Newsletter 36 - to koniec
Dzień dobry,
dobrze, że jesteś. Dziękuję Ci. To, że jesteś oznacza, że czujesz coś, czego może nie nazywasz, a może wcale nie wiesz o istnieniu tego czucia. I to jest spoko. Może też dobrze wiesz co tu robisz i co nas łączy i za to tym bardziej Ci dziękuję.
Nie umiem w sprzedawanie Się i zachęcanie do wspierania mnie. Dużo lepiej wychodzi mi działanie na korzyść kogoś innego. Dlatego bycie menedżerką, pi-a-row-czynią wychodzi mi tak skrupulatnie i efektywnie. Sama nigdy nie dogadałam się z nikim, kto moje "interesy" poprowadzi i będzie reprezentował w zgodzie ze mną. Dlatego meandruję i co jakiś czas spijam śmietankę z kawki na moim kolejnym genialnym pomyśle, który sobie leży w szufladzie lub jest zapisany w kolejnym ukochanym zeszycie. Dobrze mi także, gdy moje pomysły przydają się innym. Zwykle lepiej, niż mnie samej.
Ten, kto zrobi kiedyś użytek z tego, co latami zapisuję, będzie zmieniał świat, a ja dostanę pośmiertny Krzyż Zasług w służbie Dobrostanowi. To oznacza, że tworzę, że stoję w blokach startowych, że oddycham i widzę jakie to wielgaśne wyzwanie w końcu stać się widzialną. Mikrokroki są niezwykle ekscytujące, gdy się je dostrzega i docenia. Właściwie należałoby je nazwać wzruszającymi.
Generalnie i w szczegółach, nie chcę już przekonywać kogokolwiek do czegokolwiek. Cóż za idiotyczny trend udowadniania, że człowiek mówi z sensem i że jego podejście jest intratne? Nie pamiętam skąd mi to przyszło, ale w którymś momencie zaczęłam dygać, że ktoś usłyszy moje radykalnie pełne miłości podejście do jestestwa, że będę "musiała" się tłumaczyć i potem jeszcze tłumaczyć, bo i tak nie zostanę usłyszana. Z lęku wzięła się rezygnacja, a z niej powstałam. Na wywalonce, a jednak z czuciem słuszności, w permanentnym wzruszu ramion.
---------------------
Powyższe napisałam do Ciebie jakieś 2-3 miesiące temu (już nawet dokładnie nie pamietam kiedy). Generalnie piszę do Ciebie w myślach codziennie, bo wiem, że słuchasz i słyszysz i że być może nawet potrzebujesz tej mojej pogaduchy. Wiem, że to, co tworzę, piszę w pamiętniku, co bym chciała napisać, ale coś mnie rozprasza, jest wartościowe i potrzebne i już nawet wiem jak bardzo nie nauczyłam się doceniać samej Siebie i tych moich genialnych rozkmin (tu wraca temat tego, że przez większość życia myślałam, że wszyscy mają tak, jak ja).
Jeśli jesteś w grupie na WhatsApp i bywasz w social mediach, wiesz, że się przeprowadziliśmy w Pomorskie. Wiesz, że zrobiłam detox od social mediów, który baaaaardzo mi się spodobał, ale jeszcze nie wiem jak to zorganizować, żeby "nie musieć wracać" ;) Wiesz i czujesz pewnie, że sporo tyrki mnie spotkało i pewnie widzisz, że dzielnie ogarniam i jakoś staram się łapać końce. Czy mi dobrze? Zdarza się.
Wysyłam Ci więc te ciekawe zapiski sprzed chwil kilku i dopowiadam 3 rzeczy, które ostatnio z uważnością praktykuję (mówiłam o nich w Insta/FB story):
- zaufanie - że wszystko zdarza się w najlepszym na to czasie
- akceptacja - i postawienie kropki bez oceniania
- nadawanie znaczenia - o czym kłapiesz dziobem, to rośnie
Oglądałaś/eś storki? Jakie jest Twoje czucie tematu radzenia Sobie w burzy?
Jak Ci jest dziś? Wpisz tu, w grupie, na priv.
With LOVE
L.
Trwa ładowanie...