Niebezpieczeństwa szlifowania "na sucho"...
Dzisiaj porozmawiamy trochę o tym dlaczego bursztynów nie powinno się szlifować na sucho. Pierwszym podstawowym powodem są eksperymenty, które przeprowadził Paweł z bursztynem i wodą. Nadmienię tylko, że jako specjalista od akwarystyki Paweł musi na temat wody wiedzieć wystarczająco dużo, żeby rybciów i tych wszystkich innych podwodnych żyjątek nie ukatrupić jak tylko wylądują w akwarium. A w tym przypadku jakość i charakterystyka wody ma bardzo duże znaczenie. Przynajmniej tyle z tego wszystkiego rozumiem ;) Ale ja nigdy nie miałem akwarium, nie znam się na tym więc też nie ma najmniejszego sensu żebym Wam to wszystko tłumaczył. To Paweł jest specjalistą. Mi tylko udało się go namówić żeby nam to wszystko opisał. Więc nie przedłużam, tylko oddaję mu głos:
"...Na ostatnim spotkaniu z Wojtkiem (serdecznie pozdrawiam) poruszyliśmy temat zdrowotnego działania bursztynu na trudno gojące się rany. Wojtek opowiedział mi jak jego mama posypała sobie nogę sproszkowanym bursztynem i bardzo ją to podrażniło wręcz nawet oparzyło skórę. Bardzo mnie zaciekawił ten temat bo sam już doświadczyłem leczniczego działania mleczka bursztynowego na pokaleczoną skórę dłoni. Niestety przez pracę jaką wykonuję mam ograniczoną możliwość stosowania maści i kremów w ciągu dnia, a ręce narażone są na ciągły kontakt z wodą co nie sprzyja gojeniu. Ale wróćmy do bursztynu.
Od czasu kiedy obrabiam bursztyn zauważyłem że te drobne acz bolesne ranki na dłoniach goją się szybko. Oczywiście Wojtek słusznie zauważył że to na pewno wpływ kwasu bursztynowego zawartego w wodzie po polerowaniu. Ale nie dawało mi spokoju. Jak to? Pył bursztynowy zawarty w wodzie nie podrażnia a goi rany a suchy pył wręcz działa odwrotnie? I wtedy wpadłem na szatański pomysł zrobienia eksperymentu. Utarłem w moździerzu 2g bursztynu, przygotowałem małą menzurkę i 150 ml czystej wody RO ( woda pozbawiona minerałów czyste H2O). Zbadałem ph tej wody wynosiło 7 gh 0 kh 0.
Wsypałem utarty na pył bursztyn do menzurki i dodałem do niego 50ml RO. Bardzo dokładnie mieszałem przez dłuższą chwilę tak aby pył bursztynowy całkowicie połączył się z wodą. Pobrałem próbkę do pomiaru ph i okazało się że woda zakwasiła się do ph 5,8. Zostawiłem próbkę na 30 minut i zrobiłem kolejny pomiar. Pehametr wskazał 4,3. Więc patrząc po pomiarach dodanie 2g tartego bursztynu do 50ml wody zakwasiło czysta wodę z ph 7 do ph 4,3. Może to nie jest duży skok ale jednak zmiana z ph neutralnego na mocno kwaśne a pamiętajmy że ph skóry oscyluje w około 5,5.
Także podanie czystego sproszkowanego bursztynu na skórę może spowodować jego znaczne obniżenie a co za tym idzie podrażnienie. I taka wiadomością podzieliłem się telefonicznie z Wojtkiem. Rozgorzała dyskusja że jednak coś musi być w wodzie co niweluje ten kwas i mleczko bursztynowe jest pro zdrowotne. Szybka analiza i okazuje się że bursztyn zazwyczaj szlifujemy w wodzie z kranu a to już nie jest czyste RO tylko zawiera różne minerały. Tu trzeba by zrobić wykład na temat chemii wody ale to będzie bardzo nudne. Postaram się to uprościć.
