Wiele twarzy izraelskiej polityki - Maksymilian Skrzypczak

Obrazek posta

Kto jest kim w izraelskich wyborach?

Izraelska scena polityczna jest podzielona w kwestiach przyszłości Benjamina Netanjahu, bezpieczeństwa i roli religii w państwie. Podział na lewicę i prawicę nie wystarcza, by zrozumieć ten kraj. Politycy o podobnych poglądach na konflikt regionalny różnią się w sprawach ustrojowych, a partie reprezentujące niewielkie grupy społeczne mogą odegrać kluczową rolę w tworzeniu koalicji. Oto przewodnik po najważniejszych ugrupowaniach i sporach, które wyznaczają stawkę izraelskich wyborów.

27 października Izrael staje przed być może najważniejszym głosowaniem w swojej 78-letniej historii. W tym nieco bardziej technicznym artykule postaram się przybliżyć główne siły ubiegające się o miejsca w parlamencie (Knesetu), ich nastawienie oraz poglądy na najbardziej palące kwestie.

 

Czego chce Netanjahu?

Benjamin Netanjahu to nie tylko premier i kandydat, ale także sam w sobie temat wyborów. Ocena jego rządów (i ogólnego dziedzictwa politycznego) to jedna z kluczowych kwestii, która zadecyduje o wyniku głosowania 27 października. To najdłużej rządzący premier w historii państwa, który budzi ogromne kontrowersje.

 

Po pierwsze, ciążą na nim zarzuty korupcyjne. Netanjahu od lat mierzy się z oskarżeniami i prowadzonymi przeciwko niemu trzema śledztwami. Według głównego zarzutu (znanego jako “sprawa 4000”) premier miał tworzyć sprzyjające otoczenie prawne dla giganta telekomunikacyjnego Bezeq. W zamian właściciel koncernu miał zapewnić pozytywny przekaz medialny o Netanjahu na swoim portalu. Zbliżony motyw występuje w “sprawie 2000”, toczącej się wokół prób wpłynięcia na rynek medialny dla własnych korzyści politycznych. Natomiast “sprawa 1000” dotyczy luksusowych prezentów otrzymywanych od zagranicznych milionerów, które rzekomo stanowiły formę łapówki za korzystne przepisy podatkowe i wizowe. Te kwestie obciążają premiera głównie w oczach jego przeciwników, podczas gdy zwolennicy uważają zarzuty za motywowane politycznie i wyolbrzymione.

 

Po drugie, Netanjahu odpowiedzialność za klęskę 7 października. Największa porażka wywiadowcza od co najmniej 50 lat, w starciu ze znacznie słabszym przeciwnikiem, zakończona największą masakrą Żydów od czasu Holokaustu. Wtedy załamała się nie tylko fizyczna obrona granicy, ale także izraelska pewność siebie oraz kontrakt społeczny - obietnica, że państwo chroni obywateli. Społeczeństwo domaga się rozliczeń. Do tej pory wszyscy kluczowi dowódcy armii odpowiedzialni za porażkę stracili swoje stanowiska, a wielu z nich otwarcie wzięło winę na siebie. Jedynym wyjątkiem jest sam premier Netanjahu. Łagodniejsze oskarżenia pod jego adresem dotyczą zaniedbania. Poważniejsze mówią o wydaniu rozkazu wstrzymującego wysłanie odsieczy społecznościom wokół Strefy Gazy. Według doniesień Haaretz Netanjahu miał zostać ostrzeżony z tygodniowym wyprzedzeniem o nadchodzącej ofensywie przez prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jeśli to prawda, późniejsze zachowanie premiera może nawet nosić znamiona zdrady stanu. Tym bardziej podejrzane jest uporczywe unikanie śledztwa oraz przesłuchań, uzasadniane koniecznością zajęcia się sprawami bezpieczeństwa państwa. I to jest kwestia obciążająca wizerunek Netanjahu znacznie bardziej niż zarzuty korupcyjne, szczególnie wśród własnego elektoratu. W końcu to na reputacji twardego człowieka gwarantującego bezpieczeństwo Netanjahu zbudował swoją pozycję w Izraelu. Mało tego, wyborcy prawicy stanowią nieproporcjonalnie wysoki odsetek służących i poległych w wojnie, która rozpoczęła się od porażki wywiadowczej.

 

Lider Likudu spotyka się jeszcze z jednym zarzutem w tej sprawie - jego koncepcją strategiczną było zarządzanie relacjami z Hamasem przez akceptowanie transferów finansowych z Kataru, podkopywanie konkurencyjnej (i bardziej umiarkowanej) Autonomii Palestyńskiej oraz krótkie wojny bez decydującego rozstrzygnięcia. Utrwalanie status quo jest postrzegane jako przyczyna tragedii 7 października.

