Monika Górska

W Patronite od 26.02.2019

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie: 682

liczba Patronów: 698

4 patronów
100 zł miesięcznie
3 100 zł łącznie
Zawodowo zajmuję się opowiadaniem historii. Teraz chcę opowiedzieć najważniejszą historię mojego życia razem z Wami.

O Autorze

– To kiedy napiszesz następną książkę, Moniko? – To pytanie słyszę tak często, że prawie je zdążyłam polubić. Prawie. Bo mam teraz zupełnie inne plany. Mam co innego do roboty. Nawet o tym nie myślę.

I nagle, kilkanaście dni temu w Nazarecie, ostatniego dnia mojej samotnej podróży szlakiem Jezusa po Galilei, budzę się o trzeciej nad ranem. Moje serce  bije jak oszalałe.

Już wiem. Mam napisać książkę.

- O Jezu! Nie! Nie dam rady! Nie teraz! Mam tyle pracy, że doby nie starczy. Jak mam wyrwać kilka albo kilkanaście miesięcy z życia na pisanie? To nie Spełnij Marzenie, marzenie spełni Ciebie, którą napisałam i wydałam w 40 dni. I co? Może jeszcze mam zamknąć firmę, bo nie zarobię na koszty?

- A gdyby znaleźli się ludzie, którzy Ci pomogą...?

Gdyby nie ta rozmowa, ni to we śnie ni to na jawie, nigdy w życiu nie zebrałabym w sobie tyle odwagi, żeby przełamać moją wrodzoną nieśmiałość, paniczny strach przed odmową, wstyd, że w ogóle proszę o wsparcie. I by teraz poprosić Cię, żebyś mi pomógł napisać tę książkę - uwalniając na to mój czas i pokrywając koszty jej wydania.

Bez Ciebie jej nie napiszę!

Jeśli chcesz, to w tę podróż ruszymy razem. Słowo za słowem, strona za stroną, przeżycie za przeżyciem.

Zaczniemy o trzeciej nad ranem, na brukowanych, wąskich uliczkach Starej Jerozolimy, skąpanych w żółtym świetle latarni. W niespotykanej tu za dnia ciszy, przerywanej tylko od czasu do czasu miauczeniem i gonitwami kotów, pójdziemy Via Dolorosa. Od niej wszystko się zaczęło. Tylko Ty, ja i Jezus.

To tam zrozumiałam, że to On najpierw był odrzucony, że to Jego najpierw nie rozumieli, nie kochali, że to Jego najpierw wyśmiali i zdradzili. Nawet najbliżsi.

Potem pojedziemy na chwilę do Szwajcarii Kaszubskiej. A później do San Giovani Rotondo, gdzie ojciec Pio podpowie Ci, co zrobić, kiedy ręce Ci dosłownie opadają, jak spotykasz się z głupotą, fałszem, małostkowością, złośliwością czy agresją innych.

Wreszcie o wschodzie słońca wejdziesz ze mną do jeziora Genezaret i z nogami w wodzie poczujesz, jak to jest być głową w niebie.

A z krzaka gorejącego od słońca, które zachodzi na Górze Błogosławieństw, usłyszysz w powiewie wiatru: „A co, jeśli masz TYLKO DZISIAJ?”

Z Bożą pomocą tę książkę będę pisać tak, żeby była jak lustro, w którym się przejrzysz i doświadczysz, jak zmienia się Twoje życie, kiedy na chwilę odpuścisz i bardziej zaufasz Jezusowi. Jak dzięki temu zmienia się Twoja samotność, mądrość, Twoje poczucie wolności i pokoju, wiara w siebie i, nade wszystko, miłość. Jak krok za krokiem dotyka Cię ona coraz mocniej. Taka bezwarunkowa i totalna, jak w 1 Kor 13.

To tylko dzięki Niej i tylko dla Niej żyję i tworzę.

Dasz się jej porwać i wyruszysz ze mną, by odkryć Twoje Jezioro, Twoją Górę, Twoje Niebo i Twój Szlak?

 

Kim jestem? Posłuchaj...

 

 

A jeśli wolisz czytać, to przeczytaj krótszą wersję mojej opowieści DNA.

To będzie wstęp do mojej książki.

