Niemcy budują arsenał dalekiego zasięgu | Co plany Berlina oznaczają dla odstraszania Rosji i bezpieczeństwa Polski? | Eugeniusz Romer

Obrazek posta

Charakter, jaki przybrała wojna na Ukrainie, podkreśla znaczenie zdolności rakietowych i dronowych dalekiego zasięgu. Spektakularne sukcesy strony ukraińskiej, takie jak niszczenie rosyjskich rafinerii (w tym moskiewskiej), ale także bolesne naloty Rosjan na Kijów i inne miasta, ożywiają dyskusję na Zachodzie w kwestii pozyskiwania broni zdolnej do niszczenia celów położonych daleko za linią frontu.

 

Jest to nie tylko skuteczny sposób walki, ale także czynnik odstraszania. Potencjalny agresor musi być świadomy, że wojna może dotknąć także jego terytorium. Dyskusja ta jest żywa w Niemczech i w ostatnim czasie przełożyła się na konkretne działania, które mają znaczenie także dla Polski.

 

Typhony i Tomahawki

 

W 2024 roku kanclerz Niemiec Olaf Scholz i prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden zapowiedzieli rozlokowanie przez siły zbrojne USA pocisków manewrujących Tomahawk na terenie Niemiec. Wiosną roku 2026 decyzją administracji Donalda Trumpa decyzja została anulowana. Jednocześnie już w roku 2025 rząd niemiecki formalnie zwrócił się do Waszyngtonu o możliwość zakupu wyrzutni Typhon oraz Tomahawków. Następnie w lipcu 2026 roku kanclerz Friedrich Merz powiedział przed Bundestagiem, że porozumiał się w tej sprawie z Trumpem podczas szczytu NATO w Ankarze.

 

Z niedawnych doniesień Politico wynika, że niemieckie ministerstwo obrony planuje zakup wyrzutni Typhon oraz Tomahawków za kwotę niemal 3,4 miliarda euro. Pieniądze miałyby zostać przeznaczone na ten cel w przyszłorocznym budżecie. Pociski te w najbardziej zaawansowanym wariancie mają zasięg nawet 2,5 tys. km (odległość Berlin-Moskwa w linii prostej to nieco ponad 1,6 tys. km).

 

Mogą przenosić głowice o masie ok. 450 kg. Jest to istotne, ponieważ na przykład drony o podobnym zasięgu FP-1, produkowane przez ukraiński Fire Point, mogą przenieść maksymalnie 60 kg ładunku (im dalej położony cel, tym mniejsza głowica), co ogranicza zdolność do zadawania strat. Tomahawki poruszają się też ze znacznie większą prędkością – ok 880 km/h - w porównaniu z maksymalnie 205 km/h w przypadku FP-1.

 

Obecnie, jak twierdzą źródła Politico, trwają rozmowy dotyczące także koprodukcji. Dzięki niej niemieckie firmy zbrojeniowe mogłyby uczestniczyć w procesie budowy pocisków. W mediach pojawia się informacja, że Niemcy kupią 400 Tomahawków, a także, że mogą one trafić do kraju nie szybciej niż w roku 2031. Wynika to z ograniczonych mocy produkcyjnych w USA oraz dużego zużycia tej broni przez siły amerykańskie w Iranie.

 

Izraelska LORA i inne rozwiązania

 

Na początku września niemiecka marynarka wojenna przeprowadziła na północnym Atlantyku test pocisku balistycznego LORA produkcji Israel Aerospace Industries. Stało się to wkrótce po tym, jak Berlin oficjalnie przypisał Rosji sierpniową próbę ataku na lotnisko Lipsk/Halle. Zasięg pocisku według producenta to 430 km, a różne źródła podają masę głowicy wahającą się od 430 do 600 kg. W sprawie prędkości IAI informuje jedynie, że jest ona ponadźwiękowa (czyli ponad Mach 1). Niemcy zapowiedziały też prace nad zakupem tej broni.

 

Jeszcze w czerwcu Politico donosiło natomiast, że Niemcy rozważają zakup pocisków od amerykańsko-izraelskiego startupu Covenant’s Anthem, a także od firm ukraińskich, w tym słynnego Flamingo od Fire Point.

 

Modernizacja Taurusów

 

W grudniu zeszłego roku Bundeswehra podpisała kontrakt z Taurus Systems (joint venture MBDA i Saaba) na uruchomienie linii produkcyjnych nowej wersji pocisku manewrującego Taurus NEO. Rok wcześniej MBDA otrzymał kontrakt na prace utrzymaniowe i modernizację Taurusa KEPD 350 ALCM. W latach 2005-2010 niemieckie siły zbrojne zakupiły ich prawie 600. Mają zasięg ponad 500 km, prędkość ok. 0,95 Mach, a głowica waży 481 kg. Wariant NEO ma przekraczać 500 km i być bardziej precyzyjny, lepiej docierać do celów nawet bez sygnału GPS oraz skuteczniej wymykać się środkom obrony przeciwlotniczej. Według źródeł Reutersa produkcja ma się rozpocząć w 2029 roku.