 

Niemniej Netanjahu jest chwalony przez swoich zwolenników za skuteczne przeprowadzenie kraju przez wojnę regionalną. W momencie ataku Hamasu Izrael znajdował się w bardzo trudnym położeniu. Obawiano się ofensywy aktywów Iranu ze wszystkich stron. A jednak rządowi udało się prowadzić działania sekwencyjnie. Najpierw sprowadzono Hamas do poziomu partyzantki, potem wymierzono mocne ciosy w Hezbollah, co w dodatku pomogło obalić Assada w Syrii, w międzyczasie przycinając potencjał Hutich. Wreszcie uderzono w sam Iran, pozbawiony wsparcia swoich proxy. Choć druga wojna przeciw reżimowi w Teheranie przebiega nie po myśli Izraela, mimo wszystko irański potencjał został znacząco osłabiony. Nawet jeśli nie osiągnięto pełnego zwycięstwa, to przynajmniej zyskano wiele lat, w ciągu których państwo będzie w stanie wzmacniać się wojskowo, zacieśniać sojusze, a wrogowie będą musieli odbudowywać swoje aktywa. Na pewno zapobiegnięto sytuacjom grożącym upadkiem Izraela, co w pierwszych dniach po 7 października nie było abstrakcyjną perspektywą.

 

Trzecią kwestią za którą Netanjahu jest krytykowany (ale też chwalony) jest reforma sądownictwa i ogólny kierunek państwa Izrael. Propozycje zmian w wymiarze sprawiedliwości podzieliły społeczeństwo jeszcze przed październikiem 2023 roku. Opierają się one na większej kontroli nad Sądem Najwyższym, w tym możliwości uchylenia jego wyroków zwykłą większością głosów w Knesecie. Prawica dysponuje silnym argumentem - Sąd Najwyższy w Izraelu jest prawdopodobnie silniejszy niż w każdej innej demokracji. Dlatego mimo że od wielu lat wybory wygrywa prawica, prawo i polityka państwa zdaniem wielu tego nie odzwierciedlają. Krytycy reform mają jednak swoje obawy. Ponieważ rząd jest wybierany przez Kneset, zwycięstwo w głosowaniu do izraelskiego parlamentu oznaczałoby już nie tylko faktyczną kontrolę nad władzą ustawodawczą i władzą wykonawczą, ale także zdolność paraliżu władzy sądowniczej. A Sąd Najwyższy należy do niewielu instytucjonalnych bezpieczników zapobiegających osiągnięciu przez zwycięzcę wyborów władzy absolutnej. Przez dekady ukrytym, nieformalnym bezpiecznikiem była plemienność wpisana w izraelską demokrację, podobna zresztą do wielu państw bliskowschodnich. Wyborcy głosują zgodnie ze swoją etnicznością, wyznaniem i stopniem religijności znacznie bardziej niż w krajach zachodnich. Swoje ugrupowania mają świeccy Arabowie, religijni muzułmanie, świeccy Żydzi, religijni syjoniści, ultraortodoksi itd., a długoletni brak hegemona wśród tych grup zapobiegał erozji systemu demokratycznego. Problem polega na tym, że obecnie z przyczyn demograficznych równowaga przesuwa się na korzyść opcji religijnych - ultraortodoksów oraz religijnych syjonistów. Likud, który chce pozostać liderem po prawej stronie, sam odchodzi od świeckości. Rząd rozszerzył uprawnienia sądów rabinicznych, przekazał rekordowe środki na instytucje religijne, a Ministerstwo Pracy zaczęło bardziej rygorystycznie egzekwować zakaz pracy i funkcjonowania infrastruktury w Szabat. W lipcu 2026 roku Kneset uchwalił fundamentalną ustawę zasadniczą, wedle której studiowanie Tory stanowi „fundamentalną wartość dziedzictwa narodu żydowskiego i Państwa Izrael”. Dodatkowe kontrowersje budzi tolerancja dla unikających służby ultraortodoksów. Spór o relacje państwo-judaizm łączy się z batalią o sądownictwo. Sąd Najwyższy przez lata stał na straży świeckości państwa, blokując proreligijne ustawy jako dyskryminujące (np. dotyczące segregacji płciowej w przestrzeni publicznej czy praw społeczności LGBT). Związanie rąk sędziom może otworzyć drogę do nieskrępowanej klerykalizacji kraju. Z tego względu instytucjonalny czynnik kontroli zyskuje na znaczeniu.

 

Jeśli można coś powiedzieć o poglądach Netanjahu, poza tym, co wszyscy wiedzą, to to, że jest on skłonny układać się z wieloma stronami i iść na kompromisy, byle utrzymać się przy władzy. Oczywiście oznacza to współpracę przede wszystkim z prawicą oraz sprytne lawirowanie, by przechytrzyć resztę sceny politycznej.

