Bez Was nic nie byłoby możliwe
To nie jest „kolejna interwencja”. To jest pełne towarzyszenie człowiekowi w najtrudniejszym momencie jego życia. To jest bycie obok, kiedy on się rozpada i kiedy zaczyna się składać. To jest uważność, która ratuje. To jest Zupa w swojej najczystszej formie.
Pan T. przyszedł. I to zmieniło wszystko.
W ostatnią sobotę na odzież zapisywał się pan T.
Po zapisach nie odszedł - krążył, wracał, jakby czegoś szukał.
W pewnym momencie zapytałam, czy możemy jeszcze w czymś pomóc.
Odpowiedział tylko: „Potrzebuję pomocy. Jest ze mną coraz gorzej.”
Dałam mu wizytówkę.
Powiedziałam, żeby przyszedł we wtorek.
Że porozmawiamy.
Że coś wymyślimy.
Że nie będzie sam.
Wielu nie przychodzi. On przyszedł.
Usiadł przy stole, rozpłakał się i powiedział, że sam już nie da rady.
Zaczęliśmy więc układać ścieżkę powrotu do życia, które kiedyś było jego: detoks, terapia, zupowe mieszkanie, bezpieczeństwo, praca, spłacanie zadłużeń, kontakt z dziećmi.
W siedzibie mógł się wykąpać, ogolić, przebrać.
Dostał jedzenie, picie, kosmetyki. Położył się na kanapie - pierwszy raz od miesięcy nie na ławce w parku.
Powiedział, że to „spanie na czuwaniu”, ale i tak był to krok w stronę normalności.
Osoba w uzależnieniu, która decyduje się na detoks, musi być trzeźwa.
A trzeźwienie w przestrzeni publicznej jest niebezpieczne.
Pomyślałam więc, że stworzymy mu bezpieczne miejsce i poczekamy, aż będzie gotowy pojechać na oddział.
To trwało długo. Mieliśmy czas na rozmowy o życiu, o dwóch mieszkaniach, które kupił i zostawił matkom swoich dzieci.
O firmie, którą prowadził.
O dzieciństwie jedynaka.
O marzeniach.
O tym, że chciał mieć lepszy samochód, lepszy telewizor, lepsze mieszkanie, a żona chciała tylko, żeby ktoś ją przytulił i wypił z nią rano kawę.
Towarzyszenie człowiekowi w trzeźwieniu po długim ciągu jest trudne. Ale też piękne. Trzeba być spokojnym, uważnym.
Tak zdeterminowanej osoby nie mieliśmy chyba nigdy.
Kiedy było mu ciężko, powtarzał: „Pierwszy krok. Dam radę.”
W nocy zawiozłam go na izbę przyjęć. Powiedziałam, że mnie tam nie wpuszczą, ale jeśli go nie przyjmą to ma zadzwonić.
Wszedł. Poczekałam jeszcze piętnaście minut.
Nie wyszedł.
Nie zadzwonił.
Jest bezpieczny.
A w tej historii jest też miejsce dla Was.
Bo Zupę budujemy krok po kroku razem.
Każda rzecz, którą mogliśmy mu dać, każde miejsce, w którym mógł odpocząć, każde wsparcie, które dostał - to wszystko istnieje dzięki Waszej uważności, trosce i pieniądzom, które przelewacie na nasze konto lub zbiórki.
To, że możemy pomagać tak kompleksowo, to Wasza zasługa.
Bez Was nic nie byłoby możliwe.
Dziękujemy, w swoim imieniu i w imieniu ludzi na życiowym zakręcie, którzy przyjdą i powiedzą: „Nie dam rady sam.”
A my będziemy mogli odpowiedzieć: „Jesteśmy. Wymyślimy to razem.”
Trwa ładowanie...