Koci Szpital Fundacji KOT

W Patronite od 05.03.2020

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie: 797

liczba Patronów: 875

5 patronów
134 zł miesięcznie
286 zł łącznie
Fundacja KOT – Koty Otoczone Troską – od 2005 roku ratuje bezdomne koty, często ofiary wypadków, sterylizuje koty wolnożyjące, by ograniczać liczbę niechcianych zwierzaków, szuka dobrych domów adopcyjnych dla oswojonych, przyjacielskich kotów.

O Autorze

Fundacja KOT – Koty Otoczone Troską – od 2005 roku ratuje bezdomne koty, często ofiary wypadków, sterylizuje koty wolnożyjące, by ograniczać liczbę niechcianych zwierzaków, szuka dobrych domów adopcyjnych dla oswojonych, przyjacielskich kotów.

Fundacja to zgrana ekipa z ogromnym doświadczeniem, współpracująca z najlepszymi lekarzami weterynarii. Działając razem z nami, dołączasz do grona pasjonatów, którzy z całym sercem, nie zapominając o zdrowym rozsądku, uratowali już setki kotów. I mają wielką nadzieję, że z Twoją pomocą uratują kolejne.

Dziękujemy za Wasze zaufanie i każde, nawet najmniejsze wsparcie.

Zdjęcie: Strażak

Fundacja KOT od roku 2008 ma status OPP (Organizacji Pożytku Publicznego), można przekazać 1% podatku dla naszych kotów: KRS 0000230788. Więcej informacji o 1% oraz bezpłatny program do rozliczeń PIT znajdziesz tutaj.

Konto na Patronite założyliśmy z myślą o pacjentach naszego Kociego Szpitalika.

Zdjęcie: Strażak

Kim są pacjenci Szpitalika?

Ot, bury kocur z działek, czarno-biała kotka z cmentarza, jakiś czarny kot z osiedlowego śmietnika. Dorosłe, żaden nie chce kontaktu z człowiekiem, nie nadają się do adopcji.

Zakładamy, że jeśli kot wolnożyjący trafia na sterylizację, to najprawdopodobniej będzie to w jego życiu jedyna okazja, by zbadał go weterynarz. I niech z tej okazji skorzysta!

Na co chorują bezdomne koty?
Pakiet standardowy to katary i biegunki – to chyba najczęściej (świerzbowiec czy pchły są tak banalne i częste, że nawet nie liczymy ich jako osobnych jednostek chorobowych). Poza tym problemy z zębami (zwłaszcza u starszych kotów – zepsute albo połamane zęby, kamień) i oczami (zwłaszcza u młodszych kotów – infekcje).
Bardzo częste są urazy, nie tylko spektakularne złamania, ale i niespektakularne, za to bolesne ropnie i rany od pogryzień. Są też nowotwory, szczególnie u kotek – guzy na listwie mlecznej, ale też np. polipy w uszach i nacieki na dziąsłach.

Jak się leczy takie koty?
Przede wszystkim: szybko.
To koty dzikie, które na czas leczenia skazane są na klatkę i kilkukrotny w ciągu dnia kontakt z człowiekiem. Każdy zastrzyk, tabletka, kroplówka, maść do oka czy ucha – to ogromny stres. Koty różnie go znoszą, niektóre bardzo się boją, inne, trochę śmielsze, wykorzystują czas leczenia na najedzenie się porządnym żarciem;)

Chore koty są diagnozowane: mają badaną krew, w razie potrzeby – RTG, USG i ewentualnie badania niestandardowe (niektóre wykonywane poza Toruniem). Wszystkie koty, które tego potrzebują, są poddawane operacjom: połamane kości się składa, kamień nazębny się czyści, guzy usuwa. Jeśli potrzebują leczenia – dostają takie leki, jakie zaleci weterynarz.
Krótko mówiąc, koty są obsługiwane kompleksowo i leczone tak, jak nasze domowe koty.

Jak się podaje leki dzikim kotom?
Przede wszystkim: szybko:)
Większość dzikich kotów w klatkach jest spokojna i wycofana. Każdy kot ma w klatce nie tylko kuwetę i miski, ale też swój własny transporter, żeby mógł się schować. Wprawne ruchy pozwalają szybko podać zastrzyk i wycofać dłonie.

Do dyspozycji są też grube, zębo- i pazuroodporne rękawice. Kot naprawdę dziki-dziki, który chce nas żywcem pożreć, trafia się parę razy w roku.

Kto za to płaci?
To wszystko dzieje się dzięki Wam – darczyńcom.
Co roku staramy się o dofinansowanie na zabiegi sterylizacji, ale to pieniądze w całości przeznaczone wyłącznie na sterylizacje (zresztą kończą nam się zwykle ok. połowy roku). Na leczenie i utrzymanie kotów nie dostajemy żadnych środków poza Waszymi wpłatami i 1% podatku.

Rocznie przez szpitalik przechodzi ponad 100.
W roku 2019 leczyło się u nas 130 kotów.

Wyobraźcie sobie: to tak, jakby 3 razy tygodniu trafiał do Was chory kot. Koty siedzą u nas tak długo, jak potrzebują, niektóre kilka dni, inne – kilka tygodni. W szpitaliku zatem zawsze jest kilkoro pacjentów. Ich leczenie, banalne i niemedialne, odbywa się niejako w tle: na stronie www i na facebooku pokazujemy przede wszystkim koty oswojone – bo dzięki takim wpisom, zdjęciom, Waszym udostępnieniom i komentarzom takie koty mają większe szanse na adopcję.
Koty nieoswojone stresują się aparatem fotograficznym, unikają kontaktu wzrokowego albo czujnie podpatrują, czy przypadkiem ich nie zaatakujemy.

Poza kotami szpitalikowymi mamy ok. 20-30 kotów w kociarni [oswojone, adopcyjne], ok. 80-100 kotów wolnożyjących do dokarmiania i ponad 400 sterylizacji (497 kotów - dane za ub. rok).

Więcej o Kocim Szpitaliku przeczytasz TUTAJ, a TUTAJ znajdziesz informacje o naszych aktualnych pacjentach.

Dziękujemy za zaufanie i wsparcie!

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem
Najnowsi Patroni