 

Gadi Eisenkot - odtrutka na Bibiego?

Najsilniejszą siłą izraelskiej opozycji jest Gadi Eisenkot ze swoją partią “Yashar”. Eisenkot ma na koncie niemal 40 lat doświadczenia w wojsku, a jego karierę zwieńczyła funkcja szefa sztabu generalnego w latach 2015-2019. Dopiero w 2022 roku wszedł do polityki, stając w opozycji do Netanjahu. Jednak już rok później wybuchła wojna z Hamasem, a Eisenkot wszedł do gabinetu wojennego utworzonego przez premiera. W grudniu 2023 roku w tunelach Strefy Gazy zginął jego syn, a w trakcie całego konfliktu śmierć poniosło dwóch wnuków polityka.

 

Sam Eisenkot znany jest ze swoich jastrzębich poglądów na użycie siły wojskowej. To jemu przypisuje się sformułowanie tzw. “doktryny Dahiji”, która zakłada bombardowanie infrastruktury cywilnej na obszarze kontrolowanym przez wroga, by osłabić jego zaplecze i zwrócić mieszkańców przeciwko niemu. Jest również uznawany za jednego z głównych architektów strategii znanej jako „koszenie trawy”. Zakłada ona, że w starciu z podmiotami niepaństwowymi (Hamas, Islamski Dżihad) nie da się osiągnąć trwałego pokoju politycznego drogą militarną. Zamiast tego armia musi regularnie, za pomocą krótkich, ale intensywnych operacji na dużą skalę, niszczyć zdolności bojowe przeciwnika, by wywalczyć długie okresy zawieszenia broni i spokoju dla Izraela. Jako szef Sztabu Generalnego Eisenkot zintensyfikował operacje uderzeniowe poza granicami kraju, zwłaszcza na cele powiązane z Iranem i Hezbollahem w Syrii. Sam Netanjahu, przed wybuchem otwartego konfliktu politycznego z Eisenkotem, publicznie chwalił go za bezwzględne i skuteczne „użycie siły na całym Bliskim Wschodzie”.

 

Połączenie bogatego doświadczenia, rodzinnego poświęcenia oraz jastrzębich poglądów czyni go mocnym konkurentem Netanjahu. Wielu wyborców prawicy pragnie siłowej polityki obecnego premiera, ale bez towarzyszącej temu polaryzacji, gierek politycznych i niekompetencji. Mocną kartą Eisenkota jest też pochodzenie. Żydzi ze świata arabskiego (mizrachijczycy) preferują prawicę, jednak na czele ich partii zawsze stawał człowiek o europejskich korzeniach (Begin, Szamir, Netanjahu, Szaron, Bennett itd.). Tym razem po raz pierwszy mizrachijczyk może zostać premierem - jeśli potomkom imigrantów z Maroka czy Iraku łatwiej będzie utożsamić się z Eisenkotem, będzie to spory problem dla Bibiego.

 

Mimo gotowości do stosowania przemocy poglądy Eisenkota są bliższe centrum. Powtarza on w różnych wersjach pogląd, że “Izrael jest dla wszystkich” i obiecuje walczyć z dyskryminacją ze względu na pochodzenie, orientację seksualną czy płeć. Choć taka retoryka kojarzy się z lewicą, może przemawiać do mizrachijczyków, którzy w XX wieku czuli się marginalizowani społecznie, a do dziś wielu z nich uważa się za niedostatecznie reprezentowanych w polityce. Lider Yashar jest zdecydowanie przeciwny reformom sądownictwa proponowanym przez rząd. Popiera włączenie ultraortodoksów do służby wojskowej, krytykując Netanjahu za zbytnią uległość w tej sprawie. W kwestii palestyńskiej przed 7 października 2023 roku opowiadał się za rozwiązaniem dwupaństwowym, jednak oficjalnie zmienił poglądy po ataku terrorystycznym Hamasu. Zarazem jako jedyny członek gabinetu wojennego przedstawił plany powojenne dla Gazy, które zakładały wprowadzenie zreformowanej Autonomii Palestyńskiej do eksklawy. Krytykował brak horyzontu politycznego dla Gazy, co jego zdaniem utrudniało trwałe odsunięcie Hamasu od władzy. Wizja Eisenkota jest więc spójna z planem deradykalizacji i odbudowy terytorium, który zatwierdziła Rada Pokoju. Jeśli dodać do tego sprzeciw wobec rozwoju osadnictwa na Zachodnim Brzegu, można zaryzykować tezę, że Eisenkot w istocie wciąż chce działać na rzecz rozwiązania dwupaństwowego - po prostu w perspektywie długofalowej, warunkowej i bez mówienia tego wprost.

 

Koalicja Bennetta z Lapidem

Yair Lapid połączył siły z Naftalim Bennettem, akceptując przywództwo tego drugiego we wspólnym komitecie wyborczym.

