"Stado. Dziennik"
09.03.2026 (poniedziałek)
"Zarówno pisanie jak i odurzenie przypominają wiarę, bo wiara także odrywa mnie ode mnie samego i prowadzi w głąb siebie, tam, gdzie naprawdę jestem sobą, i tam, gdzie nie ma żadnego lęku" - zauważa Jon Fosse w “Misterium wiary”. Więc staram się pisać z nadzieją, że wydobędę z siebie zarówno wiarę jak i spokój, który pobieżnie definiuję jako stan pozbawiony wszelkiej obecnej we mnie obawy. Tymczasem minione tygodnie konfrontowały mnie boleśnie z deficytem “jasnego oglądu”. W ten sposób próbuję określić stan, który pozwala nie kłaść się do grobu z powodu strzykania w kolanie lub bólu żołądka. Innymi słowy - stan, który pozwala uniknąć tak zwanego “pozytywnego myślenia”, a zamiast tego oddać się działaniu i pracy nadziei, “która widzi więcej”. Wobec wiszących nade mną diagnoz problem przyjęcia na siebie negatywności związanej z chorobą oraz przypisanych jej możliwych dolegliwości materializuje się wymownie i odczuwalnie w coraz bardziej niepokojących projekcjach, a przede wszystkim w ciele. Ciało nie pozwala mi o sobie zapomnieć i zabiega z pasją o uwagę. Jednocześnie dojrzewa we mnie przeczuwana świadomość znaczenia, które ma dla mnie życie w swojej istocie. Życie, które jak powiada Radek - jest “dobre tylko dlatego, bo jest.” Radykalny upadek wymagań oraz oczekiwań. Redukcja wszelkiej roszczeniowości. Dręczące nienasycenie i smutek “końca drogi”. Przede wszystkim jednak zawstydzający patos wyobraźni, która podsuwa scenariusze w swojej naturze - ostateczne, a przez to śmieszne i straszne. Groza kompromitacji. W pozycji horyzontalnej z rurką w gardle i krążącym w żyłach środkiem usypiającym ma w sobie człowiek mniej więcej tyle wdzięku, co wczorajsza bielizna porzucona w przypadkowym miejscu. Groza banalności. Poddanie się zabiegom medycznym w stanie wyłączonej świadomości, zdanie się na cudze kompetencje, więc w pewnym sensie - zdanie się na los - ma w sobie urok skoku do wody wobec braku wiedzy o tym jak głęboko znajduje się dno. Groza analogii. A zatem nieustanne “łączenie kropek” w niechlubnym celu zadręczania się efektem błędu potwierdzenia. Analiza objawów - jedyny taki przypadek, w którym pogłębiana wiedza może okazać się źródłem pozornych dramatów i nieszczęść. W lęku jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko. "Najgorszy lęk jest ten, którego nie możemy nazwać." - pisał Truman Capote w powieści z "Z zimną krwią". Całe lata doskonaliłem się w obcowaniu z własnym lękiem, a jeśli nie lękiem wprost, to z całą pewnością, z niepokojem, o którym Kundera powiada, że to “taka zła opieka ducha nad ciałem”. Więc Duch zwraca się przeciw Ciału, a ja tego doświadczam. Rozbrat pozbawiony racjonalności. Nie potrafię zorganizować wokół tego własnej wyobraźni. Co więcej - w oczywisty sposób pozbawieni wiedzy o przyszłości musimy spotkać się z nieznanym, w którym Lovecraft widział lęk najstraszniejszy. Więc jeszcze groza pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Groza oczekiwanej od nas cierpliwości, która zamyka się w irytującym stwierdzeniu “czas pokaże”.
Jak mawia niezwykle przenikliwy stomatolog Justy: “życie to równia pochyła”. Ja tymczasem najwyraźniej nabieram rozpędu. Heidegger zauważa, że “życie to wolność - ku - śmierci”. Obie myśli zasługują na uwagę, z tą różnicą, że Heidegger nie wyleczy człowiekowi zębów. Co więcej, lektura jego dzieł może być bezpośrednim powodem ich bólu.
Trwa ładowanie...