Kryzys brytyjskiej polityki zagranicznej
Redakcja konserwatywnego The Telegraph w komentarzu napisała, że polityka premiera Starmera w ostatnich 2 tygodniach doprowadziła nie tylko do nadszarpnięcia „specjalnych relacji” łączących Londyn z Waszyngtonem ale również spowodowała, iż Wielka Brytania „stała się nieistotna”, jej głos nie jest brany pod uwagę i nie uczestniczy ona na równych prawach w politycznej debacie, która trwa w związku z atakiem na Iran, w państwach Zachodu. Co więcej, brytyjski premier, krytykowany za niepowodzenia w polityce wewnętrznej zrujnował w ciągu krótkiego czasu jedyne swoje osiągnięcie jakim było sprawne zarządzanie trudnymi relacjami w Donaldem Trumpem.[1]
Warto opisać wydarzenia ostatniego tygodnia, bo są one dowodem na to, że polityka państw europejskich wchodzi w nową, ciekawą fazę.
28 lutego rządy Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, działając wspólnie w ramach formatu G3 wydały oświadczenie w sprawie amerykańsko - izraelskiego ataku na Iran. Prócz wezwań pod adresem Teheranu do rezygnacji z irańskiego programu jądrowego i rakietowego a także zaniechania działań destabilizujących region możemy w nim przeczytać, że sygnatariusze nie biorą „udziału w tych atakach, ale pozostajemy w bliskim kontakcie z naszymi partnerami międzynarodowymi, w tym ze Stanami Zjednoczonymi.”[2] Oświadczenie to zostało wydane w sobotnie popołudnie, po ataku na Iran, i mogło być interpretowane, jak zauważył komentator The Telegraph, jako ostrożne dystansowanie się od amerykańskiego uderzenia, bo sygnatariusze zarówno wezwali do negocjacji jak i podkreślali, że ich państwa nie biorą w ataku udziału.[3] Jest to o tyle istotne, że już następnego dnia, w niedzielę, państwa skupione w tym formacie wydały kolejne wspólne oświadczenie, które różni się od opublikowanego dzień wcześniej. Możemy w nim przeczytać deklarację, iż podejmą one „kroki w celu obrony naszych interesów i interesów naszych sojuszników w regionie, potencjalnie poprzez umożliwienie niezbędnych i proporcjonalnych działań obronnych, mających na celu zniszczenie zdolności Iranu do wystrzeliwania rakiet i dronów u źródła.”[4] W ciągu jednego dnia Londyn przeszedł drogę od podkreślania faktu nieuczestniczenia w ataku i formułowania wezwań do negocjacyjnego zakończenia konfliktu do deklaracji o gotowości użycia siły przeciw Iranowi. Co wpłynęło na tak szybką ewolucję?
Jednym ze źródeł tej zmiany było, zaryzykuję taką hipotezę, że Donald Trump udzielił ekskluzywnego wykładu dziennikowi The Telegraph w którym powiedział, iż „jest bardzo rozczarowany” odmową Londynu, który nie zgodził się na wykorzystanie w celu ataku brytyjskiej bazy Diego Garcia na Oceanie Indyjskim i zablokował też możliwość międzylądowania amerykańskich samolotów w bazie RAF w Fairford. Ta odmowa wywołała krytykę Trumpa, który przyznał, iż „prawdopodobnie nigdy wcześniej nie zdarzyło się coś takiego między naszymi krajami”. Już w niedzielę wieczorem Starmer zaczął ustępować i dopuścił użycie bazy Diego Garcia w „ograniczonych celach obronnych” ale kryzys już się rozpoczął bo Trump uznał iż brytyjski premier działał zbyt wolno, brak mu zdecydowania i stanowczości w podejmowaniu trudnych decyzji i nie jest on politykiem formatu Churchilla.