Postpolityk(a)

Obrazek posta

Otwarty konflikt między Izraelem a Iranem możemy już chyba uznać za zjawisko historyczne. Obie strony ogłosiły zwycięstwo, a relacje między nimi wróciły w koleiny zimnej wojny. Sukces odtrąbiły również Stany Zjednoczone – i właśnie na tym aspekcie tzw. wojny dwunastodniowej chciałbym się skupić. Amerykański atak na Iran dużo nam bowiem mówi, zarówno o możliwościach militarnych Ameryki, jak i o politycznej woli rządzących supermocarstwem. Dla Polski nie są to dobre wnioski…

Jak wiemy, donald trump szybko uznał, że sprawa z Iranem jest zakończona, wielokrotnie powtarzając tezę o zniszczeniu irańskiego programu nuklearnego. Wtórował mu wiceprezydent J.D. Vance, przy okazji rozpływając się nad militarnym i politycznym geniuszem swojego szefa. Mocno przypominało to zachwyty rosyjskiej propagandy nad geopolityczną przenikliwością i determinacją putina – dodam uszczypliwie, choć po prawdzie to symptomatyczna i ważna kwestia, do której wrócę jeszcze w tym tekście.

No więc co nam mówi amerykański atak o możliwościach USA? Że są imponujące. Do ataku wykorzystano bombowce strategiczne (wraz z całym towarzyszącym im lotniczym zapleczem) oraz atomowy okręt podwodny. Oba rodzaje uzbrojenia wchodzą w skład amerykańskiej strategicznej triady, a ta utrzymywana jest w rygorze wysokiej operacyjności. Innymi słowy, jest zawsze gotowa do działania. Skontrastujmy to z możliwościami rosyjskiej triady, której bombowce potrzebują tygodni przygotowań do ograniczonych uderzeń na Ukrainę, realizowanych w „cieplarnianych warunkach”, znad terytorium rosji. Czy z możliwościami floty podwodnej, trapionej usterkami, niezdolnej do wysyłania okrętów w wielotygodniowe patrole z dala od wód macierzystych.

-----

B-2 przeleciały pół świata, niepostrzeżenie, rosyjskie Tupolewy świecą na radarach niczym choinki (co w przypadku ataków na Ukrainę ogranicza ich skuteczność, daje bowiem Ukraińcom czas na przygotowanie się do odparcia nalotów). Łącznie „duchy” spędziły w powietrzu po niemal 40 godzin (dolot i powrót), co nie byłoby możliwe bez flotylli samolotów-tankowców, których Amerykanie mają setki (!), rosjanie zaś raptem kilkanaście. Całą operację wspierały maszyny wczesnego ostrzegania – i tu znów mamy do czynienia z miażdżącą asymetrią w relacji USA-rosja. Pierwszy z krajów ma dziesiątki tego typu samolotów, drugi dwa; cztery, jeśli przyjąć niższe wymagania dotyczące operacyjności maszyn.

I można by tak wymieniać długo, dość stwierdzić, że amerykański show of force nad Iranem był mocnym sygnałem – nie tylko dla Moskwy, ale i dla Pekinu – demonstracją technicznych możliwości i, w jakiejś mierze, determinacji USA. Amerykanie potwierdzili, że mogą zaatakować dowolny cel na Ziemi, przy czym owa dowolność ma też wymiar polityczny. Iran to bliski sojusznik rosji – i co z tego? I nic, Kreml nie był w stanie powstrzymać Białego Domu przed atakiem, na tym etapie wykazał się zerową sprawczością. A to bardzo demotywujący sygnał dla krajów-fanów „wielkiej rosji”. Ten przekaz jest o tyle istotny, że USA trumpa stały się wręcz pośmiewiskiem, na skutek swej dramatycznie złej i nieefektywnej polityki wobec rosji i nie tylko. Stanom nic ostatnio nie idzie, a ich słabość rozzuchwala rosjan i Chińczyków. Z tej perspektywy patrząc, Amerykanie zrobili krok w stronę odzyskania przez USA mocarstwowej podmiotowości.

