O mecenacie artystycznym

Obrazek posta

Izabella Starzec: Jaki powinien być dobry mecenas sztuki, a konkretnie w sferze muzycznej? Ma pani swoje wyobrażenie ideału?

 

Ewa Anna Augustynowicz, skrzypaczka, prezeska Fundacji Giardino di Delizie: Moim ideałem byłaby osoba, która przede wszystkim zna się na muzyce i która poszukuje piękna wokół siebie. To zresztą dotyczy nie tylko muzyki, ale w ogóle sztuki pięknego życia. Kto kocha piękno, szuka tego piękna w swoim życiu, widzi je w każdej rzeczy, w każdym przedmiocie, otacza się pięknem.

Na pewno pomaga wykształcenie muzyczne albo przynajmniej podstawy muzyki, czyli na przykład nawet to, że ktoś w dzieciństwie chodził z rodzicami na koncerty. Mógł też uczyć się w szkole muzycznej pierwszego stopnia. Taka właśnie osoba ma potencjał, by zostać mecenasem sztuki bardziej niż ktoś, kto totalnie nie ma zielonego pojęcia o muzyce.

 

Izabella Starzec: Czy jest w otoczeniu pań ktoś, kto by spełniał te kryteria? Kto autentycznie chciał dać sam od siebie wsparcie.

 

Ewa Anna Augustynowicz: Miałam szczęście spotkać Włocha Pasquale Imbrenda pasjonującego się muzyką rzymską okresu Baroku. Zainteresował się on kompozytorem czasów Corellego, Lelio Colistą działającym w Rzymie. Ten pan przyszedł na koncert promujący naszą pierwszą płytę z utworami Carlo Ambrogio Lonatiego, po koncercie podszedł do mnie i powiedział, że jest bardzo zainteresowany postacią Colisty i chciałby, aby ukazała się płyta z jego utworami. Szczęśliwy zbieg okoliczności chciał, że kompozytor był mi znany i też myślałam o takim nagraniu. Po naszym spotkanie Pasquale zdecydował się zasponsorować naszą płytę.

Zdarzają się więc i takie historie, ale często trzeba samemu szukać wsparcia i wtedy robimy zbiórki, czyli tak zwany crowdfunding. Raz wychodzi to gorzej, raz lepiej. Szukanie sponsorów obejmuje też instytucje publiczne i inne fundacja i organizacje zajmujące się muzyką. We Włoszech na przykład są to Instytut Polski czy Konsulat.

 

– Lilianna Stawarz, klawesynistka: Dodam, że mecenasem powinna być przede wszystkim osoba, która widzi trochę więcej, niż nawet sam artysta jest w stanie zobaczyć. Patrzy na sprawy perspektywicznie, rozwojowo mając na myśli nie tylko jeden koncert. Właśnie taką osobą był dyrektor Stefan Sutkowski, założyciel Warszawskiej Opery Kameralnej, gdzie pracowałam przez 27 lat.

On był prawdziwym wizjonerem – osobą, która ma plany na 50 lat, a nie pięć. Mecenas, to smakosz sztuki, ktoś o wielkim sercu, wielkiej perspektywie i odwadze. W dawnych czasach Maria Kazimiera Sobieska była właśnie taką osobą – świetną mecenaską, która bardzo rozumiała potrzebę zaopiekowania się kulturą wysoką.

 

Ale jednocześnie, gdyby tak popatrzeć wstecz, to wśród tych szeroko rozumianych mecenasów sztuki były osoby, dla których liczył się przede wszystkim ich splendor. Myślę na przykład o władcach, papieżach.

 

Ewa Anna Augustynowicz: I do tej pory tak jest, ponieważ mecenasi chcą jednak, żeby ich nazwiska też przy tych wydarzeniach zaistniały. Chcą po sobie zostawić ślad. Nawet jak już ich nie będzie to ich nazwisko będzie istniało w kolejnych pokoleniach.

Na koncertach naszego podróżującego Sobieska International Music Festival gramy takie właśnie utwory, których w ogóle by nie było, gdyby nie wielcy mecenasi muzyki.

 

 

Lilianna Stawarz: Mecenat to jest obopólność, ale i wspomniane wizjonerstwo. Bez tego nigdy nic się nie wydarzy, bo wszystko będzie tylko na chwilkę, na jedno wydarzenie. W tym też tkwi ta potrzeba tworzenia i smakowania piękna. 

 

Ewa Anna Augustynowicz: Przychodzi mi do głowy papież Juliusz II, który dał początek pierwszym kolekcjom Muzeów Watykańskich w Rzymie. W jego czasach nowy Rzym był odnawiany i budowany kosztem tego starego antycznego i m.in. to właśnie ten papież zakupywał dzieła sztuki antycznej odkrywane w rozbieranych budynkach na terenie Palatynu czy Forum Romanum. Wtedy znajdowano masę różnych dzieł sztuki, które Juliusz II zaczął kupować, doceniając ich wartość i urodę.

