Moja pierwsza charbelowa msza.
Moi drodzy, chciałbym się z wami podzielić swoimi doświadczeniami z pierwszej charbelowej mszy, w której wziąłem udział w ubiegły piątek. Teraz, gdy już opadły emocje, łatwiej jest mi o tym pisać. To co się zadziało, było dla mnie niesamowitym doznaniem. Posłuchajcie.
Jest 13 lutego 2026 roku. Trzyosobową ekipą jedziemy do Brodnicy k. Torunia. Jesteśmy umówieni z ks. Wiesławem Pacakiem, proboszczem parafii pw. Jezusa Miłosiernego. W drugi piątek każdego miesiąca odprawiana jest tu charbelowa msza w intencji uzdrowienia chorych. Ta będzie pierwszą, w której wezmę udział. Towarzyszy mi ekscytacja i ciekawość – jak to będzie? Czego mogę się spodziewać? Czy wydarzy się coś, co mnie zaskoczy?
Podróż z Opola trwa prawie pięć godzin. W Strykowie k. Łodzi spotykam się z pozostałą dwójką ekipy filmowej. Dalej ruszamy jednym samochodem. Na miejsce dojeżdżamy 20 minut przed rozpoczęciem mszy. Zdążymy jedynie wypić herbatę i zamienić z księdzem kilka zdań.
Dowiadujemy się, że tego dnia do proboszcza zadzwonił ZŁY, kobieta, nad którą ten ma władzę, z pretensjami o przekazanie jej ojcu relikwii św. Charbela. Rozzłoszczona rzucała w proboszcza inwektywami. To wzburzenie utwierdza ks. Wiesława w przekonaniu, że relikwia działa, co w jej przypadlu ma duże znaczenie. Jak dotąd, żadnemu z siedmiu egzorcystów, którzy podjęli się próby, nie udało się uwolnić tej pobożnej kobiety z sideł zła. Jak twierdzili, jest w niej cały legion demonów. Poczułem wewnętrzną niezgodę z tym co usłyszałem. Jak to możliwe? Działający przez egzorcystów Pan Jezus na pewno dałby sobie z nimi radę!
Gdy rozpoczęła się Eucharystia, w mojej głowie pojawił się pewien obrazek – mała uśmiechnięta dziewczynka, idącą łąką, wśród wiosennych kwiatów, otoczona owocowymi drzewami. Za rękę trzymał ją starszy mężczyzna, ktoś z kim łączyły ją więzy krwi. Choć postać była raczej jej wyobrażeniem niż kimś żyjącym, ich więź była prawdziwa. Wtedy poczułem głęboką, nie znającą granic miłość dziecka do tego starszego człowieka, jej przekonanie, że wszystko może unieść, wytrzymać i pokonać. W poczuciu tak głębokiej miłości, dziewczynka, choć nigdy go nie poznała, wzięła na siebie coś, co do niej nie należało, coś bardzo ciężkiego, co stało się źródłem jej problemów. Widząc ten obraz, ze wzruszenia puściły mi łzy, których nie potrafiłem powstrzymać, a trwająca Eucharystia stała się bardziej odległa. W tle, wśród wypowiadanych intencji, usłyszałem imię kobiety, której ta historia dotyczyła.
W pewnym momencie pojawił mi się obraz - pięć postaci stojących w nawie głównej – w środku Pan Jezus, a po bokach święci libańscy – św. Charbel, św. Stefan, św. Rafka i św. Hardini. Pojawili się by pomóc tej kobiecie uwolnić się z niesionych przez nią ciężarów. Wszystko się działo jakby w innym wymiarze - byli jednocześnie tu i w jakiejś innej przestrzeni, otaczając ją półokręgiem. Za nią stał jej pradziadek. Zacząłem się trząść, nie dlatego, że w kościele było bardzo zimno, ale czułem wszystko co się z nią działo, jednocześnie bezkresną błogość i miłość jaką Jezus i święci ją otoczyli. Pod koniec mszy poczułem, jakby ktoś wyrwał z mojego podbrzusza całą wiązkę kabli, jakieś niewidzialne połączenie. Złamało mnie w pół. Zrozumiałem, że dokonało się - dziewczyna została uwolniona i wszystko puściło.
