Jak zbudować swój ekwipunek?

Obrazek posta

Budowanie rynsztunku to dla mnie proces znacznie głębszy aniżeli prozaiczne pakowanie plecaka; to świadome przygotowywanie się na wyzwania, jakie rzuca przygoda i dzika natura, a nade wszystko – gruntowne poznanie własnego wnętrza i potrzeb. Zanim więc pierwsza rzecz spocznie w moich tobołkach, każdorazowo zadaję sobie pytanie, z jakimi to przeciwnościami przyjdzie mi się mierzyć w głębokiej kniei. Moim celem niezmiennie pozostaje pełna niezależność i gotowość na każdy los, jaki może mnie spotkać na szlaku wiodącym hen, z dala od cywilizacji. Dziś chciałbym wyjawić Wam swoją metodę na to, jak kompletuję ekwipunek na wyprawy trwające długie miesiące.

 

PODSTAWY

Zacznijmy od samej podstawy, bo fundamenty są wszak najważniejsze. Konstruując swój zestaw, w pierwszej kolejności biorę pod rozwagę rozwiązanie problemów płynących z zaspokojenia najbardziej elementarnych kwestii w piramidzie potrzeb: stałego dostępu do wody oraz żywności. To absolutna podstawa. W dalszej dopiero perspektywie, zaraz za nimi, kładę takie zagadnienia jak schronienie, sen, odzienie i ogień. Na samym zaś końcu znajdują się narzędzia, których będę potrzebował w terenie.

Tym sposobem, gdy wyruszam w głęboką dzicz na szmat czasu, budując rynsztunek, skupiam się głównie na rzeczach niezbędnych do zdobywania wody i strawy, przygotowywania ich do spożycia oraz przechowywania. A dzieje się tak dlatego, że transport prowiantu w odludne miejsca jest nadzwyczaj kłopotliwy i wyczerpujący, a niekiedy wręcz niemożliwy. Wiem coś o tym. Kiedyś w górskich odludziach w północnej Szwecji brakło mi pożywienia. Miałem tylko psią karmę… Kompletując wyposażenie służące do pozyskiwania jadła, musimy zatem zawsze mieć z tyłu głowy zasadę, by dywersyfikować źródła pożywienia – gdy bowiem jedno zawiedzie, inne musi zapewnić nam posiłek.

Kolejnym węzłem gordyjskim jest schronienie. Musi ono być konstrukcją solidną, lecz względnie lekką, w pełni funkcjonalną i sprawną do rozstawienia, a przy tym uniwersalną na każdą porę roku. Pragnę też, byśmy w jego wnętrzu czuli się po prostu wygodnie i przytulnie. Pod płachtą – jak to pod tarpem – wiecznie hulać będą przeciągi, zaś w szczelnie zamkniętym namiocie nie uświadczymy tańca zorzy polarnej, a i widoki na strzeliste góry pozostaną na zewnątrz. O różnorodnych konstrukcjach można by rzec wiele, lecz to nie pora na takie wywody; mówiąc najprościej – należy odnaleźć pewien balans, tę jedyną, właściwą kombinację. Nie może to być machina skomplikowana, a zarazem musi dawać się wznieść w mgnieniu oka. Należy przy tym bezwzględnie wykluczyć konstrukcje z gotowym stelażem, który jest w mej ocenie zbędny i tylko przydaje kilogramów, które musimy potem taszczyć na plecach. Ów stelaż z powodzeniem zastąpimy żerdziami bądź linkami, o ile tylko budowa namiotu nam na to pozwoli. Wystrzegać się trzeba dążności do nadmiernego komfortu, który niesie za sobą jedynie dodatkowy trud – te siły lepiej wszak spożytkować na mozolne pokonywanie szlaku czy pozyskiwanie strawy. Przecież po to właśnie ruszamy w dalekie kraje, by przeżywać niezapomniane przygody, a schronienie winno nam w tym pomagać, a nie stawać okoniem.

Zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku zapewnienia sobie wypoczynku, który jest nam niezbędny, byśmy mogli się regenerować na morderczej trasie. Największym głupstwem, jakie można popełnić, jest spakowanie lichego posłania, przez które będziemy musieli raz po raz zrywać się w nocy, by dorzucić drwa do ognia bądź do pieca. Trzeba nam snu głębokiego i nieprzerwanego – tylko taka istna kąpiel w niebycie daje ciału wytchnienie. Nasze zdrowie i hart ducha na szlaku zależą w głównej mierze od tego, jak się wyśpimy. Zagadnienie to staje się jedną z największych zagwozdek przy dobieraniu rynsztunku, albowiem tradycyjne rozwiązania bywają ciężkie i mało pakowne – zwłaszcza gdy wyruszamy w krainy, gdzie mróz ścina krew, spadając poniżej -40°C. Na szlaku jesteśmy w stanie znieść w ciągu dnia, a nawet i całej doby, bardzo wiele i nie robić sobie nic z najpotężniejszych przeszkód, ale pod jednym wszakże warunkiem – że będziemy porządnie wyspani, wykarmieni i nawodnieni. Bez tego polegnie nawet największy twardziel.

