Strzały na dorocznej kolacji korespondentów z Donaldem Trumpem?
Miałem dziś dla Was przygotowany inny tekst, ale postanowiłem go odłożyć. Jeśli sytuacja się wyjaśni i pojawią się potwierdzone informacje, opublikuję go później, być może jeszcze dziś. Na razie mamy do czynienia ze zdarzeniem, które dopiero się rozwija. To ważne: zanim skończycie czytać, część ustaleń może już być nieaktualna (a z pewnością pojawią się nowe informacje, zanim ja się obudzę rankiem czasu waszyngtońskiego).
Wczoraj wieczorem, podczas dorocznej kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w hotelu Washington Hilton, doszło do incydentu, który doprowadził do natychmiastowej ewakuacji prezydenta Donalda Trumpa i pierwszej damy Melanii Trump. Był to pierwszy raz od 2015 roku, kiedy Trump pojawił się na tym wydarzeniu.
Według relacji uczestników w sali balowej rozległo się kilka głośnych huków. Niemal natychmiast rozległy się krzyki: „Get down, get down!”, a goście zaczęli rzucać się pod stoły. Do sali wbiegli agenci Secret Service w pełnym oporządzeniu taktycznym. Według świadków agenci rzucili się na prezydenta, zasłaniając go ciałami, po czym błyskawicznie wyprowadzili go i pierwszą damę z pomieszczenia.
Na sali znajdowało się około 2600 osób, w tym znaczna część gabinetu Trumpa: sekretarz obrony Pete Hegseth, sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr., sekretarz skarbu Scott Bessent, sekretarz spraw wewnętrznych Doug Burgum, sekretarz transportu Sean Duffy, sekretarz edukacji Linda McMahon, sekretarz energii Chris Wright, dyrektor FBI Kash Patel, szefowa wywiadu narodowego Tulsi Gabbard, szef Agencji Ochrony Środowiska Lee Zeldin, pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche oraz administratorka SBA Kelly Loeffler. Członkowie gabinetu również opuścili salę; Kennedy’ego wyprowadzili agenci Secret Service.
Setki zaproszonych gości schroniły się pod stołami, kelnerzy uciekli w stronę frontowej części sali. Na sali znajdowali się też kongresmeni. Demokrata Jared Moskowitz napisał później na platformie X, że Steve Scalise wciągnął go do zabezpieczonego pomieszczenia. Republikanin Andrew Ogles opublikował nagranie, w którym mówił, że opuścił salę z pomocą Secret Service, i apelował o modlitwę za przywódców, którzy mogli wciąż znajdować się na miejscu.
Warto odnotować jeden szczegół dotyczący zabezpieczeń: wchodzący na kolację musieli przejść przez bramki do wykrywania metalu, ale bramek nie było na poziomie, na którym znajdowała się sala balowa. Czy ta luka miała znaczenie dla przebiegu zdarzenia. Dlaczego? To jedno z tych pytań, na które śledczy będą musieli odpowiedzieć.
Po incydencie do hotelu zaczęli przyjeżdżać agenci FBI. W opustoszałej w połowie sali goście dzwonili i pisali do bliskich, żeby poinformować ich, że są bezpieczni. Część piła wino, żeby się uspokoić. Następnie organizatorzy ogłosili, że program zostanie wznowiony, a na sali rozległy się nieliczne oklaski.
Mniej więcej godzinę po zdarzeniu prezydent opublikował na platformie Truth Social wpis, w którym napisał, że strzelec został zatrzymany i sam zaproponował, by kontynuowano program wieczoru. Dodał: „Niezły wieczór w Waszyngtonie. Secret Service i służby porządkowe spisały się fantastycznie”.
Na tym etapie nie ma jednak publicznie dostępnych informacji, które potwierdzałyby, że rzeczywiście padły strzały. Nie wiadomo, kim jest zatrzymana osoba ani czy ktokolwiek odniósł obrażenia.
Pamiętajmy jednak, że w pierwszych godzinach po tego typu zdarzeniach pojawiają się sprzeczne relacje świadków. Głośne dźwięki bywają interpretowane jako strzały, nawet jeśli ich źródło jest zupełnie inne. Dopiero ustalenia śledczych pozwalają odtworzyć rzeczywisty przebieg wydarzeń.
Secret Service zareagowała zgodnie z procedurami. Gdy zagrożenie nie jest zweryfikowane, priorytetem jest natychmiastowe zabezpieczenie osoby chronionej i odizolowanie potencjalnego sprawcy. Ewakuacja następuje bez czekania na potwierdzenie, z czym dokładnie służby mają do czynienia.
Na razie nie wiadomo, jaki był motyw zatrzymanej osoby ani czy incydent miał charakter zaplanowanego ataku. Nie wiadomo też, czy był wymierzony w Donalda Trumpa, czy miał inny kontekst.
W takich momentach łatwo o nadinterpretację. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiają się uproszczenia i wnioski formułowane przed zakończeniem podstawowych ustaleń. Warto się przed tym powstrzymać. Z pewnością wiadomo tylko tyle - prezydent został ewakuowany z zabezpieczonego wydarzenia, służby zatrzymały osobę określaną jako „strzelec”, a szczegóły zdarzenia pozostają niepotwierdzone. Wszystko inne wymaga dalszych ustaleń.
Trwa ładowanie...