Cierpliwość Trumpa, upór Putina - James Jay Carafano
Podpisanie największego jak dotąd pakietu sankcji wobec Rosji, a następnie wysunięcie propozycji porozumienia dotyczącego oleju napędowego wygląda na sprzeczność tylko wtedy, gdy zakładamy, że oba działania mają wyrażać jednolitą postawę. Jeśli potraktujemy je jako odmienne instrumenty służące temu samemu celowi, ta sekwencja staje się zrozumiała. Osobną kwestią pozostaje to, czy przyniesie rezultaty. Uczciwa odpowiedź brzmi: prawdopodobnie nie.
Jeszcze przed wyborami, które uczyniły go 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych, Donald J. Trump wyznaczył dwa kluczowe kierunki przyszłej polityki. Opowiedział się za wolną i niepodległą Ukrainą, zdolną do samoobrony, oraz chciał zakończyć wojnę. Dziś, niemal trzy lata później, jego zasadnicze przywiązanie do obu tych celów pozostaje równie niewzruszone.
W istocie po objęciu prezydentury przez Trumpa Ukraina osiągnęła na polu walki najsilniejszą pozycję w całej tej czteroletniej wojnie. Moskwa nie jest w stanie pokonać Kijowa. Putin przegrał.
Mimo to zakończenie wojny nadal wydaje się równie odległe. Nawet najnowsza obietnica Trumpa, dotycząca „rozejmu energetycznego”, wydaje się już martwa. Niektórzy mogą podejrzewać, że prezydent jest sfrustrowany. Oczywiście, że jest i nadal strofuje zarówno Putina, jak i Zełenskiego, w związku z tym, co sam nazwał „niedorzeczną wojną”. Jednak jego polityka, podobnie jak podejście do wielu innych trudnych i kłopotliwych spraw, z którymi mierzył się w Białym Domu, odzwierciedla raczej pomysłowość i zdolność dostosowania się, niż rozdrażnienie i gniew. Trump najlepiej odnajduje się w obliczu trudnych wyzwań — i dobrze, ponieważ ta wojna jeszcze nieraz wystawi jego charakter na próbę.
Wbrew utartym przekonaniom
Tradycyjne myślenie zakłada, że z Rosjanami można rozmawiać wyłącznie z pozycji siły, a każdy gest dobrej woli lub kompromisu wobec ludzi pokroju Putina zostanie uznany za oznakę słabości, albo za próbę zamaskowania podstępu. Tymczasem przypadająca właśnie 40. rocznica szczytu Reagana i Gorbaczowa przypomina, że prezydent Ronald Reagan po odbudowaniu amerykańskiej siły i wpływów zaproponował Rosjanom porozumienie; propozycję, która ostatecznie doprowadziła do zawarcia układu.
Oczywiście Putin nie jest Gorbaczowem — w istocie Gorbaczow to ostatnia osoba, do której Putin chciałby być porównywany — a sytuacja Związku Radzieckiego pod koniec lat 80. była wyjątkowo trudna i specyficzna. Mimo to Reagan pokazał, że czasem zerwanie z utartymi schematami, pomysłowość i dostosowanie się do okoliczności przynoszą lepsze rezultaty niż uporczywe trzymanie się dogmatów.
Można argumentować, że jako przywódca odpowiedzialny za bezpieczeństwo narodowe Trump najbardziej przypomina Ronalda Reagana. Oczywiście nie pod względem temperamentu czy retoryki, lecz ze względu na wspólne przywiązanie do realistycznego podejścia w polityce zagranicznej, ścisłe skupienie na interesach narodowych, niezachwianą wiarę w „pokój przez siłę” oraz gotowość do odważnych, nieszablonowych działań, nawet wtedy, gdy przyjaciele, sojusznicy i partnerzy kręcą głowami z powątpiewaniem i niedowierzaniem.
Nie dziwi, że Trump miałby naśladować Reagana jako przywódcę strategicznego. W latach 80. Ronald Reagan stanowił idealny wzór niezależnego polityka dla zyskującego na znaczeniu nowojorskiego przedsiębiorcy z branży nieruchomości, obdarzonego wyrazistą osobowością i nieograniczoną ambicją.
Nie jest więc także zaskoczeniem, że w obliczu pozornie nierozwiązywalnego problemu Trump odruchowo próbuje czegoś innego, gdy dotychczasowy sposób działania prowadzi donikąd.
Przed wyborami prezydent zasłynął deklaracją, że potrafi zakończyć wojnę w Ukrainie w ciągu 24 godzin. Zawsze jednak pomijał kluczowe zastrzeżenie: byłoby to możliwe, gdyby tylko Putin zgodził się zakończyć swoją wojnę przeciwko temu krajowi. Putin się nie zgodził.
Trump odkrył, że ma do czynienia z innym Władimirem Putinem niż ten, którego znał podczas swojej pierwszej kadencji w Gabinecie Owalnym. Z Putinem, który dawno przestał kierować się rozsądkiem i respektować amerykańską siłę oraz wpływy.