[5] Co prawda następnego dnia występując w Izbie Gmin Starmer próbował bronić swego stanowiska deklarując iż „nie wierzy” w skuteczność obalenia reżimu w Iranie wyłącznie w wyniku ataków lotniczych oraz podkreślając, że nie deklaracje amerykańskiego prezydenta stanowią o sile „specjalnych relacji” między Waszyngtonem a Londynem a „codzienna wymiana informacji wywiadowczych” i fakt, że ostatecznie amerykańskie samoloty operują z brytyjskich baz.[6] Ale zdaniem opozycji, zarówno Konserwatystów jak i Reform, te deklaracje nie brzmiały przekonująco a Starmer poświęcił brytyjskie interesy próbując wykonać manewr którego celem miały być wyłącznie ewentualne „zyski” w zbliżających się wyborach lokalnych. Po ostatniej, bolesnej porażce Labour, w „wielkim Manchesterze” kiedy to w wyborach uzupełniających do Izby Gmin w tej dotychczasowej „twierdzy” Labour zwyciężyła kandydatka radykalnej partii Zielonych pozycja Starmera we własnej formacji zaczęła gwałtownie słabnąc. W interpretacji opozycji z prawej strony brytyjski premier w imię interesów partyjnych i wyborczych, chcąc osiągnąć „efekt Carneya” obecnego premiera Kanady, który na fali sprzeciwu wobec gróźb Trumpa wygrał wybory parlamentarne będąc na zdawałoby się straconej pozycji, postawił na antyamerykanizm poświęcając coś znaczenie cenniejszego, a mianowicie uprzywilejowaną pozycję sojuszniczą Wielkiej Brytanii w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi.
Ta krytyka może być uznana za uprawnioną, tym bardziej, że zarówno Carney jak i lewicowy premier Australii, który również w przeszłości wykorzystał falę antytrumpowską, poparli amerykańsko - izraelską interwencję w Iranie.[7]
Jednak najboleśniejszy cios brytyjskiemu premierowi zadali niespodziewanie europejscy sojusznicy - Francja i Niemcy. Prezydent Macron w wystąpieniu do narodu zapowiedział we wtorek wysłanie do wschodniej cześci Morza Śródziemnego francuskiej armady morskiej z lotniskowcem Charles de Gaulle a także poinformował o wysłaniu na Bliski Wschód francuskich systemów radarowych, myśliwców Rafale i systemów obrony przestrzeni powietrznej.[8] W sytuacji kiedy Wielka Brytania nie podjęła żadnych działań wojskowych nie tylko w obronie tradycyjnych sojuszników w Zatoce w rodzaju Bahrajnu czy ZEA ale nawet w obliczu ataku irańskich dronów na własne bazy na Cyprze, Francuski prezydent akcentował znaczenie porozumień sojuszniczych jakie wiążą Paryż z Katarem, Kuwejtem i ZEA.[9] Równocześnie występując w tym samym czasie w bazie francuskiej marynarki wojennej Macron zaproponował rewizję francuskiej doktryny jądrowej. Zapowiedział rozbudowę potencjału ilościowego nie precyzując zarówno o jakich nowych głowicach jest mowa, zapowiedział, iż w przyszłości Francja nie będzie publikować danych na temat liczby posiadanych głowic i środków przenoszenia a także zaproponował europejskim partnerom, przede wszystkim Niemcom ale również Szwecji, Danii, Polsce czy Holandii „dialog strategiczny” w kwestiach jądrowych.