 

Projekt ELSA

 

W lipcu Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Szwecja, Polska i Włochy podpisały list intencyjny w sprawie budowy europejskich zdolności rażenia na dystans powyżej 2000 km (European Long-Range Strike Approach, ELSA). W lutym 2026 r. ministrowie państw uczestniczących w programie wydali komunikat, z którego wynika, że doszło do rozszerzenia założeń i prace odbywają się w różnych kierunkach. W niektórych obszarach osiągnęły „wysoki poziom dojrzałości”. To „powietrzne systemy wczesnego ostrzegania, zdolności rakietowe bazowania powietrznego, europejska wieloprowadnicowa wyrzutnia rakiet oraz zdolności niskokosztowe o zasięgu powyżej 500 km”.

 

Osobno Niemcy i Wielka Brytania w maju 2025 roku poinformowały, że na bazie Trinity House Agreement (umowy obronnej z 2024 r.) porozumiały się na rzecz pracy nad Deep Precision Strike Capability, czyli pocisków o zasięgu ponad 2000 km i „wspólnie przewodzą programowi prac w ramach ELSA”.

 

Komunikaty wokół programu ELSA mówią o wejściu do użytku pocisków manewrujących i hipersonicznych o takim zasięgu w latach 30. Natomiast inne rodzaje broni mogą być gotowe nawet już w roku 2027. 

 

Norweski Kongsberg

 

Niemieckie ministerstwo obrony zainwestowało też 650 mln euro w program budowy przeciwokrętowego pocisku ponaddźwiękowego o zasięgu do 1000 km, 3SM Tyrfing. Pracują nad nim norweski Kongsberg Defence & Aerospace oraz kilka niemieckich firm, w tym MBDA Deutschland. Ma on wejść do użytku w 2035 r. Docelowa masa głowicy nie została ujawniona.

 

Niemcy złożyły też dwa zamówienia – w maju 2026 roku i czerwcu 2025 – na pociski powietrze-ziemia JSM od Kongsberga. Mają one maksymalny zasięg ponad 500 km, głowicę o masie 120 kg i osiągają prędkość do 0,9 macha. Dostawy zgodnie z planem rozpoczną się w roku 2027, czyli wtedy, kiedy do Niemiec zaczną docierać myśliwce F-35 przenoszące JSM. Dokładna liczba pocisków w zamówieniu nie jest znana, ale szacunki branżowe mówią o około 300.

 

Obraz niemieckiej strategii

 

Z powyższego opisu zbioru oficjalnych i nieoficjalnych komunikatów wyłania się obraz niemieckiej strategii. Po pierwsze należy zauważyć, że jest ona wielowektorowa; zabiegi o wzmocnienie zdolności rakietowych obejmują udoskonalenie własnego sprzętu oraz potencjalny zakup z różnych kierunków – USA, Izraela, Ukrainy - a także rozwój broni z partnerami z UE i Norwegii.

 

Ponadto ma ona trzy wymiary: krótko-, średnio- i długoterminowy. Pierwszy zakłada zwiększenie zdolności możliwie szybko – a przypomnijmy, że Bundeswehra chce być gotowa do wojny do 2029 r. Pojawiają się doniesienia o zabiegach na rzecz uczestnictwa w łańcuchu wartości i produkcji, jednak kluczowy wydaje się czas. Stąd chęć kupienia gotowych rozwiązań. Działania w tym kierunku są podejmowane mimo pewnego antyizraelskiego i antyamerykańskiego resentymentu w Europie i w samych Niemczech.

 

W dalszej perspektywie jednak Niemcy pracują nad rozwiązaniami, nad którymi będą mieć większą kontrolę (vide „przewodzenie” programowi ELSA) i które będą prawdopodobnie produkować na własnym terytorium.

 

Jeżeli te plany bądź doniesienia się zmaterializują, Niemcy w połowie przyszłej dekady będą dysponować szerokim i zdywersyfikowanym arsenałem: własnej produkcji pociskami manewrującymi dalekiego zasięgu oraz hipersonicznymi, przeciwokrętowymi i lądowymi średniego zasięgu, a także balistycznymi z Izraela. 

