Jak się to zaczęło
Piszę od dwóch lat na Substacku. Na początku wszystko było OK. Aż do momentu, gdy wydałam książkę, wcześniej publikowaną w odcinkach na Substacku. Póki dodawałam odcinek za odcinkiem, moi subskrybenci twierdzili, że czekają na gotową powieść. Kiedy pojawiła się gotowa powieść, wszyscy (no prawie) stwierdzili, że już przeczytali ją w odcinkach, więc nie ma sensu jej kupować. Na nic się zdało tłumaczenie, że wersja książkowa jest bardziej dopracowana. Thriller historyczny, którego zakończenie wszyscy znają, nie jest interesujący.
Opłakałam problem, trochę się zniechęciłam. Przestałam pisać na Substacku. Nadal jednak czytałam i uczestniczyłam w jego społeczności. I wtedy przeczytałam tekst, który dał mi do myślenia, bo zahaczał o mój problem. Dziewczyna pisała, że nie chce publikować dla wszystkich, chce pisać dla ludzi, którzy SĄ zainteresowani JEJ pisaniem, chcą JĄ wspierać, niekoniecznie płatną subskrypcją, ale subskrypcją JEJ twórczości.
I pomyślałam sobie, że ma rację. Pół roku pisałam książkę, której teraz nikt nie chce czytać, bo wszyscy znają jej treść! Jestem głupia, czy co?
Media społecznościowe żerują na autorach, a Substack , który jeszcze dwa lata temu był zupełnie innym serwisem, wprowadził w ostatnim roku zmiany, które nie dość, że upodobniły go do MS, ale jeszcze zwabiły sporo osób, które nie mają wiele do zaoferowania, ale za to bezstresowo serwują teksty napisane w 100% przez AI. Tak śmiałe podejście do sztucznej inteligencji zmusiło Substack do zainstalowania wykrywacza tekstów tejże.
Ja sama korzystam z pomocy AI do zbierania informacji i szczerze powiem — uwielbiam jego możliwości. Przez ponad 30 lat byłam tłumaczką i wiem, co znaczy szukać informacji w bibliotece — to zawsze były dni, a czasem nawet tygodnie spędzone na wertowaniu starych przekładów w poszukiwaniu cytatów, książek i encyklopedii w celu douczenia w kwestiach, które wykraczały poza zakres mojego wykształcenia.
Potem jednak pojawił się Internet, a wraz z nim różne nowe źródła wiedzy, słowniki, encyklopedie. Jakże miałabym z tego nie korzystać? Oczywiście, że korzystałam. Narzędzia są po to, by ich używać. Używać, ale rozsądnie, pamiętając o ich zawodności, o tym, że nawet młotek, którym zbito wygodne krzesło, może czasem wbić gwóźdź krzywo.
Tak więc poruszył mnie tekst tej autorki, która notabene pisała całkiem ciekawe teksty. Pomyślałam, że może ja też powinnam wrzucić moje teksty za paywall, żeby nie były znane, zanim je opublikuję jako książkę. A że zaczęłam pisać nową, pomyślałam o Patronite, które ma bardzo dobre opinie. Bo jako selfpublisher, który stara się przemycić treści historyczne bez czarów i magii, bez wampirów i czarownic, muszę zadbać sama o wydanie mojej powieści drukiem.
Jestem osobą starszą i wiodę aktywne, ciekawe życie — podróżuję, tworzę ceramikę, robię zdjęcia i próbuję swych sił w metaloplastyce. Jest tyle ciekawych rzeczy do robienia na tym świecie! Ale pisanie to moja najstarsza pasja, dlatego chciałam Wam o niej opowiedzieć dokładniej, a przy okazji przedstawić siebie jako twórczynię. Będę się starała pokazywać Wam rzeczy, którymi się zajmuję, teksty, które piszę, miejsca, które odwiedzam. Jeśli zechcecie towarzyszyć mi w tych eskapadach w głąb historii i dookoła świata (no, przesadziłam), uznam to za uśmiech losu.
Trwa ładowanie...