[10] To na co warto w tym wypadku zwrócić uwagę to dwie sprawy. Po pierwsze francuski prezydent silnie podkreślał komplementarny a nie konkurencyjny charakter francuskiej propozycji wobec amerykańskiego odstraszania nuklearnego i po drugie, wystąpienia Matrona nie koresponduje z duchem francusko - brytyjskiego porozumienia, z lata 2025 roku, o współpracy w zakresie polityki odstraszania nuklearnego. Akcentowanie „pomocniczej” roli, którą miałby odegrać francuski parasol nuklearny stanowi czytelny sygnał polityczny pod adresem Waszyngtonu, iż Paryż jest gotów odegrać na kontynencie europejskim rolę „modelowego sojusznika” a o takich relacjach mówił kilkanaście dni wcześniej w czasie spotkania w Brukseli Elbridge Colby, osoba nr 3 w hierarchii Departamentu Wojny i główny, jak się uważa, autor Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. O ile premier Wielkiej Brytanii usłyszał z ust amerykańskiego prezydenta, że „nie jest Churchillem” o tyle we środę 4 marca Emmanuel Macron odebrał od Donalda Trumpa telefon, bo ten chciał poinformować osobiście francuskiego prezydenta o przebiegu amerykańskiej operacji w Iranie.[11] Dobre kontakty z Waszyngtonem Macron wykorzysta w następnych dniach, bo rozgrywka jeszcze się nie skończyła, po to aby zamanifestować Berlinowi, iż jest zdolny do budowania porozumienia państw europejskich „omijających” Niemcy. Ma to związek z deklaracjami premiera Hiszpanii i reakcją na nie Trumpa, ale przede wszystkim milczeniem Merza w tej kwestii w czasie spotkania w Białym Domu, ale o tym napiszę później, bo trzeba wrócić do francusko - brytyjskiego porozumienia w kwestiach nuklearnych. Deklaracja z Northwood, bo o tym dokumencie mowa, podpisana 10 lipca 2025 roku obok zapowiedzi powołania wspólnej komisji sterującej ds. energetyki jądrowej zawierała fragment w świetle którego strony sygnujące to porozumienie „nie widzą sytuacji, w których żywotne interesy Francji lub Zjednoczonego Królestwa mogłyby zostać zagrożone bez jednoczesnego zagrożenia żywotnych interesów drugiej strony. Francja i Zjednoczone Królestwo zgadzają się, że nie istnieje żadne poważne zagrożenie dla Europy, które nie wywołałoby reakcji naszych dwóch narodów.”[12] Eksperci brytyjskiego Think tanku strategicznego IISS oceniając zawarte w porozumienie napisali, że „Deklaracja Northwood ma większe znaczenie niż poprzednie wspólne wysiłki z dwóch powodów. Po pierwsze, rozszerza i pogłębia treść Deklaracji z Chequers, która koncentrowała się na wykorzystaniu broni jądrowej do przeciwdziałania zagrożeniom nuklearnym. Northwood sygnalizuje, że Francja i Wielka Brytania zaoferują Europie formę wspólnej ochrony, uzupełniającej Artykuł 5 NATO (podkreślenie moje - MB) a głównym zagrożeniom niejądrowym będzie przeciwdziałać wspólna reakcja niejądrowa. Po drugie, stwierdza, że narodowe siły jądrowe, choć nadal „niezależne”, mogą teraz być koordynowane. To ważny krok dla obu krajów. Wielka Brytania nigdy publicznie nie rozważała takiej koordynacji z żadnym innym krajem niż Stany Zjednoczone.”[13] Ta „wspólna ochrona” w wystąpieniu Macrona przyjęła formę dialogu strategicznego, który Paryż chce samodzielnie prowadzić z europejskimi sojusznikami nie mającymi broni jądrowej. Nic dziwnego zatem, że w odpowiedzi na deklaracje francuskiego prezydenta Londyn wydał lakoniczne oświadczenie w którym „z zadowoleniem przyjmuje propozycje” Macrona dotyczące współpracy z sojusznikami w kwestiach nuklearnych, ale jeśli mowa o kooperacji Francji i Wielkiej Brytanii to podkreśla się w oświadczeniu już wyłącznie obszar energetyki jądrowej nie zapominając o przypomnieniu, że „Brytyjskie środki odstraszania nuklearnego pozostają aktywne w obronie NATO i sojuszników z NATO.”