Wielki cel strategii Ukrainy - pozycja najważniejszego gracza w regionie
Kuryło Budanow, szef administracji prezydenta Zełenskiego i główny negocjator w trwających rozmowach z Rosjanami jest przekonany, że mimo trudnych rokowań porozumienie w sprawie zakończenia działań wojennych może być osiągnięte relatywnie szybko. W wywiadzie dla Bloomberga powiedział, że „Wszyscy rozumieją, że wojna musi się skończyć. Dlatego negocjują. Nie sądzę, żeby to trwało długo”. Jego zdaniem obecnie obie strony prezentują „maksymalistyczne” stanowisko negocjacyjne, co jednak nie wyklucza kompromisu, którego osiągnięcie nie jest niemożliwe. Jak trzeźwo zauważył „W przeciwieństwie do nas, oni wydają własne pieniądze. To ogromne sumy – już liczone w bilionach”. Kompromis w kwestiach terytorialnych nie został jeszcze osiągnięty, „ale w zasadzie wszyscy teraz jasno rozumieją granice tego, co jest akceptowalne. To ogromny postęp” - zauważył ukraiński generał.
W Kijowie uważnie obserwuje się procesy zachodzące w Moskwie i ostatnie działania tamtejszych władz w postaci blokowania Telegramu, najpopularniejszego rosyjskiego messengera czy ograniczanie dostępu do internetu, nawet kosztem dostępności usług finansowych on-line, jest uznawane za świadectwo przygotowań Kremla do ważnych decyzji. Pytanie jakich? W grę wchodzą, tak się uważa, dwie opcje. W świetle jednej linii interpretacyjnej Putin i jego otoczenie przygotowują się na zakończenie wojny, której rezultat, mimo gigantycznych wysiłków i strat, nie okaże się najprawdopodobniej jednoznacznym zwycięstwem Rosji. To, w świetle tej argumentacji, może rozsierdzić „turbopatriotów”, których jak się szacuje jest w rosyjskim społeczeństwie nawet 20 % i oni mogą inicjować niepokoje społeczne, niewykluczone, że z udziałem przedstawicieli resortów siłowych. W grę wchodziłby zatem kolejny „bunt Prigożyna” tylko na znacznie większą skalę i mający miejsce nie gdzieś na peryferiach Imperium, ale w jego centrum. Druga linia interpretacyjna skłania się do tezy, iż w istocie rosyjska władza „do czegoś” się szykuje ale w grę wchodzi raczej kolejna mobilizacja, która tym razem musi objąć mieszkańców dużych miast, co spowoduje wzrost napięcia i niewykluczone są protesty młodych ludzi i ich rodzin.
Tym rozważanim towarzyszy uważna obserwacja stanu relacji atlantyckich. Reakcja Ukrainy na kryzys NATO jest symptomatyczna i warta dostrzeżenia. Prezydent Zełenski w wywiadzie dla popularnego podcastu, ale tezy te zostały powtórzone we wpisie na oficjalnym koncie Prezydenta Ukrainy na platformie X, powiedział, że jeśli Stany Zjednoczone w istocie myślą o wycofaniu się z NATO to wówczas „bezpieczeństwo europejskie spoczywać będzie na Unii”, ale aby być w stanie odpowiedzialnie je gwarantować Wspólnota „będzie potrzebowała więcej krajów”. Prezydent Ukrainy pisze o Wielkiej Brytanii, Norwegii, Turcji i własnej ojczyźnie jako o państwach dysponujących już obecnie silnymi armiami. „Bez Ukrainy i Turcji - argumentuje - Europa nie dorówna Rosji. Z tymi czterema krajami na pokładzie można przejąć kontrolę nad morzami, zapewnić sobie bezpieczeństwo w przestrzeni powietrznej i dysponować największymi siłami lądowymi.” Dalej Zełenski dowodzi, że bezpieczeństwo trzeba stawiać na pierwszym miejscu w obecnych czasach a kwestie ekonomiczne, w tym różnice interesów, muszą zostać przesunięte na drugi plan. Jego intencje są czytelne - Wspólnota musi zostać rozszerzona po to aby być w stanie „szachować” Rosję, czyli wzmacniać europejską politykę odstraszania, która już uległa osłabieniu a wraz z narastającymi wątpliwościami Waszyngtonu co do celowości zaangażowania wojskowego na starym kontynencie może jeszcze słabnąc. Ta