Nieustająca radość i pasja

Obrazek posta

Izabella Starzec: Zajmujesz najbardziej prestiżowy pulpit w orkiestrze filharmonicznej Narodowego Forum Muzyki, będąc koncertmistrzem całego zespołu. Jakie to uczucie?

 

Radosław Pujanek, skrzypek, koncertmistrz orkiestry: Głównie towarzyszy mi uczucie odpowiedzialności. Bardziej widzę funkcję koncertmistrza jako osoby koordynującej, niż jako skrzypka, który ma się popisywać swoimi solówkami. Wiele osób na mnie polega i nie chcę zawieść tych oczekiwań.

 

Czy w czasie studiów marzyłeś o jakiejś konkretnej pracy? Solisty, muzyka zespołowego, kameralisty?

 

W tamtym czasie swoją przyszłą karierę widziałem w kameralistyce, natomiast jako koncertmistrz grałem już w szkole średniej, potem na studiach, ale nie marzyłem o pracy w orkiestrze. Do dzisiaj przede wszystkim kameralistyka jest moją ulubioną formą muzykowania. Jednak okoliczności sprawiły, że zostałem muzykiem orkiestry Amadeus, potem przystąpiłem do konkursu na koncertmistrza w orkiestrze filharmonicznej w Poznaniu, gdzie grałem przez dwa sezony i wreszcie przyszedł czas na Wrocław.

 

Czy pamiętasz ilu kandydatów wtedy zdawało na to stanowisko?

 

Wydaje mi się, że to było 16 osób, z których wyłoniono dwie do ścisłego finału – mnie i Marcina Markowicza, z którym później przez wiele lat współpracowaliśmy.

 

Jak cię przyjęła orkiestra, gdy przyszedłeś na pierwszą próbę?

 

Pierwsza próba była jeszcze elementem egzaminu, ponieważ sama procedura przyjęcia do pracy obejmowała także projekty próbne. W każdym razie miałem takie poczucie, że orkiestra jest bardzo zaciekawiona, ale też wymagająca. Musiałem się bardzo starać i na przykład, czego się nie do końca spodziewałem, ze strony kolegów padały pytania ze w trakcie próby. Miałem natychmiast rozstrzygać kwestie smyczkowe i różne techniczne problemy. Myślę, że to też było elementem sprawdzania, jak sobie na tej pozycji radzę.

Kiedy już zostałem przyjęty i przyszedłem do pracy zespół bardzo serdecznie mnie powitał.

 

A potem?

 

A potem zaczęła się praca nad repertuarem, którego nie znałem w takim stopniu, jak teraz, po dwudziestu kilku latach grania w orkiestrze. Bardzo starałem się też pokazać od strony skrzypcowej. Myślę tu o solówkach koncertmistrza. Dla mnie jednak najważniejsze była zawsze spójność interpretacyjna. Starałem się więc w grze jak najlepiej odpowiedzieć na artystyczne sugestie dyrygenta. Ważne jest na przykład smyczkowanie. O tym decyduje koncertmistrz, dostosowując je do koncepcji artystycznej dyrygenta. Nie gramy więc non stop tego samego smyczkowania w danym utworze. Technikalia mają być w harmonii z koncepcją dyrygenta.

 

Czy zdarzyło ci się w jakiejś sytuacji awaryjnej z dyrygentem, poprowadzić próbę orkiestry, całej, pełnej, symfonicznej?

 

Nie przypominam sobie, choć rolą koncertmistrza jest reagowanie w sytuacjach awaryjnych. Bywało, że pokazywałem w trakcie grania od pulpitu wejścia różnym grupom, żeby to było pewne, ale to nie tak, że przejmuję rolę dyrygenta. Koncertmistrz jest przekaźnikiem idei artystycznej, bo ruch ręki można różnie zinterpretować. Mamy czasami 100 osób w orkiestrze i wszyscy powinni odczytać te ruchy tak samo. Wiedząc jednak, że coś może być nieczytelne, daję wyraźne sygnały muzykom.

 

Obserwowałam niejednego dyrygenta i bywali też tacy, którzy kręcili młynki, albo mieli dłoń pod pulpitem, więc żaden ruch nie mógł być czytelny, a zwłaszcza dla muzyków siedzących dalej.

 

No to właśnie wtedy może wkroczyć koncertmistrz.

 

Czy zgodzisz się z twierdzeniem, że koncertmistrz powinien mieć mocną osobowość i odwagę do podejmowania różnych decyzji technicznych, muzycznych?

 

Tak, zgadzam się. Dodałbym do tego świetną znajomość partytury, wiedzę, a wreszcie doświadczenie, które przychodzi z latami. Co do osobowości, zaznaczyłbym, że silna nie znaczy konfrontacyjna.

Ważną cechą jest też spokój wewnętrzny. Bardzo często w jakichś konfliktowych sytuacjach to właśnie od reakcji koncertmistrza zależy, czy da się taką sytuację uspokoić i profesjonalnie dalej pracować, czy nie.

 

Jak ważny jest dla ciebie partner przy pulpicie, osoba, z którą siedzisz?