[14] Z entuzjazmu dającego się wyczuć latem ubiegłego roku niewiele pozostało ale to oczywista konsekwencja faktu, iż propozycja Paryża blokuje, a z pewnością utrudnia, Londynowi realizację brytyjskiego „wielkiego planu strategicznego” jakim jest koncepcja Atlantic Bastion. Została ona ujawniona również latem 2025 roku wraz z opublikowaniem przez rząd Starmera dokumentu Defence Strategia Review.[15] W największym skrócie projekt ten przewiduje koncentrację Brytyjczyków na obronie północnego Atlantyku (m.in. przestrzeni GIUK) i Dalekiej Północy. Narzędziem przy pomocy którego ta koncepcja byłaby realizowana miałby być odpowiednio wzmocniony format Joint Expeditionary Forces w którym obok Wielkiej Brytanii uczestniczą Skandynawowie i Holandia. Londyn miałby nie tylko utrzymać „szczególne” relacje ze Stanami Zjednoczonymi ale broniąc newralgicznego, również z punktu widzenia bezpieczeństwa amerykańskiego, obszaru, bo takim staje się strefa arktyczna, stać się miał jednym z głównych graczy w bezpieczeństwie europejskim w tym wschodniej flanki NATO. Brytyjska „specjalizacja” w zakresie zdolności marynarki wojennej i lotnictwa a także tradycyjna odpowiedzialność za obronę tej części Europy miałaby wzmacniać aspiracje Londynu. Tylko, że w tym roku ten „plan” został poważnie osłabiony w następstwie trzech zdarzeń. Najpierw Amerykanie przeprowadzając zmiany w dowództwach NATO pozbawili w lutym Brytyjczyków stanowiska właśnie w Northwood, gdzie znajduje się dowództwo sił marynarki wojennej. Co prawda Londyn ma otrzymać stanowisko szefa dowództwa operacyjnego w Virginii w Stanach Zjednoczonych, ale w brytyjskiej prasie uważa się, że „zdolnościowe” dowództwa są ważniejsze niż operacyjne (takim jest Virginia) bo te ostatnie zajmują się przygotowaniem logistyki, zaopatrzenia, sił na wypadek wojny a te pierwsze dowodzą w razie konfliktu. Brytyjscy admirałowie przez dziesięciolecia stali na czele NATO-wskiego dowództwa marynarki wojennej, a pozbawienie ich tej funkcji zostało na Wyspach odebrane w kategoriach „votum nieufności” wobec zdolności Royal Navy. Te obawy zostały potwierdzone po amerykańsko - izraelskim ataku na Iran, zwłaszcza jeśli chodzi o zdolności brytyjskiej marynarki wojennej, ale nie mniejszym ciosem były dla planów Londynu deklaracje Macrona. Zaproponował on bowiem dialog strategiczny Holandii i Szwecji, dwóm kluczowym dla formatu Joint Expeditionary Force państwom. Jeśli inicjatywa Francji spotka się z pozytywną reakcją Sztokholmu i Hagi to Paryż nie tylko przejmie inicjatywę i Brytyjczycy nie będą jedynym „obrońcą” północnych regionów Europy, ale stanie się nim Francja, która również na poziomie traktatowym ma wyraźną przewagę nad Wielką Brytanią. Brytyjczycy co prawda latem zeszłego roku zawarli porozumienie obronne z Niemcami, ale Traktat Elizejski, między Niemcami a Francją jest znacznie starszy a na dodatek latem ubiegłego roku podpisana została polsko - francuska umowa z Nancy, a ewentualne wejście Warszawy do francuskiej sieci bezpieczeństwa europejskiego, ze względu na znaczenie Bałtyku, osłabia znacząco pozycję Wielkiej Brytanii.
