Nie udało się...
O 4.15 Tuptuś odszedł. Po dwóch godzinach od przyjęcia wystąpiły objawy jelitówki. Musiał już być chory gdy rozpoczął hibernację, choroba była w uśpieniu a gdy się wybudził - zaatakowała. Tuptuś i bez choroby miał nikłe szanse na przeżycie, a z jelitówką po prostu nie miał żadnych szans. Nawet nie zdążyłam podać mu leków poza kroplówką i lekami na wzmocnienie. Zrobiło sie cieplej i teraz będa sie wybudzać w pierwszej kolejności te jeże, które rozpoczęły hibernację chore, bez odpowiedniej wagi, w złej kondycji. Te, które hibernowały bo nie miały innego wyjścia, a na hibernację nie były gotowe. Teraz budzą się tylko po to, by umrzeć. Sporo z nich jest w takiej kondycji jak Tuptuś, czyli na granicy śmierci, a takim jeżom przeważnie już nie można pomóc. Można tylko stworzyć im takie warunki, aby odeszły w cieple, ciszy i spokoju. Wbrew pozorom, to też jest dużo. Żegnaj Tuptusiu, pozostał ogromny żal, że nie udało się pomóc.
Trwa ładowanie...