Rzecz o euphonie

Obrazek posta

Izabella Starzec: Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z informacją o euphonie?

Paweł Romańczuk: Mam wrażenie, że było to w okolicach roku 2019 albo 2020. Realizowaliśmy z Małymi Instrumentami projekt pod tytułem „Chladni”, który polegał na tym, że chcieliśmy znaleźć formułę komunikacji między grupą osób niewidomych i niesłyszących a nami, twórcami muzyki. Uznaliśmy, że takim możliwym sposobem mogą być tzw. „figury Chladniego”.

 

Co to takiego?

– Większość ludzi zna je ze swoich doświadczeń, niekoniecznie wiedząc, że one się tak nazywają. Są to figury, które powstają za pomocą drgającej płyty i rozsypanych na niej drobinek piasku albo soli. Określona częstotliwość drgań powoduje, że piasek przemieszcza się samoczynnie z miejsc drgających w stronę tych, które nie drgają. W ten sposób każda częstotliwość ma szansę wygenerować inną figurę. Uznaliśmy, że to jest właśnie taka wizualna forma istnienia dźwięku, komunikatu o tym dźwięku. W związku z czym zaczęliśmy stosować te figury jako narzędzie dźwiękowo-wizualnej komunikacji pomiędzy grupami osób niewidomych i niesłyszących, a ostatecznie też, oczywiście, twórców muzyki, którzy w procesie współpracy z tymi osobami stworzyli partyturę i grali utwór powstały tymi metodami. I tak w obszarze moich zainteresowań pojawił się Ernst Chladni.

 

…i jak rozumiem jego koncepcja euphonu?

– No właśnie. Wtedy też zacząłem interesować się jego losami i faktem, że był autorem euphonu oraz tego, że zmarł we Wrocławiu.

 

Co cię zafrapowało w jego pracy i życiorysie?

– Był to człowiek, który poświęcił swoje życie głównie badaniu zjawisk fizycznych, akustycznych, a także budowie tych eksperymentalnych instrumentów muzycznych. Jego ojciec kierował go w stronę prawa. Chladni nie sprzeciwił się temu i został prawnikiem, ale zawsze chciał zajmować się muzyką, na co ojciec nie wyrażał zgody. Po jego śmierci podjął decyzję, że będzie realizował swoje pasje – badanie zjawisk fizycznych i muzycznych, którym poświęcił resztę swojego życia. Nigdy nie założył rodziny.

 

Czyli oddał się całkowicie nauce.

– Tak było. Funkcjonował przez wszystkie lata dzięki licznym swoim eksperymentom, badaniom i dzięki prezentacji wyników, które osiągał. Jeździł po całej Europie i w różnych ośrodkach nauki starał się przedstawiać osiągnięcia, które było mu dane zdobyć.

 

 

Trzeba dla porządku dodać, że Ernst Chladni żył w latach 1756-1827, a więc w czasie, w którym jeszcze nie rozwinęła się jako osobna dziedzina nauki, akustyka muzyczna.

– Właściwie to Chladni stworzył pod nią poważne podwaliny i zdaje się był autorem pierwszego podręcznika do akustyki, który został opublikowany w 1802 roku.

 

Jak to się stało, że Chladni zawędrował do Wrocławia i co tutaj robił?

– Robił we Wrocławiu to, co robił w całej Europie, czyli przyjechał na zaproszenie swoich przyjaciół z uniwersytetu. Organizowali mu tutaj prezentację, wykłady. Chladni prowadził taki nomadyczny tryb życia, chociaż zawsze wracał do swojego mieszkania – najpierw w Wittenberdze, gdzie mieszkał od urodzenia, a później w miejscowości Kemberg, do której się przeniósł z uwagi na zagrożenie Wittenbergi wojną i atakiem wojsk napoleońskich. Zresztą słusznie tę decyzję podjął, bo właśnie od uderzenia armatniego w czasie najazdu wojsk Napoleona na Wittenbergę zajął się ogniem najpierw dom sąsiadów. a następnie cały dom, w którym mieszkał Chladni. W Kembergu wynajął sobie pokój, do którego przewoził wszystkie swoje rzeczy, w tym instrumenty i meteoryty, których był kolekcjonerem. Nie zdążył przewieźć papierowych rzeczy, czyli wszystkich notatek, wyników badań, które przez dziesiątki lat prowadził, no i niestety to wszystko spłonęło.

