Co przyniesie zima - aktualizacja 01.2024

Obrazek posta

Od ostatniego posta z długoterminową prognozą pogody minęło już 3 miesiące. Myślę że najwyższa pora na kolejną aktualizację, bo uzbierało nam się sporo nowych danych, które w jakiś sposób rozjaśniają trochę sytuację na najbliższy czas. Dzisiaj będzie sporo obrazków a tekstu mniej, ale podobno jeden obraz jest wart tysiąca słów, więc bez specjalnego rozwijania jedziemy z tym koksem...

Na początek El-nino.

Jak widać z powyższej grafiki pomiaru temperatury oceanu w regionie ENSO 3.4 chyba pomału można uznać, że szczyt obecnego super El-nino mamy za sobą.

A z tego wykresu jasno wynika, że jak na razie jest to czwarte najsilniejsze zjawisko tego typu od 1982 roku. i takim chyba pozostanie. Bo właściwie wszystkie najnowsze projekcje co do jego dalszego przebiegu zakładają, że zjawisko to będzie powoli wygasać.

Dane zaczerpnięte z Columbia Climate School więc może i "internety" ale z tych najpoważniejszych jakie są ;)

Co do samego przebiegu tego wygasania oczywiście zgodności pełnej nie ma i różne agencje widzą to trochę inaczej...

...ale konsensus co do przebiegu tego wygasania pokazuje powyższy wykres ukazujący stopień prawdopodobieństwa z jakim w najbliższych miesiącach zjawisko to się będzie utrzymywać. I tutaj ciekawa sprawa, bo już od czerwca zaczyna się pojawiać (niewielka wprawdzie) możliwość wystąpienia przeciwnego zjawiska czyli La Ninii.

Także wbrew tej części "wieszczy końca świata", która twierdzi że tym razem to już na pewno się ugotujemy, to chyba jednak nie bardzo ;) Ale żeby było ciekawiej, to w tym samym czasie pojawiła się druga grupa wieszcząca rychły koniec. Ci z kolei twierdzą, że będzie wręcz przeciwnie. Nie ugotujemy się tylko zamarzniemy. A wszystko przez zjawisko nazywane Polar Vortex Collapse. No to przyjrzyjmy się temu wszystkiemu trochę bliżej :)

Polar Vortex czyli po naszemu wir polarny to jedna z tzw. komórek atmosferycznych tworzących się nad biegunami naszej planety. Mówiąc prosto taki wielki donat z bardzo zimnym powietrzem pędzący z dużymi prędkościami (około 300km/h) nad biegunem (między 10 a 15km). Za utrzymywanie w ryzach tego wielkiego pączka odpowiedzialny jest Polar Jet Stream (polarny prąd strumieniowy).

Jeśli prądy strumieniowe są wystarczająco szybkie i silne (a potrafią pędzić z prędkością do 500km/h) wszystko gra i to lodowate (do-95C) arktyczne powietrze jest utrzymywane przez nie nad biegunem. I wówczas rozkład temperatur jest w miarę stabilny jak na poniższej grafice.

Szybkie prądy strumieniowe charakteryzują się również tym, że ich wstęga jest w miarę prosta. A może lepiej byłoby powiedzieć niepowywijana zanadto. Czerwonym kolorem zaznaczyłem mniej więcej ich przebieg...

Natomiast sytuacja zaczyna wyglądać zgoła inaczej, kiedy prądy strumieniowe zwalniają. A potrafią zwolnić z 500 do 100km/h. Wówczas ich moc utrzymywania lodowatych mas powietrza nad Arktyką maleje i mają one możliwość przedostawania się znacznie dalej w kierunku równika co doskonale widać po rozkładzie temperatur prognozowanych na przyszły tydzień...

Gdzie u nas na zachodnim i środkowym wybrzeżu będzie kilka stopni na plusie a nad Morzem Czarnym już nawet -15C. Tu doskonale również widać jak wstęga prądów strumieniowych potrafi się mocno pofalować kiedy są naprawdę powolne. Przebieg wstęgi znowu zaznaczyłem kolorem czerwonym...

I tutaj docieramy do sytuacji krytycznej, czyli zapaści tego polarnego wiru (Polar Vortex Collapse). Dochodzi do niej wtedy, kiedy na bardzo wolne prądy strumieniowe (Polar Jetstream) napierają masy ciepłego powietrza z południa (jak obecnie podczas El Nino) z taką mocą, że potrafią te prądy strumieniowe przełamać. Wówczas przedostają się one (masy ciepłego powietrza) w okolice arktyczne zaburzając pracę wiru polarnego (Polar Vortex) a w najgorszym przypadku doprowadzając do jego zapaści. Doskonale ilustrują to zjawisko poniższe zdjęcia satelitarne z 2013 roku.