 

Lapid to dawny aktor i publicysta, który wszedł do polityki. Od dawna prezentował centrowe poglądy i krytykował wszelkiego rodzaju skrajności. Obecnie jest przede wszystkim przeciwnikiem Netanjahu. Jak sam podkreśla, mniej liczą się dla niego poglądy premiera na konkretne kwestie, a bardziej odpowiedzialność za państwo i styl polityki - a te, zdaniem Lapida, sięgnęły dna za Bibiego. W 2019 roku połączył siły z innym centrowym i elastycznym politykiem - Bennym Gantzem. Jeśli chodzi o poglądy i styl polityki, obaj pasowali do siebie, ale już rok później zostali rozegrani przez Netanjahu. Ten bowiem zaproponował Gantzowi koalicję w zamian za stanowisko premiera w drugiej połowie kadencji Knesetu. Gantz się zgodził, ale został oszukany. Yair Lapid od początku nie wierzył w intencje Netanjahu, dlatego zakończył swój sojusz z Bennym Gantzem. W czerwcu 2021 roku utworzył koalicję rządową z Naftalim Bennettem, która przetrwała zaledwie do grudnia 2022 roku. W sierpniu 2022 roku, gdy premierem był Lapid, Izrael stoczył krótką i udaną potyczkę z Palestyńskim Islamskim Dżihadem w Gazie.

 

Naftali Bennett sam określa się jako „bardziej prawicowy od Netanjahu”. Chodzi przede wszystkim o kwestie bezpieczeństwa, które głównie wyznaczają podział prawica-lewica w Izraelu. Bennett od dawna sprzeciwia się państwowości Palestyny i proponuje aneksję Strefy C na Zachodnim Brzegu (tam, gdzie Izrael ma kontrolę cywilną i wojskową). Jego zdaniem strefy A i B powinny być zarządzane przez palestyńskie władze cywilne jako regiony autonomiczne, a nie osobny byt państwowy. Zarazem w 2013 roku opowiadał się za inwestycjami w infrastrukturę, taką jak drogi i strefy przemysłowe, która ma zwiększyć kontakty Żydów i Arabów na okupowanym terytorium, w celu zwiększenia szans na pokój w przyszłości.

 

Jego zdaniem wojna w Strefie Gazy trwała za długo, narażając Izrael na zbędne koszty. Bennett w wywiadzie dla Times of Israel stwierdził, że trzeba było działać z pełną, nieustającą siłą, zamiast dawkować presję, ale dzięki temu zakończyć wojnę szybciej - zmniejszając liczbę poległych żołnierzy i ofiar cywilnych, a także koszty ekonomiczne i napięcia społeczno-polityczne wynikające z przedłużającego się konfliktu. Były premier krytykuje rząd za całkowite ignorowanie frontu medialnego w trwającej od 3 lat wojnie regionalnej. Przez to, według Bennetta, większość świata, w tym dawni przyjaciele Izraela, uważa wojny w Gazie i Libanie za próbę czystki etnicznej; a to dlatego, że rząd nawet nie próbował uzasadnić swoich operacji jako koniecznych dla stworzenia “nowej Gazy” (bez Hamasu) i “nowego Libanu” (bez Hezbollahu). Mimo prawicowych poglądów Bennett ostro krytykuje radykałów w rządzie, zwłaszcza Itamara Ben-Gwira, którego nazwał “klaunem”, reprezentującym karykaturę żydowskich wartości.

 

Bennett w swojej filozofii reprezentuje nurt religijnego syjonizmu, ale w praktyce sprzyja większej sekularyzacji państwa. Uważa, że tradycję należy łączyć z nowoczesnością, demokracją oraz otwartością na świecką część społeczeństwa. Krytykuje przywileje ultraortodoksów jako “projekt narodowego samobójstwa” i chce demontażu ich państwa socjalnego. W sprawach gospodarczych prezentuje poglądy wolnorynkowe.

 

Sojusz Bennetta i Lapida notuje umiarkowane poparcie, dające pewne miejsca w parlamencie, ale mniej mandatów niż Yashar lub Likud.

 

Yair Golan, czyli gdzie podziała się lewica

Od końca Drugiej Intifady (2000-2005) lewica w Izraelu przeszła od konkurowania o władzę do walki o przetrwanie. To dlatego, że na przełomie lat 80. i 90. porzuciła socjalizm i wzięła na sztandary pokój z Palestyńczykami. Druga Intifada, czyli 140 zamachów bombowych na terytorium Izraela, została odebrana przez jego mieszkańców jako dowód, że proces pokojowy nie jest realny. Zdaniem prawicy - w ogóle, zdaniem centrum - jeszcze nie. Tymczasem lewica nie potrafiła ani przyjąć tego wniosku, ani mu się w przekonujący sposób przeciwstawić. Trzyma się starych haseł i nie opowiada nowej, porywającej historii o tym, dlaczego warto na nią głosować. Dlatego o ile ugrupowania lewicowe rządziły krajem przez pierwsze 29 lat, obecnie mają problem z przekroczeniem progu wyborczego.