koncepcja zakłada „zgarnięcie dwóch premii” przez Ukrainę za jednym zamachem - wejście do Unii, nawet mimo niewypełnienia kryteriów członkostwa (bo bezpieczeństwo jest ważniejsze niż interesy ekonomiczne) i budowę nowego systemu gwarantowanego własnym potencjałem wojskowym. W świetle tej koncepcji formuła o której mimochodem wspominał Budanów (nie walczymy za własne pieniądze) uległaby nie tylko utrzymaniu ale wręcz zostałaby usankcjonowania. Warto też zwrócić uwagę na podkreślanie przez Zełenskiego znaczenia, ze strategicznego punktu widzenia jest to oczywiste, osi Ukraina - Turcja dla stabilizowania sytuacji na naszym kontynencie. Warto przypomnieć, że przed tygodniem (na początku kwietnia) Zełenski spotkał się w Stambule z Erdoganem, a jego wizyta miała miejsce po rozmowach w państwach Bliskiego Wschodu (Syria) i Zatoki Perskiej, gdzie Kijów podpisał szereg kontraktów o wieloletniej współpracy wojskowej. Rozmowy Zełenskiego poprzedzone były spotkaniami Rustema Umerowa, w przeszłości ministra obrony a dziś sekretarza Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy z jego tureckim odpowiednikiem w kwestiach współpracy w zakresie bezpieczeństwa a także ukraińskiego ministra energetyki, który omawiał kwestie dostaw ropy i gazy z państw `Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej przez Turcję do Ukrainy. Współpraca wojskowo - polityczna między Kijowem a Ankarą już ma miejsce, bo jak poinformowały francuskie media Ukraina ma obecnie 3 bazy wojskowe w Libii, w zachodniej części kraju, w której znaczące wpływy ma od lat Turcja. W świetle doniesień RFI, powtórzonych w ukraińskich mediach, w Libii znajduje się obecnie 200 ukraińskich oficerów, których zadaniem jest nie tylko szkolenie miejscowych sił, ale również przeprowadzanie operacji bojowych wymierzonych w rosyjskie statki i okręty operujące we wschodniej części Morza Śródziemnego. W grudniu ubiegłego roku ukraińskie siły specjalne operujące z jednej z baz w Libii (porozumienie w tej sprawie miało zostać zawarte w październiku 2025) zaatakowały tankowiec Qendil pływający pod flagą Omanu, ale wchodzący w skład rosyjskiej „floty cienia” a już w tym roku w marcu uderzono na gazowiec Arctic Metagaz, statek do przewozu skroplonego gazu LNG, który miał w ładowniach 60 tys ton tego surowca,. Zapalił się on w następstwie uderzenia i dryfował na południe od Malty. Co ciekawe, jak pisze komentator El Pais „sześć państw UE” protestowało przeciw zagrożeniu ekologicznemu, które powstało w związku z operacją sił ukraińskich, ale Kijów niespecjalnie się tym przejął. Francuska stacja RFI podała też, ale te informacje wymagają potwierdzenia, że atak na Arctic Metagaz został przeprowadzony przy użyciu drona morskiego Magura. Gdyby tak było w istocie to mielibyśmy dowód na to, że w Libii działają obydwie ukraińskie służby. GRU, wywiad wojskowy rozwija i rozbudowuje bowiem Magury, a SBU korzysta z dronów morskich Sea Baby, których użycie na Morzu Śródziemnym przez Ukraińców potwierdzano już wcześniej. Warto przypomnieć, że w zagadkowej katastrofie lotniczej, która miała miejsce w grudniu ubiegłego roku w Turcji zginął generał Mohammed Ali Ahmed al-Haddad, dowódca sił zbrojnych Libii (uznawanego przez społeczność międzynarodową i wspieranego przez Ankarę rządu z siedzibą w zachodniej części kraju) co niektórzy komentatorzy wiążą z operacjami prowadzonymi przez Ukrainę przeciw rosyjskim interesom w basenie Morza Śródziemnego za zgodą i z poparciem Turcji. Z pewnością Rosjanie nie są uszczęśliwieni tym, że Kijów współpracując z Ankarą coraz śmielej poczyna sobie w państwach Zatoki Perskiej i w Syrii, której nowy rząd uchodzi za orientujący się na Turcję.