Widać na nich jak w ciągu dwóch tygodni (21.12.2012 - 07.01.2013) wir polarny uległ chwilowemu rozpadowi rozsiewając przy okazji to lodowate arktyczne powietrze po szerokościach geograficznych znacznie bliższych równikowi niż zazwyczaj. I właśnie przez tego typu zapaść (według tej drugiej grupy wieszczy końca świata) wiru polarnego mielibyśmy wkrótce zamarznąć. Czyżby?

Ponieważ udało się to zjawisko zarejestrować kamerami satelit już w 2013 roku i jednak żyjemy to znaczy, że mieliśmy z nim już do czynienia w przeszłości. A ile razy w przeszłości? To ciężko powiedzieć, ale od kiedy jesteśmy go świadomi już co najmniej kilkukrotnie co ukazuje poniższe zestawienie. A zauważcie, że ten kolaps z 2013 roku nawet nie jest w tym zbiorze ujęty.

Ale ponieważ każda bajka czy legenda zazwyczaj jakieś ziarnko prawdy posiada to i w tym przypadku coś jest na rzeczy. Zarówno rok 1977 jak i 1982 kojarzony jest z tak zwanymi "zimami stulecia", bo i zazwyczaj w trakcie tych kolapsów dochodzi do gwałtownego obniżenia temperatury i bardzo silnych opadów śniegu na szerokościach geograficznych, zupełnie do tego nie przygotowanych. Na przykład w Texasie, czy na Florydzie. A do jakiego paraliżu komunikacyjnego potrafi dojść przy takiej okazji w rejonach nieprzyzwyczajonych do silnych opadów, to zapewne sami najlepiej wiecie. Jakoś tak co roku się zdarza, że nasi "drogowcy" (mimo tego że nasz kraj nie należy do tych, w których opady śniegu są czymś egzotycznym) zawsze się zdążą spóźnić z usuwaniem skutków pierwszych śnieżyc. Potem już im jakoś lepiej to wszystko wychodzi ;) A co dopiero mówić o służbach gdzie pługi śnieżne nie należą do standardowego wyposażenia?

Czy do takiego kolapsu dojdzie w tym roku? Zobaczymy. W większości przypadków dochodziło do kolapsów między początkiem grudnia a końcem lutego, więc jeszcze trochę czasu jest. Ale nawet jeśli miałoby do niego dojść, to co najwyżej czeka nas kilka bardzo mroźnych i śnieżnych tygodni. W Polsce? Zimą? Zawsze lepiej być na taką ewentualność przygotowanym :)

A wracając do samego kolapsu, to na mój chłopsko - roztropski rozum to wszystko wygląda mi na jakiś zabezpieczający system chłodniczy samej planety. Jak się podczas El Nino robi za gorąco w atmosferze to zawsze czeka w odwodzie jakaś dodatkowa porcja chłodu, której w razie potrzeby można użyć. W moim 25 letnim samochodzie też jest taka dodatkowa opcja, która włącza się dopiero jak płyn chłodniczy w całym układzie przekroczy 90 stopni ;) Więc gdyby się okazało, że Ziemia też jest w takie cuś wyposażona, to wielce bym się nie zdziwił :)

No dobrze, ale co to wszystko (zapytacie słusznie) ma wspólnego z bursztynem? Bardzo wiele. Po pierwsze prądy strumieniowe...

mają za jedno z zadań rozdzielać masy ciepłego powietrza od chłodnego - arktycznego. Jeśli płyną naprawdę wolno (tak jak teraz) to nie dość, że czasami potrafi się przez nie przedrzeć zarówno ciepłe jak i zimne powietrze. W jedną bądź drugą stronę. To dodatkowo (i to jest jeszcze ważniejsze dla nas) ich wstęga sięga zdecydowanie dalej na południe powstrzymując (na ogół z sukcesem) większość tropikalnych sztormów od przedostawania się na północny Atlantyk.

Powyższa grafika pokazuje jak modelowo wygląda trasa huraganów - orkanów kiedy polarne prądy strumieniowe płyną szybko. A poniżej zaznaczyłem kolorem czerwonym jak wygląda standardowy przebieg tych silnych wiatrów przy (tak jak obecnie) wolno płynących prądach strumieniowych.

A poniżej jeszcze kilka konkretnych przykładów. Na początek wszystkie huragany z 2017 roku.

I najowocniejszy w bursztyn w ostatnich latach huragan Maria, który po dotarciu do Europy przerodził się w pamiętny Orkan Ksawery.

A tak wygląda tegoroczne (2023) zestawienie wszystkich huraganów.

I trasa jednego z tych (Hannelore), który miał siłę w ogóle do Europy dotrzeć.

