Biały dom pod presją Kongresu - Rafał Michalski

Obrazek posta

Jeśli demokraci odzyskają większość w Izbie Reprezentantów, Donald Trump będzie musiał liczyć się z próbami blokowania jego polityki. Spory o budżet Pentagonu, sankcje wobec Rosji i działania przeciwko Iranowi mogą jednak zaostrzyć się jeszcze przed końcem roku. Prezydent będzie wówczas potrzebował poparcia republikanów, którzy zyskają większą swobodę stawiania mu warunków.

Jason Crow, kongresmen z Kolorado zasiadający w komisjach ds. sił zbrojnych i wywiadu, zapowiada, że pierwszą inicjatywą, którą podejmie po ewentualnym zwycięstwie demokratów w Izbie Reprezentantów, będzie zbadanie finansowej działalności Pentagonu w ostatnich dwóch latach. Gregory Meeks, czołowy demokrata w komisji spraw zagranicznych, żąda szczegółowego przesłuchania sekretarzy Rubio i Hegsetha w sprawie operacji wojskowych w Iranie. Kolejni politycy chcą jeszcze przyjrzeć się roli Steve’a Witkoffa oraz Jareda Kushnera w toczących się negocjacjach z Iranem, Rosją czy Izraelem. To zapewne jedynie część spraw, którymi ewentualna nowa większość w Kongresie będzie się chciała zająć podczas kolejnej kadencji władzy ustawodawczej. Plany te wpisują się w szerszą strategię, kilkukrotnie opisywaną przez lidera partii w Izbie, Hakeema Jeffriesa: kontrolę działań prezydenta Donalda Trumpa, ale również próbę odwrócenia wielu jego polityk.

Budżet Pentagonu i spór o Rosję

Z perspektywy republikanów okres od zakończenia wyborów do zaprzysiężenia członków kolejnego Kongresu 3 stycznia jest kluczowy. Próbując unikać w czasie kampanii wyborczej kwestii najbardziej dzielących obóz, spiker Mike Johnson oraz lider w Senacie John Thune zdecydowali się na ograniczenie liczby dni sesyjnych we wrześniu i październiku. W przeciwnym razie jeszcze przed głosowaniem odbyłaby się debata na temat uprawnień prezydenta do prowadzenia działań wojennych przeciwko Iranowi oraz impeachmentu sekretarza Hegsetha. Z drugiej strony uniemożliwiło to przygotowanie potrzebnych ustaw budżetowych na rok 2027, w szczególności tej dotyczącej obrony narodowej. Jeśli republikanie chcieliby mieć decydujący wpływ na jej kształt, będą mieli na zakończenie prac niecałe dwa miesiące. A problemów jest wiele.

Pierwszy dotyczy całkowitej wysokości budżetu. Pentagon wnioskował o 1,5 biliona dolarów, ale dziś wydaje się to nierealne. Co więcej, nawet 350 miliardów dolarów pomocy natychmiastowej (w ramach tzw. trybu pojednawczego, omijającego wymóg uzyskania 60 głosów w Senacie) stało się niepewne. Z dwóch powodów:

  1. przedłużające się działania militarne w Iranie, skutkujące bardzo odczuwalnym przez wyborców skokiem cen energii, skłoniły najbardziej konserwatywny klub w Kongresie, Freedom Caucus, do postawienia przywództwu warunku: za pieniędzmi dla wojska muszą iść cięcia o tej samej wartości w obecnej polityce socjalnej czy ubezpieczeniowej. Prawica umocni się w swoim stanowisku tym bardziej, jeśli republikanie poniosą dotkliwą porażkę w wyborach. W takich stanach jak Teksas, Iowa czy Michigan przyczyną przegranej mogą być właśnie ceny ropy, kluczowe dla regionalnych gospodarek;

  2. ostatnie działania Białego Domu wokół Rosji. Przede wszystkim chodzi o umowę o import oleju napędowego, nielegalną na mocy uchwalonej w 2022 roku ustawy Special Russian Sanctions Authority Act. Argument Biura Prawnego Białego Domu brzmi tak: Joe Biden, nakładając w marcu 2022 roku pierwszą falę sankcji na Rosję, w ramach rozporządzenia wykonawczego nadał sobie uprawnienia do zawieszenia ich stosowania w wyjątkowych sytuacjach. Ustawodawca nie zakazał tego wprost, więc zdaniem prawników Białego Domu również dopuścił taką możliwość (należy przy tym dodać, że byłaby to bezprecedensowa wykładnia amerykańskich przepisów o ograniczeniach w handlu). Nie przekonuje to demokratów. Na tę kwestię zwrócili uwagę nawet niektórzy republikanie. Po drugie, ta umowa nie pomoże farmerom, ponieważ ci są obecnie już w trakcie sezonu zbiorów lub go kończą. Taki import trzeba byłoby przeprowadzić w sierpniu tego roku. Biały Dom nie wytłumaczył też, dokąd olej ma być kierowany. Gubernatorzy również nie podejmowali tego tematu. Po trzecie, w najbliższych tygodniach ma zostać podjęta decyzja o rozmieszczeniu wojsk amerykańskich w Europie. To kolejna dyskusja i proces, z którego wyłączono najważniejszych polityków w Waszyngtonie. Jeśli dodać do tego zarzuty strony ukraińskiej o ograniczenie działania systemu Starshield czy wypowiedź Steve’a Witkoffa w Moskwie, opisującego Władimira Putina jako humanitarnego przywódcę, nawet dla części republikanów obecny tryb prowadzenia polityki jest niedopuszczalny.

