Szwindel wyborczy jednak był, ale nie ten, o którym mówił Donald Trump
Ten projekt ma dziś twarz i konkretne imiona. Trzydzieści osiem osób, które co miesiąc mówią: „Robimy to dalej”. Dzięki Wam „Ameryka dla Zaawansowanych” ma stabilny fundament. To Wy pokrywacie stałe koszty: hosting, narzędzia, platformy. To Wy fundujecie mi kawę, kiedy późnym wieczorem kończę research albo montuję odcinek, żeby w poniedziałek i czwartek rano, polskiego czasu, wszystko było gotowe. Ta regularność nie bierze się z magii. Bierze się z Waszej decyzji.
Wasze wsparcie daje mi coś jeszcze ważniejszego niż budżet - spokój, możliwość planowania dłuższych serii, zapraszania wymagających gości, wchodzenia głębiej w tematy, które nie mieszczą się w szybkim komentarzu. Dzięki Wam mogę robić ten podcast tak, jak uważam, że powinien być robiony: rzetelnie, konsekwentnie i bez skrótów.
Chcę, żebyście wiedzieli, że traktuję to zobowiązanie bardzo serio. Każdy odcinek jest też dla Was. Dziękuję. Naprawdę.
P.S. Kartki pocztowe już wypisane, będę wysyłał w tym tygodniu!
Czyli jednak było oszustwo wyborcze.
Georgia wreszcie doczekała się „twardego” dowodu na naruszenie zasad głosowania, którego od lat domagali się zwolennicy Donalda Trumpa. Problem nie dotyczył jednak mitycznych „walizek z kartami” ani martwych dusz, lecz America PAC - politycznego komitetu powiązanego z Elonem Muskiem. Państwowa Komisja Wyborcza Georgii, State Elections Board, uznała, że America PAC, organizacja założona przez miliardera, naruszyła stanowe prawo wyborcze, wysyłając wyborcom częściowo wypełnione wnioski o głosowanie korespondencyjne. A tego robić w Georgii nie wolno.
Sprawa rozpoczęła się w październiku 2024 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi, gdy biuro sekretarza stanu otrzymało serię skarg od mieszkańców kilku hrabstw. Do ich skrzynek trafiały formularze wniosków o głosowanie korespondencyjne, w których część danych (między innymi imię, nazwisko i adres) wpisano wcześniej, a na dole widniała adnotacja łącząca przesyłkę z America PAC. Zgodnie z prawem Georgii tylko sam wyborca albo wskazany w ustawie członek rodziny czy opiekun może posługiwać się takimi wstępnie wypełnionymi dokumentami. Osobom trzecim, w tym komitetom politycznym, przepisy tego zabraniają. Urzędnicy wskazali również na brak wymaganych zastrzeżeń, że formularz nie stanowi oficjalnego dokumentu państwowego ani karty do głosowania, co (ich zdaniem) zwiększało ryzyko wprowadzenia wyborców w błąd. Zgodnie z prawem na materiałach wyborczych powinna się taka adnotacja znaleźć.
Po wielomiesięcznym dochodzeniu stanowa komisja wyborcza zdecydowała w lutym o wydaniu formalnej reprymendy wobec America PAC. To jedna z najłagodniejszych sankcji, jakie komisja ma w swoim wachlarzu działań. Nie wiąże się z żadną karą ani z natychmiastowymi konsekwencjami finansowymi. Urzędnicy podkreślili jednak, że doszło do realnego naruszenia przepisu, który ma chronić proces głosowania korespondencyjnego przed naciskiem i manipulacją ze strony podmiotów zewnętrznych. To zresztą nie pierwsze zastrzeżenie władz stanowych wobec działań Muska i jego komitetu, bo już wcześniej organizacja znalazła się pod lupą Departamentu Sprawiedliwości z powodu loterii z nagrodami dla zarejestrowanych wyborców w stanach kluczowych dla wyniku wyborów.
W całej sytuacji trudno nie dostrzec ironii. Musk i jego sojusznicy od lat powtarzają narracje o rzekomo „ukradzionych” wyborach w Georgii, a platforma X, wspierana przez model AI Grok, stała się jednym z głównych kanałów rozpowszechniania teorii spiskowych o fałszerstwach wyborczych. Teraz organizacja powiązana z Muskiem oficjalnie została zidentyfikowana jako ta, która złamała reguły ustanowione, aby zapobiegać nadużyciom w głosowaniu korespondencyjnym. Wszystko to jest ciekawym elementem w sporze, jak daleko mogą posunąć się zamożni darczyńcy i ich komitety, gdy próbują „zoptymalizować” frekwencję w kluczowych stanach, oraz czy regulatorzy dysponują narzędziami, by nadążyć za coraz bardziej agresyjnym mikrotargetowaniem wyborców.
Dla Georgii, stanu wciąż mierzącego się ze skutkami sporów o certyfikację wyników z 2020 roku, sprawa America PAC stanowi zarazem ostrzeżenie i test. Ostrzeżenie, że naruszenia nie muszą przybierać spektakularnej formy, bo czasem wystarcza pozornie techniczne obchodzenie przepisów dotyczących formularzy i oznaczeń materiałów wyborczych. To również test, czy władze stanowe potrafią reagować równie stanowczo na działania wpływowych sojuszników Trumpa jak reagują na drobne wykroczenia zwykłych wyborców.
A na koniec, jeśli macie w niedzielę trochę czasu, polecam nadrobić ostatni odcinek podcastu: „Portoryko. Wyspa, gdzie kończy się demokracja USA, a zaczyna amerykański kolonializm”. Opowiadam tam o miejscu, gdzie Ameryka od dekad ćwiczy systemowy kolonializm: od masowej sterylizacji kobiet, przez inwigilację obywateli, po całkowity brak prawa głosu przy jednoczesnym obowiązku walki w amerykańskich mundurach. Smutna prawda o tym, jak naprawdę wyglądają obrzeża imperium.
W najnowszym odcinku wchodzimy w sam środek politycznego trzęsienia ziemi w Lone Star State. Opowiem o „zakazanym wywiadzie” Jamesa Talarico, który po zdjęciu z anteny CBS wywołał ogólnokrajową burzę o cenzurę i przyniósł kandydatowi miliony dolarów w jeden dzień. Zobaczycie, jak prawybory demokratów zamieniły się w bezwzględną walkę o to, kto ma większe szanse odbić Teksas z rąk GOP i dlaczego republikanie, mimo dekad dominacji, zaczynają realnie drżeć o swoje mandaty. Nie czekajcie na jutro, nadrabiajcie Portoryko teraz, bo w poniedziałek Teksas nie będzie brał jeńców. Nie naróbcie sobie zaległości, nadrabiajcie Portoryko teraz, bo tempo w „Ameryce dla Zaawansowanych” tylko rośnie ;)
Posłuchaj o Portoryko tutaj: https://smartlink.ausha.co/adz/portoryko-wyspa-gdzie-konczy-sie-demokracja-usa-a-zaczyna-amerykanski-kolonializm
I jeszcze jedna dodatkowa informacja. Piszę o tym tutaj ekskluzywnie, bo to właśnie wielu z Was prosiło o ten temat. Więc jest – w najbliższy czwartek usłyszycie wywiad na temat dziedzictwa Konfederacji i "Lost Cause".
Rozmawiam o tym z Ty Seidule. Jest to emerytowany generał armii USA, wieloletni szef katedry historii w West Point oraz wiceprzewodniczący Komisji ds. Nazewnictwa, który przeszedł osobistą drogę od czczenia dowódców Konfederacji do bezlitosnego rozliczania mitu „Lost Cause”. W naszej rozmowie rozmontowujemy historyczne kłamstwa Południa i analizujemy, dlaczego nazywanie dowódców secesji „zdrajcami” jest historycznie trafne. Seidule bez owijania w bawełnę tłumaczy też, dlaczego walka o prawdę wewnątrz amerykańskiej armii jest dziś tak trudna oraz jak polityczna presja wpływa na to, kogo Ameryka decyduje się honorować w swoich bazach wojskowych.
Jestem pewien, że Wam się spodoba!
To rozmowa dla tych, którzy nie boją się dyskomfortu związanego z odkrywaniem niewygodnych faktów.
Trwa ładowanie...