Zachód konsoliduje się bez USA Kanada i Unia Europejska zacieśniają współpracę gospodarczą, polityczną i obronną - Filip Dąb-Mirowski

Obrazek posta

Premier Kanady Mark Carney odwiedził Parlament Europejski, gdzie przyjęty został owacją na stojąco. Ursula von der Leyen zaproponowała Kanadzie umowę stowarzyszeniową, co jest wydarzeniem bez precedensu. Nie chodzi o pełne członkostwo, ale o współpracę, która byłaby do niego maksymalnie zbliżona. To krok, który umiejętnie wykonany może dać stronom bardzo wiele korzyści.

 

Podstawę prawną stanowi w tym przypadku artykuł 217 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (To krok, który umiejętnie wykonany może dać stronom bardzo wiele korzyści), dotyczący zawierania umów stowarzyszeniowych z państwami spoza Unii lub organizacjami międzynarodowymi. Czytamy w nim:

 

„Unia może zawrzeć z jednym lub większą liczbą państw trzecich lub organizacji międzynarodowych umowy tworzące stowarzyszenie charakteryzujące się wzajemnością praw i obowiązków, wspólnymi działaniami i szczególnymi procedurami.”

 

To oznacza bardzo dużą swobodę kształtowania relacji, w których Kanadyjczycy zapewne chcieliby otrzymać maksymalną liczbę profitów, nie poddając się jednocześnie wewnątrzwspólnotowym regulacjom i obostrzeniom. Tak ogólny zapis pozwala UE na elastyczne dostosowanie się do wymogów chwili i wyłączenie niektórych zagadnień do odrębnych regulacji. Chodzi przede wszystkim o swobodę podróżowania, osiedlania się i podejmowania pracy, na czym zależy Kanadyjczykom, dlatego też gotowi są na wzajemność.

 

Już w tej chwili Kanadę i UE łączy pogłębiona współpraca. Oto jej główne elementy:

 

  • CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) – umowa o wolnym handlu, stosowana od września 2017 r. (nadal brak ratyfikacji w części państw UE, np. Polsce)
  • umowa o partnerstwie strategicznym z 2016 r.
  • udział kanadyjskich firm zbrojeniowych w programie SAFE.

 

Obie strony mają sobie wiele do zaoferowania. Europa potrzebuje kanadyjskich zasobów naturalnych żeby dywersyfikować dostawy z Chin. Tak duży, a relatywnie słabo zaludniony kraj stanowi dobrą przestrzeń inwestycyjną dla europejskich firm. Kanada potrzebuje z kolei dostępu do europejskiego rynku, kapitału i perspektywy udziału w zamówieniach publicznych, ponieważ musi jak najszybciej skompensować utratę dostępu do rynku amerykańskiego.

 

Obie strony chcą uniezależnić się od chaotycznego i wrogiego Waszyngtonu. Nie tylko w handlu, ale przede wszystkim w polityce bezpieczeństwa. Podczas wizyty wspomniano o współpracy w obszarze arktycznym, kooperacji wojskowej, udziale w kontraktach zbrojeniowych itp. Udział Kanady w obronie wschodniej flanki NATO i wspieraniu Ukrainy, kwestia Grenlandii, Swalbardu, a także tzw. przejścia północno-zachodniego (przez obszary arktyczne do Azji), stanowią od blisko dwóch lat obszary wspólnego zainteresowania, co łączyć należy z głośno artykułowanymi roszczeniami Waszyngtonu.

 

To, co wybrzmiewało szczególnie mocno, a czego nie można pominąć, to wspólnota polityczna.  Pomimo że Stany Zjednoczone zwracają się ku despotycznemu merkantylizmowi, niszcząc Pax Americana, państwa Zachodu pozostają duchowymi spadkobiercami starego świata. Łączy je przywiązanie do demokracji i konstruktywnych relacji międzynarodowych, jeśli nie globalnych, to przynajmniej pomiędzy sojusznikami. Takich, które kształtowane są przez wspólnotę idei, norm i wartości. To coś, czego w dzisiejszym świecie globalnego przeobrażenia bardzo brakuje, a co wydaje się tym cenniejsze i wbrew realistom nadal stanowi istotny element wzajemnych kontaktów między sojusznikami. Najważniejszym motorem działań jest oczywiście obawa o własne bezpieczeństwo i suwerenność.

 

Trudno także posądzać Kanadę o zapędy ekspansjonistyczne lub stwarzanie poważnego zagrożenia dla unijnego rynku. Dotychczas największe obawy powodowały kwestie związane z rolnictwem i na pewno nadal stanowić będą poważną przeszkodę. Potencjał uniezależnienia od chińskich surowców mógłby to ryzyko zrekompensować, ale trudno orzec czy to przekona najbardziej oporne europejskie stolice. Pamiętajmy także, że Kanada ma populację ponad 40 mln obywateli, co stanowi wcale nie taki mały rynek zbytu.

 

Na razie mówimy jednak o perspektywie współpracy i otwartej deklaracji woli. Konkretne założenia poznamy pod koniec października, podczas szczytu UE – Kanada w Montrealu. Sama von der Leyen nie konsultowała swojej deklaracji z przywódcami państw członkowskich, wobec czego ostateczne stanowiska wymagają uzgodnień wspólnotowych. Niemniej, jest o co powalczyć.

 

Najlepszym podsumowaniem potencjału tego zbliżenia jest reakcja Donalda Trumpa. Amerykański prezydent zastrzegł, że jeśli uzna kanadyjsko-europejskie porozumienie za akt wrogi wobec USA, nałoży bardzo poważne cła, a nawet całkowicie przestanie handlować z Europą w wielu istotnych dla niej obszarach. Prawdopodobnie nie są to słowa rzucone na wiatr, w związku z wojną handlową jaką wypowiedział Kanadzie, a która stała się przyczyną obserwowanych zmian. Podobna groźba nieustannie wisi nad Europą.

 

Tak właśnie dochodzimy do momentu, który już kiedyś zdarzył się w historii. Po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego, jego wschodnia część stała się duchowym i faktycznym dziedzicem dawnej chwały. Dziś wydaje się, że jesteśmy na początku tej drogi. Być może drogą Kanady pójdą kolejne państwa.

 

 

Zobacz również

Szczyt europejskich ambicji | Paryski Szczyt Kosmiczny ujawnił potencjał Europy oraz ba...
AfD i rosyjskie dziedzictwo Meklemburgii | Przed wyborami dawne sieci współpracy z Mosk...
Czy Berlin odstraszy Moskwę - Mikhail Polianskii

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...