Znacznie poważniejszym ciosem, zarówno prestiżowym, ale również jeśli chodzi o charakter relacji sojuszniczych Wielkiej Brytanii, jest rozwój wydarzeń wokół Cypru, już po amerykańskim uderzeniu na Iran. W odwecie Teheran odpowiedział atakiem na brytyjski bazy znajdujące się na wyspie będącej do 1960 roku kolonią Zjednoczonego Królestwa. Jeden z dronów wystrzelonych przez libański Hezbollah uszkodził nawet pas startowy w bazie w Akrotiri (druga to Dhakelia). Problem Londynu polega na tym, że w przeciwieństwie do europejskich partnerów nie jest on w stanie wysłać swoich okrętów po to aby bronić zagrożonego sojusznika jakim jest Cypr. O francuskiej armadzie udającej się we wschodnią część Morza Śródziemnego już wspominałem, ale aby mieć pełny obraz trzeba dodać, że okręty po to aby bronić Cypru wysłali Grecy, Włosi, Holendrzy i nawet Hiszpania, mimo ostrej krytyki premiera Sancheza wobec amerykańskiej interwencji. Rząd Starmera, mimo, że już kilka tygodni temu brytyjscy dyplomaci na Bliskim Wschodzie donosili MSZ-owi, że atak jest nieuchronny, koncentracja sił trwała kilka tygodni a i Waszyngton najprawdopodobniej jak relacjonują media informował Londyn o swoich planach, nie był w stanie przygotować sił zbrojnych na ewentualną interwencję.[16] Obecnie na Bliskim Wschodzie znajduje się jeden okręt brytyjski - niszczyciel min HMS Middleton operujący z Bahrajnu, ale skala obecności (raczej nieobecności) Royal Navy jest, zdaniem ekspertów świadectwem spadku znaczenia Londynu, nawet w porównaniu z sojusznikami o podobnym potencjale.[17] Najbardziej kompromitujące są jednak powody niezdolności Wielkiej Brytanii do wysłania w celu wsparcia sojuszników, w tym obrony własnych baz wojskowych, okrętów Royal Navy. Z sześciu niszczycieli rakietowych Typu 45 trzy ze względu na remonty i braki ukompletowanych załóg nie mogą pełnić misji bojowych a jedyną opcją jaką dysponuje Londyn jest wysłanie HMS Dragon, który też przechodzi obecnie remont. Ten dobrze przygotowany do walki z irańskimi dronami Shahed okręt nie może opuścić portu ponieważ związki zawodowe odmawiają pracy w czasie dłuższym niż przewidziany w kontrakcie „od 9 do 17”.[18] Inny okręt, jeden z dwóch brytyjskich lotniskowców, ma również ostatecznie udać się w rejon Bliskiego Wschodu, ale poinformowano o tym dopiero po tygodniu od rozpoczęciu konfliktu i aby misja mogła się rozpocząć potrzebne będzie jeszcze co najmniej 5 dni na przygotowania. Wcześniej HMS Prince of Wales, bo o tym okręcie mowa, potrzebował 14 dni na rozpoczęcie misji, co tylko potwierdza zdaniem dziennikarzy tezy, iż rząd Stermera reaguje zbyt późno oraz nie przygotował się na nową sytuację co tylko zwiększa ryzyko utraty prestiżu i konfliktu z sojusznikami.[19] Opozycja mówi o „kompromitacji” Royal Navy, fatalnych konsekwencjach nieudolnej polityki budżetowej rządu i niedofinansowaniu sił zbrojnych, ale polityczne skutki tej sytuacji z którymi musi liczyć się Londyn mogą okazać się daleko idące.