Zełenski w przemówieniu, które wygłosił po powrocie do kraju ze swej bliskowschodniej podróży powiedział, że podpisał już wieloletnie umowy o współpracy ekonomicznej, ale również wojskowej, z państwami takimi jak Arabia Saudyjska, Emiraty Arabskie, Katar, Jordania a także Oman i Bahrajn. Ich treść nie jest znana, ale najprawdopodobniej, bo to Kijów deklarował już co najmniej kilka razy chodzi o wysłanie ukraińskich operatorów systemów bezzałogowych aby ci chronili atakowaną przez Iran infrastrukturę krytyczną państw Zatoki. Kijów chce być zarówno „eksporterem bezpieczeństwa” jak również zwiększać możliwości eksportowe własnego sektora zbrojeniowego i zdobywać nowe, lukratywne, rynki.
W tym podejściu Ukrainy warto dostrzec trzy aspekty - po pierwsze rozmach podejmowanych działań, nie ograniczanie się do wymiaru regionalnego, po drugie gotowość używania, w charakterze narzędzia politycznego zwiększającego możliwości Kijowa, potencjału wojskowego i zdolności sektora zbrojeniowego i wreszcie trzeci aspekt tego podejścia jest nie mniej istotny i wart dostrzeżenia. Otóż wśród ukraińskich elit zakorzenione jest, w mojej ocenie, przekonanie, że w kluczowych z punktu widzenia interesów Ukrainy obszarach, zarówno w Europie jak i na Bliskim Wschodzie, powstaje „próżnia bezpieczeństwa” a z pewnością zmianie ulegają dotychczasowe relacje. To wymaga większej aktywności i zajmowania nowych pozycji po to aby lewarować własne znaczenie.
Paradoksalnie kryzys w którym znalazło się NATO jest Kijowowi na rękę, bo bezbronne państwa Europy, pozbawione amerykańskiej protekcji, będą łatwiejszym partnerem, który zmuszony będzie pójść na daleko idące koncesje wobec Ukrainy.
Bardzo wyraźnie ten tok rozumowania widać w analizie autorstwa Oksany Osadczej, do sierpnia ubiegłego roku, doradcy ukraińskiej wicepremier odpowiadającej za integrację europejską, opublikowanej przed kilkom dniami przez New Europę Center, ukraiński think tank. Analizując charakter relacji między NATO a Ukrainą w ostatnich latach podkreśla ona jej ewolucję, od etapu recepcji przez Kijów pomocy i rozwiązań sprawdzonych w armiach państw Sojuszu do poziomu partnerstwa strategicznego, wyrównania się pozycji co prowadzi do zmiany charakteru relacji. Doświadczenia ukraińskie, ale też sprawdzone w warunkach frontowych rozwiązania, zarówno taktyczne jak i sprzętowe stają się „cenną lekcją” dla NATO. To już nie Ukraina uczy się od zachodnich partnerów ale ci korzystają z nagromadzonych doświadczeń sił zbrojnych walczącego kraju. Symbolicznym podkreśleniem faktu zmieniających się relacji jest niedawna decyzja Kijowa o zakończeniu programu szkoleń ukraińskich żołnierzy na Zachodzie, bo niewiele mogą się tam nauczyć. W innym wystąpieniu, na łamach Europejskiej Prawdy, Osadcza pisze wprost, że „Wśród ukraińskich wojskowych panuje powszechna opinia, że interoperacyjność z NATO ostatecznie straciła na znaczeniu.” I dale argumentuje, iż „zdaniem wielu ukraińskich wojskowych i polityków praktycznie cała doktryna i struktura planistyczna NATO okażą się bezwartościowe i trzeba będzie je zmienić.Tego typu oceny podziela wielu przedstawicieli ukraińskiego kierownictwa wojskowego, którzy są przekonani, że ukraińskie siły zbrojne wyprzedzają obecnie NATO o kilka kroków w rozumieniu nowoczesnych technologii i innowacji na polu walki. Jak zatem zdaniem wielu ukraińskich urzędników zaangażowanych we współpracę z NATO możemy mówić o interoperacyjności, jeśli za kilka lat to sam Sojusz będzie musiał „doszlifować” swoją bazę doktrynalną i standardy, aby dostosować je do Ukrainy, a nie odwrotnie.” Z wojskowego punktu widzenia Ukraina już nie potrzebuje partnerstwa państw europejskiego Zachodu, bo tamtejsze rozwiązania organizacyjne, sztuka walki nie mówiąc już o platformach bojowych (których jest zresztą zbyt mało) nie są bardzo przydatne na froncie. Nie oznacza to, że są niepotrzebne, jedynie, że ich znaczenie maleje. Ukraina potrzebuje przede wszystkim europejskich pieniędzy, ale zmiana charakteru relacji prędzej czy później doprowadzić musi, bo to naturalna tego konsekwencja, do zmian o wymiarze politycznym.
