"Stado. Dziennik"

Obrazek posta

30.12.2025 (wtorek)


 

Czytam "Rejestr grozy. Przewodnik po technikach narracyjnych" Pawła Wielopolskiego wydany przez Państwowy Instytut Wydawniczy. Wielopolski okazuje się niezwykle pomocny w moich planach związanych z wolną lekturą nie obarczoną koniecznością wypowiedzi, zajęcia stanowiska, zamknięcia wrażeń w tekst recenzji. Autorska koncepcja Wielopolskiego dotyczy rejestrów, którymi posługuje się literatura gatunkowa, traktowana po macoszemu przez literaturoznawców i krytykę, która nie spogląda przecież z powagą w kierunku tego rodzaju narracji. Ja sam przez długie lata nie szczędziłem krytycznych i kategorycznych sądów dotyczących fabuł z kręgu grozy. Dziś wiem, że przynajmniej w jakiejś części tej postawy zgrzeszyłem ignorancją i pychą. Żeby grzech odkupić kupuję kolejną powieść Kinga (“Ręka mistrza”) oraz książkę słowackiego autora Josefa Kariki (“Szczelina”) i korzystając z tygodniowego urlopu niezwłocznie podejmuję lekturę. 

Poza tym spacery. Głównie z Wi, która również w okresie poświątecznym nie pracuje, co pozwala nam spędzić więcej czasu razem. Wiele wypitej kawy na mrozie i w cieple. 

Po kilkudniowej przerwie odżywa korespondencja z Radkiem. Ponadto telefon od T.W., który dziękuję mi za wsparcie i uwagę poświęconą mu w minionym roku. Miłe i krępujące zaskoczenie. Przyzwyczaiłem się do tego, że na mój temat dominują cokolwiek odległe od tego rodzaju sądów, opinie. Co więcej - sam zacząłem w nie wierzyć. Tymczasem problem pojawia się zawsze, kiedy człowiek dokonuje wyborów kategorycznych odcinając się od ludzi, którzy zjawiają się w jego życiu z “ofertą”, która nie spełnia oczekiwań - wtedy kiedy owe oczekiwania są już sprecyzowane, świadomie przyjęte jako własne, a przez to istotne. Ktoś zauważy, że słowo “oferta” może wydać się w tym wypadku - niestosowne. Być może. Nie zmienia to faktu, że ona rzeczywiście istnieje.

Problem pojawia się wtedy, kiedy człowiek decyduje się nie obsługiwać już relacji dla niej samej i żyć zaczyna w przeświadczeniu, że lepiej nie mieć, niż mieć tylko po to, żeby było. Rzecz sięga dalej niż jakość. Rzecz się odnosi do sensu. Osobność nie samotność. A nawet jeśli samotność - to warto. Nie groza drugiego człowieka jest udręką - o czym regularnie pojękuję Paweł Lęcki w swoich coraz bardziej nieznośnych, fejsbukowych postach. Nie groza - powiadam - jest ową udręką lecz pustka. Wszechogarniająca, wyczerpująca, ssąca wampirycznie - pustka. Pustka przed którą nie ma ucieczki jeśli człowiek postawi fałszywie na uprzejmość i towarzyskość. Pustka, która sieje jak złośliwy nowotwór wszędzie tam, gdzie pojawia się zaniedbanie i poświęcenie, na które relacja nie zasługuje. Wszędzie tam, gdzie należy ją bezzwłocznie porzucić. Wbrew temu, co może się wydawać istnieje ku temu wiele niewykorzystanych okazji. Ja zacząłem je po prostu wykorzystywać. Bowiem istniejąc dla wszystkich, równie dobrze można nie istnieć dla nikogo - dwie strony jednego płaszcza na ramionach tej samej postaci. Spełnianie oczekiwań bywa po prostu męczące. Jeszcze bardziej wyczerpujące okazuje się wtedy, kiedy zrozumiemy, że większość z nich nie ma z nami absolutnie nic wspólnego. Nie dotyczy nas jak korespondencja, która wskutek pomyłki trafia pod nasz adres. Innymi słowy: jestem za stary, żeby robić rzeczy, na które nie mam ochoty. Jestem za daleko, żeby obawiać się powiedzieć to na głos, żeby tego tutaj nie notować. Porzucam lub nie tworzę relacji wszędzie tam, gdzie widzę uzasadnione podejrzenie jej toksyczności, miałkości lub powierzchowności. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? A no nic. Po prostu - zawsze jest ktoś, kto odchodzi z kwitkiem. A zatem pustka i mająca w tej tej pustce swoje zatrute źródło - nuda. Tymczasem Lęcki o “grozie drugiego człowieka”. Groza przynajmniej poprawia człowiekowi krążenie. Pustka i nuda sprawia, że stajemy się martwi. 

 

Zobacz również

"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"
"Stado. Dziennik"

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...