W czystej wodzie rozpuszczają się różne minerały głownie wapń i magnez i tworzą tak zwaną twardość wody. Twardość wody jest dzielona na Twardość ogólną GH (global hardness) oraz twardość węglanową Kh (Carbon hardness). Twardość mierzy się w różnych jednostkach, takich jak stopnie niemieckie (°dH), ppm (mg CaCO₃/l) czy mmol/l, a dane skale pomagają określić, czy woda jest bardzo miękka, miękka, średnio twarda, twarda czy bardzo twarda.
Bardzo miękka: 0 - 4 °dH, <70 ppm
Miękka: 4.1 - 7.9 °dH, 71-125 ppm
Średnio twarda: 8.0 - 14 °dH, 126-250 ppm
Twarda: 15 - 21 °dH, 251-500 ppm
Bardzo twarda: Powyżej 30.8 °dH, powyżej 500 ppm
Twardość ogólna GH zwana twardością stałą jest trudna do modyfikacji i jej zmiana może nastąpić albo przez dodanie minerałów lub usuniecie za pośrednictwem specjalnego filtra do odwróconej osmozy lub destylacji (woda parująca jest czysta pozbawiona minerałów). Twardość węglanowa KH zwana twardością nietrwałą jest to mieszanina nierozpuszczalnych w wodzie węglanów zazwyczaj wapnia i magnezu które można wytrącić z wody w dużo prostszy sposób. W trakcie podgrzewania powstający osad na dnie czajnika i pieca to właśnie wytrącony węglan tzw kamień kotłowy. To właśnie on niszczy grzałki w termach, pralkach czy innym sprzęcie domowym. O tym co robi złego KH można by pisać długo ale tu nie oto chodzi. Twardość węglanowa też ma jedną bardzo ważna cechę, stabilizuje kwasowość wody nie pozwalając na gwałtowne jej zmiany.
No dobrze ciut teorii za nami teraz wracamy do bursztynu i doświadczenia które musiało wyjaśnić tajemnice. Przygotowałem ponownie 2g utartego bursztynu, 150 ml wody kranowej "warszawskiej" ph 7,8 gh 12 kh 6 no i menzurkę. Jak w poprzednim doświadczeniu wymieszałem bursztyn z wodą kranową i dokonałem dwukrotnego pomiaru, po wymieszaniu i po 30 minutach i tu moje zdziwienie. Ph roztworu wody kranowej z bursztynem nie zmieniło się dalej było 7,8 twardość ogólna Gh też została na porównywalnym poziomie 11,8 dH ale zmianie uległa twardość węglanowa. Zaraz po wymieszaniu KH spadło do 5,53dkH a po 30 minutach do 3,88 dkh. Czyli z godnie z tym co wcześniej napisałem Twardość węglanowa ustabilizowała ph kosztem połączenia się węglanów z kwasem zawartym w bursztynie.
A jak dobrze wiemy ( przynajmniej ja uważałem na chemii w szkole podstawowej) kwas niweluje zasadę a zasada niweluje kwas. Najpospolitszym węglanem jest CaCo3 węglan wapnia dzięki któremu organizmy żywe budują szkielet i obstawiam że to właśnie z nim zareagował kwas bursztynowy. Jaki powstał związek nie wiem, nie jestem chemikiem tylko akwarystą i nie będę rozpisywał reakcji chemicznej co z czym i jak się połączyło.
Idąc za ciosem postanowiłem ciut poeksperymentować w trakcie szlifowania. Przygotowałem sobie miseczkę z wodą (czyste RO 250 ml) bursztynek 23g i poddałem go obróbce. Najpierw tradycyjnie frezami potem ciut mechanicznie papierem ściernym aby na koniec poddać już go obróbce tylko ręcznej. I tak moczyłem paluszki w wodzie przez ponad 3 godziny. Bursztyn został przygotowany pod papier 3000 postanowiłem go zważyć. Ciut z niego ubyło, zostało trochę ponad 16g. Także w 250 ml czystego RO mam rozpuszczone ok 7g bursztynu. Rano okazało się że paluszki mam takie lekko śliskie jak po używaniu octu.
