Elżbieta Jurczyk

W Patronite od 09.07.2020

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie: 397

liczba Patronów: 324

31 patronów
565 zł miesięcznie
1 550 zł łącznie
Opiekuję sie dzikimi jeżami - chorymi, okaleczonymi , przygarniam osierocone ślepe mioty i maluchy, które bez pomocy człowieka nie dadzą sobie rady. Leczę je, opiekuję się nimi aż do chwili, gdy są gotowe do życia na wolności. Najcudowniejszy moment - gdy wracają do swojego prawdziwego domu.

O Autorze

Jestem normalnym, zwykłym człowiekiem, pracuję, mam dom, rodzinę, mam swoje zwierzęta i trochę wolnego czasu na czytanie książek albo oglądanie filmów. Właściwie powinnam napisać "miałam wolny czas". Bo juz nie mam. Od chwili, gdy w moim życiu pojawił sie pierwszy jeż potrzebujący pomocy , wszystko wywróciło sie do góry nogami. Bo za pierwszym był dugi, potem trzeci, dziesiąty, setny... I szlag trafił wolny czas, potem, w miarę jak dochodziły kolejne jeże, trzeba było rezygnować z życia prywatnego, z wyjazdów na weekendy i wakacje, na urlopy i wypoczynek. Były tylko jeże i codzienna opieka nad nimi. Leczenie, bo 80% moich jeży to jeże chore, sprzątanie kojców, zdobywanie pieniędzy żeby kupić im jedzenie takie, jakiego potrzebują. Żeby kupić środki higieny - podkłady, ręczniki papierowe i środki czystości - proszki do prania, płyny do mycia, czyszczenia i dezynfekcji. Artykuły jednorazowe - rękawiczki, strzykawki do karmienia. Opieka nad jeżami - wbrew pozorom jest bardzo kosztowna. Sama karma naturalna pochłania tyle kasy, że nie ma mowy abym mogła ją kupować ze swoich pieniędzy. A robale muszą dostawać, bo to naturalne źródło białka, dieta, którą się zobowiązałam zapewnić jeżom gdy uzyskałam oficjalne pozwolenie na opiekę nad jeżami. Zapewnić warunki jak najbardziej zbliżone do naturalnych. Bez kasy nic się nie zrobi, wszystko kosztuje, a ja mam bardzo ograniczone możliwości. W ostatnim sezonie opiekowałam się 126 jeżami. Nie wiem jak mi się to udało, ale jeże były zadbane, nakarmione, miały czyste kojce, a ja jeszcze żyję, a więc obeszło się bez ofiar. No, może tylko niedospana jestem, bo czasem zarywałam kilka nocy pod rząd, a odsypiałam w sobotę i niedzielę. No i dom trochę nie ogarnięty, z kompasem się wyjścia szuka. A po czyste talerze to najlepiej do sklepu skoczyć… Ale jakoś dałam radę. Prawie wszystkie jeże już wróciły na wolność, dla mnie to powód do ogromnej radości, bo najpiękniejszym momentem jest właśnie wyjazd na wypuszczanie jeży. Dla nich jest to druga szansa, którą dostały dzięki naszej opiece. „Naszej” – bo lekarz weterynarii pełni tutaj kluczową rolę. To on podejmuje, czasami rozpaczliwą walkę o życie jeża, którego być może inny lekarz skreśliłby już na początku. My walczymy do upadłego. Czasami jest ciężko, leczenie i opieka wymaga ogromnych poświęceń i sporych nakładów finansowych, ale efektem może być zdrowy jeż, który ma pełne szanse na życie w naturalnym środowisku. A więc na pewno warto. Opieka nad jeżami to jedno pasmo wydatków – opłaty za karmę, opiekę weterynaryjną, za badania, specjalistyczne testy bakteriologiczne , do tego dochodzą koszty materiałów higienicznych – podkładów, ręczników papierowych, koszty środków czystości – płynów do mycia i czyszczenia, dezynfekcji, środków do prania. To tylko ładnie wygląda z wierzchu – gdy się patrzy na zdjęcie jeża uchwyconego w jakiejś fajnej pozie, śpiącego lub ziewającego. Tak naprawdę , od kuchni, wygląda to zgoła inaczej. Ja też z początku myślałam, że co tam, kilka jeży to jakoś przecież ogarnę bez większych problemów. Ale jeży przybywało, ludzie czytali o jeżach na mojej stronie na fb, mieli coraz większą świadomość tego, że tym zwierzętom koniecznie trzeba pomagać. Dowiadywali się o jeżach coraz więcej, informacje o których nie mieli zielonego pojęcia sprawiały, że do mnie zaczęło trafiać coraz więcej jeży. W całym województwie opolskim jestem jedyną osobą, która opiekuje się jeżami. W ubiegłym sezonie miałam pod opieką rekordową ilość jeży - 126 sztuk. Myślę, że to właśnie jest odzew na edukację społeczeństwa w sprawie zagrożeń, jakie czyhają codziennie na jeże. Sporo ludzi już wie kiedy i jak pomagać, jak wygląda jeż zdrowy, a jak chory. Co robić gdy się znajdzie jeża wymagającego pomocy i jak się nim zająć do chwili przekazania go w odpowiednie ręce. Nie ukrywam, że jestem