Międzynarodowe Ministerstwo Kultury i Jazzu Światowego
Dość późno, bo dopiero w 2007 roku podczas warszawskiego festiwalu Jazz na Starówce, miałem okazję pierwszy raz zobaczyć Michała Urbaniaka, ale za to od razu w ramach super projektu. Mistrz grał kompozycje Krzysztofa Komedy. Zdjęcia mam gdzieś na płytach CD. Nie dotrę teraz do nich, jednak pamiętam: ostre słońce, nieosłoniętą z boków niewielką scenę i morze ludzi na Rynku. Z początku trochę mnie to zaskoczyło, ale zaraz połączyłem kropki – takie nazwiska i koncert za darmola. Pamiętam jeszcze, że w zespole grającym tego dnia z Urbaniakiem na trąbce czarował Jerzy Małek, którego później spotykałem w różnych konstelacjach i na różnych scenach (np.: w Markiem Dyjakiem w Och Teatrze).
Rok czy dwa lata później w Stodole odbywały się Urbanator Days. Przedsięwzięcie tyleż niesamowite, co niepowtarzalne. Urbanator – czyli potężny, międzynarodowy skład muzyków przede wszystkim z Nowego Yorku i Londynu towarzyszył amatorom i młodym talentom podczas warsztatów muzycznych prowadzonym przez Urbaniaka. Całość wieńczył koncert z gościnnym udziałem O.S.T.R. Urbanator Days to była zupełnie prywatna inicjatywa Mistrza i odbywała się w różnych miejscach na świecie. Można powiedzieć Międzynarodowe Ministerstwo Kultury i Jazzu Światowego.
W 2010 roku też w klubie Stodoła miałem okazję odbyć fascynujące i zabawne spotkanie z Mistrzem. To było oczywiście nagranie 1na1 dla CGM. To chyba po nim dostałem wizytówkę z prywatnym adresem w NY. Michał Urbaniak dopisując długopisem nr telefonu oznajmił kategorycznie - koniecznie musisz wpaść, jak będziesz w okolicy. Nocleg się znajdzie… Wciąż nigdy nie byłem w Stanach.
Latała mijały, ale nie przynosiły żadnych osobistych spotkań. Pewnie kilka razy mogłem go widzieć na scenie i tyle. Aż przyszedł rok 2024. Ja wstawałem z kolan po uzależnieniach i odwyku, a Jacek Górecki zrobił wywiad rzekę z Urbaniakiem pt. “Michaś”. Wtedy dostałem od wydawnictwa czy dystrybutora propozycje, by przeprowadzić z Mistrzem wywiad promujący tę książkę. Turbo się ucieszyłem, bo potrzebowałem takich akcji jak kania dżdżu, jednak z powodu stanu zdrowia Urbaniaka nigdy do tego nie doszło. Zostałem z książką. Czy żałuję? Jasne, że tak! Jednak z drugiej strony życie pozwoliło mi się jakoś otrzeć o legendę, jedynego Polaka współpracującego z Milesem Davisem, prekursorem, mistrzem.
Trwa ładowanie...