Zbierając wszystko do kupy. Pył bursztynowy podrażnia skórę, układ oddechowy czy oczy. Ale wymieszany z wodą, wazeliną czy parafiną tworzy prozdrowotne zawiesiny. Myślę że dodany do masła, kefiru czy nawet miodu też będzie działał leczniczo.
Mam nadzieje że Was nie zanudziłem a ciut wyjaśniłem dlaczego przy obróbce na sucho mamy podrażnione oczy i błony śluzowe w nosie i gardle a przy obróbce na mokro piękne gładkie dłonie ze zdrowymi paznokciami.
Sezon za pasem a ja właśnie mocze nogi w Shrekowym glonie na Mierzei i dokładam kolejne bursztynki do woreczka.
Bursztynowe pozdrowienia dla wszystkich zakręconych i do spotkania na bursztynowych zbiorach...."
I tyle od Pawła. Pięknie dziękuję :) Super, że się pochylił nad tematem i zrobił te wszystkie analizy. No i że się z nami podzielił wynikami :) Uważam, że to bardzo duży przyczynek do tego dlaczego powinno się bursztyny szlifować na mokro. A sprawa jest o tyle istotna, że nie raz wiodłem spory z bursztyniarzami na wybrzeżu, którzy zupełnie nie potrafili zaakceptować mojego "mokrego" podejścia. Wielokrotnie rozbijałem się z ich strony o stwierdzenia, że pył bursztynowy nie szkodzi, a właściwie czasem nawet dobrze jest sobie powdychać tak „dla zdrowotności” i że przecież są wyciągi itp. itd.
No więc nie ma czegoś takiego jak zdrowy pył. A już szczególnie dla płuc. W dalszej części opiszę zagrożenia związane z wdychaniem pyłów podczas szlifowania innych kamieni szlachetnych, ale najpierw winien Wam jestem jeszcze dwie bursztynowe historie.
Pierwsza z nich to opowieść jaką usłyszałem od jednej Pani z biblioteki z Ustki. Ona w młodości pracowała w pracowni bursztyniarskiej. Oczywiście obróbka bursztynu odbywała się tam na sucho. To były głębokie lata 80te. Jej jedyne wspomnienie z tamtego czasu to ten bursztynowy pył właśnie. Wciskający się wszędzie i powodujący swędzenie całego ciała. Nawet prysznic po pracy nie bardzo pomagał. Więc po kilku miesiącach zrezygnowała z tej pracy i z tego powodu nienawidzi bursztynu do dziś.
Oczywiście nie u każdego ta reakcja, w pewnym sensie przypominająca alergiczną, będzie występować z podobną mocą. Być może nie zawsze tego pyłu jest wystarczająca ilość? Natomiast moim rodzicom udało się doprowadzić ten efekt do ekstremum. Wracając do sytuacji od której Paweł zaczął swoją opowieść, zdarzyło się tak, że mojej mamie otworzyła się rana na nodze. To rodzinna przypadłość. Babcia miała podobnie. Efekt uboczny bycia ludzkim „szczurem laboratoryjnym” w obozie koncentracyjnym w Ravensbruck. Ale ponieważ babcia nie chciała się rozwijać na temat jej obozowej historii, to ja też nie będę.
Dość powiedzieć że ani babci, ani mamie żaden lekarz w temacie tej otwartej rany na nodze pomóc nie potrafił. Stąd moja inicjatywa z mleczkiem bursztynowym. No bo skoro i tak nie ma lekarstwa, to (parafrazując klasyka) cóż szkodzi spróbować? Pokazałem rodzicom jak przygotowywać takie mleczko. Nawet zrobiliśmy najpierw próbę uczuleniową. Wszystko wyglądało dobrze. Żadnych reakcji alergicznych czy podrażnień. Wtedy zrobiliśmy opatrunek na nogę z kompresem nasączonym mleczkiem bursztynowym.