Na Cyprze już słychać głosy poddające w wątpliwość celowość utrzymywania na wyspie baz brytyjskich zwłaszcza w sytuacji kiedy Londyn nie jest w stanie gwarantować im bezpieczeństwa a ryzyko ataków na te instalacje rośnie. Jak oświadczył prezydent Nikos Christodoulides „nie może wykluczyć” rewizji statusu brytyjskich baz tym bardziej w sytuacji kiedy Londyn ani nie jest w stanie odpowiednio szybko reagować i ich bronić ani nie potrafi przełamać tureckiego veta w kwestii przystąpienia Cypru do NATO, o co ta śródziemnomorska wyspa zabiega od lat.[20] Niezadowoleni są rownież inni sojusznicy Wielkiej Brytanii, tacy jak Bahrajn a na dodatek Waszyngton, w związku z krytyczną oceną polityki Starmera, zmienił swoją ocenę operacji związanej z przekazaniem suwerenności nad archipelagiem Chagos Mauritiusowi. W połowie lutego Trump powiedział publicznie, że Wielka Brytania „popełnia duży błąd”[21] dążąc do przekazania suwerenności nad archipelagiem co oznaczało zmianę amerykańskiego stanowiska, wcześniej znacznie bardziej stonowanego. Amerykański Departament Stanu w specjalnym oświadczeniu z maja 2025 roku poparł umowę w sprawie archipelagu[22] a nawet podtrzymywał to stanowisko na dzień przed wypowiedzią Trumpa, który określił umowę mianem „wielkiego głupstwa”.[23] Nie chodzi w tym wypadku o podkreślanie nie budzącej wątpliwości zmienności stanowiska amerykańskiej administracji ale o powody wypowiedzi Prezydenta USA. Brytyjska prasa jest zdania, że miał on zagrozić premierowi Starmerowi, że jeśli ten nie zgodzi się na użycie bazy Diego Garcia w ataku na Iran to on „zatopi deal”.[24] Umowa w sprawie przekazania suwerenności nad archipelagiem Mauritiusowi może ze względu na komplikacje prawne, żywiołowe sprzeciwy opozycji czy zgłoszenie roszczeń do wysp przez inne państwa regionu (Malediwy) w ogóle nie dojść do skutku, ale nie to jest w całej sprawie istotne. Opozycja oskarża Starmera, że działa on w oparciu o założenia ideologiczne (dekolonizacja) i lekkomyślnie szafuje publicznym groszem, bo dzierżawa wyspy na 99 lat na której zlokalizowana jest baza wojskowa Diego Garcia ma kosztować 34,7 mld funtów (wg nominalnej wartości funta dzisiaj) a pieniędzy tych brakuje na modernizację sił zbrojnych.[25] Na dodatek mieszkańcy archipelagu, przymusowo wysiedleni z wysp za rządów Harolda Wilsona protestują i nie zgadzają się na ich oddanie Mauritiusowi, który oskarżany jest o prochiński kurs a na dodatek prasa ujawniła, że prof Phillip Sands, bliski osobisty przyjaciel Starmera doradzał rządowi Mauritiusa za co otrzymał honorarium w wysokości 8 mln funtów.[26] Przyszłość umowy w sprawie archipelagu jest niepewna a chwiejność w tej sprawie Starmera, tym bardziej dopuszczenie do powstania na tym tle sporu z Waszyngtonem, jest uznawana za groźny dla brytyjskich interesów „deficyt przywództwa”, świadectwo chwiejności i niezdolność do prawidłowej oceny sytuacji. W takiej interpretacji ustępstwa w kwestii Chagos są zapowiedzią redukcji globalnej roli Wielkiej Brytanii, bo następnym krokiem może być zakwestionowanie statusu baz na Cyprze, czemu, co gorsze towarzyszy osłabienie „specjalnych relacji” ze Stanami Zjednoczonymi.