 

W 2024 roku dwie partie lewicowe (Meretz oraz Partia Pracy) dokonały fuzji i stworzyły socjaldemokratyczne ugrupowanie “Demokraci”, na czele którego stanął Yair Golan. Opowiada się za progresywnymi zmianami w kwestiach równości płci i mniejszości seksualnych. W sprawach bezpieczeństwa Demokraci to jedyna partia, która jednoznacznie sprzeciwia się okupacji Zachodniego Brzegu i wciąż otwarcie popiera rozwiązanie dwupaństwowe, zarazem podkreślając swoją lewicowo-syjonistyczną tożsamość. Golan najgłośniej ze wszystkich żydowskich polityków krytykował operację w Strefie Gazy z pozycji etycznych, mówiąc chociażby w maju 2025, że “Zdrowy [na umyśle] kraj nie prowadzi wojny przeciwko cywilom, nie zabija dzieci jako hobby i nie prowadzi masowych przesiedleń ludności.”

 

Poparcie dla Demokratów jest stabilne na poziomie 8-10 mandatów.

 

Liberman: “Netanjahu to droga do państwa palestyńskiego”

Avigdor Lieberman jest imigrantem z byłego Związku Radzieckiego, który w rządach Netanjahu piastował stanowiska Ministra Spraw Zagranicznych (2013-2015) oraz Ministra Obrony (2016-2018). Jego drogi z obecnym premierem rozeszły się i Lieberman dołączył do rządu Bennetta i Lapida (2021-2022). Do polityki wszedł jeszcze w latach 80. jako członek Likudu, partii Netanjahu i prezentował się jako rzecznik imigrantów z obszaru postsowieckiego. Opowiada się za państwem świeckim i otwarcie krytykuje status ultraortodoksów jako mniejszości bez obowiązku wojskowego, za to z bogatym systemem państwa opiekuńczego. W kwestiach gospodarczych opowiada się za wolnym rynkiem, co łączy się ze sceptycyzmem wobec świadczeń dla Haredich.

 

Jego poglądy są jastrzębie w sprawach bezpieczeństwa. Jeszcze na początku XXI wieku opowiadał się za planem pokojowym, który zakładał przekazanie znacznej części izraelskich Arabów pod władzę Autonomii Palestyńskiej, w zamian za aneksję przez Izrael osiedli na Zachodnim Brzegu. Wywołało to oskarżenia o rasizm i postrzeganie Arabów z izraelskim paszportem jako obywateli drugiej kategorii. Po 2009 roku poparł utworzenie państwa palestyńskiego, jednak podkreślał, że nie może się to odbyć kosztem bezpieczeństwa. Podobnie jak Gadi Eisenkot, zmienił stanowisko po 2023 roku.

 

W obszernym wpisie na portalu X z początku października tego roku Liberman wyłożył swoje poglądy na kwestię palestyńską. Jego zdaniem proces dyplomatyczny zmierza w kierunku zmasowanej presji na ustępstwa po stronie Izraela. Kolejna administracja USA może uznać Palestynę, a nawet nałożyć sankcje na Izrael i dążyć do wymuszenia na nim wycofania się z Zachodniego Brzegu. Liberman postrzega to jako śmiertelne zagrożenie i zgadza się w tej sprawie z Netanjahu. Jednak jego zdaniem obecny premier zachowuje bierność w sytuacji, gdy państwu ewidentnie kończy się czas. Izrael powinien już teraz, póki jeszcze ma taką szansę, maksymalnie rozwinąć osadnictwo na Zachodnim Brzegu oraz doprowadzić do upadku Autonomii Palestyńskiej, przekreślając szansę na utworzenie państwa palestyńskiego. Poza tym należy anektować strefę C, czyli większość tego terytorium, na którym Izrael ma obecnie kontrolę wojskową i cywilną. Strefy A i B, gdzie mieszka przeważająca większość Palestyńczyków, miałyby zostać oddane pod kontrolę Jordanii. Ta perspektywa nie zakłada, że Netanjahu aktywnie wspiera niepodległość Palestyny, ale że swoją nadmierną powściągliwością (mimo ostrej retoryki) ostatecznie pozwoli sytuacji rozwinąć się w tym kierunku. Plan Libermana to jeden z rzadkich przykładów planu rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego alternatywnego dla koncepcji dwóch państw. Izraelska prawica przez lata głosiła sprzeciw wobec rozwiązania dwupaństwowego, ale próżno było szukać konkretnych kontrpropozycji.