W każdym razie bardzo często wyjeżdżał do ośrodków, w których funkcjonowali naukowcy i ludzie zajmujący się fizyką i akustyką, jak np. w Berlinie, z którego właśnie przyjechał do Wrocławia.

 

Co się właściwie stało Chladniemu, że Wrocław okazał się być tym ostatnim w życiu przystankiem?

– Nie jestem do końca pewien, czy dostępne informacje, a także te, które przetłumaczyłem, są wiarygodną odpowiedzią na pytanie o przyczynę śmierci. Prawdopodobnie był to udar. To jest możliwe, bo został znaleziony w skręconej pozie i wyglądało na to, że po prostu to coś go nagle chwyciło. Ciekawe, że tego samego wieczoru był gościem na kolacji u Henrika Steffensa, który był profesorem fizyki, filozofii przyrody i antropologii na Uniwersytecie Wrocławskim. On to w swoich wspomnieniach opisał tę wizytę. Rozmowa przy stole zeszła na kwestie życia i śmierci, wtedy Chladni wyraził myśl, że chciałby umrzeć nagle i to go właśnie parę godzin później spotkało.

 

Gdzie został pochowany?

– We Wrocławiu na nieistniejącym obecnie cmentarzu parafii św. Elżbiety. To jest cmentarz, który się mieścił między ulicą Braniborską, Legnicką a ulicą Dobrą. Na potwierdzenie tego faktu udało się odnaleźć zdjęcie nagrobka, który wyglądał bardzo specyficznie jak na tamte czasy, bo była to sześcienna kostka z białego marmuru o krawędzi około metra. Czysta ekstrawagancja jak na rok 1827.

 

Kiedy powziąłeś zamysł, by odtworzyć euphon Chladniego?

– We współczesnej kulturze instrumentów muzycznych istniały i istnieją różne eksperymentalne instrumenty muzyczne. Także i takie, które wprost korzystały z odkrycia Chladniego. Oryginał nie przetrwał do naszych czasów, ale były wzorowane na jego euphonie np. konstrukcje francuskie braci Françoisa i Bernarda Baschet. Nazwali je od swojego nazwiska wbrew temu, co życzył sobie Chladni.

Znane mi są jeszcze jakieś przynajmniej dwie inne formy funkcjonowania instrumentów bazujących na tym pomyśle. Założyłem, że dopóki nie zbadam historii euphonu i nie sprawdzę, co jest dostępne w literaturze przedmiotu, to nie będę wiedział tak naprawdę, którą wersję tego instrumentu można skutecznie odtworzyć. Napisałem wniosek stypendialny do Ministerstwa Kultury i za trzecim razem udało się. Wtedy przeprowadziłem poszukiwania dokumentacji na temat euphonu. Jak się okazało, Chladni pozostawił po sobie bardzo dokładne notatki, nawet co do wymiarów samego instrumentu i sposobów konstrukcji. Podzielił się tym wszystkim pod koniec życia.

 

 

Rozumiem, że to odkrycie pozwoliło ci na dalsze kroki?

– Wręcz odniosłem wrażenie, że Chladni pisząc takie opracowania, jak się buduje euphon i dostarczając czytelnikowi wszystkich szczegółów niezbędnych do zbudowania instrumentu wymyślonego przez niego, zwracał się w ten sposób do osób, które kiedyś w przyszłości chciałyby pomysł na euphon rozwinąć, a przynajmniej skorzystać z jego odkryć. Myślę więc, że i do mnie – konstruktora różnych instrumentów – było to skierowane. Takie mam metafizyczne odczucie.

 

Lepiej nie mógł trafić. Czy konstrukcja Chladniego była w jakiś sposób powiązana ze szklaną harmoniką?

– Wręcz przeciwnie. On chciał uniknąć skojarzenia podobieństwa z glassharmoniką, ponieważ poniekąd słusznie uważał, że jego rozwiązanie jest zupełnie inne. Szklana harmonika to zestaw szklanych mis, które są traktowane jako idiofon, czyli pociera się mokrym palcem taką misę i wtedy zaczyna brzmieć.

Natomiast Chladni wymyślił coś zupełnie innego. Owszem, w euphonie jest komponent w postaci szklanego pręta, ale to tylko generator drgań. Sam nie brzmi, jest natomiast doczepiony do źródła dźwięku wykonanego z metalu. To właśnie metal wibruje. Pocieranie tego szklanego pręta jest czynnością, którą można przyrównać do pracy smyczkiem, który pociera strunę na przykład w skrzypcach.