BUDOWA

Od wielu już lat hołduję zasadzie, iż rynsztunek najlepiej jest sporządzić własnoręcznie – na tyle, na ile to tylko możliwe. Jest to rozwiązanie najdoskonalsze, bo skrojone dokładnie miarą naszych potrzeb; będziesz wiedział, jak każda rzecz została powołana do życia i jak dokonać jej naprawy, a całość okaże się solidniejsza niż sklepowe precjoza czy nawet wyroby wykonywane na zamówienie. Nie uświadczysz w nim nic zbędnego, a jedynie to, co absolutnie niezbędne. Pomnij jednak, że gdy już wykonasz własny ekwipunek, nigdy nie zaznasz pełni satysfakcji ani trwałego ukojenia. Z każdym sezonem jakieś rozwiązanie okaże się wadliwe, będziesz więc pruł, przeszywał, zmieniał i poprawiał. Przy tym wszystkim głowę zaprzątać ci będzie wciąż ten sam, nierozwiązany problem: jak odjąć tobołkom wagi i objętości, by nie stracić przy tym na ich funkcjonalności. To niekończąca się odyseja samodoskonalenia.

Czynię to regularnie po każdej dłuższej wyprawie, podczas której błędy wychodzą na jaw najdobitniej. Nie inaczej jest i teraz, gdy mój sześcioletni pobyt w terenie dobiegł kresu, a ja sposobię się do kolejnego wieloletniego wyjazdu. Główkując, gmerając, szperając, poprawiając i dłubiąc do późnych godzin nocnych, staram się, aby mój ekwipunek był najlepszy, na jaki mnie w tej chwili stać. Musi być on na tyle lekki i pakowny, bym mógł z nim samotnie i dogodnie przemierzać rozległe, dzikie krainy; rodzi się wtedy poczucie ogromnej niezależności i ta myśl, że jestem zawsze gotowy na wszystko.

Podczas wieloletniej wyprawy po Skandynawii zgromadziłem wokół siebie takie mrowie różnych narzędzi, że w którymś momencie przestały mi one pomagać, a stały się brzemieniem. To był mój błąd – wpadłem w błędne koło, mniemając, iż kanadyjka pozwoli mi na posiadanie większej ilości sprzętu, który w moim mniemaniu miał lepiej radzić sobie z problemami. Same w sobie rzeczy te nie były bezużyteczne, lecz sprawiły, że waga i objętość ekwipunku stały się po prostu przytłaczające. Przydać może się wszystko, lecz niezbędnych jest ledwie kilka, może kilkanaście rzeczy. Doświadczenie pokazuje mi, że wychylenie wahadła w stronę minimalizmu lub maksymalizmu wcale nie jest dobre. I tutaj trzeba znaleźć pewien balans; im lżej, tym lepiej, lecz należy mieć przy sobie wystarczająco ekwipunku. Rynsztunku prostego i solidnego, który zapewni zdrowie oraz komfort, a który w razie potrzeby naprawisz sam.

Zasadniczo miara naszego wyposażenia pozostaje w bezwzględnej niewoli u środka transportu, lecz dyktuje ją również czas trwania wyprawy, teren, kapryśna aura, pora roku oraz nasze własne możliwości. Jeśli przychodzi nam płynąć kanadyjką w kilkuletnią odyseję, sprzętu musi być co niemiara, jako że trzeba zabezpieczyć się w zimowe wyposażenie i ciepłe odzienie. Zgoła inaczej rzecz się ma, gdy ruszamy pieszo w letnią porę. Jeszcze inny obraz wyłania się wtedy, gdy planujemy wznieść stałe obozowisko, do którego dotrzeć można na różne sposoby, w tym i drogą wodną – wówczas to waga dobytku nie staje się tak palącym problemem. Jednakże nawet i w takim przypadku nie warto obarczać się nadmiarem zbędnych rupieci, o które tak ciężko nam będzie potem zadbać. One po prostu będą niszczeć, a każda niepotrzebna rzecz to jedynie dodatkowe, „puste” kilogramy, które przyjdzie nam taszczyć na własnym grzbiecie. Nie raz podczas długich, morderczych przenosek plułem sobie w brodę, iż zabrałem ze sobą nadmiar bambetli; nie raz ogarniała mnie ochota, by porzucić to i owo na szlaku. To doprawdy nie ma najmniejszego sensu.

Obecnie, budując ekwipunek na kolejną kilkuletnią wyprawę, bacznie wyszukuję zamienników dla rzeczy, z których korzystam na co dzień, tak aby móc płynnie przejść z objęć cywilizacji prosto w dzicz. Nie skupiam już uwagi na wymyślnych, skomplikowanych i nie zawsze potrzebnych elementach; wszystko, czym będę dysponował, ma być proste i funkcjonalne – bez zbędnego gadżeciarstwa. Z biegiem czasu, dostosowując sprzęt do własnych potrzeb, wypracowałem pewien sposób myślenia. Doświadczenie stało się moją surową nauczycielką i pokazało mi, co jest faktycznie niezbędne, a czego brać nie trzeba. Wyciąłem to, co przynosiło najmarniejsze korzyści, a generowało jedynie mrowie problemów. Zrozumiałem wreszcie, że ponad wszystko należy pielęgnować prostotę, albowiem osiąganie ambitnych celów przy użyciu prostych środków przynosi człowiekowi największą satysfakcję.

