"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

28.03.2026 (sobota)


 

“Czterdziestka dla mężczyzny to coś w rodzaju nowych narodzin pod okiem śmierci” - pisze Krzysztoń.  Nieuchronnie zbliżam się do pięćdziesiątki, więc “oko śmierci” spogląda na mnie od dekady. Czuję na sobie jej wzrok bez przesadnej intensywności, czuję go jednak głęboko, czuję stale. Żadnej w tym nowej prawdy. Człowiek mierzy się z tym doświadczeniem odkąd pojawił się na Ziemi. Miarą prawdy - jak pisał Paweł Śpiewak - nie jest nieustanne odkrywanie nowego. “Nie w oryginalności i nowości szukajmy spełnienia” - powiada - (...) Miarą prawdy jest uporczywość doświadczenia, którego sensem jest otwarcie na niewidoczne miary”. (P. Śpiewak, Dusza otwarta i dusza zamknięta. O teorii Erica Voeglina, Kronos 2/2025). 

Zatem doświadczać “uporczywie” lub “uporczywie” doświadczać. Nie zniechęcać się ilością powtórzeń, ponieważ “ponownie” wciąż może oznaczać - “na nowo”. Olśnienia mają prawo zachować swoją rangę nawet wtedy, kiedy to samo światło płynęło już w źrenicach innych. 

I jeszcze “miary niewidoczne”. Nic bardziej niż one nie wymaga odwagi. Garda powinna być zdjęta. Głowa wystawiona na ciosy. Niekoniecznie w porządku nadstawiania “drugiego policzka”. Z całą pewnością jednak w gotowości na wiedzę, która może pozbawiać nas komfortu wygodnego trwania, a przecież o nic bardziej nie dbamy od dziesięcioleci niż o komfort. Szczególnie własny. Mówi o tym do nas często fałszywa lub błędnie interpretowana terapia w jej uproszczonych wariantach powstałych dla naszej wygody. A zatem: nie wymagać od siebie zbyt wiele, jeśli zdołasz - wiń innych. Lista winnych pozostaje do twojej dyspozycji, na jej szczycie odnajdziesz toksycznych, niedojrzałych emocjonalnie rodziców, patriarchów lub po prostu mężczyzn jako wyziew kultury gwałtu i wszelkiej innej przemocy, wszystkich tych, którzy czegoś od ciebie chcą, a przecież byłeś krzywdzony - nieświadomy i straumatyzowany plączesz się teraz w pokracznych narracjach o samym sobie usuwając z “grona znajomych” każdego, kto nie jest skłonny zgodzić się z tobą w każdej sprawie. Tymczasem “miary niewidoczne” mogą okazać się podróżą do świata, który nie orbituje wokół ciebie, który od ciebie oczekuje, który się tobie przygląda okiem o wiele mniej życzliwym niż twój uprzejmy psychoterapeuta. Co zatem powiesz “Płatku Śniegu”, “Śnieżynko”, “Osobo pacjencka”, “Osobo kliencka”, “Osobo autorska”, “Osobo studencka”, “Osobo męska, niemęską, żeńska” i “Trzecia Osobo” dla samej siebie niemal “Osobo Boska”? A przecież jak pisze Śpiewak: “Ludzkie doświadczenie jest uwikłane w niepewność” i dalej: (...) Wiedza nie jest dana wszystkim w równym stopniu, nawet jeśli zapewni się stosowne wykształcenie, znajomość warsztatu naukowego i umożliwi swobodne uprawianie teorii (...) Potrzebne jest dojrzewanie do stosownego przeżycia”. 

“Dojrzewanie” - idea, która przeżywa swój głęboki kryzys w rzeczywistości, w której dorośli zachowują się jak dzieci gotowi biegać ze wszystkim na skargę do różnych instancji w zależności od skali i przedmiotu “świętego oburzenia” - jakże popularnej formy reakcji na doświadczenie płynące ze świata, który przez pomyłkę traktuje ich poważnie, co oznacza, że nie specjalnie liczy się z ich upodobaniami, uprawianym światopoglądem, ich egzaltacją, a nawet nie bójmy się tego stwierdzić - z ich wrażliwością, za którą nie sposób nadążyć - bywa bowiem kapryśna i niezdecydowana sprowadzając szereg istotnych problemów do odpowiedniego użycia zaimków. 