Brytyjscy komentatorzy analizujący działania Paryża, zarówno wobec Cypru jak i innych państw Zatoki Perskiej są zdania, że Francja „chciałaby zastąpić” Wielką Brytanię, która tradycyjnie była gwarantem bezpieczeństwa sojuszników w regionie.[27] Do takich wniosków skłania ich zarówno skala zaangażowania wojskowego Francji, która wysłała osiem fregat, dwa statki zdolne do przewożenia śmigłowców i lotniskowiec jak i tempo działań dyplomatycznych. Emmanuel Macron pojechał na Cypr gdzie oświadczył, iż skala wojskowego zaangażowania Paryża, kontrastująca z niezdolnością do działania Royal Navy „to dowód determinacji Francji w dążeniu do deeskalacji, zapewnienia bezpieczeństwa naszym obywatelom, bezpieczeństwa naszych partnerów oraz wolności żeglugi i bezpieczeństwa morskiego” – powiedział prezydent Macron podczas wizyty na Cyprze.” Francuski prezydent zapowiedział też w czasie tej wizyty zaangażowanie w międzynarodowej misji odblokowania Cieśniny Ormuz[28], co znów, znacząco kontrastuje z brytyjską bezczynnością i lekceważącym stosunkiem prezydenta Trumpa do zapowiedzi Londynu, który zaznaczył, że brytyjski lotniskowiec „nie jest potrzebny” w rejonie Zatoki Perskiej.[29]
W tym samym czasie co Macron ogłaszał nową interpretację francuskiej doktryny jądrowej kanclerz Merz składał w Białym Domu wizytę Donaldowi Trumpowi. Był wtorek, czwarty dzień po amerykańsko - izraelskim uderzeniu i nawet niemieccy komentatorzy z mediów przychylnych prawicy pisali o tym, że kanclerz w konfrontacji z amerykańskim prezydentem okazał się „bezzębnym wojownikiem”.[30] Merz nie tylko nie skrytykował polityki Waszyngtonu wobec Iranu, nie podtrzymał swych pierwotnych deklaracji o potrzebie powrotu do negocjacji ale też nie reagował na groźne filipiki Trumpa rozzłoszczonego antyinterwencyjną retoryką premiera Hiszpanii. To milczenie Merza, kiedy Trump mówił, że nakazał zerwać relacje handlowe Stanów Zjednoczonych z Madrytem w odpowiedzi na odmowę Sancheza wykorzystania przez amerykanów dwóch baz - lotniczej i morskiej, są przyjmowane również w Niemczech, ale przede wszystkim w Hiszpanii, w kategoriach lekceważenia interesów sojusznika europejskiego, ale również uznawane jest za manifestowanie uległości i gotowości podporządkowanie się Berlina polityce Waszyngtonu.[31]
Postawę niemieckiego kanclerza należy uznać również za cios dla Starmera, który w swej polityce postawił zarówno na format G3 jak i przede wszystkim zbliżenie z Berlinem kosztem relacji z Waszyngtonem. Teraz okazuje się, że nie tylko trzy mocarstwa europejskie deklarujące wspólną politykę w zakresie bezpieczeństwa kontynentu mniej myślą o połączonych wysiłkach a bardziej o tym jak zabiegać najkorzystniejsza pozycję w relacjach z Waszyngtonem, ale nawet Berlin bardziej niż „europejskim” wymiarem swych posunięć zainteresowany jest własnymi interesami, które Merz gotów jest promować może nie kosztem ale obok interesów sojuszników.
Do zakończenia wojny z Iranem jeszcze daleko i trudno prognozować jakie przyniesie ona skutki strategiczne. Jednak tempo w jakim skruszeniu uległa „jednościowa” postawa państw grupy G3 i ropoczął się wyścig o zajecie możliwie najlepszej pozycji w relacjach z Waszyngtonem pokazuje na realną siłę i znaczenie w nowym świecie państw europejskich. Ich polityka w najbliższej przyszłości, tym bardziej jeśli Trump zrealizuje swe cele w Iranie, będzie koncentrowała się na poprawie relacji z Waszyngtonem. Nie ma mowy o europejskiej suwerenności, ani tym bardziej próbach realizowania jakiejś konfrontacyjnej wobec Stanów Zjednoczonych linii. W tym sensie opór Europejczyków skruszał i to niezwykle szybko. W ostatnim tygodniu Bruksela jest w ogóle niewidoczna, ale nawet anemiczne próby von der Leyen zajęcia stanowiska i tak oznaczają jedynie cyzelowanie nieistotności, co też jest znakiem czasu. Pozostaje pusta retoryka i próby kontestowania w mediach stylu amerykańskiej polityki. Starmer na tle swych europejskich partnerów okazał się politykiem słabym, niezdolnym do przewidywania rozwoju wydarzeń, tym bardzie budowania „wielkiej strategii”. Na dodatek brak mu, a w tym wypada zgodzić się z tezami opozycji, woli przywództwa i niezbędnej elastyczności, politycznego sprytu, choćby po to aby wyjść z patowej sytuacji w jakiej się znalazł we własnej formacji. Wydaje się, że jego przyszłość polityczna jest już przesądzona, ale pytaniem zasadniczym jest zarówno to jak długo potrwa polityczna agonia tego słabego premiera i czy jego następcy uda się odbudować zarówno specjalne relacje z Waszyngtonem jak i przystąpić do realizacji „wielkiej strategii” mającej w założeniach poprawić pozycję Wielkiej Brytanii. Na razie na wszystkie te pytania trzeba udzielić negatywnej odpowiedzi.