Zamiast załamać ręce, Trump nadal zgłębiał sztukę zawierania porozumień i zainwestował ogromny kapitał polityczny w wywieranie presji na sojuszników z NATO, aby inwestowali we własną obronność. W ten sposób dawał Moskwie jednoznacznie do zrozumienia, że Europa nie jest łatwym łupem. Wysiłek ten przyniósł rezultaty: każde państwo NATO zobowiązało się zwiększyć wydatki obronne, a przedstawiony niedawno w Warszawie plan „teorii zwycięstwa” pokazuje, że Sojuszu nie da się już łatwo zastraszyć ani pokonać. Jednocześnie Stany Zjednoczone utrzymały dostawy uzbrojenia do Ukrainy za pośrednictwem zarządzanego przez NATO mechanizmu Priorytetowej Listy Potrzeb Ukrainy, czyli PURL.
Działania te pokazują wyraźniej niż jakakolwiek wypowiedź czy posunięcie dowolnego zachodniego przywódcy, dlaczego Putin nigdy nie zdoła wygrać. Równocześnie Trump wykorzystywał okazje do stopniowego osłabiania rosyjskiej potęgi i wpływów na wszystkich obszarach: od Syrii i Iranu na Bliskim Wschodzie, przez Wenezuelę w Ameryce Łacińskiej, po Afrykę i Arktykę. Prezydent skierował także ogromne środki na modernizację amerykańskich sił strategicznych i konwencjonalnych. W praktyce przez ponad dwa i pół roku stworzył podstawy polityki pokoju przez siłę, czego Putin nie mógł nie zauważyć.
Jednocześnie Trump próbował wszelkich możliwych kombinacji specjalnych wysłanników, inicjatyw, namawiania i zastraszania, aby skłonić obie strony do porozumienia. Sam prezydent Ukrainy stwierdził zresztą, że jeśli porozumienia pokojowego nadal nie ma, to nie z winy Trumpa.
Od udręki do działania
Jak przystało na Donalda Trumpa, brak porozumienia nie zniechęcił go do dalszego poszukiwania sposobu na jego osiągnięcie. Prezydent słusznie zauważył, że nie ma drogi do zwycięstwa na polu walki. Kiedy więc ludzie pytają, „co oznacza” najnowszy wpis, wypowiedź czy też działanie Trumpa i jaki sygnał w on ten sposób wysyła, odpowiedź jest bardzo prosta. Trump nie sygnalizuje zmiany strategii.
Szuka nowych sposobów osiągnięcia tego samego celu: powstrzymania zabijania i bezsensownego niszczenia, a także — miejmy nadzieję — stworzenia podstaw trwałej, stabilnej przyszłości.
Nieustannie widzimy dowody gotowości prezydenta do szukania nowych sposobów zmierzenia się z tym wyzwaniem. Tylko Trump mógłby podpisać ustawę uderzającą w Rosję największym jak dotąd pakietem sankcji – ustawę imienia Lindseya O. Grahama o sankcjach wobec Rosji i Iranu z 2026 roku – a zaraz potem wysunąć pomysł porozumienia dotyczącego oleju napędowego. Należy postrzegać te działania zgodnie z ich rzeczywistym charakterem: jako różne taktyki, a nie zmianę strategii.
Czy mają szansę zadziałać? Nie. Pomimo tego, zamiast krytykować prezydenta należałoby go docenić za wkładanie w zakończenie tej wojny większego wysiłku i energii niż jakikolwiek inny przywódca na świecie.
Dokąd zmierza wojna?
Putin stawia sobie nieosiągalny cel: walczyć, dopóki Rosja nie uzyska znaczących zdobyczy na polu bitwy. Obecnie jego jedyną rzeczywistą przewagą jest zagrożenie rakietami balistycznymi, którymi może nieustannie i bezlitośnie uderzać w ukraińską ludność cywilną oraz infrastrukturę. Ukraińcy ostatecznie znajdą jednak sposób, żeby jakoś temu przeciwdziałać. Tymczasem Kijów nie tylko odzyskuje swoje terytorium, lecz także odpowiada Moskwie równie dotkliwymi uderzeniami dalekiego zasięgu.
Rosjanie najwyraźniej są zdeterminowani, żeby sprawdzić, czy Ukraińcy przetrwają kolejną zimę. Przetrwają. I co dalej?
Obecnie najbardziej realistyczny scenariusz to rozejm obejmujący energetykę i eksport żywności, po którym nastąpi ograniczenie walk, stopniowo prowadzące do zamrożenia konfliktu. Rosyjskie działania hybrydowe i wojna polityczna przeciwko Ukrainie oraz NATO będą prawdopodobnie trwały nadal.
Tak właśnie działają Rosjanie.
Być może nie byłby to najlepszy pokój, ale stanowiłby jakiś początek. Tymczasem wysłannik Trumpa nadal pracuje za kulisami nad przygotowaniem kolejnego porozumienia, które może się powieść albo nie.
Jedno wiemy na pewno: prezydent Stanów Zjednoczonych musi mieć cierpliwość Hioba i energię króliczka Energizera , żeby niestrudzenie kontynuować te wysiłki. Oto najbardziej wytrwały przywódca świata mierzy się z wojną, którą najtrudniej zakończyć.
Trwa ładowanie...