Historia polskiego bonsai cz2. Barbara Firlit
Barbara Firlit - "Pani Basia".
To jedyna kobieta z naszej lokalnej grupy i nieliczna z kobiet prężnie działających w ramach początkowego Klubu Bonsai Polska funkcjonującego jako stowarzyszenie ogólnopolskie.
Pani Basia podczas jednego z wielu spotkań KBP w budynku Szkoły Języka Japońskiego przy Muzeum Manggha.
Na listach członkowskich z tamtego okresu znajduje się wiele kobiet. W większości nie doszukałem się ich jakiejkolwiek działalności publicznej w tym środowisku co nie znaczy, że nie zajmowały się uprawą bonsai. Z drugiej strony oceniając po sobie i znanych mi przypadkach dziesiątki kobiet angażowało się pośrednio. Każda partnerka bonsaisty prędzej czy później zaczyna żyć w tym trybie. Takie hobby... Wracając do aktywnych bonsaistek to dosłownie na palcach jednej ręki można policzyć te, które publicznie prezentowały swoje bonsai na wystawach. Pamiętam tylko Barbarę Firlit, Aldonę Rajewską, Agatę Wawrzyniak i Martę Piętakiewicz.
Od lewej: Renata Zbanuch i Jarek Zbanuch jako typowy przykład kobiety wspierającej, Barbara Firlit, Kazimierz Mleczko, Artur Bieniek i Marek Bednarczyk. Fotografia wykonana podczas mini wystawy bonsai w trakcie obchodów Japońskiego Dnia Dziecka Kodomo no Hi (こどもの日). Zdjęcie wykonał prawdopodobnie Marek Ciuba.
Sądząc po twarzach i pawilonie herbacianym tuż po jego wybudowaniu są to wczesna lata 2000.
Pani Basia jako emerytowana skrzypaczka krakowskiej Filharmonii stworzyła swój mały świat bonsai na parapetach mieszkania. W uprawie koncentrowała się na fikusach, mirtach, rozmarynach, azaliach, granatowcach, gruboszach ale również formowała kilka geranium. Łączyła też np. fiołki z kamieniami tworząc mini krajobrazy. Wspomagała nas podczas wystaw swoją małą kolekcją i aktywnie uczestniczyła w spotkaniach klubu. Można napisać, że była zawsze, czyli na każdym naszym spotkaniu w trakcie jej aktywności.
Zdjęcie z jednej z naszych początkowych wystaw obrazujące część kolekcji Pani Basi.
W czasach, gdy nowy szybki trend kreatorski zbierał śmiertelne żniwo wśród jałowców, sosen i innych gatunków Pani Basia posiadała kolekcję zdrowych drzewek, które uprawiała od lat. Choć były czasem obiektem ogólnopolskich żartów to z perspektywy czasu uważam, że wygrywała swoimi pracami z niejednym z prześmiewców. Mianowicie jej drzewka żyły. Czy zatem nie były lepsze od tych, które znikały równie szybko jak pojawiały się na wystawowych stołach? Pani Basia przykładnie świadczyła o przydatności wspomnianych powyżej gatunków i chętnie dzieliła się wiedzą z wszystkim miłośnikom uprawy bonsai w mieszkaniach. Na wystawach była zawsze otoczona wianuszkiem zainteresowanych co było zauważane, ale przyznaję, że być może za mało doceniane.
Pani Basia z odwiedzającymi wystawę w ówczesnym Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha" (oddział Muzeum Narodowego w Krakowie). Sądząc po moich jałowcach w tle był to rok 2001 lub 2002.
Pani Basia miała własny patent na wieloletnią uprawę w niedoborze światła. Część ze swoich roślin zimowała na klatce schodowej dzięki czemu umożliwiała im przejście lekkiego odpoczynku zimowego w nieco niższej niż temperatura wewnątrz mieszkania. Dzięki temu jej mirty były gęste i odpowiednio wybarwione. Bez owijania bawełny to co robiła było godne podziwu. Dbając o kondycję, a dopiero później o formę wyprzedzała mój bonsaipogląd o kilka lat.
Kondycja i wybarwienie godne podziwu...
Efekt swoich cięć i kształtowania przez codzienną pielęgnację prezentowała w trakcie całej swojej aktywności klubowej. Brała udział w pięciu może siedmiu wystawach Klubu Bonsai Polska. Sam fakt, że nie posiadam wielu zdjęć jej drzew świadczy nieco przeciwko mnie i mojemu pojmowaniu bonsai z tamtego okresu. Z perspektywy czasu uważam, że siła Pani Basi nie tkwiła tylko w jej roślinach, ale w jej wytrwałości, umiejętności uprawy trudnych gatunków oraz pogodnym usposobieniu i otwartości na świat bonsai. Krótko pisząc wszyscy lubili Panią Basię.
Wakacyjne spotkanie KBP na tarasie ówczesnego Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha". Od lewej Marek Bednarczyk, Marek Ciuba, Barbara Firlit oraz prekursor ceramiki do bonsai Marek Błachut. Rok 2004.
Klub Bonsai Polska wyróżnił tylko cztery osoby mianem "Członka Honorowego". Pani Basia dołączyła do szacownego grona Krystyny Zachwatowicz-Wajdowej, Andrzeja Wajdy oraz Katarzyny Nowak. Choć nie było dyplomów, listów lub jakiejś uroczystości to fakt pozostaje faktem.
Wspomniana uchwała KBP
Dlaczego rozjechały się nasze drogi? Szczerze nie pamiętam i nie wiem. Czy to stan zdrowia, czy inne kłopoty, a może wiek lub po prostu zmęczenie? Mam nadzieję, że nie jakaś zła krew i relacje w naszej małej grupie. Dzieliła nas duża różnica wieku, ale śmiało mogę napisać, że była naszą dobrą koleżanką.
Spotkanie KBP w dolnej galerii obecnego Muzeum "Manggha"
Od lewej: (prawdopodobnie) Witold Słoka, Helena Słoka, Kazimierz Mleczko, ukradkiem Iza i Grzegorz Sowińscy, Barbara Firlit, Jarek Zbanuch, Maciej Pelczar, Artur Bieniek.
Świat polskiego bonsai powinien poznać historię uśmiechniętej, towarzyskiej i drobnej skrzypaczki, która pokochała bonsai nie mniej niż my. Zawsze uśmiechnięta, z papieroskiem i w towarzystwie męża który dbał o jej komfort logistyczny.
Pani Basia...
Geranium Pani Basi.
Trwa ładowanie...