Po godzinie trzymania takiego opatrunku również żadnych reakcji ubocznych. Mama nawet stwierdziła, że chyba czuje ulgę. Więc zostawiłem rodzicom sporą bryłkę bursztynu do tarcia. Tak, żeby mleczko było zawsze świeże. I z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zapomniałem o całej sprawie na miesiąc z kawałkiem. Ale jak już mi się przypomniało to nie omieszkałem spytać czy kuracja coś pomogła. No i wtedy się dowiedziałem, że tarcie tego bursztynu na mleczko było uciążliwe i któregoś razu im się nie chciało, więc na metalowej tarce do ziemniaków starli suchy bursztyn prosto na tą ranę. Szybko zaczęło piec, ale nie zmyli tej „posypki” przez całą noc, bo myśleli, że jak piecze to znaczy że się goi.
Rano trzeba było z tym wszystkim jechać do lekarza. Wokół rany jeszcze pojawiły się bąble jak od oparzenia a wszystko skończyło się zastrzykami z antybiotykiem i dodatkowymi bliznami. Oczywiście po takiej przygodzie żadne dalsze kuracje mleczkiem nie wchodziły w grę. Opór mentalny był zbyt silny. I w gruncie rzeczy wcale się nie dziwię. Tylko do dziś nie mogę uwierzyć, że dorośli, inteligentni ludzie sami sobie takie rzeczy potrafią zrobić. No nic. Ja stałem się bogatszy o to doświadczenie i ostrzegałem Pawła, żeby uważał z tym bursztynowym pyłem bo to musi być trochę jak z wapnem palonym i gaszonym. Pierwsze jest super żrącą substancją, a drugie już nie. No i jego eksperymenty właściwie potwierdziły tą teorię.
I tutaj moglibyśmy skończyć tą opowieść, ale trafiłem jakiś czas temu na artykuł w sieci o tym jakie zagrożenia czają się na szlifierzy kamieni szlachetnych, i dlaczego w ogóle kamienie szlifuje się na mokro. Oczywiście robi się to głównie po to żeby wiązać pył. To najtańszy i najskuteczniejszy sposób, żeby nie unosił się on w powietrzu i nie trzeba go było wdychać. A zagrożeń związanych z wdychaniem kamiennego pyłu jest wiele i ponieważ może Wam (tak jak mi) przyjść kiedyś do głowy szlifowanie innych materiałów niż bursztyn to lepiej żebyście mieli świadomość co może Was spotkać, jeśli nie zachowacie odpowiedniego BHP. Dlatego pozwolę sobie jeszcze zamieścić tutaj tłumaczenie tego artykułu:
5 wskazówek, jak bezpiecznie obchodzić się z minerałami podczas szlifowania
Bezpieczne obchodzenie się z materiałami szlifierskimi jest bardzo ważne podczas cięcia, szlifowania i polerowania skał i minerałów. Jakie niebezpieczeństwa możecie napotkać i jakie jest bezpieczne podejście do tego wszystkiego?
Po 30 latach zwlekania kupiłem nowiutką piłę do kamienia i szlifierko-polerkę. Zabawy miałem co niemiara :) Przez pierwsze kilka miesięcy cięcia i szlifowania byłem w siódmym niebie. Wszystkie te piękne kamienie, których tak bardzo pragnąłem, w końcu trafiły pod moją tarczę polerską: lapis, agat, jaspis, tygrysie oko, malachit, turkus, chryzokola i kwarc.
Wkrótce jednak zacząłem doświadczać nieprzyjemnego i zupełnie nieoczekiwanego zestawu problemów zdrowotnych: kaszlu, chrypki, trudności z odchrząkiwaniem, duszności i tępego bólu w dołku płucnym. Oczywiście, zawsze nosiłem okulary ochronne z bocznymi osłonami, jak zaleca każdy podręcznik, ale maska wydawała się uciążliwą przeszkodą. W miarę jak sytuacja się pogarszała, wypróbowałem kilka masek przeciwpyłowych, ale poprawa była niewielka. Nadszedł czas na mały research, więc sięgnąłem po książki i zacząłem rozmawiać z innymi poszukiwaczami kamieni. To było objawienie. Pył powstający podczas szlifowania okazał się być czymś więcej niż tylko uciążliwością. W ekstremalnych przypadkach może być śmiertelny.
