Ani kroku wstecz. Polska musi pokazać, że każda agresja spotka się z nieuchronną odpowiedzią - Filip Dąb-Mirowski

Obrazek posta

Nie dajmy się zastraszyć. Bierność nas nie obroni.

 

Nieuchronność i natychmiastowość kary jest najskuteczniejszym środkiem zapobiegania przestępstwu. Podobnie rzecz ma się z powstrzymaniem agresora przed atakiem. W strategii mówimy o „deterrence by punishment”, czyli zniechęcaniu potencjalnego przeciwnika do ataku, poprzez zademonstrowanie nieuchronności odwetu.

 

Pozwalając Rosji na bezkarne prowadzenie operacji hybrydowych, zwiększamy ryzyko eskalacji pchającej nas wprost do otwartego konfliktu zbrojnego. Nasza bierność utrwala w przeciwniku przekonanie o słabości Zachodu. Szczególnie, że wpisuje się w negatywny obraz budowany polityką Waszyngtonu. A ta w sposób całkowicie jawny zmierza do redukcji sił wojskowych w Europie. Na nią nakłada się chaotyczna, agresywna postawa Donalda Trumpa wobec sojuszników, oraz następstwa konfliktu z Iranem, do których należą m.in. braki amunicyjne i zamknięcie cieśniny Ormuz.

 

Pod koniec wakacji weszliśmy w fazę kumulujących się negatywnych czynników, świadczących o narastającym ryzyku konfrontacji między niektórymi państwami NATO (w tym Polski), a Federacją Rosyjską, na warunkach, które narzuca ta ostatnia. Pożar magazynu JFG Composites

w Lublinie, czy podpalenie zakładu WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej, to tylko niektóre z długiej listy incydentów ostatnich tygodni. Jeszcze nie spowodowały one ofiar, jednakże jest tylko kwestią czasu nim takowe się pojawią. Równolegle nasilają się ataki powietrzne na Ukrainę, a nowa fala mobilizacyjna wśród rosyjskich rezerwistów to kwestia najbliższych tygodni.

 

W kolejną rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, widmo nowego konfliktu wydaje się bardziej realne, a delikatna bariera mentalna jaką odgrodziliśmy się od wydarzeń za naszą południowo-wschodnią granicą zaczyna pękać, budząc niepokój w społeczeństwie. Strach jednak nie jest dobrym doradcą i nie pozwala na miarodajną ocenę rzeczywistości. Właśnie dlatego wszelkiej maści ośrodki dezinformacyjne i propagandowe starają się wmówić nam daremność lub ryzyko oporu przeciw rosyjskiej presji. Jeśli będziemy się bronić, narazimy się na zemstę - twierdzą. Tymczasem rosyjskie groźby nie są podszyte siłą, a słabością. Zamiast obaw, powinniśmy czuć złość na agresora.

 

Władimir Putin rozpętał wojnę z Ukrainą w oparciu o imperialne mrzonki. Po blisko pięciu latach zmagań, nie osiągnął niemal żadnego z zakładanych celów strategicznych, a koszt wojny wepchnął Federację Rosyjską w czarną otchłań wielowymiarowego kryzysu. Jak twierdzi The Economist, rosyjski prezydent miał prywatnie wyrazić obawę, że jeśli nie uda mu się podbić całego terytorium Donbasu, zostanie powieszony. Patrząc na kolejne płonące rosyjskie rafinerie i magazyny, kolejki na stacjach paliw, porażkę wiosenno-letniej ofensywy, nieopanowaną inflację i narastający kryzys finansowy, nietrudno w taką ocenę uwierzyć. Kto więc tak naprawdę znalazł się tutaj pod ścianą? Na pewno nie Polska.

 

Zamiast bać się zdesperowanego satrapy spójrzmy na rzeczywiste proporcje sił. Rosja jest najsłabsza od stulecia. Jej armia jest w pełni zaangażowana w walkę na Ukrainie, a straty sprzętowe, zdegradowały ją w dużej części do stanu technologicznego sprzed sześćdziesięciu lat, jedynie z nielicznymi wyspami nowoczesności (jak drony, atomowe okręty podwodne), które jednak często ustępują technologiom zachodnim. Na tej płaszczyźnie, Sojusz Północnoatlantycki posiada znaczącą przewagę. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że nawet państwa koalicji chętnych, posiadają siły konwencjonalne wystarczające do odparcia agresji. To czego nie mają, to doświadczenia bojowego oraz przywództwa politycznego cechującego się podobną determinacją, co rosyjskie.