To dlatego Zełenski proponuje Europejczykom sojusz wojskowy, a Alina Hetmańczuk reprezentująca Kijów przy centrali NATO mówi o potrzebie tchnięcia nowego ducha (reinventing) w pogrążony w kryzysie Sojusz Północnoatlantycki. W opinii ukraińskiej ambasador zamiast ubolewać i martwić się zapowiadanymi przez Trumpa zmianami w amerykańskiej projekcji siły w Europie należy budować nowe porozumienia, które wypełnią lukę bezpieczeństwa. Jej zdaniem państwa winny zacząć myśleć o zawieraniu z Ukrainą szeregu porozumień obronnych w których mogłyby znaleźć się rozwiązania „wzorowane na art. 5”. Nie chodzi tu, co warto dostrzec, wyłącznie o zabiegi Kijowa w kwestii „gwarancji bezpieczeństwa” dla powojennej Ukrainy ale również ukraińska polityk podkreśla, iż jej ojczyzna w nowych realiach może stać się gwarantem strategiczno - wojskowej stabilizacji w regionie i znaczącym elementem systemu odstraszania Rosji. Warto przypomnieć, że w lutym miał miejsce nordycko - ukraiński szczyt dyplomatyczny, który poświęcony był w niemałej części współpracy w zakresie bezpieczeństwa i poprzedził on zmasowaną falę ukraińskich uderzeń dalekiego zasięgu na rosyjskie porty na Bałtyku. Warto zwrócić uwagę na fragment wspólnego oświadczenia Ukrainy i państw Grupy N8. Możemy przeczytać w nim, że „Zaangażowanie naszych krajów odzwierciedla wspólną wizję strategiczną, w której Ukraina i NB8 współpracują jako równoprawni partnerzy, wzmacniając zdolności obronne i odporność na zagrożenia zewnętrzne (podkr. MB), przyczyniając się w ten sposób do bezpieczeństwa euroatlantyckiego.” W tym dokumencie dużo mówi się o pomocy wojskowej i finansowej dla Kijowa, w tym o gwarancjach bezpieczeństwa i członkostwie w NATO, ale przytoczony fragment kreśli nie tyle konkurencyjną wizję regionalnych porządków co inaczej rozkłada akcenty. No właśnie, należy zadać pytanie czy opisywane przeze mnie działania Kijowa świadczą o tym, że liderzy Ukrainy pogodzili się z myślą, iż nie znajdą się w NATO? Niekoniecznie. Warto odnotować, iż w ukraińskiej prasie w minionym tygodniu dużo uwagi poświęcono wypowiedzi Marka Rutte, który już po rozmowie z Trampem powiedział, że w przeszłości członkostwo Ukrainy w NATO blokowane było przez 4 państwa - Stany Zjednoczone, Niemcy, Słowację i Węgry. To oczywiście żadne odkrycie ale nie można wykluczyć, że w obecnym stanie relacji w Pakcie Północnoatlantyckim usunięcie tych barier może być w optyce Kijowa łatwiejsze niż w przeszłości. Niedzielne wybory mogą rozwiązać kwestię kto będzie rządził w Budapeszcie, Magyar nie musi być łatwiejszym partnerem dla Kijowa niż Orban, ale jego pozycja będzie z pewnością słabsza, co zwiększa pole manewru. A co w przypadku innych państw blokujących? Jeśli potwierdzą się doniesienia The Wall Street Journal w świetle których Trump „chce ukarać” sojuszników zachodnioeuropejskich wycofując część amerykańskich sił z Hiszpanii i Niemiec, to może okazać się, iż Waszyngton „postawi” na wschodnią flankę. Przesunięcie sił do Polski, Rumunii, ale też i Grecji może, z politycznego punktu widzenia uruchomić proces głębokich zmian w Sojuszu a niewykluczone, że w praktyce, o czym niedawno mówił Keith Kellog w Telewizji Fox budowę nowego układu. Zdaniem tego byłego specjalnego wysłannika Trump na Ukrainę, który nadal pozostaje w kręgu rodzinnym amerykańskiego prezydenta, ma bowiem wspólny z jego synami start-up