 

 

Jak jednak wiemy, smyczek do struny nie jest na stałe przyczepiony, a w przypadku rozwiązania Chladniego te dwa elementy: szklane komponenty i metalowe moduły są ze sobą połączone.

 

Nurtuje mnie pytanie, po co stworzył taki instrument, który z samej natury ma dość nikłe możliwości. Rozumiem, że w twoich rękach nabiera życia, ale wtedy – w czasach Chladniego?

– Nie mogę się zgodzić z tym, że cel tego instrumentu był jakiś niejasny, bo XIX wiek to jest stulecie odkryć w zakresie instrumentarium. Wtedy odkrywano zasady rządzące instrumentami muzycznymi i ich różne konstrukcyjne możliwości. Był to wiek przemysłowy. Wiek, w którym dopiero starano się zrozumieć, jak działa fizyka w wielu niejasnych wymiarach. Chciano również pozyskać wiedzę na temat obróbki materiałów i ich potencjalnych możliwości. Chladni to osiągnął, budując swój instrument. W tej epoce odkrywano i eksperymentowano ze źródłami dźwięku i trudno było przewidzieć na początku, jaki uzyskamy rezultat.

To, czy jakiś instrument został przyjęty przez środowisko muzyczne, nie zawsze zależało od potencjału dźwiękowego. W przypadku euphonu mógł na tym zaważyć bardzo cichy zakres dynamiczny, ale z literatury wiemy, że „ludzie się na to skarżyli”. Euphon jak i inne instrumenty eksperymentalne dowodzą pewnych ambicji konstruktorskich i oczekiwań, natomiast nie zawsze były akceptowane przez środowisko muzyczne na poziomie, dajmy na to, fortepianu.

 

Ludzie – powiedziałeś, czyli kto? Uczestnicy prezentacji, koncertu? Skąd mamy takie informacje?

– W literaturze jest niewiele komentarzy. Pojawiały się w rzadkich recenzjach koncertów („dźwięk niebiański czy eteryczny”), ale też w opiniach Goethego („dźwięk mistyczny”), a sam Chladni opisywał dźwięk euphonu jako „miękki i stabilny”
 

Przejdźmy do fazy konstrukcyjnej. Zgromadziłeś zatem materiały i szkice, które stanowiły początek twojej pracy nad instrumentem. Czy wybrałeś jakiś konkretny wariant?

 

 

– Zanim o wariantach, muszę najpierw dodać, że znany jest tylko rysunek euphonu z roku 1790 – pierwszego wariantu instrumentu Chladniego. Jedyny, jaki się zachował. Był licznie kopiowany i udostępniany w różnych opracowaniach dotyczących twórczości Chladniego, a tym samym stał się jedynym wizerunkiem instrumentu, który został upowszechniony w świecie nauki, wiedzy o instrumentach muzycznych. Dotarłem do książki, którą Chladni opublikował 31 lat po powstaniu rysunku pierwszego euphonu. W tej książce postanowił się podzielić wiedzą na temat swoich doświadczeń, różnych obserwacji i zmagań z budową kolejnych wariantów i wersji euphonu. Wykonał tych wariantów naprawdę sporo. A wiesz, że pokazywał swój wynalazek Napoleonowi?

 

No proszę!

– Starał się o wsparcie finansowe wydania francuskiego tłumaczenia swojej książki o akustyce. Na audiencji Chladni prezentował Napoleonowi m.in. euphon, ale gdy ten zapytał o działanie instrumentu, to autor nie udzielił wyjaśnień, informując jedynie, że to tajemnica. Były to czasy, w których wynalazcy podpatrywali oryginalne rozwiązania i je kopiowali, czy wręcz kradli. Z tych powodów Chladni przez wiele lat nie upowszechniał wiedzy na temat swoich autorskich rozwiązań.

 

Zmienił jednak zdanie, skoro w swojej późniejszej książce opublikował dokładne wskazówki dotyczące budowy euphonu.

– To było nawet pewnym zaskoczeniem! Napisał wręcz, że zawsze był zwolennikiem otwartej wiedzy. Dzisiaj byśmy ją nazwali open source – udostępniania i dowolnego korzystania, byleby tylko kolejne kopie nosiły niezmienną nazwę euphonu. Może doszedł do wniosku, że instrument po prostu przepadnie razem z jego śmiercią, więc opublikował w książce wszystkie informacje, załączając również pięć tabel z rysunkami, które ułatwiają zrozumienie tego, co robił.