 

Jaki cel mają władze Kremla? Poza osobistą chęcią przetrwania, w ujęciu strategicznym chcą doprowadzić do negocjacji, które od nowa ukształtują środowisko bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy jednak jesteśmy skłonni zgodzić się na wycofanie sił NATO za Łabę czego zażądali Rosjanie w grudniu 2021 roku? Chcemy by uczyniono z naszego regionu pozbawioną podmiotowości strefę buforową? Oczywiście, że nie. Wobec tego negocjacje na takich warunkach są dla nas całkowicie nieakceptowalne. Nawet jeśli Kreml, wbrew sprzeciwom Chin i USA, po raz kolejny podniesie groźbę użycia broni jądrowej.

 

Niestety, komunikaty Waszyngtonu sygnalizujące Moskwie możliwość porozumienia ponad głowami europejskich sojuszników, oraz deklarowana niechęć do amerykańskiego zaangażowania konwencjonalnego w obronę Europy (to fakt, nieustannie podkreślany doktryną tzw. NATO 3.0), tworzą toksyczny miks, w którym w oczach Rosjan powstaje przestrzeń pomiędzy otwartym konfliktem, a zaawansowanymi operacjami hybrydowymi, które doprowadzić mogą do faktycznej kapitulacji Zachodu ze strachu przed wojną, a więc do rozpadu Sojuszu Północnoatlantyckiego.

 

Te kalkulacje należy jak najszybciej przekreślić i jest to zadanie przede wszystkim dla Polski. Celem Rosjan nie jest samo osłabienie potencjału państw wschodniej flanki, ale przede wszystkim zatrzymanie bądź zredukowanie wsparcia jakie z ich terytorium otrzymuje Ukraina. Niedawne incydenty jasno wskazują, że ofiarą dywersji padają szlaki logistyczne (kolej, lotnictwo), zakłady zbrojeniowe, oraz osoby w różny sposób zaangażowane przeciwko Rosji. A to tylko pierwszy poziom, który wkrótce może eskalować do ataków np. na energetykę i zbiorniki gazu. Tylko przekonanie o nieuchronności odwetu, może przekonać Rosjan do zaniechania działań.

 

Jeśli więc prawdą jest, jak twierdzi premier Donald Tusk, że najbliższe 7-8 miesięcy będzie krytyczne dla bezpieczeństwa Polski i niepodległości Ukrainy, pora wciągnąć wszystkie ręce na pokład i zademonstrować pełną determinację, gotowość do narzucanej nam konfrontacji. Łącznie z polityczną zgodą na symetryczne działania ofensywne prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego oraz wyraźnie nakreślone czerwone linie, gdy on nastąpi. To oznacza trudne decyzje, w rodzaju czasowego wprowadzenia stanu wyjątkowego, wzmocnionej obecności wojska i służb w przestrzeni publicznej, niezapowiedzianych przerzutów kompletnych jednostek w rejon dyslokacji i wielu innych działań.

 

Nie dajmy się zastraszyć. Rozpocznijmy akcję informacyjną wśród społeczeństwa, przygotujmy szpitale, szkoły i przedszkola na sytuacje kryzysowe. Ruszmy w końcu z Obroną Cywilną, na poziomie samorządów rozpocznijmy masowe szkolenia mające przygotować ludność na wszelkie ewentualności. Jeśli znaleźliśmy się w krytycznym czasie mającym zadecydować o przyszłości naszego kraju, dołóżmy wszelkich starań aby pozostała ona pozytywna. Polska już dzisiaj jest państwem, o które należy walczyć i mimo wszystkich wad jej państwowości, prawdziwym domem, w którym każdy może zwyczajnie dobrze żyć.

 

Nikt nie ma prawa nam tego odebrać. Niezależnie czym nam zagrozi musi wiedzieć, że zaatakowani odpowiemy.

Zobacz również

Chińska sztuka strategicznego balansu. Pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską - Jakub Gajda
Wschodnia oś bezpieczeństwa. Perspektywy wzmocnienia przestrzeni Bałtyk-Morze Czarne - ...
Próby porozumienia - o procesie normalizacji stosunków Indii i Bangladeszu

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...