 

Bardzo ważny. To są świetni muzycy, co daje duży komfort pracy. Od takiej osoby płynie duże wsparcie. Kiedy zaś koncertmistrz ma solówki, to właśnie wtedy skrzypaczka lub skrzypek siedzący obok przejmuje zadania koncertmistrza.

 

Jak nazwać taką osobę? Drugim koncertmistrzem?

 

To zależy od wielu czynników. Można powiedzieć drugi koncertmistrz, ale bardzo często właśnie tam siedzi osoba, która jest zastępcą koncertmistrza. Bywa jednak, w zależności od sytuacji kadrowej, że siada na tej pozycji osoba z grupy pierwszych skrzypiec. To jest tylko nazewnictwo.

 

Kto odpowiada za usadzenie pierwszych skrzypiec przy poszczególnych pulpitach?

 

W różnych zespołach to różnie funkcjonuje, w naszej orkiestrze odpowiada za to szef grupy. Ja zatem decyduję o ustawieniu w każdym koncercie, o tym, w którym miejscu osoby siedzą w danym projekcie. W naszym zespole dbamy o to, żeby była rotacja, żeby artyści mogli grać na różnych pozycjach.

 

Jak się gra przy czwartym, piątym pulpicie?

 

Wbrew pozorom tam się najtrudniej gra.

 

Dlaczego?

 

To jest po prostu kwestia odległości. Im liczniejszą mamy grupę, tym więcej tych pulpitów jest ustawionych jeden za drugim. Tak więc kontakt z tym, co dzieje się z przodu jest znacznie utrudniony, a przecież trzeba grać bardzo spójnie z całą grupą. Powiedziałbym, zatem, że granie w takim dalekim pulpicie jest obarczone większym wysiłkiem.

 

Kiedy obejmowałeś we Wrocławiu stanowisko koncertmistrza mieliśmy jeszcze starą filharmonię. W 2015 roku nastąpił niebotyczny przeskok jakościowy, kiedy otwarte zostało Narodowe Forum Muzyki. Czym to było dla ciebie?

 

To był bardzo wyczekiwany moment. Kiedy przyszedłem do Wrocławia już były plany powstania NFM. Kiedy rozmawiałam z dyrektorem Andrzejem Kosendiakiem mogłem zobaczyć wizualizację przyszłej sali koncertowej. To było jak magnes, który przyciągał muzyków, w tym także i mnie. A potem, kiedy weszliśmy do nowej sali wpadliśmy w prawdziwą euforię. Dodam, że jeszcze przed oficjalnym otwarciem NFM zagrałem z orkiestrą Koncert skrzypcowy Głazunowa, co było dla mnie wielkim przeżyciem. Wydaje mi się, że ten przeskok z jednej z najsłabszych sal w Polsce do jednej z najlepszych w Europie był dla nas niesamowity.

 

Ktoś mi opowiadał, że niektórzy muzycy mieli łzy w oczach i byli bardzo wzruszeni tą zmianą.

 

Bo to była dla nas niezwykła chwila…

 

Co wpływa na jakość orkiestry?

 

Przede wszystkim sami muzycy. Zarówno jest to jakość indywidualna, ale i wspólna. To jest trudne zadanie, ponieważ wpływa na nie szereg różnych elementów – jakie mamy plany w sezonie, jaki mamy repertuar itd. W każdym razie zespół, który współpracuje ze sobą regularnie ma szansę na wypracowanie tej jakości. Decydujące jest także instrumentarium. Muszę tu przyznać, że dyrekcja NFM wykonała wielką pracę, żeby pozyskać naprawdę dużo świetnych instrumentów, które mają wpływ na brzmienie orkiestry. No i wreszcie na obraz zespołu ma znaczący wpływ dyrygent, czy dyrektor artystyczny, .

 

Jakie są twoje upodobania względem repertuaru? Co ci sprawia największą przyjemność?

 

Ja ogólnie lubię muzykę, ale nie będę uciekał od pytania. Bardzo dobrze się czuję w muzyce Mahlera i Straussa, oraz innych kompozytorów z grona wielkiej symfoniki. Wydaje mi się, że własnie wielka symfonika zaspokaja moje potrzeby dużego instrumentarium, rozmachu i brzmienia.

 

Czy dla koncertmistrza są kontrakty zamknięte, czy otwarte umowy?

 

Kontrakt jest normalnie umową o pracę na czas nieokreślony. Natomiast jeśli masz na myśli kadencyjność, przesłuchania co parę lat, to nie jest to praktykowane w NFM. My po prostu sprawdzamy się w codziennej pracy i nie mówię tylko o sobie, ale o wszystkich koncertmistrzach. Gramy bardzo trudne repertuary, eksponowane partie solowe i to są nasze egzaminy. Musimy wyjść i w tych wszystkich elementach, które są od koncertmistrza wymagane, realnie w sytuacji koncertowej się sprawdzać.

 

Czego byś sobie sam życzył na kolejne lata „koncermistrzowania”?

 

Myślę, że po prostu nieustającej radości i pasji.

 

Narodowe Forum Muzyki Radosław Pujanek Andrzej Kosendiak Izabella Starzec koncertmistrz

Zobacz również

Opera Wrocławska. Historia i anegdoty
Co wiemy o Karolu Lipińskim?
Brneńskie „Przeznaczenie”

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...