zaduszkowe igraszki

Nastały dziwne czasy, kiedy to nikt nie myśli o innych, o tym co ludzie czują, i że historia to nie zakurzone karteczki, tylko ludzie. Że żyją ludzie, których bliscy byli znani, lubiani bądź nie, ale historię tworzyli. I to są członkowie rodziny, czasem zmarli w tragicznych okolicznościach, ale mimo iż już fizycznie nie ma, to są nadal rodzinom bliscy. I to rodzina właśnie ostatecznie decyduje, czy jakieś ,,wydarzenie" ma prawo się odbyć też nie. W kontekście eventu halloweenowego w domu Biedermannów w Łodzi, jako autorka książki o rodzinie, znając ich dzieje, dziwię się, że ktoś ma tak mało empatii i szacunku by organizować podobne cudo. Jest wiele innych możliwości, by przebierać się za ducha, jak już ktoś musi. Żenujące jest doprawdy samo to, że takie słowa trzeba napisać i w ogóle odnieść się do tego, że inicjatywę popiera uczelnia. Rozumiem, że zabawa musi być fajna, a organizatorzy lubią horrory, ale w domu Biedermannów w styczniu 45 roku horror wydarzył się nie tak dawno, 80 lat temu. To jest sprawa rodzinna, nie przedmiot do organizowania eventów i słusznie to rodzinę oburzyło. Jak ktoś chciał by było ,,straszno", to już jest. Straszny jest brak szacunku do zmarłych, i do żywych, z którymi kolejny raz nikt się nie liczy, mimo że sprawa dotyczy ich najbliższych.

Zobacz również

Strach
List do Syna
Zostało im tylko nazwisko - dzieje rodziny Biedermannów

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...