 

Było łatwo?

– A gdzież tam! Nie mogłem połapać się w tym niemieckim gotyku, w którym jest napisana książka. Nie mogłem się połapać, o czym on mówi, odnosząc swój tekst do konkretnych numerów ilustracji. W pewnym momencie zorientowałem się, że mam niepełny skan tej książki i brakuje jednej tabeli. W związku z tym zacząłem szukać innego skanu w cyfrowych bibliotekach niemieckich. Zupełnie przez przypadek znalazłem artykuł opublikowany w gazecie z roku 1822 czyli rok po wydaniu tej książki.

I ten przypadek okazał się kluczowy. Mniej więc chodziło w nim o to, że Chladni zwraca się do ogółu tymi słowy: „Jeśli Czytelniku kupiłeś moją książkę z 1821 roku, to wiedz, że ostatnio przez pół roku miałem trochę więcej czasu i poświęciłem go na kolejne eksperymenty w budowie euphonu. To, co odkryłem, daje zdecydowanie lepsze możliwości od tych wcześniejszych”. W trzech odcinkach znalazł się pełny opis tych jego nowych odkryć oraz kolejna, ostatnia, szósta tabela przedstawiająca rozwiązania techniczne instrumentu.

 

Co z niej wynikało?

– Opis i rysunek przekroju tego instrumentu pozwalał w pełni wyobrazić sobie, jak ten ostatni wariant euphonu właściwie wygląda. Podane wymiary pozwalają na dokładne odtworzenie bryły całego instrumentu. To jest niesamowite odkrycie, bo nie tylko dostajemy dane, ale również wiedzę, jak powinna być zbudowana ta najlepsza wersja euphonu.

Zabrałem się za budowę tej ostatniej wersji po to, żeby oczywiście skorzystać z tych najlepszych osiągnięć Chladniego, ale też, żeby doświadczyć tej historycznej wartości odkrycia. Uzyskany efekt spełnia oczekiwania wynikające z historycznych opisów: jest cichy, delikatny, oniryczny a może i nawet „niebiański”. Możemy jedynie domyślać się, jak blisko brzmi w porównaniu do oryginału sprzed prawie 200 lat.

 

Czy w sferze domysłów leżą również szczegóły materiałowe?

– Poniekąd, ponieważ nie ma pewności, czy używamy tych samych materiałów, co dawniej. Przestrzeń przemysłowa zmieniła się przez lata, różne trendy powodowały, że niektóre materiały były wycofywane. Wydaje się więc, że, bazując na obecnie dostępnych produktach hutniczych, które są przedmiotem obrotu handlowego, trudno skonstruować idealnie taki sam instrument. Ekonomicznie przecież nie ma sensu stawianie własnego pieca po to, żeby wytopić kilka mosiężnych płaskowników.

 

 

Nie mamy też pewności, z czego wykonane były metalowe elementy, które w oryginalnym euphonie opisane są jako „żelazne”. W dostępnej ofercie handlowej mamy różne stopy stali z różną zawartością rudy żelaza i innymi domieszkami. A jakie standardy panowały 200 lat temu w Wittenberdze i w okolicy – trudno powiedzieć. Nie wiadomo, czy te elementy były wykonywane ręcznie przez jakiegoś kowala, czy pochodziły z innego obrotu przemysłowego.

Ponieważ nie zachował się żaden egzemplarz euphonu, trudno jest mieć jakikolwiek punkt referencyjny, żeby oceniać czy to, co osiągnąłem, jest na pewno w 100% brzmieniem euphonu.

 

Czy był taki etap, na którym się szczególnie borykałeś z jakimś problemem natury technicznej?

– O tak, sam etap strojenia jest bardzo trudny – niekończący się eksperyment. Żeby o tym opowiedzieć, chcę wyjaśnić, jak instrument jest zbudowany. Pojedynczy moduł dźwiękowy ma kształt łyżwy, w której przymocowany jest wygięty element metalowy, źródło dźwięku, a pomiędzy jego zagięte końce jest wetknięty komponent szklany, który wibruje razem z tym metalowym, kiedy jest pocierany mokrymi palcami.

