Pentagon nie może kupować lojalności mediów

Obrazek posta

Chciałbym dziś szczególnie podziękować wszystkim Patronom „Ameryki dla Zaawansowanych” za Wasze nieustające wsparcie. To dzięki Wam mogę poświęcać coraz więcej czasu na zbieranie materiałów, analizę i tworzenie treści, które przybliżają polskim słuchaczom złożoną rzeczywistość amerykańskiej polityki. 

Szczególne słowa wdzięczności kieruję do dwójki patronów, którzy w tym tygodniu zdecydowali się zwiększyć swoje wsparcie. Taka decyzja to dla mnie ogromny dowód zaufania i motywacja, by dalej podnosić poprzeczkę.

Dziękuję Wam wszystkim — za każdą złotówkę, każdą wiadomość i każdą minutę spędzoną przy kolejnych odcinkach. Wasze wsparcie realnie tworzy ten projekt.

Pete Hegseth przekroczył granicę, jaką Konstytucja wyznacza władzy wykonawczej w relacjach z prasą. W 40-stronicowym orzeczeniu federalny sędzia z Waszyngtonu, Paul Friedman, unieważnił kluczowe elementy regulaminu wpuszczania dziennikarzy do Pentagonu. Według sędziego Friedmana zasady przyznawania przepustek prasowych „faworyzowały reporterów skłonnych publikować wyłącznie narracje zgodne z linią kierownictwa departamentu” i naruszały zarówno Pierwszą, jak i Piątą Poprawkę. To duże zwycięstwo dziennika „The New York Times”, który w grudniu pozwał Hegsetha i Departament Obrony, przy czym rozstrzygnięty właśnie spór sądowy ma konsekwencje poważniejsze niż tylko to, komu należy się akredytacja prasowa Pentagonu. W rzeczywistości bowiem sąd zakwestionował zasadę, że władza może tolerować dziennikarzy tylko tak długo, jak długo ich przekaz jest wygody dla rządzących.

 

Spór zaczął się jesienią 2025 roku, gdy Pentagon ogłosił nowe zasady przyznawania akredytacji reporterom relacjonującym pracę Departamentu Obrony. Warunkiem utrzymania przepustki było podpisanie zobowiązania, że dziennikarze będą przekazywać wyłącznie informacje „autoryzowane” przez Pentagon - w praktyce przez polityczne kierownictwo resortu. Żadnych więcej przecieków, żadnych nieoficjalnych informacji i anonimowych źródeł. Ci, którzy odmówili podpisania nowego regulaminu, musieli zdać przepustki. Według pozwu „Timesa” groźba utraty akredytacji objęła między innymi redakcje „New York Timesa”, CBS, CNN, NBC i wiele innych mainstreamowych redakcji, które uznały wymóg podpisania lojalki za niezgodny z podstawowymi standardami zawodu.

Regulacje Pentagonu wykraczały daleko poza klasyczne zasady bezpieczeństwa operacyjnego. Zgodnie z nowymi regułami reporterzy mieli również powstrzymać się od szukania informacji u pracowników wojska, jeśli nie zostali oni formalnie wyznaczeni jako rzecznicy Pentagonu. W ocenie sądu oznaczało to w praktyce możliwość publikowania jedynie oficjalnych komunikatów i rezygnację z prób ich weryfikowania w niezależnych źródłach. „Times” argumentował, że taki system de facto oddaje urzędnikom „niekontrolowaną władzę nad tym, kto może relacjonować działania Pentagonu”, i wywołuje „efekt mrożący” wobec każdego, kto chciałby ujawnić niewygodne informacje, które nie stanowią tajemnicy państwowej.

W listopadzie 2025 roku część największych redakcji, w tym dziennikarze „New York Timesa”, ostentacyjnie opuściła Pentagon i oddała przepustki w proteście przeciw nowym zasadom. Hegseth (były prowadzący programu w Fox News) równolegle zaczął ograniczać fizyczny dostęp mediów do gmachu resortu mediów, które uważał za krytyczne wobec administracji. Reporterów NBC w ogóle pozbawiono dostępu, zlikwidowano też wieloletnie biura takich redakcji jak „The New York Times”, NPR czy Politico, zastępując je mediami sprzyjającymi nowej linii administracji. Stopniowo ograniczano również swobodę poruszania się dziennikarzy po Pentagonie: reporterzy mogli przemieszczać się tylko w eskorcie wyznaczonych osób.

Pozew „New York Timesa” trafił do sądu federalnego w Waszyngtonie w grudniu, a sprawę przydzielono sędziemu Friedmanowi, doświadczonemu orzekającemu w sprawach dotyczących rządu federalnego i praw obywatelskich. Na jednej z rozpraw sędzia ostro skrytykował argument rządu, że dziennikarze nie korzystają z ochrony Pierwszej Poprawki, gdy szukają „nieautoryzowanych informacji”. Opublikowane w piątek pisemne uzasadnienie poszło jeszcze dalej: Friedman uznał, że Pentagon, powołując się na bezpieczeństwo narodowe, w rzeczywistości stworzył mechanizm selekcji mediów przychylnych władzy i karania tych, którzy zadają niewygodne pytania.

 

W orzeczeniu sędzia stwierdził, że zasady akredytacji naruszają Pierwszą Poprawkę, ponieważ dyskryminują media ze względu na treść i punkt widzenia publikacji, nagradzając te, które akceptują oficjalną narrację, i marginalizując krytyków. Jednocześnie, jego zdaniem, Pentagon złamał też gwarancje Piątej Poprawki, która gwarantuje rzetelną procedurę w kontaktach z władzą. W ocenie sądu reguły Pentagonu były zbyt mgliste i uznaniowe, a w dodatku nie dawały dziennikarzom jasnych kryteriów postępowania ani procedury odwoławczej w razie utraty akredytacji. „Reguły nie dają reporterom rozsądnego wyjaśnienia, jak wykonywać swoją pracę, nie narażając się na cofnięcie akredytacji” – napisał Friedman.