-----

Polska mogłaby na tym skorzystać, zyskując potwierdzenie, że należy do wspólnoty, której przewodzi prawdziwe supermocarstwo. Mogłaby, gdyby trump nie okazał się… sobą. Egotykiem i produktem czegoś, co określa się mianem „postpolityki”, w ramach której nie liczą się skutki podjętych działań, ale narracja na ich temat. „Nieważne, co przeżyłeś, co zrobiłeś, ważne, jak o tym opowiesz”, to naczelne hasło, które definiuje współczesną politykę, nie tylko w Stanach. Zostańmy jednak przy trumpizmie, który ów nadmiar narracji i niedomiar faktów ubrał dodatkowo w szaty kultu jednostki. Cokolwiek zrobi trump, jest sukcesem, dowodzi jego geniuszu, przebiegłości, zręczności, dalekowzroczności – cech, o istnieniu których każdego dni przypomina sam prezydent i rzesze wiernych mu akolitów. Cła wcale nie paraliżują amerykańskiej gospodarki, ale znów czynią ją wielką. Atak na Iran zaś skończył się bezdyskusyjnym zwycięstwem – koniec kropka.

Kto twierdzi inaczej, jest zdrajcą – taką łatkę przypiął trump dziennikarzom, którzy poddali w wątpliwość efektywność amerykańskiego uderzenia. Medialne doniesienia opierały się o wstępne dane wywiadu – tym gorzej dla wywiadu. Kilka dni później przedstawiciele amerykańskich spec-służb zaraportowali, że – a jakże – uderzenie zakończyło się bezdyskusyjnym sukcesem. Oczywiście, wywiad mógł po drodze uzyskać dodatkowe informacje i stąd zmiana w ocenie, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dane na publiczny użytek zostały zmanipulowane, skrojone pod polityczną tezę. Jeśli tak jest, to amerykańskie uderzenie na Iran – choć imponujące od strony technicznej – jawi się jako słomiany zapał. Efektowny ruch, po którym trump stracił zainteresowanie tematem. Rzucił zabawki i wyszedł z piaskownicy.

-----

W postpolityce fakty się zakłamuje, ale one nadal są. Gdy ujrzą światło dzienne, wymyśla się na ich temat kolejną opowieść. W tym konkretnym przypadku warto też pamiętać, że twarda weryfikacja twierdzeń trumpa raczej mu nie zaszkodzi. Gdy okaże się, że Irańczycy jednak zdołali uchronić najcenniejsze jądrowe aktywa i wreszcie wyprodukują bombę, obecny prezydent USA zapewne będzie już martwy. A póki co może budować swój wizerunek tego, który mocnym uderzeniem nie tylko wyeliminował atomowe zagrożenie, ale i zakończył wojnę.

Dlaczego to niekorzystne dla Polski? Wyobraźmy sobie sytuację, w której realizuje się mało prawdopodobny (ale nie niemożliwy) scenariusz rosyjskiego ataku na nasz kraj. USA, wypełniając sojusznicze zobowiązania, wysyłają potężną armadę bombowców, a ta funduje siłom inwazyjnym „jesień średniowiecza”. trump ogłasza zwycięstwo i odwołuje chłopców do domu. „władimirze, czas usiąść do rozmów pokojowych”, pisze na swoi profilu w Truth Social. Ale putin wciąż ma nadzieję, że mimo dotkliwych strat jednak mu się uda i próbuje dalej prowadzić działania zbrojne. Co zrobi prezydent USA, który właśnie obwieścił swój wielki sukces? W erze przed trumpem i postpolityką wcale byśmy się nad tym nie zastanawiali, dziś musimy. Czas przyjąć do wiadomości, że choć Ameryka nadal pozostaje jedynym supermocarstwem z ogromnymi możliwościami projekcji siły, dysponenci tego potencjału to showmeni, a nie mężowie stanu, którzy biorą na klatę trudne decyzje i nie uciekają przed ich konsekwencjami…

Ten tekst w pełnej wersji znajdziecie na portalu TVP Info – oto link do materiału.

-----

Nz. Bombowiec B-2/fot. USAF

B-2 donald trump Iran postpolityka nuklearna triada projekcja siły trumpizm kult jednostki

Zobacz również

"Duchy"
Podcast
Embargo

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...