Brneńskie „Przeznaczenie”
Brneńskie „Przeznaczenie”
Zanim czwarta opera Leoša Janáčka „Osud” („Los”/„Przeznaczenie”) trafiła na scenę doczekawszy się swego prawykonania, minęło ponad pięć dekad. Ukończona została w 1904/5 roku, zaraz po „Jenůfie”, ale ani Praga, ani Brno nie były zainteresowane jej wystawieniem. Podnoszono różne kwestie, a najbardziej dotyczące warstwy literackiej. W skrócie – jej formy, fabuły i relacji psychologicznych poszczególnych postaci. Ostatnim z wielu pisarzy, którzy wypowiadali się na temat jakości libretta „Losu”, był Max Brod, ale i jego opinia była miażdżąca. W 1927 roku Janáček zapragnął wskrzesić ten pomysł, ale najpierw zasięgnął rady u dramaturga Jaroslava Kvapila (autora libretta „Rusałki” Dvořáka), który nie był przekonany co do dzieła, wskazując na pewne niedoskonałości muzyczno-tekstowe (libretto Fedora Bartošová, przyjaciółka córki Janáčka, wzorująca się na „Eugeniuszu Onieginie” Czajkowskiego). Mimo wielu rewizji, opery nie udało się zaprezentować.
Po śmierci kompozytora operę w formie koncertowej wystawiono w Brnie trzykrotnie a inscenizację „Losu” zainicjował w 1934 roku uczeń Janáčka, dyrygent Břetislav Bakala, który wykonał ją w czechosłowackim radiu. Dopiero 25.10.1958 roku w trzydziestą rocznicę śmierci kompozytora wystawiono ją w Teatrze Państwowym w Brnie a dzień później w Teatrze Miejskim w Stuttgarcie.
Opera w Brnie
Janáček pragnął stworzyć w „Losie” operę nowoczesną, opartą na wątkach autobiograficznych, co samo w sobie było ciekawym pomysłem. Główna postać męska Živnego odzwierciedla jego samego, a żeńska, Míla Válková, wzorowana jest na miłości kompozytora – Kamili Urválkovej, którą poznał w uzdrowisku Luhačovice i tam też osadził akcję I aktu. W II akcie jesteśmy w domu małżonków: Živnego i Míli, którego codziennością wstrząsa niezrównoważona matka Mili, przeciwna temu związkowi. Zakończenie tego aktu wieńczy śmierć matki i córki, co jest sporym zaskoczeniem dramaturgicznym. W III akcie też trudno zrozumieć takie, a nie inne rozwiązania w libretcie.
By okiełznać te i inne zawiłości trzeba nie lada wyobraźni. Kanadyjski reżyser Robert Carsen przygotował dla teatru w Brnie swoją interpretację opery w 2020 roku, która trzyma się do dziś w repertuarze. Świetnie rozwiązał przestrzeń, tworząc wizję teatru w teatrze, z mnóstwem krzeseł, które ożywały w rękach chóru i solistów, gdy ustawiali się w różnych konfiguracjach – także jako słuchacze oczekujący na koncert. W głębi sceny była bowiem kolejna, w formie muszli koncertowej, gdzie przy fortepianie również rozgrywała się akcja.
Ciekawym zabiegiem dramaturgicznym było powierzenie partii Živnego dwóm śpiewakom różniącym się wiekiem (stary – Mark Le Brocq, młody – Enrico Casari), by stworzyć postaci z przeszłości i teraźniejszości. Śpiewacy przekazywali sobie konkretne fragmenty partii głównego bohatera, co tworzyło korzystną moim zdaniem, polaryzację ich energii i emocji. Przyznam, że bardziej ujął mnie głosowo i aktorsko starszy z wykonawców, choć obaj tenorzy byli na podobnym, satysfakcjonującym wielce poziomie.
W roli matki Mili przepysznie zaprezentowała się Eliška Gattringerova, tworząc wyrazistą postać, pełną niezgody na związek córki. Dysponując bogatym, wyrazistym sopranem, szczególnie w scenie „szaleństwa” w II akcie, zwieńczonej jej samobójstwem, stworzyła mocną kulminację. Główną postać żeńską Mili kreowała Alžběta Poláčková, której głos nie przypadł mi do gustu z racji nadmiarowego wibrata w górnym rejestrze i niestety dość krzykliwych fraz w forte. Aktorsko przekonująca, wokalnie niekoniecznie. Wielu z postaci drugoplanowych nie sposób omówić, warto jednak było zwrócić uwagę na świetny chór i znakomitą orkiestrę prowadzoną przez Tomáša Hanusa. Muzycznie, bowiem, opera została przygotowana nienagannie. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na wyobraźnię kompozytorską Janáčka i kapitalną instrumentację. Można bawić ucho wyłuskiwaniem zestawień brzmieniowych, łączeniem różnych rejestrów, użyciem instrumentów nietradycyjnych, takich jak organy, fortepian, viola d'amore, flet prosty.
Choć dramaturgia libretta pozostaje dużym problemem „Losu”, to dla samej inscenizacji i muzyki Janáčka warto pojechać do Brna.
Trwa ładowanie...