Całość modułu musi oczywiście uzyskać odpowiednią intonację, a to zależy od jego grubości, długości materiału, ale też od jego strukturalnego napięcia. Łatwo sobie to wyobrazić, mając na myśli na przykład instrument muzyczny – piłę. Jeśli jest mocno wygięta, to wtedy jej struktura staje się bardziej napięta, bardziej zwarta – skłonna realizować wysokie częstotliwości. W przypadku euphonu jest podobnie. Każdy element metalowy był wyginany i automatycznie podnosił swoją wysokość dźwięku, co oznaczało, że dopiero po tym wygięciu można było kontynuować strojenie. To było żmudne i wymagające wielu prób.

Kolejnym problemem jest połączenie metalu ze szkłem, które nie jest typowe w budowie instrumentów. Szkło jest materiałem, który się kruszy i trudno jest zapanować nad jego długotrwałością. Wielokrotnie elementy szklane po prostu pękały, a perspektywa zdobycia materiału szklanego odpowiedniego do opisu Chladniego też nie była łatwa. W Polsce nie mamy hut szkła, które były takie elementy wykonały.

 

To jak rozwiązywałeś ten problem?

– Z uporem powtarzałem wszystkie czynności, aż uzyskałem założony efekt. Jednocześnie przez 8 miesięcy wytrwale prowadziłem rozmowy z hutą szkła w Czechach, dzięki którym pojawiła się szansa na uzyskanie komponentów szklanych bardzo zgodnych z projektem opisywanym przez Chladniego.

 

W jakim stroju postanowiłeś ten instrument przygotować do gry? Czy przyjąłeś z dźwiękiem A razkreślne strojonym do 440 Hz?

– Przyjąłem właśnie ten z prostego powodu - by móc dźwiękowo kojarzyć euphon z innymi instrumentami, których używamy w naszych Małych Instrumentach.

 

Jak długo pracowałeś nad euphonem, pomijając kwestię poszukiwań literaturowych czy źródłowych?

– Minimum pół roku, ale trudno jest precyzyjnie określić w czasie. Wykonanie jednej czynności i sprawdzenie rezultatu dawało sygnał, że zmierzam w złą stronę i musiałem szukać innego rozwiązania. Wtedy budowa była wstrzymywana na rzecz kolejnych testów i poszukiwań. Dopiero po znalezieniu nowej metody robiłem kolejny krok. Instrument został ukończony w listopadzie 2025 roku i 30 listopada, w dniu 269 urodzin Chladniego, został zaprezentowany w Galerii Toy Piano, prawdopodobnie pierwszy raz po 199 latach.

 

Jakie jest zainteresowanie tym instrumentem na przykład w gronie wrocławskich kompozytorów?

– Myślę, że ta wersja euphonu będzie funkcjonowała jako obiekt o znaczeniu historycznym. Łatwo nie odnajdzie się wśród innych instrumentów z powodu swego cichego zakresu dynamicznego. Zmieniły się czasy, a w raz z nimi spodziewany poziom głośności instrumentu. Na pewno głośniejsze formy bardziej współczesnych euphonów będą częściej wybierane przez muzyków. Myślę jednak, że warto było wykonać pracę nad odtworzeniem oryginalnego kształtu, dzięki czemu wiemy więcej o dźwiękowych eksperymentach epoki.

Poza prezentem urodzinowych dla Chladniego, cały ten proces mi osobiście przyniósł wiele satysfakcji, z tego niemal detektywistycznego procesu odkrywania prawdy o instrumencie i sposobie wydobywania dźwięków. Dostarcza też ciekawej historii o Wrocławiu, dzięki której tworzymy dziedzictwo kulturowe regionu.

 

Czy zamierzasz zaprezentować go za granicą?

– Myślę o Lipsku, gdzie Chladni studiował i gdzie została wydana książka o euphonie. W tamtejszym Muzeum Instrumentów Muzycznych znajdującym się przy Uniwersytecie jest jego drugi wynalazek – instrument klawiszowy „klawicylinder”. Być może uda mi się zainteresować władze muzeum odtworzonym euphonem i doprowadzić do współpracy.

Bardzo chętnie odwiedziłbym Wittenbergę, Kemberg i berlińskie Muzeum Historii Naturalnej, gdzie przechowywane są kolekcjonowane przez Chladniego kawałki meteorytów. Mam nadzieję, że te miejsca, dosyć bliskie naszej lokalizacji wrocławskiej, pozwolą na nowe poszukiwania i nowe odkrycia.

 

Paweł Romańczuk Izabella Starzec euphon Ernst Chladni instrument

Zobacz również

Nie tylko Chopin
O mecenacie artystycznym
Bravissimo, Spyres!

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...