To właśnie dzięki temu, że on widział dalej, teraz te muzea istnieją ze wspomnianymi kolekcjami, które mają 2000 i więcej lat. Oczywiście te kolekcje powiększały się i po śmierci Juliusza II. Mecenat w gruncie rzeczy był dawniej prawdziwą opoką dla artysty i chronił go przed biedą i sprawami przyziemnymi.

 

Znamy też przypadki, gdy ta zależność mocno uwierała kompozytora. Przypomina się tu casus Mozarta, który w pewnym momencie zdecydował się wyzwolić spod dławiącej opieki arcybiskupa Colloredo. Beethoven od początku postawił na niezależność, ale też były tego konsekwencje – wieczna walka o finanse.  

 

Ewa Anna Augustynowicz: To widać na kartach tytułowych partytur operowych już od czasów Cameraty Florenckiej. Dedykacje z okazji zaślubin, z okazji przyjazdu, bez okazji, cokolwiek. A już taką postacią naprawdę tragiczną, jeśli chodzi o taką zależność i niemożliwość wydobycia się z okowów tej pseudo-opieki, jest Jan Sebastian Bach. Stworzył genialne dzieła, a był cały czas trzymany za rękę, cały czas rzucano mu kłody pod nogi.

 

Wracając do postaci królowej Marysieńki i jej córki Marii Klementyny, które to kobiety są tak mocno promowane poprzez festiwal organizowany przez Fundację Giardino di Delizie, to jak panie sądzą, czego by nie było, gdyby nie mecenat Sobieskich?

 

Ewa Anna Augustynowicz: Może znalazłby się ktoś inny wspierający Scarlattich, a może nie – trudno powiedzieć. Może nie powstałoby wiele z tych utworów…

Lilianna Stawarz: Na szczęście nie musimy spekulować – Sobieska była absolutnie niezwykłą kobietą, która po prostu wsiadła w karocę w 1699 roku i przyjechała do Rzymu, do obcego sobie miasta. Miała naprawdę wiele odwagi.

Aneta Markuszewska wydała znakomitą książkę „Festa i Muzyka na Dworze Marii Kazimiery Sobieskiej w Rzymie”. Jest napisana pięknym językiem i z ogromną starannością w odniesieniu do faktów historycznych.

 

Jak jest dzisiaj z mecenatem kościoła, który niegdyś był jedynym, a w każdym razie długie wieki najpoważniejszą instytucją wspierającą artystów?

 

Ewa Anna Augustynowicz: W tym momencie raczej nie ma takiego mecenatu. W Rzymie jest masa pięknych kościołów barokowych i świecą pustką. Mało jest w nich koncertów. Bardzo często, oczywiście z jakimiś wyjątkami, żeby w nich zagrać trzeba zapłacić duże sumy za wynajem. W obrębie miasta jest około 900 kościołów i tak naprawdę prawie nic się muzycznego w nich nie dzieje.

 

Co może być puentą naszej rozmowy?

 

Lilianna Stawarz: Myślę, że puentą może być hasło: edukacja! Jeśli chcemy mieć mecenasów świeckich czy też związanych z kościołem, musimy uczyć dzieci na każdym etapie ich rozwoju, rozpoczynając od edukacji przedszkolnej, jak ważna jest sztuka w życiu każdego człowieka, każdego narodu i jak ważną rolę pełni w kształtowaniu tożsamości, jak rozwija duchowo i intelektualnie.

Bez zrozumienia tej istotnej kwestii nie może być mowy o Kulturze, Sztuce, a tym bardziej o Mecenacie.

 

Ewa Anna Augustynowicz: Dodam jeszcze jedną myśl do konkluzji Lilianny. Edukacja to niezaprzeczalnie jeden z podstawowych problemów dzisiejszych czasów a druga sprawa moim zdaniem to fakt, że coraz częściej zamykamy się na kulturę sąsiada. Historia nam jasno pokazuje, że właśnie dzięki tak wspanialej współpracy muzyków, artystów i patronów muzyki różnego pochodzenia ta twórczość była możliwa. Obie królowe Sobieskie są tego przykładem. Przyjechały do Rzymu z Polski i nie przeszkadzało im to we wspieraniu artystów włoskich w ich twórczości. Inny przykład to królowa Krystyna Szwedzka, też nie była Włoszką a mimo to bardzo prężnie wspierała muzyków włoskich w Rzymie i to waśnie to zamiłowanie do piękna było tutaj tak ważne. Ono było ponad podziały narodowe, rasowe, religijne i inne. Może obok edukacji muzycznej brakuje też edukacji, która przygotowuje do życia nie tylko od tej strony praktycznej, materialnej, ale też tej bardziej duchowej i mam tu na myśli zdolność dostrzegania piękna wokół nas i chęci tworzenia go razem.

Ewa Anna Augustynowicz Giardino di Delizie Liianna Stawarz Izabella Starzec Aneta Markuszewska Maria Kazimiera Sobieska Stefan Sutkowski Maria Klementyna Sobieska Sobieska International Music Festival

Zobacz również

Bravissimo, Spyres!
Trzeba wierzyć w marzenia, czyli „Satyagraha” Magdaleny Zawartko
Święto muzyki improwizowanej

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...