Kieszonkowe czarnoprochowce: Remington Pocket .31 vs Derringer .44 3"
Wczoraj (22.09.2026) na facebookowym profilu Preppers Poland zrobiłem ankietę i większość z Was wybrała, spośród kieszonkowych czarnoprochowców, Remingtona Pocketa .31. I powiem szczerze, że rozumiem ten wybór. Sam mam do tej małej pukawki sporo sympatii. Jest poręczna, ma swój klimat i jako kieszonkowa broń czarnoprochowa naprawdę robi wrażenie.
Ale jeżeli pytacie mnie o coś więcej niż "co jest fajną giwerą", to moje zdanie jest trochę inne.
Przede wszystkim trzeba sobie wybić z głowy jedno bardzo popularne przekonanie: to, że dana broń może zabić, nie oznacza jeszcze, że będzie skutecznie i natychmiast zatrzymywać człowieka lub zwierzę.
Pocket .31 oczywiście może spowodować ciężkie obrażenia, a nawet śmierć. To nie jest zabawka. Problem polega na tym, że przy obronie osobistej nie chodzi przecież o samo zadanie obrażeń. Chodzi o przerwanie zagrożenia.
A tutaj robi się dużo ciekawiej.
Człowiek pod wpływem adrenaliny może nie zareagować natychmiast na ból i obrażenia. Może przez pewien czas nadal działać, szarżować, walczyć, uciekać czy stwarzać zagrożenie. Dlatego samo założenie "przecież .31 jest śmiertelne" jest dla mnie zdecydowanie za mało.
Śmiertelny nie znaczy natychmiast obezwładniający.
Wielu z Was może argumentować, że lepsze 5 strzałów niż 2 i jest w tym sporo racji. Tak, Pockety mają bębny pięciostrzałowe, a nie sześciostrzałowe jak ich pełnowymiarowe odpowiedniki. Trzeba jednak pamiętać, że mamy tutaj do czynienia z konstrukcją single action. Przed oddaniem każdego strzału trzeba odciągnąć kurek, a dopiero potem można nacisnąć spust.
W sytuacji dynamicznej, jaką jest obrona konieczna, trudno zakładać, że będzie czas i możliwość wykorzystania całego bębna. Ba! W realnym starciu może się okazać, że wcale nie będzie możliwości skutecznego użycia broni. I między innymi dlatego współczesne konstrukcje samopowtarzalne odeszły tak daleko od klasycznych rozwiązań kurkowych.
Co więcej, w przypadku porównania z Derringerem .44 z 3-calową lufą argument o gabarytach wcale nie rozwiązuje sprawy. Obie konstrukcje są kieszonkowe i podobne rozmiarowo. Jeżeli więc i tak nosimy coś o podobnych wymiarach, warto zastanowić się, co właściwie wybieramy i jakie są ograniczenia tego wyboru.
Derringer .44 to zupełnie inna konstrukcja. Mówimy o pistolecie odprzodowym, w którym lufa pełni jednocześnie funkcję komory. Nie mamy tutaj obracającego się bębna i charakterystycznej dla rewolweru szczeliny pomiędzy bębnem a lufą.
W rewolwerze część gazów powstających podczas spalania prochu ucieka właśnie przez tę szczelinę. W pistolecie odprzodowym tego konkretnego miejsca strat nie ma — komora i lufa tworzą jeden zamknięty układ.
Jeżeli więc czysto fizycznie porównamy dwie konstrukcje o takich samych podstawowych parametrach, sam fakt braku tej szczeliny może mieć znaczenie dla wykorzystania energii gazów do rozpędzenia pocisku. To jeden z powodów, dla których nie można patrzeć na rewolwer i pistolet czarnoprochowy wyłącznie przez pryzmat długości lufy i kalibru.
Ponadto do lufy Derringera można wsypać więcej prochu i załadować go cięższym pociskiem bo nie ma tutaj takiego ograniczonego miejsca jak w przypadku komory bębna.
Tutaj dochodzi jeszcze najważniejsza różnica: kaliber .44 zamiast .31.
Kulka w .31 ma około 7,9 mm średnicy, podczas gdy .44 to około 11,2 mm. To już jest bardzo wyraźna różnica w rozmiarze pocisku. W rozmiarze i kształcie bo do Derringera można załadować pociski o bardziej cylindrycznym kształcie a w Pockecie nie ma na to miejsca. Dlatego Derringer .44 z krótką lufą nadal jest bronią, której absolutnie nie należy traktować jako jakiegoś "małego, kieszonkowego gadżetu".
Pocket .31 również może zrobić bardzo poważne "bubu" 😉 Tyle że ja nie stawiałbym znaku równości pomiędzy możliwością zadania ciężkich albo śmiertelnych obrażeń a zdolnością do natychmiastowego przerwania zagrożenia.
I tutaj dochodzimy do rzeczy, o której moim zdaniem za mało się mówi: nie wolno mylić faktu, że broń jest potencjalnie śmiertelna, z przekonaniem, że dzięki temu mamy gwarancję szybkiego zakończenia zagrożenia. Takiej gwarancji po prostu nie ma.
Dlatego, mimo całej mojej sympatii do Remingtona Pocketa, nie traktowałbym .31 jako oczywistego rozwiązania do EDC nastawionego na obronę osobistą.
I właśnie dlatego polecam Wam przemyśleć ewentualne EDC-owanie rewolwerów CP w kalibrze .31. To fajne sprzęty, ale bardziej do kolekcji, do postrzelania na strzelnicy.
Mam wrażenie, że część osób wybiera Pocketa przede wszystkim dlatego, że fajnie wygląda i ma aż 5 strzałów. A przy takim zastosowaniu i takiej konstrukcji trzeba patrzeć trochę dalej niż na wygląd i pojemność.
Broń może być śmiertelna i jednocześnie niewystarczająca do tego, czego od niej oczekujemy. I to jest różnica, o której warto pamiętać.
Trwa ładowanie...