Avatar użytkownika

Damian Duszczenko

2
patronów
70 
miesięcznie
4 200 
łącznie
2
patronów
70 zł 4 200 zł
miesięcznie łącznie

Progi wsparcia

10 zł miesięcznie
Dychacz. Dzięki!
20 zł miesięcznie
Dwie dyszki? Stary/Stara, dzięki!
50 zł miesięcznie
Pięć dych to naprawdę dużo! Dziękuję!
100 zł miesięcznie
Co? Stówka? Czyżbyś był(a) w drugim progu podatkowym?
500 zł miesięcznie
Możesz mnie adoptować.

Kup wsparcie na prezent!

Podaruj znajomemu subskrypcję Autora Damian Duszczenko w formie kuponu podarunkowego.

Zobacz jak działają kupony
Kup na prezent

O autorze

Jestem dziennikarzem, publicystą i przewodniczącym Stowarzyszenia Łódź dla ludzi, z przekonań polskim socjalistą.

A.D. III ID. IAN.

Już niebawem, za momencik, po koniecznych zabiegach i zabieganiach - zaczynam pisać. Potrzebuję jeszcze dwóch–trzech tygodni. Piszę tę zapowiedź głównie dla mobilizacji siebie, aby nie wygrało ze mną lenistwo, podstawowa cecha ludzi inteligentnych (vide: Zandberg). Na szczęście może umysł mam przyciężkawy.
 

Jak zdrowie? Srak. Z każdym tygodniem zastanawiam się, czy może być gorzej. Okazuje się, że może.

Przez lata trenowałem kickboxing, bieganie, jazdę na rowerze. Człowiek miał w sobie tę naiwną pewność, że ciało jest jak narzędzie: smarujesz, ćwiczysz, działa. Teraz mój umysł siedzi z boku jak złośliwy kibic na trybunach i patrzy, jak przedwcześnie się zestarzałem - jakby ktoś mi podmienił organizm. Najgorsze w tym wszystkim jest nie to, że boli, tylko że trzeba się przyzwyczajać do własnych ograniczeń. Mógłbym, bidny, dostać z tego powodu depresji, ale na szczęście już miałem.

Z okna mam uspokajający widok na Karolew. Sypialniana dzielnica Łodzi, która udaje, że nic się nie dzieje: bloki stoją jak stały, okna świecą jak świeciły, ludzie wracają z siatkami, psy wyprowadzane są z tą samą powagą, z jaką kiedyś wyprowadzało się dzieci do szkoły. Karolew jest jak kołdra: nie leczy, ale przykrywa. I czasem to wystarczy, żeby człowiek nie zwariował.

Póki mogę klikać w klawiaturę (robię to głównie kciukiem), chyba nie mam wyjścia. Dziennik ma być, nie ukrywam, próbą utrzymania się na powierzchni, bo kaleka nie ma zbyt wielu perspektyw zarobkowania. A nie wiedzieć czemu życie takiej pokraki jest droższe i to znacznie. Społeczeństwo humanitarnego spektaklu zmusza mnie do przypominania o sobie, źebrania i konkurencji nie tylko z wyspecjalizowanymi machinami (WOŚP już niebawem), ale i np. z dziećmi, którym potrzeba 10 milionów, żeby nie pomarły. Dlatego namiętnie będę tu przypominał o swojej zrzutce czy patronajcie.

Więc będzie o wszystkim - ale zawsze z tego samego miejsca. O wojnie, która nadchodzi, czyli o tym, jak strach wchodzi w język, a potem w budżet. O zaległych lekturach. O tym, co robimy w stowarzyszeniu: o małych zwycięstwach, dużych porażkach i o tym, jak wygląda solidarność w praktyce. O tym, co kto powiedział - i co próbował powiedzieć, ale mu nie wyszło, bo w Polsce słowa często służą do omijania rzeczy.

Będzie nawet o geopolityce i strategii, bo teraz wszyscy się znają: każdy jest generałem, każdy ma mapę, każdy wie, co „trzeba”, tylko nikt nie umie odpowiedzieć na proste pytanie: kto za to zapłaci i czyim życiem. Ja będę tym pytaniem psuł towarzystwo regularnie. To nie będzie żadna onucowa robota ani prorosyjskie podśpiewywanie pod cudzą armię. Rosyjski imperializm nazywam po imieniu - i nie zamierzam go wybielać ani usprawiedliwiać. Widzę jednak niepodmiotowość polskich polityków, którzy z łatwością mogą być wykorzystani przez sojuszników. I właśnie o to chodzi: żebyśmy wreszcie przestali być wiecznym „korytarzem”, „flanką”, „rynkiem zbytu” i „rezerwuarem rąk do pracy”, tylko zaczęli być społeczeństwem, które ma własny interes i potrafi go artykułować. Upodmiotowienie nie kończy się na machaniu flagą. Zaczyna się tam, gdzie ludzie z dołu mają wpływ na to, co się robi ich pieniędzmi, ich pracą i - w razie najgorszego - ich życiem.

Nie będzie tu więc hymnu o „jedności narodowej”, za którym zwykle chowa się zakaz marudzenia, cięcie praw i oczekiwanie, że na koniec i tak wszystko udźwignie pielęgniarka, magazynier, nauczycielka i lokator na umowie śmieciowej. Będzie raczej kronika tego, jak „wielka polityka” wchodzi ludziom do mieszkań przez rachunki, czynsze i ceny chleba. Jak wojna - nawet zanim wybuchnie - robi porządek: jednych ustawia w szeregu, innych ustawia do robienia interesów.

A ja, z oknem na Karolew i z klawiaturą pod kciukiem, będę to notował. Dzień po dniu, póki się da. Bez udawania, że jest wesoło, i bez udawania, że jest beznadziejnie. Jeśli ktoś chce czytać dziennik człowieka, który ma słabe ciało, ale wciąż upartą potrzebę mówić po stronie tych, co dźwigają - zapraszam.

Cele

Siedzieć i pisać
  • 3 000 zł miesięcznie
  • 2 930 zł brakuje
2%
Dzięki osiągnięciu tego celu mogę siedzieć i pisać.

Dołącz do grona Patronów!

Wesprzyj działalność Autora Damian Duszczenko już teraz!

Zostań Patronem

Najnowsi Patroni

Anonimowy avatar
Anonimowy Patron
20 zł
Anonimowy avatar
Anonimowy Patron
50 zł

Chcielibyśmy Cię poinformować o ryzykach, związanych z Twoim zaangażowaniem finansowym. Przekazując środki na realizację pasji Twojego ulubionego Twórcy prosimy, abyś wziął/wzięła pod uwagę kilka kwestii.