Pojedyncza, duża dawka pyłu może spowodować poważne problemy, trwające całe życie. Atakuje płuca na wiele sposobów: po pierwsze, oblepia ich wewnętrzną wyściółkę i blokuje dopływ tlenu do krwiobiegu. Po drugie, drobne, ostre fragmenty wbijają się w pęcherzyki płucne, które pokrywają wewnętrzną wyściółkę płuc, powodując podrażnienia i stany zapalne. Świeży pył wydaje się być bardziej szkodliwy, ponieważ ostre mikro krawędzie nie miały szansy zmiękczyć się pod wpływem wilgoci. Co więcej, niektóre rodzaje pyłu skalnego są same w sobie silnie trujące. Niezależnie od tego, czy jest on wdychany, połykany, czy też styka się ze skórą, jego działanie może być szkodliwe dla zdrowia.
Minerały z tlenkami miedzi
Do najbardziej szkodliwych minerałów należą minerały zawierające tlenek miedzi (CuO), który może uszkadzać układ hormonalny i ośrodkowy układ nerwowy. Do minerałów tych należą jedne z najbarwniejszych i najcenniejszych kamieni półszlachetnych: turkus (9,8% tlenku miedzi), chryzokola (45%) oraz malachit i azuryt (70%). Warto pamiętać, że podane wartości procentowe są jedynie przybliżone a każdy surowiec (pochodzący z różnych źródeł) ma swój własny, charakterystyczny zestaw zanieczyszczeń.
Warto pamiętać, że również inne, blisko spokrewnione związki miedzi są wysoce bioaktywne i od dziesięcioleci są stosowane w pestycydach, fungicydach i środkach do konserwacji drewna. To niebezpieczny materiał. Tych bogatych w miedź skał nie należy lizać, aby wydobyć kolor, a olej zmieszany z pyłem należy starannie usunąć z odsłoniętej skóry.
Kilku palaczy-szlifierzy opisało własny test na nadmierną ekspozycję: najwyraźniej pył nasączony miedzią łączy się z nikotyną i smołą tytoniową w ślinie, tworząc mdły, słodki związek podobny do sacharyny. Kiedy w ich ustach nie przestaje znikać smak jakby pracowali w fabryce cukierków, ci szlifierze kamieni wiedzą, że czas rzucić tą robotę. Kolejnym etapem zatrucia tlenkami miedzi są objawy grypopodobne. Pojawiają się bóle głowy, kaszel, pocenie się, ból gardła, nudności i gorączka. Częste są również podrażnienia skóry, oczu i dróg oddechowych, a także charakterystyczny „metaliczny” posmak. Popularną nazwą tych skutków zdrowotnych jest „gorączka metaliczna”.
Minerały z tlenkami krzemu
Kolejną niebezpieczną grupą pyłów do wdychania są wszystkie te, które zawierają związki krzemu (SiO). Krzemiany to najpowszechniej występująca rodzina minerałów na Ziemi, i większość skał i kamieni szlachetnych jakieś związki krzemu zawiera. A krzemica od dawna jest jednym z głównych zagrożeń, z jakimi borykają się kamieniarze i szlifierze.
Starożytni Grecy i Rzymianie jako pierwsi zaobserwowali jej działanie i słusznie powiązali problem z górnictwem i obróbką skał. Podobnie jak „czarna choroba płuc” górników węgla, w późniejszych latach zaczęto ją nazywać „gruźlicą młynarza”. Proste kroki podjęte w celu jej zapobiegania były ogromnym osiągnięciem we współczesnej dziedzinie higieny pracy. Jak na ironię, chociaż krzemica jest dziś dobrze poznana, tysiące osób wciąż umiera z jej powodu każdego roku, głównie w górnictwie i piaskowaniu w krajach rozwijających się.
Objawy wdychania pyłu krzemionki krystalicznej (SiO) obejmują duszność, kaszel, gorączkę, rozedmę płuc, zwłóknienie płuc, bliznowacenie płuc oraz zwiększoną podatność na gruźlicę i raka. Krzemica często rozwija się latami w wyniku powtarzającej się ekspozycji na niewielkie dawki pyłu, ale raz rozwinięta jest nieodwracalna.