 

Niemiecka broń a bezpieczeństwo Polski

 

Niemieckie plany to co do zasady dobra wiadomość dla Polski. Należy jednak zwrócić uwagę, że użycie broni o dużym zasięgu przeciwko Rosji w przypadku jej napaści na Polskę może napotkać na liczne trudności. Przypomnijmy, że Niemcy do dziś nie przekazały Ukrainie pocisków Taurus, a dyskusja na ten temat trwała latami. Co więcej, nawet niezwykle przychylna Kijowowi administracja Bidena niemal do samego końca nie zezwalała siłom ukraińskim na atakowanie celów na terenie Rosji z wykorzystaniem amerykańskiej broni z wyjątkiem terenów przygranicznych, obawiając się prawdopodobnie eskalacji do poziomu nuklearnego.

 

Polska oczywiście, w przeciwieństwie do Ukrainy, jest traktatowym sojusznikiem Niemiec; wciąż jednak mogą pojawić się trudności polityczne z przekazaniem polskim siłom broni lub z jej użyciem w przypadku rosyjskiej agresji.

 

Użycie siły w ramach NATO wymaga zgody Bundestagu większością zwykłą, jednak w przypadku ogłoszenia stanu obrony, dającego większe uprawnienia wojenne rządowi, wymaga już dwóch trzecich głosów. Już teraz byłoby to trudne do osiągnięcia, bowiem przeciwko z dużym prawdopodobieństwem byłyby Alternatywa dla Niemiec i postkomunistyczna Die Linke, które razem mają ponad jedną trzecią mandatów. Sytuacja może się bardziej skomplikować po wyborach w 2029 roku, w których AfD może odnotować jeszcze lepszy wynik niż poprzednio.

 

Polskie zdolności rakietowe

 

Polska w maju 2024 roku podpisała umowę na dostawę 400 pocisków powietrze-ziemia AGM-158B-2 JASSM-ER o zasięgu do 1000 km, prędkości ok 0,8-0,9 macha i masie głowicy ok. 450 kg. Mają być one dostarczone w latach 2026-2029. Wydana dwa miesiące wcześniej zgoda amerykańskiego Departamentu Stanu umożliwia łącznie zakup 821 sztuk. Pociski te produkuje Lockheed Martin. W 2014 roku Polska zamówiła 40 pocisków AGM-158A JASSM o zasięgu do 370 km, a następne w 2016 70 sztuk AGM 158B JASSM-ER zdolnych uderzać cele na dystansie nieco ponad 900 km.

 

Polska dysponuje więc na razie niewielkim arsenałem pocisków manewrujących dalekiego zasięgu, a planowane dostawy, choć znaczące, mogą nie wystarczyć w przypadku przedłużającego się konfliktu. Podejmowane są jednak pewne działania mające zwiększyć zdolności do uderzania na dalekie dystanse. Na początku września polska firma FlyFocus poinformowała o podpisaniu umowy z państwowymi Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 2 w Bydgoszczy na wspólną produkcję dronów uderzeniowych Striker.

 

Mogą one przenosić głowice o masie 40 kg na odległość do tysiąca kilometrów. Mowa o wariancie z silnikiem tłokowym, który osiąga maksymalną prędkość 180 km/h. Wersja z silnikiem odrzutowym może lecieć z prędkością nawet 325 km/h, ale jedynie na odległość 400 km. Przedsiębiorstwo informowało w rozmowie z portalem Defence24, że umowa z WZL-2 to szansa na zwiększenie produkcji i otrzymanie kontraktów od Ministerstwa Obrony Narodowej.

 

Te same bydgoskie zakłady podpisały w lipcu umowę z amerykańskim Anduril Industries na produkcję pocisków Barracuda-500M (zasięg ok. 900 km, maks. prędkość Mach 0,74, głowica 45 kg). Uruchomienie linii montażowej ma potrwać około12-18 miesięcy.

 

Powyższe porównanie działań oraz planów Warszawy i Berlina pokazuje, że polskie zdolności bojowe i produkcyjne są dosyć ograniczone, a brak ich zwiększenia grozi trudnościami w przypadku długiego konfliktu na wyniszczenie. Bez zapasów oraz lokalnej produkcji polskie siły zbrojne mogą stać się „armią jednorazowego użytku”, która po wystrzeleniu posiadanej amunicji będzie musiała polegać na dostawach od sojuszników. Te z kolei, na przykład z powodu barier politycznych, mogą nigdy nie dotrzeć.

Zobacz również

Więcej broni nie wystarczy | Europa ma zasoby, by odstraszyć Rosję, lecz potrzebuje pol...
Czy Berlin odstraszy Moskwę - Mikhail Polianskii
AfD i rosyjskie dziedzictwo Meklemburgii | Przed wyborami dawne sieci współpracy z Mosk...

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...