Świat stał się niepoważny? A może powaga oznacza w nim coś innego? Będziemy przepraszać za pogląd o istnieniu dwóch płci biologicznych i jednocześnie bezwględnie kpić z tych, którzy wciąż wierzą w katolickiego Boga i ośmielają się twierdzić, że rodzina to jest jednak jakaś wartość nawet jeśli stanowi ją heteroseksualna para “osób partnerskich” oraz ich dzieci. Konserwatywne piekło. Koszmar nudy i sztampy. Świat rodem z kościelnej kruchty, spod komży, spod Łomży - prowincja. Z drugiej strony - owa rozchwiana emocjonalnie, histeryczna wokeness mierzy się przecież z autentycznie konserwatywną, brutalną i tępą reakcją, która dzisiaj pragnie zawłaszczyć sobie przestrzeń mainstreamu i czyni to z powodzeniem zarówno na “ziemi naszych ojców i matek” jak i po przeciwnej stronie Atlantyku. Niestety jedni warci są drugich, bo nienawiść, niechęć, pogarda i brutalna siła - zarówno ta wyrażana w aktach fizycznej przemocy jak i w języku - nie ma barw politycznych i świetnie radzi sobie bez partyjnej legitymacji. Co więcej, bez niej radzi sobie o wiele lepiej. 

Odnaleźć w tym siebie czy od razu rzucić się na pożarcie wszystkich wokół? Czy można dzisiaj pozwolić sobie na brak konkretnego stanowiska w jakiejś sprawie? Jak dalece wyspecjalizowaliśmy się w udzielaniu sobie nawzajem rad i w arbitralnych sądach?  Czy ktoś jeszcze pamięta czym był dialog, w którym cierpliwa uwaga i gotowość do zmiany poglądu nie wydawały się “klęską tożsamości”, “hańbą symetryzmu” lub brakiem inkluzywności? Infantylnie wierzymy we własną słuszność. Jedyna wiara, która współcześnie, wciąż pozostaje żywa. Definitywny koniec czasu, w którym na przestrzeni doby nie byliśmy konstytucjonalistami, psychologami klinicznymi, coachami, filozofami, ekspertami od cokolwiek podejrzanego wellnessu, albo ustawień systemowych, kiedy nie terapeutyzowaliśmy wszystkich, a wszystkiego, co przykre nie nazwaliśmy jeszcze traumą. Czas, w którym nie wszyscy mieliśmy coś ważnego do przekazania innym - dobiegł końca. Funkcjonujemy jako Jednoosobowe Centra Opinii w przedmiocie przyszłości rasy ludzkiej, polityki, socjologii, ekonomii, prawa i medycyny, przede wszystkim jednak - ludzkiej natury. Formułujemy kategoryczne diagnozy z przenikliwością zapalonych freudystów, jungistów lub kapłanów - trudno powiedzieć czego, ale z całą pewnością czegoś, co najwyraźniej nakłada na nas obowiązek zabierania głosu w każdej sprawie, podczas gdy większość nie zna się specjalnie na niczym, zachowuje się tak jakby znała się dokładnie na wszystkim. Infernalna przestrzeń mediów społecznościowych dzięki której to wszystko staje się możliwe - czy mógłaby na powrót stać się algorytniczną pustką, cyfrową próżnią, ciszą przed burzą? Kim bylibyśmy pozbawieni przestrzeni, w której staje się realnym bolesny i dewastujący kryzys autorytetów i towarzysząca mu anarchia poznawcza - brak punktów odniesienia, których wiarygodność sięga wyżej niż status właściwy opiniom rzucanym w przestrzeń bez poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności. “Jesteśmy producentami samych siebie” w erozji przestrzeni publicznej, “która rozpada się na bezlik przestrzeni prywatnych. Teraz każdy nosi swoją prywatną przestrzeń ze sobą”. - pisze Byung-Chul-Han, a my ostentacyjnie odwracamy się od cudzej mądrości bezwstydnie obnosząc się z ignorancją i głupotą. Obie gwarantują bowiem potężne zasięgi i zatrważającą moc wyświetleń. “Połączenie bez więzi”. Kryzys wspólnoty. Wszystko to na co zasłużyliśmy płynie do nas szerokopasmowym nurtem sieci. Miliony wygenerowanych wyświetleń Japończyka zjadającego kolorowe żelki są świadectwem kondycji człowieka współczesnego, który te wyświetlenia napędził. Coś ostatecznie znalazło swój koniec, kiedy przestaliśmy się wstydzić własnej wulgarności. Nie chodzi o to żeby szukać winnych. Chodzi o to, żeby się nad tym pochylić i chociaż przez chwilę poczuć z tym źle.

 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...