wojskowy, w nowej sytuacji geostrategicznej w związku ze „zdradą” zachodnich sojuszników Ameryka powinna postawić na nowe rozwiązania i zacząć konstruować sieć regionalnych, z udziałem państw wschodniej flanki, ale również Ukrainy, porozumień wojskowo - strategicznych. Ta wizja nowego porozumienia musi uwzględniać rosnącą rolę Ukrainy, która dysponuje realnym potencjałem wojskowym ale otwiera też Zełenskiemu i jego następcom pole gry. Jeśli zaangażowanie Kijowa traktować jako warunek sine qua non jakiegokolwiek regionalnego systemu bezpieczeństwa to ceną, jaką partnerom Ukrainy przyjdzie za tego rodzaju akces zapłacić będzie albo jej wejście do Unii bez żadnych warunków, co właśnie zaproponował Zełenski, albo nowe podejście Waszyngtonu do współpracy i przyszłej roli Kijowa. Obydwie te opcje leżą obecnie na stole a pole manewru Żeleńskiego zwiększają też wyniki ostatnich badań ukraińskiej opinii publicznej. Wskazują one na rosnący sceptycyzm tamtejszego społeczeństwa w kwestii NATO. Członkostwo ma nadal więcej zwolenników niż przeciwników, ale narasta też sceptycyzm, co wydaje się zrozumiałe w obliczu malejących szans na przyjęcie. Jeśli zatem Europa i Ameryka zaczynają się zastanawiać jak „ratować Pakt Północnoatlantycki” i jak porozumieć się w kwestii bezpieczeństwa z Ukrainą, to pole manewru Kijowa, tym bardziej jeśli byłyby to wizje konkurujące ze sobą, rośnie. Potencjał wojskowy, jakim dysponuje Ukrainy też z czasem, nawet w sytuacji trwającej wojny, będzie zyskiwał na znaczeniu. Wynika to choćby z faktu, że Rosjanie, jak niedawno zauważył generał Syrski do końca tego roku chcą rozbudować swe siły systemów bezzałogowych do wielkości 165 tys (z obecnych ok. 100 tys). Jaki potencjał Europa, tym bardziej pogrążona w sporach z Waszyngtonem, jest w stanie przeciwstawić Rosjanom, tym bardziej jeśli potwierdzą się prognozy Budanowa i negocjujące strony zaczną szukać politycznych rozwiązań kończących wojnę?
Warto też zauważyć, że odmiennie niż w przypadku naszych ekspertów, analitycy ukraińscy uważają, że Stany Zjednoczone przegrały wojnę z Iranem. Nie chodzi w tym wypadku o aspekt wojskowy, tak silnie akcentowany w Polsce, ale wymiar geostrategiczny, bo przecież można wygrać wszystkie „bitwy” a przegrać wojnę. Igor Semivolos, dyrektor Centrum Studiów Bliskiego Wschodu napisał, że ”można mówić o geopolitycznej porażce Stanów Zjednoczonych – przynajmniej częściowo, choć jest to kwestia interpretacji. Jedno jest pewne: Waszyngton dąży do jak najszybszego wyjścia z tej sytuacji (w której się znalazł) i w istocie oparł się nie na własnym planie, lecz na planie Iranu. To jasno pokazuje, kto chciał wyjść pierwszy. Strategicznie rzecz biorąc, Stany Zjednoczone rzeczywiście przeliczyły się – to fakt, choć taktycznie działały całkiem skutecznie. Jednocześnie same bombardowania nigdy nie prowadzą do pożądanego rezultatu politycznego. Być może przypomnimy sobie przypadek Jugosławii, ale to była inna sytuacja – Iran miał inne możliwości i inne położenie geograficzne. To czynnik geograficzny odegrał kluczową rolę: Cieśnina Ormuz, groźba ataków na infrastrukturę krajów Zatoki Perskiej – wszystko to mogło poważnie zaszkodzić światowej gospodarce. Sytuacja jest zatem fundamentalnie inna i wiele rzeczy nie zostało właściwie przemyślanych – kalkulacje opierały się bardziej na nadziejach niż na trzeźwej ocenie strategicznej.”
