Kluczyk cz.I

Obrazek posta

Mało nie umarłem z głodu tak mi się dłużyło. Nareszcie ktoś rzucił hasło, że kolacja podana. Poderwałem się z werwą i pociągnąłem Mamcię w kierunku wspomnianej podanej kolacji. Nie było łatwo. Zanim dotarliśmy w labiryncie korytarzy, przed szwedzkim stołem, stała ekipa głodomorów. Pomyślałem: O Matko! Wszystko mi zjedzą! Idźcie sobie! Nie jesteście tak głodni jak ja. Ja mały jestem, to mało zjem, a taka wataha jak dorwie się do potraw, to dla mnie nawet miski do wylizania nie będzie! Stanęliśmy z Mamcią w kolejce do potraw. Obserwowałem pełne talerze jedzenia wynoszone przez Tatowych kumpli. Szli do długich, biesiadnych stołów, by tam spokojnie pochłonąć upolowaną w kolejce zdobycz. Wreszcie przyszła pora na nas. Mamcia nałożyła niezbyt wiele, jakby o mnie zupełnie zapomniała. Zanim wyraziłem znacząco, moje ubolewanie nad ilością potraw na jej talerzu, ta już ciągnęła mnie do stołu

Post dostępny tylko dla Patronów

Aby zobaczyć ten materiał musisz być zalogowany

Zostań Patronem Zaloguj się
podróż pies