Kongres kontra Biały Dom

Na przełomie listopada i grudnia dojdzie do zderzenia władzy ustawodawczej z wykonawczą. Mają one sprzeczne priorytety. Biały Dom chce wykorzystać te prawdopodobnie ostatnie tygodnie przed uzyskaniem większości przez demokratów i przyspieszyć proces wdrażania polityk czy strategii (Iran, być może kwestia kubańska, temat wsparcia sztucznej inteligencji, ewentualne porozumienie handlowe z Pekinem). Wstrzymanie wykonywania ustawy sankcyjnej im. senatora Grahama sam Donald Trump tłumaczy tym, że jej wdrożenie spowodowałoby tarcia ze stroną rosyjską, a te uniemożliwiłyby przeprowadzenie jakichkolwiek rozmów. Dokładnie ten sam argument jest powtarzany od momentu złożenia pierwszej wersji tej ustawy w marcu 2025 roku. Po drugiej stronie są republikanie, którzy mogą chcieć wykorzystać własną pozycję negocjacyjną, zdając sobie sprawę, że przez te dwa miesiące prezydent nie będzie miał jak im zagrozić wyborczo. Część z nich może jeszcze dodatkowo wyjść z założenia, że im więcej kontrowersyjnych polityk Donald Trump zrealizuje pod koniec roku, tym twardsza będzie od stycznia demokratyczna opozycja.

Ewentualny reset gospodarczy z Rosją wymagałby również nowelizacji wspomnianej wyżej ustawy sankcyjnej z 2022 roku. Na taki ruch nie ma dziś większości, a członkowie umiarkowanych republikańskich klubów Governance Group i Main Street Caucus mogą wręcz sprzeciwić się jakiejkolwiek formie zwrotu w tym kierunku. Nie wspominając już o demokratach, dla których kwestie polityki zagranicznej (nie tylko Rosja i Iran, ale również Tajwan) mogą być narzędziem nacisku na Biały Dom i sposobem pokazania wyborcom przed wyborami w 2028 roku, że są partią sprawczą. Mają ku temu potężne narzędzie w postaci ustawy budżetowej, szczególnie jeśli do końca roku nie uchwalono by ustawy dotyczącej obrony narodowej. Podobnie postąpiła spiker Nancy Pelosi za pierwszej kadencji Donalda Trumpa: wtedy umieszczono w ustawie przepisy ograniczające możliwość sfinansowania budowy muru na południowej granicy. Prezydent miał wybór: albo podpisze budżet, albo dojdzie do zamknięcia rządu. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, po wybraniu drugiej możliwości jego notowania wśród wyborców spadły. I tym razem Hakeem Jeffries może zdecydować się na analogiczny ruch: ograniczenie importu surowców z Rosji, wymuszenie wprowadzenia sankcji, zabezpieczenie obecności żołnierzy w Europie czy kontrolę nad przekazywaniem pomocy Ukrainie. Nie są to kwestie kontrowersyjne dla umiarkowanych republikanów, więc presja na Donalda Trumpa będzie tym większa.

Pytanie brzmi, jaką strategię przyjmie Gabinet Owalny. Być może dojdzie do roszad osobowych w administracji, aby nowi urzędnicy z czystą kartą próbowali negocjować z demokratami (dziennikarze wskazują tutaj często Departament Obrony). Jasne jest, że okres biernego Kongresu zakończy się wraz z wygraną Partii Demokratycznej. Nawet ustawa sankcyjna wobec partnerów gospodarczych Rosji była wyrazem tej słabości: zawarto w niej obowiązek nałożenia ceł, ale nie wprowadzono jakiejkolwiek kary czy narzędzia pozwalającego wymusić jego spełnienie. Pozostaje niebezpieczeństwo powstania dwóch niezależnych ośrodków dyplomatycznych, poniekąd jak w czasach drugiej kadencji prezydenta Richarda Nixona. Osobno Biały Dom i osobno Kongres. Obie strony składałyby obietnice bez konsultacji ze sobą.

Zobacz również

Nowe skrzydła smoka - Michał Hunicz
Wiele twarzy izraelskiej polityki - Maksymilian Skrzypczak
Widmo nowej Jałty - Marek Stefan

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...