Nachodzi mnie w tym miejscu pewna refleksja, a myśl ta mówi mi wyraźnie, że redukcją rynsztunku zająć się można dopiero wtedy, gdy człowiek nabierze należytego doświadczenia, hartowanego przez długie miesiące i lata spędzone w kniei. Dopiero wówczas zabierzemy ze sobą jedynie to, co absolutnie konieczne, by móc żyć bez zbędnego komfortu, będącego jedynie jałowym ciężarem, i bez bagażu, który potrafi złamać kręgosłup nawet największemu harpaganowi. Jednym z wielkich błogosławieństw natury jest bowiem to, że ukazuje nam ona, jak niewiele w życiu potrzeba, by zaznać szczęścia. Z drugiej jednak strony, ostentacyjne gardzenie wygodą i usilna dążność do niewygody bezlitośnie obnaża początkującego. Nie po to wszak wyruszamy w dzikie ostępy, by znosić tam jedynie znój – czynimy to, by żyć prosto, acz wygodnie; by być wolnym i cieszyć się wielkimi przygodami, które zapamiętamy do końca swych dni. Jeśli robimy to, zachowując prostotę i wiodąc życie bliskie naturze, porzucając przy tym zbytki, a w zamian wykorzystując dary przyrody – wtedy wszystko jest takie, jakie być powinno. Przecież w kniei szukamy ucieczki od cywilizacji! Jednym słowem, sprzęt jest ważny i pomocny, lecz to, jaki on jest i w jakiej ilości go posiadasz, zależy wyłącznie od twojego mentalnego nastawienia oraz bagażu doświadczeń. Cała sztuka polega na znalezieniu właściwego kompromisu między ekwipunkiem przeładowanym a niewystarczającym; wędrowanie z tak harmonijnie dobranymi tobołkami to kunszt, którego opanowanie wymaga czasu i całkowitego poświęcenia.

PLANOWANIE

Ludzie planujący długą wyprawę do lasu rozpoczynają swe przygotowania na długo wprzód. Bardzo dobrą metodą na sprawne przygotowanie się do dalekiej podróży jest sprawdzenie, z jak małym rynsztunkiem człowiek zdoła bytować w dziczy i przemierzać ją bez odczuwania dotkliwej niewygody. Innym dobrym pomysłem jest skrupulatne zaplanowanie wyprawy i przygotowanie listy przedmiotów absolutnie niezbędnych dla jej charakteru. Lista ta zapewne okaże się bardzo długa, lecz nie będzie zawierała ekwipunku nieporęcznego ani ciężkiego. Ja sam wykorzystuję do tego celu arkusz kalkulacyjny w Excelu, gdzie mam wszystko należycie posegregowane w kolumnach. Każdy przedmiot ma tam swoje miejsce, określoną wagę oraz ilość, a arkusz automatycznie przelicza i sumuje mi wagę całego sprzętu, który zabieram ze sobą w teren. Mając przed oczami taki arkusz, widzę czarno na białym, co posiadam i ile to waży.

Niemniej jednak, podczas pakowania tobołów, nieoceniona okazuje się rzetelna waga – ta sama, której używam do ważenia poszczególnych przedmiotów przy pracy z arkuszem Excel. Dzięki niej widzę jak sumuje się ciężar w poszczególnych worach i zasobnikach, co pozwala mi z należytą uwagą rozplanować rozkład mas na kanadyjce. Już podczas pakowania owych worów i rozplanowywania całościowego rynsztunku, oczyma duszy widzę siebie na stromym brzegu, układającego ładunek na pokładzie. Pytam siebie, co się stanie, gdy przyjdzie mi zaliczyć nagłą wywrotkę; wyobrażam sobie, jak taszczę te wszystkie bagaże w upalne lato podczas morderczych przenosek i jak z takim brzemieniem na plecach usiłuję przedrzeć się przez skalne gruzowiska, gęstą knieję, powalone pnie czy świeży i głęboki śnieg. W mej głowie ożywają wizje siarczystych mrozów, skwarnych dni oraz jesiennych, dżdżystych nocy, które przyjdzie mi przetrwać; zastanawiam się wtedy, co w takiej godzinie próby rzeczywiście okaże się potrzebne i w którym dokładnie miejscu musi spocząć każda rzecz. Dopiero odnalezienie równowagi między tymi wszystkimi wizjami pozwala mi w pełni zapanować nad organizacją ekwipunku.

 

ekwipunek

Zobacz również

Moja metodyka połowu ryb
Kilka zasad zbioru roślin
Dopasowanie linki do gatunku i warunków

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...