Siedmiolatka wymyśliła jamniki, które tracą swoją supermoc — a ja zrobiłem z tego trzyczęściową aferę detektywistyczną

Obrazek posta

Siedmiolatka wymyśliła jamniki, które tracą swoją supermoc. Ja zrobiłem z tego trzyczęściową aferę detektywistyczną

Nie zawsze dostaję od patronów pomysł, który już w jednym zdaniu zawiera iskrę całej opowieści.

Tym razem właśnie tak było.

Mama Róży napisała, że jej siedmioletniej córce marzy się bajka o jamnikach, które tracą swoją supermoc.

A ich mocą jest… bycie długimi.

Przeczytałem to i od razu wiedziałem, że muszę napisać tę historię. Pomysł był tak dobry, że aż mnie onieśmielił.

I chyba właśnie dlatego umęczyłem się przy nim bardziej niż przy większości wcześniejszych opowieści patronackich.

Trzy razy zmieniałem koncepcję. Zaczynałem pisać, odkładałem tekst, a następnego ranka dochodziłem do wniosku, że coś wciąż nie działa.

Aż w końcu z jednego zdania wyrosła nie dwu-, lecz trzyczęściowa afera detektywistyczna. Taki mały bonus, który pojawił się sam, ponieważ ta historia po prostu chciała być dłuższa.

Róża, Matylda i dwa prawdziwe jamniki

Bajka powstała dzięki Róży, jej młodszej siostrze Matyldzie oraz mamie Darii ze Swarzędza, które postawiły Felkowi największe kakao — Kakao Royal.

Od początku zależało mi, żeby nie przyklejać imion dziewczynek do gotowej opowieści.

Historia miała wydarzyć się naprawdę u nich — w Swarzędzu, mieście stolarzy położonym tuż obok Poznania, gdzie w listopadzie powietrze pachnie rogalami świętomarcińskimi.

Stąd w bajce pojawiła się cała spiżarnia lokalnych szczegółów:

  • warsztat stolarski pełen trocin,

  • dębowy stół skrywający tajne przejście,

  • listopadowy Swarzędz,

  • rogale świętomarcińskie, które w finale okazują się kluczem do całej intrygi.

Dzięki temu opowieść nie dzieje się „gdzieś”.

Dzieje się właśnie tam, gdzie mieszkają jej bohaterki.

Najpierw fakty, potem hipotezy

Następnie zaczęła się najlepsza część — zamienianie prawdziwej rodziny w bohaterów tajnej jamniczej agencji.

Róża została dowódczynią całej drużyny.

Jest bystra, opanowana i potrafi utrzymać zespół w ryzach dzięki jednej ważnej zasadzie:

Najpierw fakty, potem hipotezy.

Róża naprawdę kocha matematykę i logikę, dlatego otrzymała rolę, w której to właśnie chłodna głowa, uważna obserwacja i wyciąganie właściwych wniosków ratują sytuację.

Jej młodsza siostra Matylda wskakuje do opowieści jako energiczny Agent Ciszy.

Rodzinny „tryb pyskowania” zamieniłem w jej buntowniczy, zadziorny charakterek. To również Matylda w finale rzuca rogalem, który wraca do niej jak bumerang.

Bo czasami najbardziej niepozorny element wyposażenia może okazać się najskuteczniejszą bronią.

Zosia i Perła nie są wymyślone

Najbardziej cieszyły mnie jednak same jamniki.

Bo one są prawdziwe.

Rodzina ma dwa psy: Zosię, jamnika króliczego, oraz Perłę, jamniczkę mieszaną.

W bajce Perła jest spokojnym, czujnym sercem całej drużyny. Potrafi „słyszeć” emocje, a jej ucho działa niemal jak radar.

Zosia z kolei trzyma straż przy każdej podejrzanej ścianie i doskonale wyczuwa, gdzie może ukrywać się sekretne przejście.

Do tego doszła fascynacja Róży Japonią.

Tak powstało JAMSHIDŌ — jamniczy kodeks opanowania, którego podstawą są trzy spokojne oddechy.

To mały ukłon w stronę dalekowschodnich filozofii samokontroli, przełożony oczywiście na język tajnych psich agentów.

Co właściwie oznacza „utrata mocy”?

I tutaj dochodzimy do sedna całej historii.

Róża marzyła o jamnikach, które tracą to, co czyni je wyjątkowymi — swoją niezwykłą długość.

Długo zastanawiałem się, jak opowiedzieć ten pomysł, aby nie skończyć ze smutną bajką o psach, które naprawdę zaczynają się kurczyć.

W końcu znalazłem rozwiązanie, z którego jestem szczególnie dumny.

W tej historii jamniki wcale nie stają się krótsze.

One tylko myślą, że się kurczą.

Ktoś podmienia ich miarki, podrzuca fałszywe dowody i starannie buduje w nich przekonanie, że tracą swoją moc.