Gdy później opowiedziałem proboszczowi moje doświadczenie, dowiedziałem się, że kobieta jest z bliskiej jego rodziny. Usłyszałem pewną historię, która okazała się źródłem jej problemów. Pod koniec wojny w domu jej pradziadka schronił się ranny niemiecki żołnierz. Gdy przechodził front, na progu stanęli sowieccy sałdaci. Rodzinie pradziadka nic się nie stało, szczęśliwie się wykupili. Jednak niemiecki żołnierz został zabity. Wcześniej bardzo prosił o księdza lecz w tej dramatycznej sytuacji jego ostatnie życzenie nie było możliwe do spełnienia. Sprawy potoczyły się bardzo szybko, a jego ciało pradziadek zakopał w ogrodzie z tyłu domu. To zdarzenie stało się rodzinnym tabu na kolejne dekady. Dopiero w latach 90. o sprawie poinformowano IPN i dokonano ekshumacji. Dotarto w Niemczech do rodziny zmarłego, ale nikt nie zainteresował się sprowadzeniem jego szczątków.
Przez lata ten zmarły prześladował dziewczynę, domagając się uznania, że w ogóle był, że jego życie miało sens. Jak usłyszałem, przez ten czas kobieta czuła opór przed wejściem do domu pradziadka. Za każdym razem prześladował ją obraz obcego mężczyzny, którego się bała. Pradziadek był pobożnym katolikiem i przez całe życie sprawa nie dawała mu spokoju. Trapiło go poczucie winy, że nie mógł spełnić ostatniego życzenia, mimo różnicy wyznań (Niemiec był protestantem). To poczucie spowodowało pewne emocjonalne sklejenie z ofiarą tragedii.
A gdzie w tym wszystkim jest ZŁY, gdzie cały legion demonów? Cóż, nie znamy wojennej historii niemieckiego żołnierza, nie wiemy co miał na sumieniu i czy prośba o księdza wynikała z jego pobożności, czy potrzeby oczyszczenia win. Być może tutaj jest źródło. Trzeba to tak zostawić.
Istotne w tym wszystkim jest rozdzielenie od siebie całej trójki – dziewczyny od pradziadka, a tego od zamordowanego niemieckiego żołnierza. Wszystko po to, by żywi mogli żyć swoim życiem, a Pan mógł zająć się duszami zmarłych.
Noc nie była spokojna. Zbudziło mnie drapanie psa pod drzwiami mojego pokoju, tak jakby coś łapami próbował wykopywać. Sądziłem, że to Iwan, pupil proboszcza, próbujący zasygnalizować swoją obecność. Jednak na zewnątrz nikogo nie było.
Następnego dnia dziewczyna zadzwoniła do ks. Wiesława. Całą noc nie spała, ale czuje się lepiej. Miała pewną wizję – na ścianie swojego pokoju zobaczyła krew - w kształcie serca. Jej drżący głos nie miał w sobie nic z agresji. Była wyczerpana i trudno się dziwić. Pajęczyna, z której została uwolniona, mocno trzymała ją przez niemal 30 lat. Teraz potrzebuje spokoju i kilku tygodni, być może nawet miesięcy, aby stanąć na nogi. Pomocne będą kolejne charbelowe msze w intencji jej wzmocnienia.
A co z egzorcyzmami? Wszystko zadziałało dobrze. Nikt jednak nie mógł się spodziewać, że pełne miłości połączenie z pradziadkiem, jego poczucie winy i splątanie z ofiarą morderstwa w jego własnym domu, będą źródłem jej problemów i nawrotów dzialania ZŁEGO. Na szczęście łaska i miłosierdzie Pana, wstawiennictwo świętych libańskich i wspólna modlitwa są w stanie rozwiązać wszystkie supły związane z tą sprawą.
Jedno jest pewne, charbelowe msze działają i mają niezwykłą moc uzdrawiania!
Pamiętajcie – kościół pw. Jezusa Miłosiernego w Brodnicy, drugi piątek każdego miesiąca o godz. 19.00. Obecność obowiązkowa!
P.S.
Chcemy nakręcić film poświęcony pielgrzymce grupy osób, wśród których znajdą się również wierni, którzy doświadczyli cudów uzdrowień na charbelowej mszy. Wesprzyj nasze działania wpłacając datek na konto Fundacja Filmowa Polscy Wychodźcy :
88 1600 1329 1711 1157 6000 0001 BNP Paribas/oddz. Opole
z dopiskiem "darowizna",
lub
wesprzyj naszą zbiórkę tutaj, na Patronite: https://patronite.pl/app/fundraise/PziVAcNQyny
Trwa ładowanie...