Jak doprowadzić do zmian na Białorusi?

W dniach 11 - 17 maja odbędą się wybory (on-line) do Rady Koordynacyjnej, białoruskiej reprezentacji politycznej na wychodźstwie, przez wielu traktowanej jako prosto-parlament, ciało w który ucierał się będzie pogląd wielu sił politycznych, aktywnych na emigracji, na temat przyszłości kraju. Rosyjskie media, nie bez słabo skrywanej satysfakcji, prognozują, że czwarta kadencja tego zgromadzenie nie zapowiada wzrostu jego znaczenia, a przeciwnie, znaczący spadek. Po pierwsze frekwencja będzie najprawdopodobniej mniejsza. W poprzednich wyborach w głosowaniu oddano 6 723 głosy, co nie jest liczbą imponującą zważywszy, że po protestach 2020 roku z Białorusi wyemigrowało ba Zachód, jak się szacuje , od 300 do 600 tys. osób. Drugim, znacznie ważniejszym powodem kryzysu Rady Koordynacyjnej może być malejąca liczba sił politycznych zainteresowanych wzięciem udziału w wyborach, co, jeśli dotychczasowe deklaracje zostaną podtrzymane, będzie stanowić cios dla legitymacji tego ciała. I tak w lutym tego roku z Rady ustąpili reprezentacji bloku Prokopiewa - Jegorowa, którzy mieli łącznie 5 reprezentantów w tym gremium. Jak napisali w specjalnym oświadczeniu „Jesteśmy zmuszeni stwierdzić, że Rada Koordynacyjna III kadencji całkowicie wyczerpała swoje możliwości jako instrument”. Warto jednak pamiętać, że jednym z nich była Tatsiana  Khimich (Tatiana Chomicz) prywatnie siostra Marii Kalesinkowej wypuszczonej niedawno z białoruskiego więzienia jednej z liderek protestów w 2020 roku. Pytana o to czy planuje kandydować do Rady Koordynacyjnej Kaliesnikowa odpowiedziała, że nie ma takiego zamiaru i dodała, co potwierdza, iż w łonie białoruskiej opozycji zaczęły się dyskusje na temat skuteczności dotychczasowej polityki realizowanej przez Swietłanę Cichanouską, że „Wszyscy zmierzamy do tego samego celu: zjednoczenia ludzi i osiągnięcia realnej zmiany. W tej sytuacji uważam, że strategicznie ważne jest, aby skierować naszą energię tam, gdzie przyniesie ona największe korzyści, łącząc siły dla dobra naszej przyszłości.” W wyborach nie weźmie, jak zapowiedział, rownież udziału Walery Kowalewski, w przeszłości doradca Cichanouskiej ds. polityki zagranicznej, który oświadczył, iż „nie widzi wpływu” Rady Koordynacyjnej na bieg spraw na Białorusi.

Te dyskusje w środowisku emigracji politycznej są wywołane oceną sytuacji w kraju, nastawienia opinii publicznej, przede wszystkim poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie czy umowny „duch protestu” przetrwał, czy emigracja polityczna może liczyć na poparcie Białorusinów i w związku z tym nie ustawać w wysiłkach na rzecz uruchomienia przemian politycznych w wyniku presji społecznej czy może nastroje uległy zmianie i zrewidować należy również dotychczasową strategię? Do tej pory opozycja białoruska hołdowała odnosząc się do nastawienia krajowej opinii publicznej hołdowała metaforze „pożaru torfowiska” czyli uważała, iż nastroje opozycyjne nie zniknęły, choć ludzie z obaw przed represjami ukrywają swoje rzeczywiste nastawienie i w dogodnym momencie poprą zmiany. Teraz jednak pojawiły się badania opinii publicznej i analizy socjologiczne, które podważają ten optymistyczny dla opozycji pogląd i wskazują na potrzebę rewizji dotychczasowego podejścia.

I tak z jednego z ostatnich badań białoruskiej opinii publicznej które przeprowadził iSANS, wynika, że 63 % ankietowanych popiera rozpoczęcie dialogu między Unią Europejską a obecnymi władzami w Mińsku. 52 % uważa, że w toku tych negocjacji Łukaszenka „powinien pójść na ustępstwa” i popiera dotychczasowe sygnały odprężenie takie jak zwolnienie części więźniów politycznych, ale jednocześnie 62 % ankietowanych jest zdania, iż i Unia Europejska winna zrewidować swoją politykę. Są oni przekonani, że sankcje są niesprawiedliwe bo biją w zwykłych ludzi. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż Paweł Łatuszka, jeden z liderów białoruskiej emigracji, opowiada się za zaostrzeniem sankcji, to z pewnością takiego podejścia nie popiera większość ankietowanych.