 


 

Mam już 10 lat. 23 lutego 2009 Slumdog dostaje 8 Oskarów. Ja – nowe życie.

A było to tak:

Każdy dzień tamtej zimy pędzi jak kolejka górska. Mam dwa etaty i trzeci w domu. Robię dokumenty i reportaże w TVP, uczę wideo storytellingu na UAM, sama wychowuję syna. Nagrody za filmy cieszą, ale jadę na oparach. Już przy porannej kawie płakać mi się chce ze zmęczenia.

Właśnie skończyłam zdjęcia do reportażu dla Magazynu Ekspres Reporterów. Dwuletniej Alicji, która czeka na adopcję w pogotowiu opiekuńczym, użyczy głosu Krystyna Czubówna.

Jest mroźny poniedziałek, ślisko. Wsadzam Tymka do pociągu, jedzie na swój pierwszy obóz szermierczy. Sama wsiadam do samochodu. Odpocznę nad morzem. Będę blisko, jakby co. – No, tak. Mama kwoka.

Droga nie jest taka zła. Dojeżdżam do Kamiennych Kręgów w Grzybnicy. Już widzę siebie na masażu gorącą czekoladą, gdy nagle koła trafiają na murek ze śniegu.

I już nic więcej nie mogę zrobić. Moja zielona Toyota pędzi ślizgiem na wprost na nadjeżdżające auto.

Przeraźliwy huk, po nim kolejny, ląduję na skarpie w lesie.

– Skąd ten swąd? Muszę uciekać! Ale jak? Drzwi od strony pasażera są zakleszczone.

Zaraz zemdleję.

Wzywają karetkę. Ktoś zbiera moje książki rozsypane na śniegu. I wkrótce — zamiast kąpieli w winie, szpital. W Koszalinie.

W izbie przyjęć pochyla się nade mną przerażona rejestratorka:

– O Boże, co my z nią zrobimy?!

Nagle puszczają mi nerwy.

– Widać, jestem w kawałkach i nawet o tym nie wiem. To chyba ta adrenalina!  Tymczasem ona mówi o mojej czerwonej walizce, którą ratownicy włożyli mi do karetki.

Rentgen pokazuje wielokrotne złamanie miednicy. Nie zauważają, że kręgosłup też oberwał. Boli mnie każdy ruch. Leżenie boli. W kilka sekund zawalił się cały mój świat.

Przewożą mnie do szpitala w rodzinnym Poznaniu. Morfina jakoś pomaga zasnąć. Za to kolejna noc… Trzecia nad ranem. W pokoju ciemno. Tylko spod drzwi strużka światła. Czuję, że spadam w jakąś oślizgłą, czarną przepaść.

– Jezu! Kiedy skończę film? Moja mała bohaterka czeka na adopcję! Co z mamą, która mnie potrzebuje po kolejnej operacji nowotworu? Tymek ma 8 lat. Kto go będzie wozić do szkoły?

Nagle ogarnia mnie pewna, mocna myśl: choć nic już nie mogę zrobić, COŚ jeszcze nadal mogę. Nadal mam wybór. Mogę zrobić krok w otchłań, na dno, wołając do Boga:

– Dlaczego JA?

Mam do tego prawo, bo jest źle. Mogę użalać się nad sobą!

Albo dostrzec, że to nie kładka w przepaść, ale — trampolina. Do czegoś nowego.

Czuję, jakbym stała w wąskim korytarzu pomiędzy drzwiami: SZANSA a drzwiami z szyldem: PORAŻKA. Bez względu na to, jak jest mi ciężko, nadal mogę wybrać.

Tylko czy w tej sytuacji w ogóle może być coś dobrego?

Waham się, może 30 sekund, a może minutę. Dla mnie to cała wieczność.

Mimo bólu i obezwładniającego strachu naciskam klamkę drzwi z napisem SZANSA.

Kiedy następnego dnia moja szefowa Kasia przynosi mi porcję sushi, kieliszek wina śliwkowego, którego słodko cierpki smak czuję do dzisiaj, i swój laptop, ze zdumieniem patrzy na mój promienny uśmiech.