[1] https://www.telegraph.co.uk/news/2026/03/06/starmer-has-made-britain-irrelevant/
[3] https://www.telegraph.co.uk/politics/2026/03/06/week-ruined-britains-reputation-world-iran-starmer-trump/
[6] https://www.theguardian.com/world/2026/mar/04/starmer-confident-keeping-trump-at-arms-length-over-iran
[7] https://www.bbc.com/news/articles/c9q5pqyj5gwo ; https://www.foreignminister.gov.au/minister/penny-wong/media-release/statement-iran
[8] https://www.france24.com/en/france/20260303-live-macron-addresses-french-nation-on-widening-war-in-the-middle-east
[9] https://www.reuters.com/world/france-sending-aircraft-carrier-mediterranean-macron-says-2026-03-03/
[11] https://www.bfmtv.com/politique/elysee/guerre-en-iran-donald-trump-a-contacte-emmanuel-macron-pour-l-informer-de-l-etat-des-operations-militaires-americaines_AN-202603040913.html
[12] https://www.gov.uk/government/news/northwood-declaration-10-july-2025-uk-france-joint-nuclear-statement
[13] https://www.iiss.org/publications/strategic-comments/2025/09/the-northwood-declaration-uk-france-nuclear-cooperation-and-a-new-european-strategic-backstop/
[14] https://www.gov.uk/government/news/statement-by-the-united-kingdom-on-uk-france-nuclear-policy-and-cooperation
[15] https://www.gov.uk/government/publications/the-strategic-defence-review-2025-making-britain-safer-secure-at-home-strong-abroad/the-strategic-defence-review-2025-making-britain-safer-secure-at-home-strong-abroad
[16] https://www.theguardian.com/world/2026/mar/05/us-did-not-share-details-with-the-uk-before-attacking-iran-sources-say
[17] https://www.telegraph.co.uk/news/2026/03/06/royal-navy-gulf-minehunter-middleton-iran-mine-war-usn/
[18] https://www.telegraph.co.uk/news/2026/03/06/dragon-mission-delayed-by-hours-dockyard-works-union-claims/
[20] https://www.globalbankingandfinance.com/drone-strike-drives-calls-end-british-military-presence/
[21] https://www.telegraph.co.uk/us/politics/2026/02/18/donald-trump-britain-must-not-give-away-chagos-islands/
[24] https://www.telegraph.co.uk/politics/2026/02/26/trump-tells-starmer-let-me-strike-iran-chagos-sink-deal-uk/
[25] https://www.independent.co.uk/news/uk/home-news/kemi-badenoch-government-prime-minister-diego-garcia-b2906409.html
[26] https://www.telegraph.co.uk/politics/2026/02/17/starmers-friend-made-millions-from-chagos-deal/
[27] https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/03/09/iran-war-latest-news-trump-netanyahu-khamenei/
[28] https://www.france24.com/en/macron-arrives-cyprus-to-discuss-regional-security-over-middle-east-war
[29] https://www.telegraph.co.uk/politics/2026/03/07/blair-rebukes-starmer-failing-to-back-trump-war/
[30] https://www.welt.de/politik/deutschland/plus69a73ce60d924a7f0f934c75/merz-bei-trump-der-zahnlose-kaempfer.html
[31] https://elpais.com/espana/2026-03-04/merz-justifica-su-silencio-ante-trump-no-queria-ahondar-en-el-debate-publicamente-ni-tal-vez-agravarlo.html
Trwa ładowanie...