W opinii ukraińskich ekspertów geostrategiczną ale nie wojskowa „porażka” Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie wzmocni te tendencje w amerykańskim establishmencie, które akcentują potrzebę koncentrowania się na najważniejszych z amerykańskiego punktu widzenia celach strategicznych a pozostawienia sojusznikom mniej ważnych kierunków. Takimi obszarami z których Amerykanie mogą się zacząć wycofywać jest właśnie Europa Środkowo - Wschodnia i Bliski Wschód i tam Kijów powinien zwiekszyć swoją obecność i aktywność. Partnerstwo strategiczne z Turcją jest też, ze względu na kontrolę Cieśnin i znaczenie żeglugi czarnomorskiej dla ukraińskiej gospodarki, oczywistym kierunkiem polityki Ukrainy.
Warto zwrócić uwagę na to w jaki sposób Turcja zareagowała na kryzys w Pakcie Północnoatlantyckim. W miniony czwartek turecki resort obrony i think tank SETA (odpowiednik naszego PISM) zorganizowali konferencję „Ankara Moment: Strategiczne Pozycjonowanie na rzecz Odpornego Sojuszu”, która stała się dogodną okazją do wygłoszenia przez ministra obrony Yaşara Gülera ważnych deklaracji. Po pierwsze powiedział on, że Ankara jest wiarygodnym sojusznikiem, który „będzie odgrywał rolę strategicznego podmiotu zapewniającego równowagę i przyczyniać się do procesu transformacji sojuszu”. Turcja deklaruje nie tylko gotowość wzięcia udziału w rozgrywce o nowy kształt Paktu, ale również, co wyraźnie wybrzmiało w wystąpieniu Gülera nie jest już „państwem flankowym”. Podkreślił on zmianę geostrategicznego znaczenia Turcji w nowych realiach argumentując, iż „Turcja ewoluowała z „kraju flankującego” z czasów zimnej wojny do centralnego sojusznika zdolnego zapewnić bezpieczeństwo Europie, potwierdzając swoją skuteczną rolę w misjach i operacjach NATO od Afganistanu po Bośnię i Hercegowinę, od Morza Śródziemnego po region Morza Bałtyckiego.” Punkt ciężkości europejskiego bezpieczeństwa w związku z rosyjską agresją i sytuacja na Bliskim Wschodzie przesunął się na wschód a to wymusi reorientację głównych opcji strategicznych. Warto przytoczyć jeszcze jeden fragment z wystąpienia tureckiego ministra obrony, choćby dlatego, że w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z uderzającą zbieżnością jego słów z tym co mówi Zełenski „Mamy nadzieję, że Unia Europejska porzuci podejścia do bezpieczeństwa, które wykluczają sojuszników NATO spoza UE, przede wszystkim nasz kraj, i powróci do swojej pozycji wspierania NATO” – powiedział Güler.
Ukraina w piątym roku wojny, będąc nadal państwem uzależnionym od pomocy finansowej i rzeczowej swoich sojuszników rozpoczęła odważną grę o miejsce w nowym, dopiero co powstającym układzie sił. Aktywność w tym wypadku jest warunkiem sukcesu, który nie jest oczywisty a ryzyko niepowodzenia jest wielkie, podobnie jak świadomość własnych atutów. W Kijowie mają 100 % pewności, że kwestie bezpieczeństwa będą lewarem zwiększającym pozycję przetargową Ukrainy i nie mają zamiaru z tego rezygnować. O tym z jak szybkimi zmianami, również mentalnymi, mamy do czynienia świadczy choćby to, że ukraińskie gwarancje bezpieczeństwa dla sąsiadów, a nawet państw Zatoki Perskiej, są dziś traktowane poważnie a jeszcze kilkanaście miesięcy temu byłyby uznawane za „sen wariata”. Wojna się jeszcze nie skończyła, ale pewność Ukrainy rośnie bo linia frontu jest ustabilizowana, rosyjskie straty osobowe w ostatnich 4 miesiącach przewyższają możliwości mobilizacyjne a w zakresie uderzeń dalekiego zasięgu udało się osiągnąć parytet ilościowy z Rosjanami. Można zatem przystąpić do planowania przyszłości i Ukraina właśnie stara się nakreślić jej kontury z sobą jako głównym graczem w Europie Środkowej.
Trwa ładowanie...