"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

05.12.2025 (piątek) 

 

Należymy do pokolenia, którego nie nauczono wiary na wielu poziomach. Nie nauczono nas nadziei, że może nas w życiu spotkać jakieś dobro, na które nie musimy zasłużyć. Uczono nas wstydu w reakcji na brak “skromności”. Skutecznie zohydzono nam siebie, a teraz jakaś część z nas stara się odreagować narcystycznym odruchem skupiania na sobie uwagi, domagania się głosu wszędzie tam, gdzie zdołamy upchnąć jakąkolwiek obecność nas samych. Doświadczaliśmy przemocy bycia niewysłuchanym, ignorowanym, redukowanym przez narzucane nam kryteria oceny własnej skuteczności (wartości?), które ostatecznie rozpoznaliśmy jako fałszywe, rozpoznając zbyt późno. Odmawiano nam prawa do wspierania samych siebie przychylnością, akceptacją, miłością. Paradoksalnie i tak wychowano pokolenie, które zdominował szeroko pojęty kult ja, o którym Camus pisze, że zakłada “amatorszczyznę lub optymizm. Dwie brednie.” Kiedy człowiek rozejrzy się po świecie lub zajrzy w głąb siebie - trudno odmówić mu racji. Więc nauczono nas wstydu, który jest wiernym towarzyszem i przychodzi zawsze tam, gdzie pojawia się choćby cień samozadowolenia. Żyjemy w konflikcie podejmując rozpaczliwe próby naprawy. Terapeutyzujemy brak wiary w pomyślność. Terapeutyzujemy brak wdzięczności, ponieważ nie potrafimy być wdzięczni. Nie widzimy w całej ostrości dobra, które nas spotyka. A przecież spotyka nas wiele dobrego w świecie, który z trudem otrząsa się z nadwyżki kalorycznej i braku umiaru. Tak wiele staje się przezroczyste w świecie, który śmiertelnie boi się nudy i przeciętności. Tak wiele staje się nieprawdziwe w świecie, który z coraz większym trudem potrafi definiować rzeczywistość - nie odróżnia - halucynacji od faktów kreując bezczelną narrację o postprawdzie. O czym? Przepraszam, czy mógłbyś/mogłabyś powtórzyć? 

Tutaj jesteśmy. Z naszymi ambicjami, z naszym lękiem, z naszymi książkami, wierszami, naszą utratą i naszym zyskiem. Jednocześnie obecni i nieobecni. Zawsze gdzieś indziej. Wciąż żywi i w jakiejś części siebie - martwi. 

Rozmawiamy o tym z Justą podczas długiej, telefonicznej wymiany zdań. Jednej z tych rozmów, które zostają w naszej pamięci. 

Wieczorem robota recenzencka. Czytam “Okrutnych bogów” Kingsnortha, który już na wstępie notuje: 

"Jestem zagubiony. Gdyby było inaczej, nie pisałbym książek. Niczego bym nie pisał, gdybym nie szukał raju (...) Piszę więc, aby go znaleźć...ale nie, to też nie to, bowiem zbliżający się do połowy życia, wiem, że nie ma czego szukać. (...) Nie przynależę do żadnych miejsc i osób. Kieruje mną jakieś poczucie oderwania, którego nie pojmuję". 

W pewnym stopniu jest w tym doświadczeniu coś, co wciąż mógłbym uznać za swoje. Ponieważ to jest narracja o wyczerpaniu, wypaleniu formuł, w których czujemy się bezpieczni. Doświadczenie utraty, która przychodzi w miejsce spodziewanego zysku? Ostatecznie można to sprowadzić do pytania o to, czy wciąż powinniśmy próbować zaufać światu, który wielokrotnie bankrutował na naszych oczach. A słowa? Narzędzie opisu, które zwykle przynosiło mi ulgę. Kingsnorth wątpi w ich sprawczość. Wycofuje się z wiary, która pozwalała mu widzieć w nich demiurgiczną moc. Co jeśli słowa nie mogą już ocalić nas w naszych fikcjach, autofikcjach? Co jeśli nie potrafimy posługując się słowami wysłowić prawdy o nas samych? Co jeśli nigdy nie było to możliwe? Co z granicami świata, skoro granice języka stają się iluzoryczne lub tracą charakter punktu odniesienia? 

Mam wrażenie, że Kingsnorth pojawia się w moich lekturach nie przez przypadek. Głęboka niechęć do redakcji własnej książki z wierszami jest czymś zupełnie nowym. Czymś czego nie doświadczałem wcześniej znajdując w tej czynności jakąś radość. Tymczasem zupełny brak zapału, a przecież ta praca nie wykona się sama. Na szczęście (o ironio, o losie złośliwy) jej nieistotność pozwala mi pozostawać zwolnionym z poczucia jakiejkolwiek winy. Nawet tej wobec siebie - winy zaniechania. 

Zacząłem powieść Harstada “Max, Mischa i ofensywa Tet”. Śmierć epiki współcześnie wydaje się faktem. Wielkie narracje zastąpiły bardziej lub mniej udane miniatury w postaci  małych próz, autofikcji, opowieści o własnych lub cudzych diagnozach medycznych. Historie pisane w głównym nurcie w wielu przypadkach są odpowiedzią na społeczne zapotrzebowanie rozwijania określonych wątków i zagadnień  niejako na społeczne zamówienie, lub po prostu w celu sprzedania tematu. Wielka literatura nie powinna się spieszyć, nie powinna bać się fikcji, nie powinna bać się wielopiętrowych fabuł, powinna być polemiczna, erudycyjna, odważna i niepopularna. Przede wszystkim powinna być wymagająca, bezwzględna i bezkompromisowa - nie powinna niczego ułatwiać. Powinna stawiać wyzwanie, ale jednocześnie być gwarancją działającą na zasadzie niepisanego kontraktu: poświęć swój czas i uwagę, w zamian za co wyruszysz w niezwykłą podróż i wrócisz z czymś czego wcześniej nie miałeś. Taki wydaje się być Harstad. Więc czytam.

Poza tym gwałtowne i niespodziewane ocieplenie. Mój organizm reaguje na nie bólem głowy i fatalnym samopoczuciem. Starzeję się i gderam. Wciąż trudno mi uwierzyć, że w styczniu skończę czterdzieści dziewięć lat, a przecież nie zajmuję się w życiu niemal niczym innym niż przyglądaniem się procesom wszelkiego rozpadu. Czynię to w świecie, który nie tylko boi się zestarzeć, ale gardzi starością i wszystkim, co nosi na sobie ślad działania czasu. I żeby jeszcze rację miał Gary Snyder, którego cytuje Kingsnorth w “Okrutnych bogach”. Snyder pisze: 

"W cywilizacji zachodniej nasza starszyzną są książki (...) Książki przekazują nasze opowieści. Książki niosą zakazaną wiedzę i prawdę książki są tym, co dziwne, nieludzkie, abstrakcyjne a czasem są też bramą do świata, gdzie kiedyś zabierały nas bębny, ogień i szałas potów. To brama do zaświatów." 

Jeżeli Snyder ma rację, to najwyraźniej ludzkość straciła zainteresowanie tym, co znajduje się po tamtej stronie. Tyle że nie sposób przecież odwrócić się od własnej śmierci. Wiele łatwiej natomiast odwracać się od cudzej. W naiwnych postawach jest coś, co przypomina mechanizm każdej wiary. Otóż - jeżeli coś w co staramy się wierzyć jest sprzeczne z tym, co sugerują fakty. Tym gorzej dla faktów. 

 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...