"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

03.03.2026 (wtorek)

 

…a zatem ciało doczekało się należnej mu uwagi. Będą teraz ciału zaglądać przez skórę - do środka. Mięso i kości, mięśnie, tłuszcz i stawy, tkanki, śluzówki, organy  - wszystko pójdzie pod lupę diagnostyki obrazowej, a ja będę wyczekiwał opisów badań i rozpoznań. Na samą myśl o tym tracę chęć do życia, a przecież nic poza życiem nie ma w tym wypadku większego znaczenia. Życie jest w tym procesie przedmiotem wnikliwych badań i po nie już wkrótce sięgną fachowe dłonie specjalistów. Tymczasem stoję na rozdrożu możliwych nastrojów. Czy cieszyć się, że tak szybko poznam prawdę o tym, co wiedzieć powinienem, czy raczej martwić się i pogrążyć w teatralnej zadumie nad losem człowieka, który dożył wieku, w którym kolejne badania będą zlecane mu coraz częściej, a ból będzie wymownym dowodem na to, że człowiek żyje? Jak mawiał mój dziadek - ten sam, który odsiedział swoje w Gross Rosen, a później ukończył studia medyczne i został lekarzem: “Jeśli człowiek budzi się po pięćdziesiątce i nic go nie boli, jest to wyraźny dowód na to, że umarł we śnie”. Być może myśl mojego dziadka nie brzmiała dosłownie w ten sposób, ale mniej więcej taki był sens dziadkowego bon motu. 

Wszystko to wobec znacznego ocieplenia, dodatnich temperatur, zdecydowanie większej aktywności promieni słonecznych, dłuższych dni, a w konsekwencji nieco krótszych nocy. Deszcz - jeśli spada - nie ma już zapachu zamarzniętej wody, a wiatr - jeśli wieje - nie sprawia, że chowa się człowiek w żółwim odruchu do kołnierza. Perspektywa zbliżającej się wiosny to jest zawsze wydajne paliwo. Radek też cieszy się na wiosnę o czym informuje mnie regularnie w codziennych nagrywkach, chociaż jak wielokrotnie podkreślał zima w Dolinie Odry to jest gnicie w przejmującej wilgoci, żadne wysokie śniegi, żadne zaspy - w najgorszym razie skute przymrozkiem błoto i szron. U nas wygląda to inaczej, ale na wiosnę obaj cieszymy się równie mocno. 

Dzieci po feriach wróciły do szkoły. Córka coraz więcej czasu spędza poza domem, co należy uznać za wartość samą w sobie, ponieważ im mniej ekranów w jej życiu - tym lepiej. Syn ćwiczy zapamiętale pentatoniki na gitarze elektrycznej, którą kupiłem mu kilka miesięcy temu, więc pozostaje mi jedynie ufać, że wygrywając smutne bluesy w jego chmurnym, nastoletnim umyśle rodzą się jakieś koncepcje nieodległej przyszłości, ponieważ czy nam się to podoba czy nie - za rok będzie musiał podejść do matury. Nie wiem z jakiego powodu wciąż sprzedajemy naszym dzieciom “etos wyższych uczelni”, ale wspólnie z jego mamą, robimy to zapamiętale nie zważając na definitywny upadek owego etosu. Dziś studiuje już niemal każdy. Co więcej - nie tylko magisteria ale i doktoraty coraz częściej trafiają do ludzi, których kiedyś nie podejrzewalibyśmy nawet o ukończenie liceum. Przykłady mógłbym mnożyć sięgają do postaci ze świata polityki jak i z kręgu ludzi, których znam osobiście. Wąska specjalizacja odbija się nam czkawką. Zaczyna nas dławić. “Wąska specjalizacja” w jej współczesnym kształcie to jedynie wdzięczny eufemizm, który ląduje jak warstwa pudru na pokrytej trądzikiem twarzy coraz bardziej powszechnej ignorancji. Znam ludzi, którzy nie potrafią wskazać palcem na mapie miejsca, w którym byli ostatnio na wakacjach. Świat kompresuje się dla nich we wnętrzach samolotów, które niosą ich w podniebnej podróży tam, gdzie wykupili pobyt w systemie all inclusive. Świat przestaje być miejscem, które ma w sobie opowieść. Tkwi w czasie teraźniejszym, bo tylko taki czas jest w stanie uznać za istotny, umysł przywołanego przeze mnie “turysty”. Przestrzeń natomiast kurczy się do rozmiarów środka transportu. Gapią się na piramidy nie wiedząc, że równie intensywnie przygląda im się czterdzieści stuleci. Jak Nietzcheańska otchłań, która zagląda w tych, którzy spoglądają w nią zbyt długo. Podobna groza. A jeśli to nie ona, z całą pewnością - groteska. Człowiek, który abdykuje na rzecz wyszukiwarki Google i czata GPT. Co więcej - świętuje swoją wolność od obowiązku pogłębiania wiedzy porzucając ten wczorajszy nawyk na rzecz opracowań wygenerowanych przez model językowy. Za pięćdziesiąt lat nasze dzieci nie będą w stanie rozwiązać prostej zagadki logicznej, za to na pewno będą potrafiły błyskawicznie znaleźć jej rozwiązanie opierając się na zdygitalizowanych źródłach, które w ułamkach sekund przejrzy dla nich bezosobowa technologia. Jeśli jeszcze tego nie dostrzegamy, to warto o tym powiedzieć - na końcu tej drogi jest ściana, na którą wpadniemy z ogromną prędkością - zakochani we własnych możliwościach, bezmyślni, powierzchowni, aroganccy, wygodni i próżni. 


 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...