Strzępy
Charków, 3 październik 2023 roku
Niedziela była dniem, kiedy mogliśmy trochę odpocząć. Michał, nasz gospodarz, zaproponował popołudniowy wypad nad podcharkowskie jezioro. Pierwszy dzień października był przepiękny, iście letni; należało z tego skorzystać.
Tyle że droga nad wodę wiodła koło cmentarza.
Wypatrzyłem z auta skupisko flag i poprosiłem Michała, byśmy zjechali. Chciałem na własne oczy zobaczyć, jak wyglądają kwatery poległych żołnierzy. I zobaczyłem…
I zobaczyłem kilka pogrzebów w dwóch obrządkach – prawosławnym i katolickim. Nabożeństwo ekumeniczne w intencji chłopców, którzy oddali życie.
I zobaczyłem zapłakane matki, ojców, żony, siostry, braci i dzieci. Mundurowych odwiedzających poległych kompanów. Setki osób, które tego dnia pojawiły się na grobach bliskich.
I zobaczyłem kieliszki z wódką, talerzyki z chlebem i słodyczami, poustawiane na pomnikach i kopczykach. Symboliczne poczęstunki dla zmarłych.
I zobaczyłem ich zdjęcia zdobiące nagrobki. I tabliczki z datami urodzin i śmierci. Tylu dwudziesto-dwudziestoparolatków. Kończę dziś 47 lat; dla większości z tych chłopaków mógłbym być ojcem. Jestem ojcem, więc łatwo mi wyobrazić sobie ból po stracie.
I wyobraziłem go sobie.
A potem Aśka na szybko policzyła rzędy mogił i wyszło nam, że flagi powiewały nad mniej więcej tysiącem grobów. Tysiąc poległych na jednym cmentarzu, w jednym tylko mieście.
I zobaczyłem kolejne jamy, wykopane pod następne pochówki.
I rozjebało mi mózg na strzępy.
Nie wiem, jakbym się zachował, gdyby nie zawodowy nawyk, gdyby ktoś odebrał mi aparat i możliwość dokumentowania…
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy dalej.
Kilka kilometrów od nekropolii życie toczyło się nieśpiesznym rytmem nadwodnego wypoczynku. Opaleni, zrelaksowani i wypoczęci ludzie – starsi, młodsi, dzieci – cieszący się ze słońca, białego piasku i czystej wody.
Czystej wody surrealizm.
Asia z Michałem poszli pływać, Ania wyjęła książkę, a ja stałem na brzegu i nie bardzo wiedziałem, co z sobą począć. W obliczu tego morza flag i nieszczęść, idea plażowania wydała mi się obrazoburcza, w najlepszym razie niestosowna.
Aż przyszło olśnienie – że ci, którzy tych chłopców zabili, oczekują właśnie takiego myślenia. Poczucia winy – że się żyje i chce żyć. Przekonania o niestosowności zwyczajnych zachowań. Pal licho mnie i moje dylematy; przecież nawet nie jestem tutejszy. Celem rosjan w tej wojnie jest zaszczucie Ukraińców, odebranie im prawa do normalności.
„Idi na chuj!”, orzekli napadnięci. „Idi na chuj!”, orzekłem i ja. Rozebrałem się do slipek, wziąłem rozpęd i wbiegłem do cudownie orzeźwiającej wody.
Ten tekst stanowi fragment relacji z mojego ostatniego pobytu w Ukrainie. Z przyczyn technicznych prowadziłem ją wyłącznie na Facebooku, post factum zamieściłem wszystkie wpisy na blogu. Możecie je przeczytać pod tym linkiem. Tymczasem jestem już w Polsce i po weekendzie wracam do regularnych wpisów.
Trwa ładowanie...