygodniach, co z kolei cofnęła druga administracja Trumpa już w pierwszych dniach jego nowej kadencji.
Teoretycznie, nałożenie na siebie tych dwóch osobnych, aktywnych konfliktów zbrojnych powinno być czynnikiem skłaniającym USA, zwłaszcza administrację Donalda Trumpa, do pełnoskalowego dołączenia do wojny z Hutimi po stronie Arabii Saudyjskiej. W rzeczywistości Stany Zjednoczone, przy już ogromnym nakładzie sił i środków mają zbyt wielkie problemy nawet z udrożnieniem cieśniny Ormuz i zapewnieniem bezpieczeństwa własnym bazom na Bliskim Wschodzie, aby rozciągać swoje zasoby na kolejny teatr działań wojennych, co przyspieszyłoby drenaż pozostałych zapasów pocisków manewrujących czy amunicji dla obrony powietrznej na kolejnym froncie, bez rozstrzygnięcia. Równolegle, podziały i nieufność między USA a państwami europejskimi, jak również rozłam między Arabią Saudyjską a ZEA, wykluczają wsparcie dla Saudów na wzór tego z 2015 roku.
Porozumienie z Mekki nie przełoży się na znaczącą poprawę sytuacji Arabii Saudyjskiej w tym konflikcie. Podobny, tylko dwustronny, sojusz Arabii Saudyjskiej z Pakistanem nie przełożył się na wsparcie militarne ze strony Islamabadu w wojnie z Iranem, ani na jakąkolwiek asystenturę w rozpoczętej w 2015 roku interwencji w Jemenie. Nawet pośrednie wsparcie ze strony Turcji, która również ani nie była zaangażowana w interwencję w Jemenie, ani nie jest zainteresowana zaognieniem relacji z Iranem w sytuacji narastania napięć między Turcją a Izraelem, jest mało prawdopodobne.
Podsumowanie
Obserwatorzy z zagranicy powszechnie poświęcają uwagę czynnikom zewnętrznym. Nie można ich pomijać, jednakże obok wielkiej gry mocarstw kluczowe do zrozumienia sytuacji Jemenu są czynniki wewnętrzne. Jemen sam w sobie stanowi bowiem kocioł sprzecznych ze sobą tożsamości. Począwszy od Ansar Allah, a kończąc na STC, ta część świata o geopolitycznie strategicznym położeniu jest pozycją, z której niewielkie, lecz wystarczająco ambitne siły mogą wywierać nieproporcjonalnie duży wpływ na sytuację na świecie, rozgrywając między sobą potęgi regionalne i globalne.
Paradoksalnie, z perspektywy koncepcji prawa do samostanowienia sensownym rozwiązaniem konfliktu w Jemenie wydaje się być ponowne rozbicie podzielonego religijnie i plemiennie kraju na dwa osobne państwa. Taki podział wymagałby jednak uzgodnienia nowych granic, co nie byłoby proste, a także wzajemnej zgody zarówno Ansar Allah jak i przynajmniej najsilniejszych prosaudyjskich milicji odpowiadających przed rządem adeńskim, a przede wszystkim Arabii Saudyjskiej. Tymczasem obie strony są zdecydowane na konfrontację – Saudowie nie chcą stracić twarzy i przyznać się do wciągnięcia kraju w wojnę nie do wygrania, a Huti wierzą, że ostrzał aktywów Arabii Saudyjskiej i ofensywy lądowe dadzą im ostateczne zwycięstwo.
Jak pokazują wydarzenia w Afganistanie i Syrii, złamanie politycznych, religijnych i ideologicznych bastionów jest wykonalne w określonych okolicznościach, a sunnickie milicje jemeńskie, podzielone i niekompetentne, znajdują się w trudnym położeniu. Sami Huti zdają się przygotowywać do potencjalnego przełamania, pragmatycznie przedstawiając siebie jako narodowy ruch oporu reprezentujący wszystkich Jemeńczyków, nie tylko zajdytów, choć religijne fundamenty Ansar Allah faworyzują i zachęcają głównie przedstawicieli własnego wyznania. Stawką jest kontrola nad newralgicznym punktem jednego z najważniejszych szlaków morskich globu, nowy układ sił na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a także wiarygodność mocarstw i zawieranych przez nie sojuszy.
Trwa ładowanie...