Departament Sprawiedliwości prosił, by zamiast unieważniać przepisy, odesłać je do Pentagonu „do poprawki”. Sędzia jednak odmówił. Zastrzegł, że część ograniczeń, takich jak wymóg eskorty w niektórych częściach gmachu, może pozostać w mocy, jeśli uzasadnia je bezpieczeństwo. Kluczowy mechanizm wymuszania lojalności i selekcjonowania mediów uznał jednak za niekonstytucyjny i zawiesił jego stosowanie. W praktyce otwiera to drogę do przywrócenia przepustek dziennikarzom zrzeszonym w Pentagon Press Association. Pentagon zapowiedział natychmiastową apelację, ale organizacja zrzeszająca korespondentów wojskowych już wezwała do „niezwłocznego” przywrócenia statusu wszystkim swoim członkom.

W zakończeniu uzasadnienia Friedman przypomniał, że choć część działań rządu musi pozostać utajniona, „przejrzystość i otwartość pozwalają opinii publicznej zrozumieć, co robi ich rząd – zarówno w czasie pokoju, jak i, co ważniejsze, w okresach konfliktów”. To dodatkowy wymiar wyroku wydanego w czasie operacji USA w Iranie czy w kontekście wcześniejszych działań w Wenezueli.

Unieważnione przez sąd regulacje przyznawania przepustek do Pentagonu są tylko jednym z wielu przykładów agresywnej polityki administracji Donalda Trumpa wobec mediów. O ironio, ten wyrok zapadł zaledwie kilka dni po tym, kiedy rządzący wyraźnie zasygnalizowali zamiar przyciśnięcia mediów relacjonujących wojnę w Iranie. Brendan Carr, przewodniczący Federalnej Komisji Łączności, publicznie ostrzegł lokalnych nadawców, że mogą stracić koncesje, jeśli ich relacje z konfliktu nie będą (w jego ocenie) „służyć interesowi publicznemu”. Carr, powołując się na skargi Donalda Trumpa na przekaz na temat wspólnej operacji USA i Izraela przeciwko Iranowi, zapowiedział, że stacje mają jeszcze czas, by „skorygować kurs” przed odnowieniem licencji.

Groźba była formalnie wymierzona w lokalne stacje telewizyjne, bo w Stanach Zjednoczonych to właśnie one, w przeciwieństwie do ogólnokrajowych sieci, działają na podstawie koncesji FCC. Z Waszyngtonu popłynął jednoznaczny sygnał, że rząd jest gotów użyć regulatora rynku medialnego do dyscyplinowania głosów krytycznych. Konstytucjonaliści od razu wskazali, że realne cofnięcie licencji jest mało prawdopodobne: żadne z kluczowych pozwoleń nie wygasa przed 2028 rokiem (czyli przed kolejnymi wyborami prezydenckimi), a sama procedura jest długotrwała i obwarowana wysokim progiem dowodowym. Jednak, jak zauważył „Los Angeles Times”, już sam fakt, że szef federalnej agencji nadzorującej media grozi sankcjami za treść relacji z wojny, stanowi „bezprecedensową eskalację” konfliktu Białego Domu z prasą.

 

W tym samym czasie Trump na wiecach i w mediach społecznościowych oskarżał CNN, „New York Times” i inne redakcje o „zdradę” oraz „działanie na rzecz przegranej Ameryki” w Iranie, a Pentagon, już po wyroku Friedmana, odmawiał wstępu na wybrane briefingi fotoreporterom i korespondentom publikującym zdjęcia i relacje niezgodne z narracją kierownictwa resortu. CNN ujawniło, że jego korespondenci i fotografowie nie zostali wpuszczeni na jedno ze spotkań w Pentagonie po tym, jak materiał stacji sugerował, że administracja zlekceważyła determinację Teheranu do zamknięcia cieśniny Ormuz. Taki przekaz rozwścieczył zespół prasowy Pete’a Hegsetha. Organizacje broniące wolności słowa mówią już otwarcie o „skorelowanej kampanii nacisku”: z jednej strony Pentagon próbuje uzależnić dostęp od ideologicznej lojalności, z drugiej FCC straszy utratą koncesji za „niepatriotyczne” relacje z wojny.

Wyrok w sprawie Pentagonu w żadnym razie nie zamyka tego sporu; jest za to nowym punktem odniesienia. Sąd federalny wpisał w orzeczenie bardzo konkretną zasadę: władza może ograniczać dostęp ze względów bezpieczeństwa, ale nie może zmieniać go w system nagród i kar za treść. W roku, w którym administracja jednocześnie testuje granice uprawnień Pentagonu i grozi nadawcom utratą licencji za „niepatriotyczne” relacje z wojny w Iranie, ten zapis przestaje być abstrakcyjną doktryną konstytucyjną i staje się instrukcją obsługi - także dla redakcji, które muszą teraz zdecydować, czy podporządkować się politycznym oczekiwaniom, czy oprzeć się na własnych ustaleniach i liczyć, że sędziowie znów staną po stronie ich prawa do zadawania niewygodnych pytań.

Zobacz również

Hegseth publicznie zapowiedział popełnianie zbrodni wojennych
Demokraci złapali wiatr, Republikanie utknęli w wojnie domowej
Wojna jako narzędzie przetrwania dla upadającej władzy. Czy Iran uratuje Trumpa?

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...