– Z tym wypadkiem to był jakiś żart? – Poważnieje, kiedy pomaga mi umyć trzęsące się jak galareta ciało. Mam na skórze wszystkie kolory tęczy.

Nieoczekiwanym darem od losu okazuje się czas, którego zawsze mi dotąd brakowało i ludzie, których pomoc pozwala przetrwać trudne miesiące na inwalidzkim wózku.

Nie przypuszczałam, że ten mój wybór, tych kilkadziesiąt sekund, zdecyduje o moim dalszym losie. O tym, że jako biznesowa dziewica, zrezygnuję z etatu w telewizji i z reżysera stanę się również przedsiębiorcą. Że jako mistrzyni prokrastynacji po 25 latach spełnię swoje marzenie i napiszę książkę w 40 dni, a w rok zrobię doktorat. A jako cyfrowa emigrantka, założę pierwszą w Polsce Mistrzowską Szkołę Storytellingu Biznesowego online. I to zbliżając się do 50 tki.

Tamtej nocy zrozumiałam, że życie jest opowieścią. Mogę ją opowiedzieć sobie tak, jak chcę. Dopisać tyle nowych wątków, ile potrafię. I nowe zakończenie.

Mogę się obsadzić w roli ofiary lub bohatera. Reżysera albo obsługi planu. I każdego dnia mogę wybrać, czy moje życie, mój biznes i mój świat, będzie kiepską czy dobrą fabułą.

Taką na Oskara!

Przeżyłam, żeby Ci o tym opowiedzieć.

 


 

WIELKIE RZECZY

Mój mentor mówi, że skoro, nie znając się kompletnie na biznesie, założyłam własną działalność, która przetrwała już 7 lat, to najlepszy dowód na istnienie Boga. A ja na co dzień doświadczam, jak WIELKIE RZECZY może nam uczynić, jeśli tylko zakaszemy rękawy, nie szukamy swego i Mu totalnie zaufamy.

Od pięciu edycji moja Mistrzowska Szkoła Storytellingu Biznesowego i jej 400 studentów są na to żywym dowodem. Mogłabym opowiadać o niej godzinami!

Pozwól, że zamiast tego opowiem Ci jedną krótką historię, która Ci pokaże, jakimi wartościami się kierujemy. To opowieść o ważnym dla mnie nauczycielu, Sokratesie, i jego trzech sitach.

Nauczyłam się od niego, jak rozmawiać, jak być wierną swoim wartościom i Prawdzie, nawet, jeśli przyjdzie Ci za to oddać życie.

 

 

Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi. A nawet gdybym lubiła, to się kompletnie do tego nie nadaję. Już w sytuacji, gdy rozmawia kilka osób, trudno mi się przebić. Zaczynam coś mówić, ale zawsze ktoś jest szybszy i głośniejszy ode mnie.

To, że uda się mi już teraz skupić uwagę czasem tysiąca osób na widowni, na największych konferencjach w Polsce, nie zawdzięczam ani mojej prezencji scenicznej ani kunsztowi oratorskiemu.

Po prostu, w pewnym momencie życia zrozumiałam, że to, czym chcę się podzielić ze światem, ostatecznie nie zależy od tego, jak wyglądam, jak mówię, jak daleko jestem od perfekcji i jak bardzo się tego boję. Kiedyś zarzekałam się, że nigdy, przenigdy nie wystąpię na TEDx.

Uwierzysz? Tydzień po mojej decyzji, że jestem gotowa, by stanąć przed publicznością i opowiedzieć o storytellingu, dostałam zaproszenie na mój pierwszy TEDx do Poznania. Potem miałam prelekcje jeszcze na dwóch innych -  w Rzeszowie i w Ostrołęce. Nagranie z Ostrołęki to chyba najbardziej oglądane z moich wystąpień i hmm... jak by określić… najbardziej „oryginalnie” sfilmowane. Tak, wiem, że te moje pomarańczowe rajstopy też są „oryginalne”.

Opowiadam o tym, co zrobić, żeby z komplikacji w naszym życiu zrodziła się prawdziwa perła.

 

 

Jeszcze do niedawna nigdy nie opowiadałam o sobie.

Jako dziennikarz oraz scenarzysta i reżyser ponad setki filmów dokumentalnych i reportaży poszukiwałam i wydobywałam na światło dzienne opowieści innych ludzi. Przekazywałam je dalej widzom, żeby dzięki tym opowieściom mieli się lepiej. By dodać im odwagi i nadziei do życia.

To była moja osobista misja.

Za największy zaszczyt poczytuję sobie nie tyle nagrody, które za te filmowe opowieści otrzymywałam na całym świecie, ale coś zupełnie innego.

To, że bohaterzy moich filmów, mimo że powierzyli wielomilionowej publiczności TVP swoje intymne i bolesne historie, nie poczuli się przeze mnie wykorzystani i zmanipulowani.

I, że byli pewni, że zawsze jestem po ich stronie, nawet gdyby „oglądalność” mojego filmu miała z tego powodu zmaleć.

Tak jak to było w moim najbardziej dotąd nagradzanym na świecie i zarazem emocjonalnie najtrudniejszym w realizacji filmie „Moje dziecko jest aniołem”. To opowieść o mamach, które straciły swoje maleńkie dzieci. Po mimo takiej straty pokazały światu, że miłość jest silniejsza niż rozpacz. I nawet po stracie ukochanego dziecka odnalazły w sobie moc, by pomagać innym ludziom.

 

 

Aż przyszedł moment w moim życiu, kiedy przestałam się ukrywać za historiami moich bohaterów.

W końcu postanowiłam powiedzieć o tym, kim tak naprawdę jestem, i podzielić się tym, co odkryłam we Wielkim Kanionie Kolorado - jak zmienia nas spełnianie własnych marzeń.

W 40 dni ja, anonimowa perfekcjonistka, napisałam i wydałam książkę, która, bez żadnej reklamy, wyprzedała się w niecałe dwa lata. Opowiadam o tym w mitycznym miejscu mojego dzieciństwa, na Myśliwieckiej 3-5-7 - w radiowej Trójce. 

 

 

Zaczęłam odtąd opowiadać historie o sobie. Ale tylko takie, w których inni mogli się przejrzeć jak w lustrze.

I byłam bardzo szczęśliwa, kiedy po jednym z moich listów dostałam od czytelniczki, Joli, taki mail:

Masz MOC LUSTRA, które gdy Ty trzymasz przede mną naprawdę pozwala mi zobaczyć się moją siłę i piękno. To nie tylko Twoje słowa, w których rozpoznaję siebie, ale także moje własne słowa inspirowane Twoimi opowieściami i mój obraz w Twoim lustrze dodaje mi siły i chęci działania. Twoje pytania na które szukam odpowiedzi i Twoje rady, przypominane jak mantra.

Chcesz zobaczyć przykład takiej opowieści? Ten jeden raz będzie nie tylko o mojej porażce…

 

 

Chcesz coś zmienić w Twoim życiu?

Jedyne, co możesz zrobić, i to, na co masz realny wpływ, to opowieść, którą opowiadasz sobie o tym, co Ci się przydarza.

Posłuchaj jej i… nie zgadzaj się bezkrytycznie na to, co słyszysz.

Przećwicz w głowie inne możliwe scenariusze, aż poczujesz się reżyserem, stojącym murem za swoją autorską wersją siebie. Zobaczysz, jak zmienią się wtedy Twoje uczucia. A jeśli zmienią się Twoje uczucia, to zmienią się Twoje działania. A gdy zmienią się Twoje działania, to zmienisz swoje życie. Ty sam. Jasne, z Bożą pomocą 😊

Wystarczy, że spojrzysz inaczej na rzeczywistość, na swoje plany. Jakbyś wkładał nowe okulary.

Nauczył mnie tego mój, wtedy czteroletni, syn Tymoteusz...

 

 

I spojrzałam…

1 lutego 2019 weszłam o świcie do jeziora, po którym chodził kiedyś Mistrz Opowieści.

Patrzyłam na wschodzące słońce i nagle jakbym znalazła się w samym środku Eucharystii… która trwała i trwała, i trwa… we Wiecznym TERAZ…

 

 

I powiedz, jak tu nie napisać o tym książki? 😊

I JAK MAM TO ZROBIĆ BEZ CIEBIE?!

https://monikagorska.com/o-mnie

 

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem
Najnowsi Patroni