 

Netanjahu jest krytykowany zarówno przez Liebermana, jak i przez Bennetta i Eisenkota za politykę stawiania na stabilizację w relacjach z Hamasem. Tutaj wiarygodności Libermanowi dodaje fakt, że jako Minister Obrony zlecił wojsku i wywiadowi przygotowanie planów eliminacji wszystkich liderów Hamasu w ciągu 24 godzin. Miał wielokrotnie przypominać o tych planach i nalegać na wdrożenie koncepcji, ale premier Netanjahu zawsze znajdował uzasadnienie, dlaczego “to nie jest dobry moment”. W 2016 roku był autorem tajnego dokumentu, który ostrzegał przed scenariuszem ataku ze Strefy Gazy, masowych mordów i porwania zakładników żywcem, by zniszczyć morale Izraelczyków - bardzo podobny scenariusz zmaterializował się siedem lat później. Lieberman w końcu zrezygnował ze swojej funkcji w 2018 roku w ramach sprzeciwu wobec przedwczesnego jego zdaniem rozejmu z Hamasem oraz zatwierdzania kolejnych transferów finansowych do Gazy. Choć w 2019 roku miał okazję ponownie wejść do rządu Netanjahu, nie zrobił tego ze względu na różnice w poglądach na status ultraortodoksów. Od tamtej pory dwaj politycy pozostali sobie nieprzychylni.

 

Choć partia Liebermana ma niższe poparcie niż Yashar Eisenkota, może liczyć na umiarkowanej wielkości reprezentację w Knesecie.

 

Skrajna i rozdrobniona prawica

Na skrajnej prawicy wyróżniają się dwie główne, barwne postacie. Jedną z nich jest Itamar Ben-Gwir, symbol izraelskiego ekstremizmu. To lider partii Otzma Yehudit (pol. “Żydowska Siła”), o bardzo wyrazistym, nacjonalistycznym nastawieniu. Znakiem firmowym Ben-Gwira jest twarda polityka wobec Palestyńczyków oraz izraelskich Arabów. Jako Minister Bezpieczeństwa Wewnętrznego odpowiada za ignorowanie przez policję problemu przestępczości w arabskich społecznościach, co jest głównym tematem politycznym wśród tej mniejszości - ludzie domagają się większej ochrony ze strony państwa. Zarazem Ben-Gwir sprzeciwiał się wpuszczaniu pomocy humanitarnej do Gazy, optuje za jej ponownym zasiedleniem i emigracją lokalnej ludności; sugerował nawet, że uzasadnione będzie zagłodzenie całej populacji enklawy. Stał się twarzą wprowadzenia kary śmierci dla Palestyńczyków, którzy popełnią śmiertelne akty terroryzmu. Był wielokrotnie krytykowany za dehumanizację nie tylko przeciwników, ale społeczeństw nieżydowskich jako takich. Przykładem jest wpis z czerwca, w którym stwierdził, że “cały Liban powinien zapłonąć”, a “za jedną płaczącą izraelską matkę, sto libańskich musi zapłakać”. W przeszłości został skazany za terroryzm, a na ścianie jego biura widniał obraz Barucha Goldsteina - Izraelczyka, który w 1994 roku zmasakrował ponad 20 Palestyńczyków modlących się w Hebronie. Choć lider Otzma Yehudit jest bardzo religijny i wszędzie pokazuje się w jarmułce, jego partia i filozofia polityczna opierają się w pierwszej kolejności na ostrym nacjonalizmie, a w dalszej kolejności na rozumianych przez niego zasadach judaizmu.

 

Poglądy zbliżone do Ben-Gwira ma Minister Finansów, Bezalel Smotrich. To lider “Religijnego Syjonizmu”, który na pierwszym miejscu stawia wiarę oraz wynikające z niej wytyczne dla polityki. Również jest za ostrą polityką wobec sąsiadów, przy czym wydaje się być gotów poświęcić większą część klasycznie pojmowanego interesu państwowego, by realizować religijną wizję. Przykładem jest twarde dążenie do rozszerzenia osiedli i docelowo aneksji Zachodniego Brzegu, które Smotrich uzasadnia przede wszystkim żydowską przynależnością do tych ziem, a w mniejszym stopniu aspektami bezpieczeństwa. Smotrich jest też mniej widowiskowy i mniej zabiega o uwagę - o ile Ben-Gwir lubi happeningi i wyzywające działania publiczne, Minister Finansów preferuje spokojniejsze, metodyczne tworzenie faktów dokonanych. Jego głównym osiągnięciem jest drastyczne przyspieszenie budowy izraelskich osiedli na Zachodnim Brzegu.