Wniosek z tych wszystkich obrazków jest taki, że ta południowa granica (mocno przesunięta w dół) polarnych prądów strumieniowych przekierowuje większość silnych wiatrów znad Atlantyku na Wyspy Brytyjskie i północną Francję zamiast (jak w przypadku szybkich prądów strumieniowych) dopuszczać je na Morze Północne, cieśniny duńskie i Skandynawię. Dlatego też, chociaż w tym sezonie mieliśmy do czynienia z bardzo dużą ilością mocniejszych podmuchów, to najczęściej z jakichś dziwnych niebursztynowych i niestandardowych kierunków. I z tego głównie powodu na samym wybrzeżu bursztynu jest bardzo niewiele. Ale...

To wcale nie znaczy, że w morzu go nie ma :) Właściwie cały bursztyn jaki się pojawia od Świąt to świeży bursztyn ze złóż. Bursztyn jeszcze nieprzeszlifowany przez morze o piasek, niepotrzaskany podczas wędrówki o kamienie i posiadający jeszcze resztki tej niebieskiej eoceńskiej gliny na sobie. Bardzo dobrze ilustruje tę tezę choćby moja ostatnio znaleziona setka. Opisywałem ją bliżej w poprzednim poście, ale tak wyglądających bursztynów (różnej wielkości) zostało złowionych ostatnio w Jarosławcu czy Darłówku znacznie więcej. A to znaczy, że te wiejące z dziwnych kierunków sztormy przynajmniej już wydobyły (i ten proces cały czas trwa) spore ilości bursztynu z podmorskich złóż. I teraz niestety musimy poczekać aż trafi się taki sztorm, wiejący z odpowiednich kierunków i o odpowiedniej sile, żeby nam go na plażę podać :)

A długo tak (również słusznie spytacie) będziemy musieli czekać? Po przeanalizowaniu kilku ostatnich El Nino ośmielam się postawić hipotezę, że największy bursztynowy sztorm nadejdzie już kiedy to zjawisko wygaśnie a prądy strumieniowe przyśpieszą. Tak się miała sytuacja z Ksawerym na przykład. El Nino przyszło w 2016 i przez 2017 wygasało i właśnie w 2017 w październiku zawitał Ksawery i przez cały późniejszy sezon było sporo podmuchów z odpowiednich wreszcie kierunków, które długo jeszcze potem podawały znaczne ilości bursztynu na plaże.

Czyli wychodziłoby na to, że przyszły sezon będzie mocno bursztynowy? Zobaczymy. Jeśli El Nino będzie wygasał szybciej i prądy strumieniowe przyspieszą wcześniej to do takiego Ksaweropodobnego sztormu może dojść jeszcze tej wiosny. Może latem? Albo dopiero jesienią. Nic bardziej szczegółowego w tym temacie nie da się na chwilę obecną powiedzieć. W każdym razie ja już się na takie zjawisko nastawiam i fizycznie i mentalnie. I marzę o tym żebym mógł wówczas nad morze przyjechać :)

Czy w związku z tym wcześniej bursztynu nie będzie? Oczywiście, że będzie :) Będzie się pojawiał jak tylko pojawi się korzystny ku temu zestaw okoliczności. O czym na pewno będę informował w dziale komentarzy. Niestety w związku z tymi wolnymi prądami strumieniowymi, również prognozowanie wysypów jest bardzo mocno utrudnione. Na pewno zauważyliście ostatnio jak bardzo potrafią się zmieniać modele pogodowe (wszystkich agencji, bez wyjątku). I to nie tylko te długoterminowe ale również na najbliższe 48 godzin. Bo niestety to trochę tak jak z jazdą "bez trzymanki" na rowerze jest. Jak rower jedzie szybko, to dokładny tor jego przejazdu można prognozować z bardzo dużą dokładnością. Co innego jak rower toczy się bardzo wolno. Wówczas "konia z rzędem temu" kto wskaże dokładne miejsce w którym rower się przewróci i zatrzyma. Niestety obecnie nasz rower (Polarne Prądy Strumieniowe) jedzie bardzo wolno...

Ale w końcu przyspieszy :) Wcześniej czy później się tego doczekamy :) No i nie byłoby źle jakby w między czasie też nam coś do kaszorów wpadło. W każdym razie ja wszystkim nam tutaj tego właśnie życzę :)

Wszystkiego dobrego i pozdrawiam serdecznie :)

bursztyn bursztyny jakznaleźćbursztyn połowybursztynu łowieniebursztynu

Zobacz również

Nie śpimy - łowimy #6
Co z zachodu? Trójka z przodu :)
Bursztyn z głębi... lądu :)

Komentarze (12)

Trwa ładowanie...