Krzemiany można znaleźć w różnych formach w olbrzymiej ilości kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Właściwie trudno wyobrazić sobie świat bez nich, ponieważ występują w każdej klasie skał i zajmują niszę w każdym możliwym środowisku geologicznym na planecie. Można je znaleźć w kwarcu, chalcedonie, jaspisie, agatach, awenturynie, krwawniku, karneolu, chryzoprazie, ametystach, opalach, onyksie, berylach, w skamieniałym drewnie, obsydianie, krzemieniach, steatycie, piaskowiecach, w tygrysim oku a nawet w szkle. W prawie wszystkich z wymienionych wyżej zawartość tlenków krzemu (SiO) zbliża się do 50% lub przekracza tę wartość.
Należy również wspomnieć, że afrykańskie tygrysie oko naraża szlifierza również na inne poważne zagrożenie czyli azbest. Ten tak pożądany i charakterystyczny efekt optyczny występujący w tygrysim oku jest spowodowany równoległymi, drobnowłóknistymi azbestami amfibolowymi. Również serpentynit ma wysoką zawartość azbestu chryzotylowego, ale nie jest on uważany za tak niebezpieczny jak z tygrysiego oka. Niektóre odmiany steatytu również zawierają azbest i należy je ciąć lub rzeźbić bardzo ostrożnie.
Niebezpieczne skamieliny
Kolejna sprawa to radioaktywność pochodząca ze skamieniałości. To zagrożenie, o którym rzadko myślimy. W niedawnym badaniu 300 losowo wybranych skamieniałości z pokładów skamieniałości Hagerman Fossil Beds w Idaho, (przeprowadzonym przez C. Neala Farmera, Ronalda L. Kathrena i Craiga Christensena) przenośny instrument pomiarowy Geigera-Müllera wykrył zauważalne poziomy promieniowania, o jeden do dwóch rzędów wielkości wyższe od poziomu promieniowania tła. I to w trzech czwartych okazów. A to już ogromna różnica.
W niektórych obszarach, np. w Parku Narodowym Hagerman Fossil Beds (Idaho) i Formacji Morrison w Parku Narodowym Dinosaur (Kolorado/Utah), skamieniałości w ogóle poszukiwano przy użyciu liczników Geigera.
Według badań, skamieniałości radioaktywne występują najczęściej na wysokości od 900 do 1000 metrów nad poziomem morza w starożytnych piaszczystych korytach rzek, podczas gdy złoża bogate w glinę (więc te nad Bałtykiem znadowane pewnie też - przypisek mój) i te na innych wysokościach nie wykazują tak wysokich poziomów. Najwyraźniej naturalnie występujący uran wytwarza rad, który rozpada się na radon, gaz obojętny. Dawne wody gruntowe transportowały te pierwiastki radioaktywne do piaszczystych obszarów zawierających skamieniałości, gdzie wytrącały się z roztworu w procesie fosylizacji. Nawet małe skamieniałości, takie jak zęby rekina i trylobity, mogą zawierać znaczące ilości pierwiastków radioaktywnych.
Służby Parków Narodowych wydała nawet instrukcję „Conserve O Gram” ze szczegółowymi wytycznymi jak obchodzić się z okazami i ich eksponowaniem. Chociaż zbieranie większości skamieniałości jest prawdopodobnie bezpieczne, należy przynajmniej umyć się i zmienić ubranie po opuszczeniu terenu eksploracji. A podczas cięcia lub polerowania okazów zawsze noś maskę ochronną z filtrem – pył radioaktywny jest silnie rakotwórczy!
Jak bezpiecznie szlifować
Ale dość już tych ponurych wieści. Kilka prostych środków ostrożności może niemal całkowicie wyeliminować ryzyko obrażeń spowodowanych większością pyłów skalnych. Oto lista sugestii, które znacznie zwiększą bezpieczeństwo Twojego warsztatu i pozwolą Ci cieszyć się szlifowaniem Twoich ulubionych okazów w dobrym zdrowiu.