 

Ben-Gwir i Smotrich dostali się do Knesetu w 2022 roku, kandydując ze wspólnej listy (razem z partią Noam, obecnie startującą samodzielnie z poparciem poniżej 1%), jednak tym razem Otzma Yehudit odrzuciła propozycję powtórzenia tego manewru. Rozwścieczyło to także Netanjahu, bo jeśli Smotrich nie przekroczy progu (3,25%), będzie to oznaczać zmarnowanie głosów, które w innym wypadku zasiliłyby potencjalnych koalicjantów Likudu.

 

Zamiast tego Religijny Syjonizm stworzył wspólną listę z partią Zehud. To ugrupowanie prawicowo-libertariańskie, stawiające w centrum wolność gospodarczą i osobistą oraz ograniczanie roli państwa w społeczeństwie. Zarazem opowiada się za aneksją Zachodniego Brzegu, co sprzyja koalicji ze Smotrichem (poza chęcią wzmocnienia szans na wejście do parlamentu).

 

W momencie pisania tekstu Smotrich zaproponował innej małej prawicowej partii - “Lud Izraela” - wycofanie się z wyborów w zamian za obietnicę przyznania im Ministerstwa Obrony w przyszłym rządzie. Na czele Ludu Izraela stoi były generał Ofer Winter. Wyraża on wolę stworzenia szerokiej prawicowej koalicji z akceptacją Netanjahu jako premiera. Jednak tym, co odróżnia go od reszty, jest wyraźny warunek - Izrael musi przeforsować pobór dla ultraortodoksów, inaczej nici ze współpracy.

 

Obecnie najbardziej prawdopodobne wydaje się wejście do Knesetu partii Ben-Gwira, podczas gdy Smotrich ma problem z przekroczeniem 3,25%.

 

Partie ultraortodoksów

Ultraortodoksi stanowią 13% społeczeństwa i głosują głównie na reprezentujące ich partie. Dwa największe ugrupowania to Shas oraz Zjednoczony Judaizm Tory (“United Tora Judaism” - UTJ). Łączy je poparcie dla podtrzymywania religijnych instytucji, umacnianie elementów państwa wyznaniowego (jak np. sądy rabiniczne) oraz zachowanie przywilejów ultraortodoksów. Te przywileje to głównie rozbudowane państwo socjalne oraz zwolnienie haredich z powszechnej służby wojskowej - obie partie twardo broniły ich w ramach współtworzonej koalicji rządzącej z innymi prawicowymi podmiotami. Więcej o ultraortodoksach można przeczytać w tym artykule.[1] 

 

Shas, kierowana przez Arye’go Deriego, zrzesza głównie mizrachijczyków, czyli Żydów pochodzących z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Prezentuje bardzo konserwatywne poglądy na kwestie społeczne oraz co do zasady zgadza się z prawicą w sprawach bezpieczeństwa. Politycy i wyborcy Shas co do zasady akceptują syjonizm w wersji religijnej.

 

Dla kontrastu UTJ to ugrupowanie aszkenazyjskie (Żydów europejskich) pozostające pod silnym wpływem tradycji chasydzkiej i litewskiej. O ile Shas ma agendę polityczną w wielu tematach, UTJ skupia się wąsko na utrzymaniu przywilejów wspólnoty haredich, a rzadziej odnosi się do innych kwestii w debacie publicznej - nawet jeśli prezentuje zbliżone stanowisko, np. w kwestii konserwatyzmu społecznego. W kwestiach bezpieczeństwa europejscy ultraortodoksi nie mają spójnej agendy, a ich stosunek do syjonizmu jest bardziej sceptyczny. Jeśli myślimy o grupie bardzo religijnych Żydów odrzucających państwo Izrael, ta klisza pasuje bardziej do wyborców UTJ niż Shas. Są oni na ogół nieufni wobec struktur państwowych i stawaam miejscu

 

Na kogo głosują izraelscy Arabowie

Arabowie stanowią ok. 20% obywateli Izraela i posiadają prawo głosu w wyborach, choć historycznie dość oszczędnie nim gospodarują - frekwencja w tej grupie jest niższa niż wśród Żydów. To swoją drogą jeden z powodów, dla których wpływ arabskich mieszkańców na izraelską politykę pozostaje nieproporcjonalnie niski. Ci, którzy głosują, na ogół wybierają stricte arabskie partie.