Jak zatem można scharakteryzować społeczne nastroje na Białorusi? Taką próbę podjęła Alena Szkurowa, białoruska socjolog, która niedawno opublikowała, opierając się na nieznanych badaniach, pracę „Zaufanie w erze przemian. Historia wyborów na Białorusi (2001-2025)”. Jej zdaniem obecną postawę białoruskiego społeczeństwa określić można mianem „fatalizmu” czyli świadomości celów i aspiracji przy jednoczesnym przekonaniu, że nie jest się w stanie ich osiągnąć. „Fatalizm - argumentuje - w tym przypadku to termin, który odzwierciedla moment, w którym społeczeństwo rozumie, czego chce, ale przestaje wierzyć, że może to osiągnąć. Ludzie mają wrażenie, że wszystko jest z góry przesądzone. I dochodzą do wniosku, że oznacza to konieczność dostosowania się do istniejącego systemu. Pytanie nie brzmi, kto na kogo głosuje i jakie ma oceny. Pytanie brzmi, czy mogę wpłynąć na sytuację. A odpowiedź dla wielu do 2020 roku brzmiała: nie, nie mogę.” Nie oznacza to jednak utajonych nastrojów protestu a raczej należy mówić o społecznej próbie akomodacji do nowych warunków, psychologicznego pogodzenia się z nowymi realiami czemu towarzyszy poszukiwanie dobrych stron obecnej sytuacji. Białorusini akcentują, i pozytywnie waloryzują, w związku z tym stabilność i porządek w kraju, to, że ostatnie 4 lata były okresem wzrostu gospodarczego i poprawy sytuacji dochodowej a przede wszystkim, iż kraj „nie został wciągnięty do wojny”. Jak podkreśla Szkurowa „Nie oznacza to, że wszystkie nastroje, które panowały w 2020 roku, zniknęły. Społeczeństwo weszło jednak w fazę psychologicznej adaptacji. Dwudziesty rok był wypadkową kilku zjawisk. To nagromadzone zmęczenie, zmiana pokoleń, zmiana kanałów komunikacji i pojawienie się alternatywnego kandydata. Teraz sytuacja jest inna. Spadł poziom wiary w możliwość wywierania wpływu. Poziom ryzyka jest postrzegany jako wysoki. Choć nie niszczy to pamięci o zbiorowej podmiotowości, nie umniejsza to znaczenia pokolenia 2020.” Poziom zaufania do władzy publicznej wrócił do wskaźników sprzed 20 lat, ale jest to zarówno wynikiem przeżytej traumy, braku wiary w realność zmian i związane jest też z trendem, który można określić mianem „małej stabilizacji”. Ludzie koncentrują się na przetrwaniu, osobistej pomyślności wystrzegając zderzenia z systemem, bo tym skutkuje ujawnienie politycznych aspiracji. „Sytuacja stabilizacji pourazowej jest zawsze i wszędzie taka sama – argumentuje Szkurowa - (następuje - MB) koncentracja na problemach osobistych, dystansowanie się od kwestii politycznych. Obecnie społeczeństwo białoruskie koncentruje się na przetrwaniu.”

Tego rodzaju diagnoza politycznej i psychologicznej postawy Białorusinów nie potwierdza narracji cześci emigracji o „pożarze torfowiska” utajonych ale mogących w każdej chwili wybuchnąć, nastrojach protestu. Nakazywałoby to, w związku z tym przemyślenie strategii opozycji. Z takimi przewartościowaniami mamy już zresztą do czynienia. Już w styczniu, zaraz po wyjściu na wolność Wiktor Babaryka i Maria Kalesnikawa, wezwali do „zmniejszenia izolacji” społeczeństwa białoruskiego i „odbudowy związków” Białorusi ze światem. Ten apel sformułowany został po ich spotkaniu z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Johannem Wadephulem. Opowiedzieli się oni również za stopniową likwidacją sankcji oraz włączeniem się państw europejskich do negocjacji z Mińskiem, które miałyby prowadzić do poprawy relacji.

Deklaracja ta wywołała w środowisku białoruskiej emigracji konsternację i jest odczytywana była jako próba zdystansowanie się dwójki współ-liderów białoruskiej opozycji od linii Swietłany Cichanouskiej i Pawła Łatuszki, którzy domagają się utrzymania, a nawet zaostrzenia, sankcji. Artiom Szrajbmann, białoruski politolog, obecnie na emigracji, jest przekonany, że w najbliższym czasie Babaryka i Kolesnikawa zdecydują czy chcą angażować się w polityczne życie diaspory czy raczej "odejdą w cień".  Dziś wydaje się, że ten dylemat, o którym Szrajbman pisał w grudniu został rozstrzygnięty i ani babaryka ani Kolesnikowa nie zamierzają rezygnować z zaangażowania w życie polityczne. Inni komentatorzy obawiają się, że Wiktar Babaryka, który jeszcze w czasie protestów w 2020 roku (zanim został aresztowany) prezentował znacznie mniej radykalne stanowisko niż Serhij Cichanouski zostanie wykorzystany przez reżim, tym bardziej, że jego syn nie został zwolniony z więzienia i można go uznać za zakładnika Łukaszenki. Szrajbmann zwrócił też uwagę, że już w czasie pierwszej po zwolnieniu z więzienia rozmowy politycznej, którą Babaryka i Kolesnikawa mieli z premier Litwy, prezentowali oni znacznie bardziej, niż inni przedstawiciele białoruskiej emigracji politycznej, stonowane stanowisko. Zmiana, która wydaje się obecnie mieć miejsce związana jest z faktem, że dotychczas w stanowisku białoruskiej opozycji dominowała „nieprzejednana” linia Cichanouskiej i Łatuszki. Wejście do polityki zwolnionych liderów protestów 2020 roku może oznaczać nie tylko ukształtowanie się bardziej kompromisowo nastawionego obozu, ale też narastające podziały i kryzys w środowisku diaspory. Sam Szrajbman nota bene uważa, że białoruskie społeczeństwo znajduje się w nowym „cyklu” co zapowiada zmiany, ale z pewnością nie szybkie. Mogą się one zmaterializować „około 2030 - 2035” roku, ale aby nie stracić kolejnej szansy należy już obecnie się do nich przygotowywać i poddać rewizji dotychczasową strategię opozycji i rozpocząć proces „deeskalacji”.

Zobacz również

Ukraina, Białoruś i Prometeizm 2.0
Kryzys brytyjskiej polityki zagranicznej
Kto wygrywa wojnę?

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...