z tego powodu zwyczajnie szczęśliwa. Bo to oznacza, że potrzebujące jeże nie pozostaną nie zauważone, nie zostaną pozostawione same sobie, bez opieki i pomocy. A to z kolei oznacza, że większa ilość tych zwierząt zostanie uratowana przed śmiercią i zwrócona naturze. No więc bujam się z tym kolczastym gangiem już  12 lat i uratowałam już sporo kolczastych istnień. Z początku finansowałam wszystkie wydatki ze swoich własnych pieniędzy, ale w miarę jak jeży przybywało, mojej kasy ubywało w takim tempie, że przyszedł czas gdy musiałam latać po znajomych i pożyczać pieniądze aby kupić im jedzenie. A potem oddawać, co nie było wcale proste. Obecnie, przy tak ogromnej ilości jeży muszę prosić o pomoc wszystkich, którym los tych stworzeń nie jest obojętny, którzy chcieliby pomóc dorzucając 10, 20 czy więcej złotych co miesiąc. Abym mogła spać spokojnie, nie martwiąc się, że nie ma kasy na jedzenie gdy w kojcach siedzi setka jeży. Że nie zabraknie na ręczniki, podkłady czy na płyn do mycia naczyń aby umyć codziennie 200-300 misek wysmarowanych przez srajdusy. Abym nie musiała martwic się, że nie mam kasy na zapłacenie rachunków za prąd i wodę, które od czasu gdy są jeże, drastycznie wzrosły. Gdyby się udało zebrać tyle, ile nieśmiało zaplanowałam, nie musiałabym się martwić, że nie mam kasy na opłacenie kontenera na śmieci po jeżach. A przy takiej ilości jeży kontener praktycznie biorąc, potrzebny jest raz w miesiącu. Większość jeży udaje się nam uratować, ale nie wszystkie. Czasami trafiają do mnie w takim stanie, że już tylko pozostaje eutanazja. Czasami podejmujemy próby ratowania, ale w wielu przypadkach kończy się tak, że pomimo leczenia jeż umiera na moich rękach. Nie zostawiam ich samych w takich momentach. Pewnie jestem trochę przygłupia, ale wydaje mi się, że są wtedy spokojniejsze. Odchodzą w cieple i spokoju , nie umierają gdzieś pod płotem, na zimnie, deszczu, dziobane w ostatnich chwilach życia przez drapieżne ptaki. Myślę, że stworzenie tym, których nie da się już uratować, godnych warunków do przejścia na tamtą stronę, jest też moim świętym obowiązkiem. One odchodzą, a ja beczę. Jestem tylko człowiekiem, z natury bardzo wrażliwym. Przeżywam każdą śmierć, każdą nieudaną interwencję, każdą porażkę, chociaż nie mamy ich aż tak  wiele. Wyję jak wilk do księżyca , bo w każdym przypadku zawsze mam nadzieję, że może jednak się uda. Te odejścia to dla mnie najtrudniejsza strona opieki nad jeżami, bo nie potrafię się z tym pogodzić. Chciałabym uratować świat ale jest to niemożliwe. No więc ratuję choć cząstkę tego świata. Jeże, które jeżeli im nie pomożemy, powoli znikną z powierzchni ziemi. Bo umiera ich więcej niż  zdoła przetrwać. Dziesiątkuje je cywilizacja – samochody, kosy spalinowe, wypalanie traw, trutki na ślimaki, pestycydy. Dziesiątkują je choroby – głównie nicienie płucne, którymi jeże zarażają się zjadając ślimaki, jednocześnie czyszcząc nasze ogrody. Same potem giną. Dlatego misja ratowania jeży jest dla mnie sprawą bardzo ważną. Jeżeli zostaniesz Patronem jeży i zdecydujesz się wpłacać regularnie jakąś kwotę na opiekę nad nimi, przyczynisz się do ratowania polskiej fauny, dołożysz swoją cegiełkę w tę piękną akcję. W zamian nie obiecuje wielkich nagród, bo nie mam zbyt wiele czasu na wymyślanie czym by tutaj Patronów uraczyć. Będą zdjęcia jeży, będą krótkie filmiki, może co jakiś czas opiszę historię jakiegoś jeża. Nie chcę uzależniać rodzaju nagrody od wysokości wpłat, bo dla mnie ważne jest serce i chęć pomagania. Nieważne ile kto wpłaci, ważne że robi to z chęci pomagania jeżom. Czasami ktoś bardzo chciałby dać więcej niż go na to stać, ale z różnych względów nie może, Daje tyle, na ile go stać. Dla mnie jest to piękny gest, piękny, bo płynący z serca. Dlatego nie obraźcie się, jeżeli w różnych progach nagrody będą wspólne. Bo chciałabym abyśmy wspólnie ratowali jeże, ja daję wszystko co mogę im dać – swój wolny czas, swoje życie prywatne, swój dom. Wy wspieracie je finansowo, aby opieka nad nimi była realna. Razem damy radę. Nagrodą, którą mogę Wam obiecać – będzie powrót na wolność tych wszystkich jeży, które dzięki Waszemu wsparciu uda się uratować i sprawić aby wróciły do swojego prawdziwego domu. To tyle. Teraz Twój ruch Patronie. Pomożesz jeżom?

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem