Dobrze, że żywi - ale wszystko poszło nie tak

Obrazek posta

Ten wyjazd był trudny pod wieloma względami. Po pierwsze i jak zwykle: drony, drony, drony. Dzięki Marcinowi Czyżykowi tym razem byliśmy troszkę bezpieczniejsi.

- A macie czujkę? - pyta mnie Marcin kilka dni temu.

- Nie, choć przyznam szczerze, że chciałam uzbierać kasę i kupić dla naszej ekipy.

- Dobra, podaj miasto i numer oddziału nowej poczty, z której ją odbierzesz. Ja kupię.

- No, coś Ty?!

 

I kupił. Czujka to takie urządzenie, które przechwytuje sygnał z lecącego drona i pokazuje na tym małym ekranie to, co widzi operator. To kupuję czas i daje możliwość na podjęcie decyzji: gaz do dechy, czy ucieczka w krzaki. Bez Czujki trudno poruszać się po obszarach, w które właśnie teraz ruszamy. Najcudowniejsze jest to, że polscy wolontariusze martwią się o swoich rodaków, którzy jeżdżą w niebezpieczne miejsca. Martwią się i wydają swoją kasę, za którą mogliby kupić sobie coś fajnego, bo chcą, żebyśmy wrócili cali i zdrowi. Czujka się przydała. Ale o tym później.

 

Bus dla 53. Brygady 

 

Wszystko zaczęło się od „Nieuczciwego”. Odważę się tu podać pełne dane tego pana, żeby nie było wątpliwości, że nie jesteśmy winni w tej sytuacji. Naszą jedyną winą jest nadmierne zaufanie w intencje ludzi. Chcę, by było jasne co się stało i jakie są dalsze plany. Napiszę wszystko, bo to NIE SĄ NASZE PIENIĄDZE i każdy, kto dołożył do tego swoją cegiełkę ma pełne prawo wiedzieć, co się stało.

Wielka to była radość odnaleźć samochód, który w pełni odpowiada potrzebom chłopaków z 53. Brygady. Właściciel auta, pan Jan Matuszyński, pochwalił się, że wspiera walczącą Ukrainę, a auto jest gotowe do drogi. Ba, ma nawet swoją stację diagnostyczną (Globus na ulicy Nałkowskiej w Pszczynie) - więc znają się na samochodach, prawda? PRAWDA?

Romek kupił samochód, ruszył w drogę do Poznania. Po drodze okazało się, że ma niesprawne spryskiwacze, a samochód… się nie zamyka. Będziemy ładować drogi sprzęt dla armii do auta, w którym nie działają zamki. Cudownie. Ja się wściekłam, ale to był pryszcz na tyłku, w porównaniu do tego, co było później. Oddaję głos Romkowi, który jest odpowiedzialny za zbiórkę dla Serhija.

Na drugi dzień po zakupie umówiłem serwis auta: ocena stanu technicznego, wymiana oleju i filtrów, naprawa niesprawnych wycieraczek.  Mechanik wykonał serwis, ocenił stan auta jako niesprawny, nie nadający się na wyjazd w długą trasę. Do wymiany jest cała skrzynia biegów, to koszt około 5000 złotych,

Odstąpiłem od umowy, sprzedający zwrócił całą kwotę za auto, za serwis odmówił zwrotu (1250zł) mimo, że otrzymał auto z wymienionym olejem i filtrami oraz naprawionymi wycieraczkami. 

Oczywiście, mogłem najpierw zlecić ocenę stanu technicznego, a potem zlecać wymianę oleju i naprawę wycieraczek, ale mieliśmy tylko jeden dzień roboczy i ustawiony wyjazd, nie było czasu.

Był jeszcze niesprawny zamek, który ślusarz z Białorusi wymienił od ręki, za darmo, prosząc tylko o przekazanie pozdrowień dla ZSU od braci Białorusinów.

Wyjazd się jeszcze nie zaczął, a my jesteśmy w plecy 1250 złotych.

 

Dobrowolec się zmartwił 

Na szczęście mieliśmy jeden samochód do „przegnania” - T4 dla Foksa z Trzeciej Szturmowej. Ładujemy mu na pakę rzeczy i ruszamy na dwa auta: VW i Dobrowolec.

Tuż za granicą, na obwodnicy Lwowa, niemiecki Volkswagen pokłonił się przed ukraińskimi drogami. Teraz się z tego śmiejemy, ale to mogło skończyć się tragicznie. Było ciemno, było zmęczenie. Na szczęście kierowca zapanował nad autem, gdy to postanowiło się rozlecieć. Jest piąta rano. Mamy związane ręce, do nikogo nie możemy teraz zadzwonić. Musimy poczekać na ludzką godzinę.

Grzejemy się w naszym Vito, czekając aż wstanie dzień. Gdzieś po 20 minutach… on gaśnie. Po prostu, ot tak, silnik wyłącza się. Wtedy ja wybuchłam nerwowym śmiechem - nie mogę uwierzyć, że padł nam drugi samochód. 

 

 

Skracając historię: dzięki pomocy Jurija Grycana oraz chłopaków z 406. Brygady artylerii oba auta trafiają do mechaników (T4 nie jest w stanie jechać na holu, więc jego zabiera laweta). U Vitka trzeba wymienić pompy paliwowe, a „Chrupek” (T4) wymaga sporych nakładów pracy.

 

 

Ryby na front

 

Mamy na pace prawie 400 kilogramów różnego rodzaju sałatek i śledzików, które mają krótki termin spożycia (bo to nie puszki). Jeśli nie dowieziemy ich zgodnie z planem, to się po prostu zmarnują. A byłoby szkoda, bo jakościowo to najwyższa klasa. Dostaliśmy je w prezencie od jednej z czołowych polskich film, bo nas nigdy by nie było stać na takie zakupy. Musimy jechać. Po prostu musimy.

 

 

Decydujemy się zostawić oba auta we Lwowie, a z nimi Borysa. Borys ma ruszyć za nami kiedy tylko Dobrowolec zostanie postawiony na cztery koła. Jedyną opcją jest wypożyczenie busa i załadowanie do niego ryb. Właściciel wypożyczalni jest strażakiem, a ojciec jego partnerki niedawno został ranny na froncie. Sprawy wojskowe są mu więc bliskie. Daje nam symboliczną kwotę za wynajem (ok 600 złotych na pięć dni) i przymruża oko na to, że bus pojedzie w rejony niebezpieczne. Tym oto sposobem nasza misja jest kontynuowana. Odwiedzamy Zaporoże, gdzie przekazujemy sałatki dla „Dzikiego Pola” z którym pracuje Olga Solarz, potem okolice Kupiańska, gdzie rybki odbiera od nas mąż Karoliny Kuzemy, Rusłan. Rybki trafiły też do polskich medyków bojowych z fundacji „W międzyczasie”, do 18. Brygady słowiańskiej, i „Karpackiej Siczy”.

 

 

Wszyscy się obżarli, byli szczęśliwi - było warto.

 

Znowu Lwów

 

Kiedy wjeżdżamy już w drodze powrotnej do Lwowa, zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Umawiamy się z właścicielem wypożyczonego busa na oddanie samochodu. Kawa, siku, chcemy już odjeżdżać, gdy nagle okazuje się… że wynajęty bus nie odpala 😆 Stał chwilę na stacji i po prostu zdechł. W międzyczasie dostrzegliśmy flaka u Dobrowolca. Po krótkiej inspekcji znajdujemy w nim dwie wbite śruby. Napisałam wtedy na naszą grupę patronową na Signalu: ja tej historii nie opiszę, bo nikt w to nie uwierzy!

Wierzycie?

 

 

Przyjechał właściciel wynajętego busa, pogmerał  w elektryce i Master odpalił. Nie było w ogóle tematu w stylu: jeśli coś zepsuliście to ja was dopadnę. Ewentualne szkody wziął po prostu na siebie, w ramach wsparcia ZSU. Vito pojechał na zmianę opony, za co nie zapłaciliśmy nic.

 

 

Koszta:

  • Naprawa Dobrowolca (wymiana filtrów paliwa i coś tam jeszcze): 5700 hrywien 
  • Naprawa T4 dla Foksa: 6000 hrywien 
  • Wynajem busa: 6200 hrywien 
  • Wymiana koła w Dobrowolcu: zero hrywien 
  • Poziom nerwów: siwe włosy 

 

 

wolontariat

Zobacz również

Prośba o pomoc
Nigdy nie wiesz, z której strony wj**bie - relacje żołnierzy obrony przeciwlotniczej z pie...
Znowu miałam farta

Komentarze (1)

Trwa ładowanie...