1. Noś maskę przeciwpyłową
Zawsze noś maskę oddechową zatwierdzoną przez Narodowy Instytut Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (NIOSH) z wymiennymi wkładami i filtrami przeciwpyłowymi (niestety nie wiem jak to odnieść do norm europejskich. Może ktoś z Was ma wiedzę na ten temat?). Niektóre obecnie dostępne wkłady łączą filtr wstępny z wkładem, co ułatwia sprawę.
Maski oddechowe zapewniają szeroki zakres ochrony przed pyłami, rozpuszczalnikami, oparami i mgłami. Oznaczone są literami N, R i P, w zależności od zdolności wkładu do filtrowania oleju; N oznacza „brak ochrony przed olejem”, R oznacza „częściowo odporny na olej”, a P oznacza „pełna ochrona przed olejem”. Liczba po inicjale wskazuje, jaki procent cząstek stałych jest filtrowany przez materiałowy filtr wstępny. Na przykład maska N-95 nie zatrzymuje rozprysków oleju, ale zatrzymuje 95% unoszących się w powietrzu cząstek pyłu.
Unikaj tanich masek przeciwpyłowych; nie przylegają one wystarczająco ściśle i słabo filtrują. Jeśli to możliwe, przymierz kilka różnych masek w sklepie, aby znaleźć najlepszą. Ogol brodę, jeśli ją masz, aby zapewnić szczelność. Przechowuj maskę w zamkniętym pojemniku lub plastikowej torbie, gdy jej nie używasz, i od czasu do czasu myj ją ciepłą wodą z mydłem, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Wypróbuj ten prosty test podciśnienia na swojej masce: zablokuj wloty powietrza, weź oddech i go wstrzymaj na 20 sekund. Jeśli maska nadal przylega szczelnie do twarzy - pasuje. Wkłady należy wymienić po około ośmiu godzinach użytkowania.
2 Pracuj na zewnątrz i/lub używaj wentylacji
Otwarte okno lub klimatyzator nie zapewniają odpowiedniej wentylacji w pracowni szlifierskiej. Najprostszym rozwiązaniem jest praca na zewnątrz. To zapobiega przedostawaniu się większości zanieczyszczeń do warsztatu i nic nie kosztuje, ale nie zawsze jest możliwe.
Jeśli wolisz pracę wewnątrz, rozważ zainstalowanie lokalnego systemu wentylacji wyciągowej. Powinien on obejmować okap przeciwpyłowy do zbierania zanieczyszczeń, kanały odprowadzające je na zewnątrz oraz wentylator ssący do zasilania systemu. Regulowane zasuwy przeciwwybuchowe pozwolą na umieszczenie okapu przeciwpyłowego przy każdym urządzeniu. Kanały powinny być okrągłe, z jak najmniejszą liczbą zakrętów i powinny wychodzić z warsztatu. Jeśli masz bliskich sąsiadów lub przetwarzasz dużo kamienia, zapewnij odpylacz, aby usunąć zanieczyszczenia z wywiewanego powietrza.
Konfiguracja tak skomplikowanego systemu może być kosztowna i czasochłonna dla hobbysty pracującego dorywczo. Niektórzy dostawcy narzędzi do obróbki drewna opracowali pomysłową alternatywę. Zaadaptowali oni odkurzacz do pracy na mokro i sucho z filtrem HEPA (High-Efficiency Particulate Absorbing or Arresting) do zbierania pyłu warsztatowego za pomocą niewielkiej dodatkowej rury i kilku dysz ssących.
Nie ma powodu, dla którego ten system nie miałby działać również w przypadku pyłu kamiennego. Odkurzacz powinien być umieszczony na zewnątrz domu, ponieważ zasysane przez wlot powietrze z pyłem będzie wydmuchiwane przez otwór wylotowy odkurzacza. Nawet filtry HEPA zawodzą lub się zapychają, a część pyłu zawsze się przedostanie. Znacznie lepiej jest wydmuchać go na zewnątrz niż do warsztatu lub innego zamkniętego pomieszczenia.
3. Zawsze pracuj "na mokro"
Zawsze używaj wody lub oleju jako środka smarującego podczas cięcia, wiercenia, polerowania lub szlifowania, ale pamiętaj, że oba płyny mogą powodować problemy. Parowanie wody powoduje, że przestaje ona przylegać do pyłu, umożliwiając mu unoszenie się w powietrzu. Drobna mgiełka olejowa z toksycznym pyłem może być powstrzymywana przed przedostawaniem się do płuc za pomocą dobrej maski, ale osadza się na powierzchni skóry i przylega jak klej. Ponadto większość olejów do obróbki kamienia jest silnie drażniąca lub wręcz trująca. Niektóre, takie jak staromodna nafta, są również niebezpiecznie łatwopalne. Każdy ma swoją ulubioną metodę, ale ja pracuję na zewnątrz, używając oleju mineralnego i wkładu respiratora P (odpornego na olej) z wbudowanym filtrem cząstek stałych.
(W przypadku szlifowania bursztynu - przypisek mój - samo używanie wody w całym procesie powinno w zupełności wystarczyć. A żeby uniknąć kłopotów z olejami przemysłowymi zawsze używam olejów spożywczych. Oliwy z oliwek lub rzepakowego - co tam aktualnie uda się żonie z kuchni podwędzić)
4. Noś ubranie robocze
Zawsze zakładaj nakrycie głowy i fartuch i/lub kombinezon podczas szlifowania, a po zakończeniu pracy zmień ubranie. Pył skalny lubi oblepiać ubrania i włosy, a Ty będziesz go nosić po domu i wdychać przez cały dzień (podobnie jak Twoja rodzina), jeśli się nie przebierzesz. Po szlifowaniu najlepiej weź prysznic, umyj włosy szamponem i użyj dużej ilości mydła. Często pierz kombinezony i odzież roboczą. A już na pewno nie próbuj ich otrzepywać z kurzu na sucho. Jednorazowe ubrania, kombinezony i fartuch również mogą być dobrym rozwiązaniem.
5. Nie zamiataj
Nigdy nie zamiataj warsztatu na sucho. Większość kurzu po prostu unosi się w powietrzu i przemieszcza w inne miejsca. Zamiast tego używaj odkurzacza z filtrem HEPA. Natomiast najlepszym rozwiązaniem jest tutaj sprzątanie na mokro. Użyj mokrego mopa na podłodze i mokrej szmatki lub gąbki z miską z wodą na wszystkich pozostałych powierzchniach. Zdecydowanie najlepiej również jest sprzątać od razu po zakończeniu pracy. Zanim związany wodą pył zdąży wyschnąć, bo wtedy będzie mu się znacznie łatwiej unosić w powietrze.
Nie wszystkie te sugestie muszą być bezwzględnie przestrzegane. Jeśli szlifujesz rzadko, prawdopodobnie możesz zapomnieć o niektórych z nich, ale jeśli jesteś uzależniony, tak jak ja, możesz chcieć wdrożyć większość z nich. Tolerancja na pył kamienny jest bardzo zróżnicowana. Niektórzy przeżyją całe życie bez żadnych problemów, ale inni mogą być wyjątkowo wrażliwi. Małe dawki przyjmowane codziennie będą powoli się kumulować, a pył nie zniknie, gdy go wdychasz. Palenie tytoniu i mieszkanie przy piecu opalanym drewnem lub w miejscu o złej jakości powietrza sprawią, że będziesz jeszcze bardziej podatny na problemy. Słuchaj swojego ciała. Jeśli twoje płuca zaczną narzekać, podejmij dodatkowe środki ostrożności; masz tylko jeden zestaw na całe życie.
* * *
I teraz to już na prawdę wszystko :) Jeśli zamierzacie szlifować tylko bursztyn, to większość tych zabezpieczeń nie będzie konieczna, bo pył bursztynowy nie jest aż tak niebezpieczny jak ten "kamienny". Ale wiązanie tego bursztynowego pyłu wodą w celu zmiany jego właściwości chemicznych, złagodzenia jego kwasowości to moim zdaniem absolutne minimum.
Wszystkiego dobrego i życzę Wam wszystkim żeby Neptun podrzucił w tym sezonie jakieś piękne okazy do szlifowania :)
Trwa ładowanie...