Świat się nie zmienił. Zmienił się sposób, w jaki jamniki zaczęły go widzieć.

Cała bajka stała się dzięki temu historią o tym, że strach potrafi wmówić nam, iż jesteśmy mniejsi i słabsi, niż jesteśmy naprawdę.

Że panika zakłada nam krzywe okulary.

I że najlepszą obroną przed manipulacją jest zatrzymanie się, spokojny oddech oraz jeden sprawdzony fakt.

To był mój sposób na spełnienie marzenia Róży, a jednocześnie doprowadzenie historii do momentu, w którym jamniki odzyskują pełną długość i pełną dumę.

Dzień, w którym jamniki zaczęły się kurczyć

Opowieść rozpoczyna się 11 listopada w Swarzędzu.

Jamniki nagle zaczynają szurać brzuchami po bruku, jak gdyby cały świat urósł, a one same zrobiły się znacznie krótsze.

Trop prowadzi bohaterów do tajnej bazy ukrytej pod warsztatem stolarskim.

Dalej pojawiają się:

  • podziemny oddział szczurów,

  • kot noszący muszkę,

  • tajemniczy reżyser sterujący innymi niczym zabawkami na sznurkach,

  • fałszywe pomiary,

  • spreparowane dowody,

  • rogale świętomarcińskie używane w sposób, którego raczej nie przewidywał żaden cukiernik.

Cała afera rozgrywa się w trzech częściach:

„Kryptonim S.H.O.R.T. D.O.G.”,
„Operacja KA-BOOM”
oraz
„Dorwać MIAU-6”.

Zakończenia oczywiście nie zdradzę.

Na pełny werdykt Róży jeszcze czekam

To bardzo osobiste prezenty, a w tym przypadku fundamentem całej opowieści był pomysł samej Róży. Tym bardziej zależało mi na tym, żeby go udźwignąć i nie zgubić po drodze tego, co było w nim najciekawsze.

Na pełną recenzję po odsłuchaniu wszystkich części jeszcze czekam.

Przez cały proces czułem jednak ogromne zaufanie rodziny. Mama Róży pisała, że pomysł z detektywami jest świetny, i odpowiadała w tempie błyskawicy na każde moje dodatkowe pytanie.

Sam podczas pisania bawiłem się znakomicie.

Mam więc nadzieję, że słychać to również w gotowej opowieści.

Najlepsze pomysły nie zawsze przychodzą od dorosłych

Przy tej historii nauczyłem się, że najlepsze pomysły bardzo często przychodzą od najmłodszych.

Moją rolą nie zawsze jest wymyślenie wszystkiego od zera.

Czasem trzeba po prostu udźwignąć czyjeś marzenie, potraktować je poważnie i nie zepsuć go po drodze.

Pomysł o jamnikach tracących swoją moc mógł zakończyć się smutną historią o kurczeniu.

Zamiast tego stał się opowieścią o tym, że prawdziwej mocy nie można tak po prostu odebrać.

Można jedynie sprawić, żeby ktoś uwierzył, że ją stracił.

A wtedy czasami wystarczy jeden przyjaciel, który zatrzyma panikę i powie:

Sprawdźmy fakty.

Dziękuję za tę jamniczą aferę

Różo, Matyldo, Dario — dziękuję.

Za zaufanie, za kakao i za pomysł, który okazał się znacznie głębszy, niż wyglądał na pierwszy rzut oka. 💛

A gdyby Wasz pupil został tajnym agentem — jaka supermoc wynikałaby z tego, jaki jest naprawdę?

Czy byłby mistrzem tropienia? Agentem doskonałego snu? Specjalistą od znikającego jedzenia? A może potrafiłby wykrywać smutek, zanim ktokolwiek zdąży o nim powiedzieć?

Napiszcie w komentarzu.

A jeżeli również chcielibyście pomóc Felkowi tworzyć kolejne przygody albo podarować dziecku jego własną bajkę, wymyśloną specjalnie dla niego, wszystkie szczegóły znajdziecie na moim profilu Patronite.

🎧 Część 1: Lukrowy Przekręt - „Kryptonim S.H.O.R.T. D.O.G.”

🎧 Część 2: Lukrowy Przekręt - „Operacja KA-BOOM” 

🎧 Część 3: Lukrowy Przekręt - „Dorwać MIAU-6”

 

Patronite historia patronacka Felek Wafelek Przygody Felka Wafelka bajka dla dzieci jamniki detektywi Swarzędz rogale świętomarcińskie bajka detektywistyczna wsparcie twórców

Zobacz również

Zaczęło się od królika o imieniu Pasztet — a skończyło na skrzydlatych nosorożcach spod...
Ignacy prosił: żadnych potworów. Więc zbudowałem kopalnię, w której potwór okazał się k...
Dwa identyczne pierniczki i złoczyńca, którego nie trzeba pokonać

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...