 

W tych wyborach 3 z 4 głównych partii arabskich startują w ramach komitetu “Zjednoczonej Listy”. Oto one:

  • Hadash. Lewicowa lub nawet skrajnie lewicowa partia arabska, przyciągająca głównie świeckich Arabów z klasy średniej, ale także arabskich chrześcijan oraz wąską grupę bardzo lewicowych Żydów. Opowiada się za gospodarką socjalistyczną i progresywizmem społecznym (ten drugi aspekt jest kontrowersyjny wśród części wyborców). Hadash domaga się rozwiązania dwupaństwowego w konflikcie izraelsko-palestyńskim, bazując na granicach z 1967 roku, włącznie z ewakuacją osiedli z Zachodniego Brzegu i uznaniem prawa powrotu dla uchodźców.
  • Balad. To także partia mocno lewicowa, ale kładąca większy nacisk na palestyński nacjonalizm. Sprzeciwia się Izraelowi jako państwu stricte żydowskiemu, zamiast tego popierając przyznanie równych praw wszystkim mieszkańcom na terenie Izraela, Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu. W tym sensie nie optuje za niepodległą Palestyną na okupowanych terytoriach, ale za jednym, świeckim i równym państwem dla Żydów, Arabów i innych obywateli.
  • Ta’al (Arabski Ruch Odnowy). Podobnie jak Balad, jest to partia reprezentująca świecki palestyński nacjonalizm, aczkolwiek uważa się ją za bardziej umiarkowaną. Zamiast rozwiązania jednopaństwowego opowiada się za niepodległymi Izraelem i Palestyną.

 

Do Zjednoczonej Listy nie dołączyła czwarta partia, obecnie startująca samodzielnie. Mowa o islamskiej Ra’am, kierowanej przez Mansoura Abbasa, popularnej zwłaszcza wśród Beduinów zamieszkujących pustynię Negev. W przeciwieństwie do świeckich i lewicowych podmiotów wymienionych wcześniej kieruje ona swój przekaz do religijnych muzułmanów, prezentując konserwatywne spojrzenie na sprawy społeczne. Ra’am wywodzi swoją filozofię polityczno-religijną z Bractwa Muzułmańskiego, podobnie jak Hamas, jednak interpretuje ją w bardziej pokojowy sposób. Jej lider otwarcie akceptuje Izrael jako państwo żydowskie, wielokrotnie potępiał Hamas i jest za rozwiązaniem dwupaństwowym. Abbas chce, by Arabowie skończyli z ignorowaniem izraelskiej polityki i w pełni włączyli się do debaty publicznej, by lepiej chronić swoje interesy. Co ciekawe, dwa miesiące temu do listy dołączył Yoav Segalovitz, były policjant żydowskiego pochodzenia - ten egzotyczny jak na partię islamską manewr ma uwiarygodnić Ra’am jako szansę na realne zajęcie się problemem przestępczości w społecznościach arabskich, celowo ignorowanym przez Ben-Gwira.

 

Obecnie wygląda na to, że partie arabskie będą języczkiem u wagi - bez nich niemożliwe stanie się utworzenie rządu przez opozycję. Alternatywą z perspektywy Eisenkota i spółki byłby rząd jedności narodowej z… Netanjahu. Lub trwanie w klinczu aż do rozpisania nowych wyborów.

 

Rezerwiści i Ekonomiści

Wszystkie wymienione wyżej, liczące się w wyścigu parlamentarnym partie można podzielić na dwa obozy: liczących na koalicję z Netanjahu oraz obiecujących bojkot obecnego premiera. Jedyną listą wyłamującą się z tego podziału jest komitet deklarujący gotowość do współpracy ze wszystkimi syjonistycznymi partiami - tzw. “Reservist-Economic Party”.

 

Lista opiera się na sojuszu partii rezerwistów, “Nowej Partii Ekonomicznej” oraz partii Oz przewodzonej przez popularną publicystkę Einat Wilf. Ich program opiera się na technokratycznych propozycjach reform w gospodarce i edukacji, w celu obniżenia kosztów życia i dostosowania społeczeństwa do nowych wyzwań. Wszyscy liderzy (a zwłaszcza Rezerwiści) chcą wprowadzenia poboru dla ultraortodoksów, zmniejszenia ich przywilejów socjalnych oraz zwiększenia stopnia sekularyzacji państwa. By tego dokonać, są otwarci na wejście do każdego rządu, który zgodzi się na ich postulaty. Ich sojusz jest unikalny w tym sensie, że o ile wcześniej wymienione partie można ustawić według różnych linii podziału (religijne - świeckie, jastrzębie - gołębie, socjalistyczne - wolnorynkowe, pro-Netanjahu - anty-Netanjahu), ta lista próbuje oprzeć się na podziale syjonizm - niesyjonizm. Dlatego odrzuca współpracę z ultraortodoksami (broniącymi zwolnień z poboru dla haredich) oraz partiami arabskimi (które ich zdaniem jeszcze nie zaakceptowały w pełni Izraela jako państwa żydowskiego).

 

Komitet balansuje na granicy progu wyborczego.


 [1]https://ukladsil.pl/bez-kategorii/problem-ultraortodoksow-w-izraelu

Zobacz również

Polska szuka swojej szansy w Indiach - Stanisław Kopyta
Cierpliwość Trumpa, upór Putina - James Jay Carafano
Widmo nowej Jałty - Marek Stefan

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...